Ukraiński portal Myrotworec opublikował dane ponad 4 tys. dziennikarzy z całego świata, którzy otrzymali akredytacje nieuznawanej Donieckiej Republiki Ludowej. Dziennikarzy takich stacji i agencji jak CNN, BBC, TASS, Reuters czy Al-Jazeera oskarżono o „współpracę z terrorystami”. Akcja ta wywołała skandal i oburzenie w środowisku dziennikarskim.

Na oficjalnej stronie powiązanego z ukraińskim rządem Centrum Myrotworec opublikowanolistę dziennikarzy ukraińskich oraz korespondentów mediów spoza tego kraju: w tym takich stacji i agencji jak Al-Jazeera, CNN, AFP, BBC, Reuters, TASS, Ren-TV, Dagens Nyhater czy NTV. Zawierają one takie dane, jak: imiona i nazwiska, afiliacje oraz okres, w którym przebywali oni na terytorium DRL. W wielu przypadków ujawniono także ich adresy mailowe, a nawet numery telefonów komórkowych. Dotyczy to ponad 4 tys. osób, w tym również osób z Polski. Na liście znajduje się m.in. dziennikarz Polityki Globalnej i aktywista EuroMajdanu Jakub Wojas.



Przedstawiciele Myrotworca twierdzą, że zdobyli dane, które pochodziły z „Ministerstwa Propagandy DRL”. „Nie wiemy, jakie konsekwencje będzie miało opublikowanie tej listy, ale wiemy na pewno: publikacja jest konieczna, ponieważ ci dziennikarze współpracowali z organizacją terrorystyczną” – czytamy na stronie Centrum Myrotworec. Podkreślono, że wiele z osób afiliowanych przez zagraniczne media (jak np. CNN czy BBC) ma rosyjskie imiona i nazwiska, a dziennikarzom, których numery telefonów wskazują na korzystanie z usług ukraińskich operatorów, zarzucono złamanie prawa i nielegalne przekroczenie granicy pomiędzy Rosją a Donbasem , by dostać się na terytoria nieuznawanych separatystycznych republik.

Oburzeni dziennikarze wydali oświadczenie, w którym opisali, że po opublikowaniu ich prywatnych danych zaczęli otrzymywać telefony i maile z pogróżkami. Zaznaczyli też, że część ukraińskich polityków wezwała do uznania ich za „wrogów Ukrainy” i zakazania im dalszej pracy.

„Jesteśmy głęboko zszokowani działaniami ukraińskich polityków i zespołu portalu Myrotworec”– napisali dziennikarze reprezentujący zarówno ukraińskie, jak i międzynarodowe media dodając, że dziennikarzy akredytowanych w DRL czy ŁRL określano jako „współpracujących z terrorystami”. Dziennikarze domagają się natychmiastowego zablokowania dostępu do prywatnych danych i wzywają ukraińskie władze i organy ścigania do zajęcia się sprawą i wszczęcia postępowania w sprawie ujawnienia danych osobistych oraz gróźb pod adresem dziennikarzy.

Działania Centrum wywołały jednak oburzenie także na Ukrainie. Ukraińska dziennikarka i współzałożycielka stacji Hromadske.TV stwierdziła, że ujawniono dane „najlepszych dziennikarzy z całego świata”, pracujących dla renomowanych mediów, którzy „ryzykowali swoje życie próbując opowiedzieć, co się dzieje po drugiej stronie”. Z kolei dziennikarka Myrosława Gongadze stwierdziła, że sprawa grozi międzynarodowym skandalem. „Który z zagranicznych dziennikarzy odważy się teraz jechać do strefy konfliktu? To po prostu oburzające”– napisała na Facebooku.

Oficjalnie „Mirotworec” (ang. „peacemaker”, pol. „rozjemca”) jest portalem „Centrum badania przestępstw przeciwko podstawom bezpieczeństwa narodowego Ukrainy, pokoju i bezpieczeństwa obywateli”. Zostało ono założone przez grupę wolontariuszy na czele z Heorhijem Tuką, późniejszym gubernatorem obwodu ługańskiego, a obecnie wiceministrem w rządzie Wołodymyra Hrojsmana ds. okupowanych terytoriów Donbasu.

Portal „Mirotworec” był od początku szczególnie aktywnie wspierany przez doradcę szefa ukraińskiego MSW Antona Heraszczenko (który wprost porównywał je do Centrum Wiesenthala), a także Borysa Fiłatowa i Jurija Butuzowa. Z jego pomocy miały aktywnie korzystać m.in. ukraińskie służby specjalne (w tym wywiad, SBU czy służby graniczne). Obywateli Ukrainy zachęcano wręcz, by zgłaszali tam informacje dotyczące działalności osób, które należałoby uznać za wrogo nastawione do państwa. Heraszczenko publicznie zachęcał zarówno do przesyłania tam informacji, które następnie były zbierane i syntezowane przez Centrum, jak i do przekazywania im pieniędzy na działalność (za pośrednictwem PrivatBanku, należącego do Ihora Kołomojskiego). Chwalił się również, że dane portalu spotykają się z zainteresowaniem zachodnich służb, w tym CIA. Jednocześnie Heraszczenko bronił „Mirotworca” przed zarzutami dotyczącymi łamania ukraińskiego prawa, powołując się przy tym na Konstytucję Ukrainy.

Na portalu, według deklaracji, zawarto „informacje dla organów ścigania i służb specjalnych dotyczące prorosyjskich terrorystów, separatystów, najemników, zbrodniarzy wojennych i morderców”.Portal prowadzi listę ze szczegółowymi danymi osób uznawanych za wrogów Ukrainy, w tym ich fotografie, adresy, numery telefonów oraz charakterystyki biograficzne, zawierające argumenty na rzecz szeroko pojętej „prorosyjskości” czy „antyukraińskości”. Tylko do połowy grudnia 2014 roku zebrano na nim dane ponad 7,5 tys. osób. W połowie kwietnia ubiegłego roku było to już ponad 30 tysięcy nazwisk.

O Myrotworcu zrobiło się głośno wiosną ubiegłego roku, gdy wyszło na jaw, że na swojej liście wrogów Ukrainy opublikowano tam szczegółowe dane znanego opozycyjnego dziennikarza Ołesia Buzyny, a także polityka byłej Partii Regionów i krytyka EuroMajdanu, Olega Kałasznikowa. Obaj zostali zamordowani wkrótce po tym, jak ich zdjęcia, numery telefonów i adresy pojawiły się w sieci.

Myrotworec opublikował niedawno listę nowych członków separatystycznych oddziałów DRL w lecie 2014 roku. Wynika z niej, że 78 proc. z nich stanowili obywatele Ukrainy. Odsetek Rosjan wynosił 19 proc.

PRZECZYTAJ: Czy walka z „wrogami Ukrainy” wymyka się spod kontroli?

unian.info / 112.ua / Facebook.com / psb4ukr.org/ Kresy.pl

Reklama

Tagi:

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

6 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. zefir :

    Demokracja i wolność słowa po banderowsku.Czy akredytowany np w DRL dziennikarz z automatu zasługuje na miano współpracownika terrorystów? Nie zasługuje.Powinnością dziennikarza jest zbieranie news’ów,weryfikowanie ich i przekazywanie publice rzetelnych,wiarygodnych,bezstronnych informacji.Tylko przyćmiony umysł banderowskiego propagandysty zdolny jest do przypisywania dziennikarzom zbierającym informacje w strefie konfliktu łaty współpracowników terrorystów.”Wsółpracowali z organizacją terrorystyczną”-sama bzdura i pełna bzdura-bullshit!