Dziewięć osób odniosło obrażenia po interwencji najprawdopodobniej agentów tureckich specsłużb, do jakiej doszło we wtorek pod ambasadą Turcji w USA.

Około dwudziestu demonstrantów zebrało się przedwczoraj pod gmachem ambasady Turcji w Waszyngtonie. W stolicy USA gościł w tym czasie prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan, co zmobilizowało jego przeciwników. Zebrani chcieli wyrazić sprzeciw wobec polityki Erdogana, którego oskarżali o zaprowadzenie dyktatury w swoim państwie, a także o destabilizowanie sąsiedniej Syrii. Przedstawiciel pikietujących, Flint Arthur stwierdził, że grupa dobrze zbudowanych mężczyzn, stojąca pod ambasadą, w pewnym momencie przedarła się przez między amerykańskimi policjantami i brutalnie zaatakowała przeciwników Erdogana. Filmy jakie pojawiły się w sieci obrazują, że pod waszyngtońską placówką dyplomatyczną faktycznie doszło do starcia. Dziewięć osób odniosło obrażenia wskutek ataku domniemanych agentów tureckiej specsłużby. Zostały one hospitalizowane.

Wczorajsza wizyta Erdogana w Waszyngtonie była jego pierwszym spotkanie z Donaldem Trumpem. Od zeszłego roku stosunki turecko-amerykańskie uległy znacznemu ochłodzeniu. Wielu członków tureckiej elity rządzącej sugerowało, że Waszyngton wspierał nieudany pucz przeciwko Erdoganowi, którego próbę w lipcu zeszłego roku podjęła grupa tureckich oficerów. Niedługo przed próbą zamachu stanu turecki prezydent, za cenę prestiżowego ustępstwa, dokonał pojednania z Rosją. Turcja zaczęła koordynować z Moskwą swoją politykę w Syrii, godząc się na rolę junior-partnera i akceptując ramowy plan deeskalacji konfliktu wypracowany przede wszystkim przez Rosjan i Irańczyków w czasie negocjacji w Astanie, 4 maja. Zmiana wektora polityki zagranicznej Ankary przejawiała się nawet poprzez pogróżki tureckich polityków w sprawie amerykańskiej bazy wojskowej w tureckim Incirlik.

Ten materiał powstał dzięki pracy dziennikarzy portalu Kresy.pl.
Wspieraj rzetelne dziennikarstwo.

Erdogan był jednak we wtorek ciepło witany przez Trumpa, który określił narody amerykański i turecki mianem „zaprzyjaźnionych”. Trump zadeklarował także poparcie dla tureckiej „walki z terroryzmem”, przy czym wymienił w tym kontekście nie tylko ISIS, ale też Partię Pracujących Kurdystanu (PKK). Turecki prezydent pociągnął ten wątek, podkreślając, że  „w przyszłości regionu [Bliskiego Wschodu] nie ma miejsca dla żadnej organizacji terrorystycznej, włączając YPG i PYD”. PYD, czyli Partia Zjednoczenia Demokratycznego to polityczna siła Kurdów w Syrii, która w toku konfliktu toczącego ten kraj, ustanowiła na jego północy faktyczną autonomię terytorialną, osłanianą przez Ludowe Oddziały Obrony (YPG). Były one już celem ataków tureckiej armii, w tym samym czasie YPG otrzymywały wsparcie materiałowe, a nawet operacyjne od Amerykanów. Było to zresztą powodem niedawnych pogróżek doradcy Erdogana pod adresem Amerykanów. W Waszyngtonie Erdogan tryskał jednak oficjalnym optymizmem mówiąc o dwustronnych „stosunkach opartych na wspólnych wartościach i interesach” i „historycznym przełomie” w tych relacjach.

Erdogan próbował przekonać Amerykanów do zaaprobowania ustaleń z Astany jakie przyjął wraz z Rosjanami i Irańczykami. W oświadczeniu końcowym, wśród ogólnych sformułowań o „walce z terroryzmem” i rozwijaniu dwustronnych relacji nie ma słowa na ten temat. Jednocześnie Trump ani słowem nie próbował krytykować polityki wewnętrznej Erdogana mimo, że „autorytaryzm” i „łamanie praw człowieka” w Turcji krytykowała w liście otwartym grupa parlamentarzystów, w tym wpływowy republikanin, senator Marco Rubio.

cnn.com/kresy.pl



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz