Szwajcarzy 14 czerwca zagłosują nad wpisaniem do konstytucji limitu liczby mieszkańców. „Der Spiegel” wskazuje, że formalnie inicjatywa wymierzona jest w dalszy wzrost populacji i migrację, ale w praktyce może uderzyć przede wszystkim w obywateli UE, w tym Niemców.
Szwajcarzy 14 czerwca zagłosują w referendum nad inicjatywą „Nie dla Szwajcarii z 10 milionami mieszkańców”, która zakłada wpisanie do konstytucji limitu liczby osób stale mieszkających w kraju. Jak pisze „Der Spiegel”, byłby to pierwszy taki przypadek w suwerennym państwie.
Według niemieckiego tygodnika inicjatywę forsuje prawicowa Szwajcarska Partia Ludowa. Ugrupowanie chce, aby liczba mieszkańców Szwajcarii przez kolejne dekady pozostawała poniżej 10 mln. Obecnie kraj liczy około 9,1 mln mieszkańców, czyli o jedną czwartą więcej niż 20 lat temu.
„Der Spiegel” zwraca uwagę, że referendum odbywa się w atmosferze narastającej dyskusji o imigracji, kosztach życia, mieszkaniach, zatłoczeniu miast i zmianie charakteru kraju. SVP prowadzi kampanię pod hasłami ochrony Szwajcarii i zachowania tego, „co kochamy”. W przekazie partii łączą się argumenty antyimigracyjne, krytyka wzrostu populacji oraz odwołania do ochrony krajobrazu i stylu życia.
„Der Spiegel” opisuje grę komputerową przygotowaną przez środowisko Egerkinger Komitee, powiązane personalnie i ideowo z SVP. Gracz wciela się w strażniczkę graniczną, która ma zatrzymywać ciemnoskóre postacie przedstawione jako „azylanci i nielegalni imigranci”, a przepuszczać osoby z laptopami, fartuchami lekarskimi i kucharskimi. Hasło gry brzmi: „Obrona Szwajcarii zamiast pełzającej islamizacji”.
Były lider SVP Christoph Blocher mówił niedawno dziennikowi „Blick”, że do Szwajcarii „przyjeżdża zbyt wielu i niewłaściwych” ludzi. Według niego, jeśli ten proces się nie zatrzyma, ucierpi „DNA” kraju.
Z ustaleń „Der Spiegel” wynika jednak, że problem ewentualnego limitu ludności nie sprowadza się do azylu. Szwajcaria odnotowała w 2025 roku niespełna 26 tys. wniosków azylowych, podczas gdy każdego roku do kraju przyjeżdża nawet 100 tys. zagranicznych pracowników. Większość z nich to obywatele państw Unii Europejskiej, zatrudniani między innymi w sektorze farmaceutycznym, finansowym i przemysłowym.
Tygodnik podkreśla, że największe grupy imigrantów w Szwajcarii stanowią obecnie Włosi i Niemcy. Do statystyk tych nie wlicza się jeszcze pracowników transgranicznych, którzy codziennie dojeżdżają do pracy w Szwajcarii i również wpływają na sytuację w miastach.
„Der Spiegel” ocenia, że aby faktycznie zatrzymać wzrost populacji poniżej 10 mln, Szwajcaria musiałaby ograniczyć także napływ pracowników z Europy. To mogłoby szczególnie dotknąć Niemców, wobec których w części szwajcarskiego społeczeństwa istnieje wyraźna rezerwa.
Niemiecki tygodnik przywołuje wypowiedź liberalnego ministra spraw zagranicznych Ignazia Cassisa, który w rozmowie z „Tages-Anzeigerem” mówił o stosunku niemieckojęzycznych Szwajcarów do sąsiadów.
„Jeśli niemiecka drużyna gra z Burundi, komu kibicuje większość niemieckojęzycznych Szwajcarów? Pewnie Burundi” – powiedział Cassis. Dodał, że „w Szwajcarii chcemy być inni niż nasi sąsiedzi”.
Według „Der Spiegel” inicjatywa może uruchomić mechanizm o poważnych skutkach dla relacji Berna z Brukselą. Jeżeli rząd nie zdołałby szybko ograniczyć liczby imigrantów, musiałby wypowiedzieć umowy międzynarodowe sprzyjające wzrostowi populacji. W praktyce mogłoby to oznaczać zerwanie obowiązującej od 2002 roku umowy o swobodnym przepływie osób między Szwajcarią a UE.
Tygodnik przypomina, że rozwiązanie to mogłoby pociągnąć za sobą upadek całego pakietu umów dwustronnych z Unią Europejską. Chodzi o tak zwaną klauzulę gilotynową, zgodnie z którą wypowiedzenie jednej z kluczowych umów oznacza automatyczne wygaśnięcie pozostałych. Dla Szwajcarii, która nie jest członkiem UE, ale korzysta z szerokiego dostępu do wspólnego rynku, byłby to poważny wstrząs gospodarczy i polityczny.
Przeciwnicy inicjatywy ostrzegają przed skutkami dla gospodarki, nauki i ochrony zdrowia. Minister sprawiedliwości Beat Jans mówi w kampanii, że projekt „może zaszkodzić zdrowiu” Szwajcarów, ponieważ kraj jest uzależniony od zagranicznych lekarzy i pielęgniarek.
„Der Spiegel” zauważa jednak, że straszenie tego typu konsekwencjami może nie wystarczyć. Według tygodnika nastroje w części szwajcarskiego społeczeństwa przypominają mechanizmy znane z kampanii brexitowej: przeciwnicy ostrzegają przed skutkami gospodarczymi, a zwolennicy odwołują się do poczucia utraty kontroli, zmęczenia wzrostem i obawy przed zmianą kraju.
Zobacz: Szwajcaria ograniczy szybką ścieżkę do azylu dla Ukraińców
Czytaj: Szwajcaria krytykuje niemieckie plany zawracania imigrantów na granicy
spiegel.de / Kresy.pl


















_02.jpg)












