Ukraiński dron morski eksplodował w rumuńskim porcie w Konstancy po utracie kontroli, którą Kijów przypisał rosyjskim zakłóceniom. Były szef rumuńskiej Gwardii Środowiska Octavian Berceanu twierdzi, że gdyby maszyna skręciła o kilka sekund później, mogła dotrzeć w rejon terminalu naftowego i magazynów azotanu amonu.

Ukraiński dron morski eksplodował 5 czerwca w porcie w Konstancy nad Morzem Czarnym, w pobliżu terminalu naftowego. Rumuńskie ministerstwo obrony i strona ukraińska podały, że maszyna utraciła kontrolę w wyniku rosyjskich działań walki radioelektronicznej. W zdarzeniu nikt nie ucierpiał.

Ukraińska marynarka wojenna przekazała, że jeden z jej dronów stracił sterowność na Morzu Czarnym po rosyjskim zakłócaniu. Kijów miał ostrzec stronę rumuńską, aby umożliwić ewakuację i uniknąć ofiar. Rumuński minister obrony Radu Miruță potwierdził, że ostrzeżenie pozwoliło na przeprowadzenie działań zabezpieczających.

Prezydent Rumunii Nicușor Dan obarczył odpowiedzialnością Rosję. Ocenił, że wejście drona w rumuńską przestrzeń suwerenną było „bezpośrednią konsekwencją wojny prowadzonej przez Rosję przeciwko Ukrainie”. Doniesienia medialne wskazywały, że trzy inne ukraińskie drony, które utraciły kontrolę, eksplodowały u wybrzeży Rumunii i nie stwarzały już zagrożenia.

Po incydencie w rumuńskich mediach pojawiła się hipoteza dotycząca możliwych skutków. Financial Intelligence oraz B1 TV przytoczyły opinię Octaviana Berceanu, byłego szefa rumuńskiej Gwardii Środowiska. Berceanu twierdzi, że maszyna była blisko dotarcia do infrastruktury portowej, której uszkodzenie mogło doprowadzić do katastrofy.

„Błąd komendy GPS drona znajdującego się w ruchu o zaledwie 2–3 sekundy nas uratował” – napisał Berceanu, cytowany przez B1 TV.

Według jego relacji dron miał skręcić w lewo w stronę terminalu około 30 metrów przed końcem falochronu. Berceanu ocenił, że gdyby skręt nastąpił kilka sekund później, maszyna mogłaby dotrzeć do rejonu terminalu Oil Terminal oraz magazynów azotanu amonu. Financial Intelligence opisał to jako sytuację, w której „błąd kilku sekund” mógł zapobiec katastrofie w porcie.

„Konsekwencje […] mogłyby zrównać Konstancę z ziemią” – stwierdził Berceanu.

B1 TV zaznaczyła, że były szef Gwardii Środowiska uznał drona za maszynę naprowadzaną. Według jego hipotezy nie był to przypadkowy dryf, lecz ruch w stronę strategicznej infrastruktury portowej. Medium przedstawiło te twierdzenia w kontekście pojawiających się po eksplozji teorii i spekulacji wokół incydentu.

Tezy Berceanu nie zostały dotąd potwierdzone przez rumuńskie władze. Oficjalnie Bukareszt informował o eksplozji drona morskiego używanego w wojnie na Ukrainie, zabezpieczeniu miejsca zdarzenia i braku ofiar. Sprawą zajmuje się prokuratura przy sądzie apelacyjnym w Konstancy.

Incydent w Konstancy jest kolejnym przypadkiem, w którym działania wojenne na Morzu Czarnym bezpośrednio dotknęły terytorium państwa NATO. Reuters odnotowuje, że wcześniej w tym samym tygodniu rumuńska marynarka wojenna zdetonowała minę, która dryfowała w kierunku wybrzeża Morza Czarnego.

b1tv.ro / financialintelligence.ro / Kresy.pl

Tagi: , , ,
forma płatności