Pomimo tego, że ostatnia niemiecka kopalnia węgla kamiennego zostanie wygaszona z końcem przyszłego roku, niemiecka gospodarka nadal będzie pilnie potrzebowała tego surowca – pisze Deutsche Welle.

Deutsche Welle, która jeszcze niedawno przekonywała polską opinię publiczną, że inwestycje w węgiel są nieopłacalne, dziś widzi sprawy nieco inaczej.

Wszystko dlatego, że rodzimy niemiecki węgiel zostanie zastąpiony importowanym i będzie jeszcze długo służyć jako paliwo w elektrowniach. Jest to konieczne, ponieważ zgodnie z założeniami niemieckiej transformacji energetycznej w roku 2022 zostanie wyłączona z sieci ostatnia elektrownia atomowa, a z energii odnawialnej uzyskuje się obecnie tylko 31 procent prądu elektrycznego. Węgiel będzie więc wciąż potrzebny – wyjaśnia „DW” w swoim tekście.

W swoim artykule „DW” powołuje się na Franza – Josefa Wodopię, prezesa Stowarzyszenia Importerów Węgla, który wyjaśnia import tego surowca wynosi obecnie 55 mln ton rocznie. – Dwie trzecie z tej liczby przeznacza się na paliwo w elektrowniach, a jedna trzecia idzie potrzeby hutnictwa. Dochodzi do tego jeszcze trochę na potrzeby rynku opałowego– mówi Wodopia.

– W 2016 roku Niemcy wydobyły zaledwie 3,8 mln ton węgla kamiennego. Do zasilania elektrowni węglowych służy węgiel z importu. W 2015 roku na ten cel przeznaczono około 36,5 mln ton. – mówi Wodopia

Dotychczas najwięcej węgla Niemcy kupowały w Chinach i w Republice Południowej Afryki, jednak sytuacja ta uległa zmianie. Chiny same dziś importują 200 mln ton węgla rocznie i dlatego, jak informuje dalej prezes Wodopia, obecnie czołówkę dostawców węgla energetycznego na rynek niemiecki tworzą Rosja (15 mln ton), Kolumbia (ok. 10 mln ton) i USA, skąd pochodzi kolejne 6 mln ton – zauważa DW. Z kolei najwięcej cennego węgla koksującego Niemcy sprowadzają z Rosji i USA.

Czytaj również: Niemcy niszczą polski węgiel

Niemcy będą nabywać wspomnianą wcześniej ilość węgla kamiennego mimo transformacji energetycznej nastawionej na stale rosnący udział energii odnawialnych w produkcji prądu. Do zmiany sytuacji może dojść tylko wskutek poważnych przetasowań w niemieckiej polityce energetycznej, albo wskutek wprowadzenia nowych technologii magazynowania energii elektrycznej pochodzącej z siłowni wiatrowych, solarnych i innych. Ani jednego, ani drugiego, nie da się jednak w tej chwili precyzyjnie przewidzieć.

40 procent węgla kamiennego w dalszym ciągu przeznacza się do wytwarzania prądu i ten stan rzeczy utrzyma się także po wyłączeniu z sieci ostatniej niemieckiej elektrowni atomowej w roku 2022. Można wręcz powiedzieć, że się dodatkowo ustabilizuje, ponieważ – jak wyjaśnia Franz-Josef Wodopia – energie odnawialne, z uwagi na ich charakterystykę, nie są w stanie zastąpić produkowanego przez 24 godziny na dobę prądu z elektrowni atomowych.

Jak donosi tabloid „Bild”, niemieccy dostawcy energii planują wyłączenie z sieci większej liczby elektrowni, niż zakładano, ze względu na źle obliczone koszty transformacji energetycznej.

Przyczyna jest oczywista: wiatraki się szybko kręcą gdy wieje wiatr, a siłownie solarne pracują wydajnie wtedy, kiedy świeci słońce. W rezultacie tylko węgiel może zapewnić niemieckiej energetyce tak bardzo pożądaną w przemyśle stałość dostaw prądu, a jego cena stale rośnie.

Zapotrzebowanie na węgiel koksujący wzrośnie i jego cena pójdzie w górę. Jest on po prostu niezbędny w przemyśle stalowym i żadna transformacja energetyczna tego nie zmieni. Wniosek? Żadno państwo przemysłowe nie obędzie się bez węgla, a Niemcy, mistrz świata w eksporcie, jest nań wręcz skazany w szczególny sposób– podsumowuje niemiecka gazeta.

kresy.pl/ dw.com



3 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz