Ukazanie się drukiem wspomnień błogosławionego męczennika biskupa Grzegorza Chomyszyna wywołało spore zamieszanie w środowisku Kościoła greckokatolickiego na Ukrainie i w Polsce. Czy błogosławiony może poróżnić narody? Dla jednych (Polaków) jest postacią budzącą szacunek i uznanie, a dla drugich (greckokatolickich Ukraińców) stał się niewygodny, bo jest krytyczny wobec metropolity greckokatolickiego Andrzeja Szeptyckiego i ukraińskiego nacjonalizmu.

Książka błogosławionego męczennika Grzegorza Chomyszyna „Dwa Królestwa” ukazała się pod redakcją ks. Ihora Pełechatyja, redaktora naczelnego pisma „Nowa Zorja”, i dr hab. prof. KUL Włodzimierza Osadczego. Wydawcą publikacji jest Ośrodek Badań Wschodnioeuropejskich – Centrum UCRAINICUM Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II i Klub Inteligencji Katolickiej w Lublinie.

Bł. biskup Grzegorz Chomyszyn, greckokatolicki biskup stanisławowski w swoich wspomnieniach wydanych drukiem w j. ukraińskim wyraźnie odnosi się do niebezpieczeństwa nacjonalizmu i metropolity lwowskiego abp. Andrzeja Szeptyckiego. Publikacja wzbudziła olbrzymie oburzenie ze strony hierarchii grekokatolickiej.To wynika z faktu, że nacjonalizm jest ideologią bliską hierarchii greckokatolickiej.

– We wstępie do książki przytaczam ich wypowiedzi, przypominam słowa arcybiskupa Lwowa Ihora Woźniaka, który w swojej nauce pasterskiej mówił, że StepanBandera jest skarbem narodu– wyjaśnia historyk dr hab. prof. KUL Włodzimierz Osadczy, dyrektor Ośrodka Badań Wschodnioeuropejskich – Centrum UCRAINICUM Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Przytaczam wypowiedź kardynała rzymskiego, byłego zwierzchnika Cerkwi greckokatolickiej Lubomyra Huzara, który mówił, żeOUNto nie jest dzień przeszły, ale współczesność i świetlany przykład rozwoju społeczeństwa ukraińskiego. To są cytaty, które pokazują stosunek ukraińskich hierarchów do ideologii i postaci, których miejsce na lamusie historii. Pokazują też jak jest kształcony kler grekokatolicki.

Od kilku lat w dzień uroczystości błogosławionego Jakuba Strzemię, których tradycję wznowił arcybiskup Mokrzycki, organizowana jest w ten dzień we Lwowie konferencja naukowa poświęcona sprawom związanym z archidiecezją lwowską.

– W tym roku, w ramach obchodów zorganizowaliśmy konferencję naukową na temat świętych i błogosławionych patronów Polski i Ukrainy– relacjonuje dr hab. prof. KUL Włodzimierz Osadczy. Oczywiście był wśród nich i bł. Grzegorz Chomyszyn. W tym czasie we Lwowie odbywał się również synod biskupów grekokatolickich, na którym książka była jednym z tematów. Wspomnienia biskupa Chomyszyna wywołały wielkie oburzenie hierarchów grekokatolickich. Mieli ograniczone możliwości w przeciwdziałaniu książce, bo biskup Chomyszyn jest męczennikiem i błogosławionym Kościoła, więc ograniczyli się do wycofania książki z części bibliotek kościelnych i z kilku świeckich oraz zakazania jej kolportażu. Pojawiły się plotki, że to fałszywka wydana przez Polaków, twierdzono, że polskie służby specjalne zainwestowały potężne środki, aby wydać książkę. Oczywiście są to tylko plotki, ale pamiętajmy, że zgodnie z Ewangelią Żydzi również szerzyli kłamliwe plotki, żeby ukryć prawdę o Zmartwychwstaniu! Jest to jedna z metod walki z prawdą, ale jakże nieudolna.

Ks. Ihor Pełechatyj – winny i podejrzany

Szykanowany jest ukraiński ksiądz, który przyczynił się do wydania książki, grekokatolicki kapłan Ihor Perechatyj. Przez dwadzieścia sześć lat był redaktorem naczelnym pisma diecezjalnego „Nowa Zoria” założonego przez błogosławionego biskupa G. Chomyszyna i dyrektorem wydawnictwa diecezjalnego. Po ukazaniu się książki, biskup zabronił mu uczestnictwa w promocji książki, a na naszej konferencji czekało na niego puste miejsce, a po promocji książki został odwołany z pełnionych stanowisk. Wszczęto wobec niego kościelny proces sądowy za wydanie wspomnień błogosławionego biskupa.

– Bronią go wierni, uważam to za owoc działania książki i zdrowe ziarno, z którego może coś dobrego wyrosnąć– uważa prof. Włodzimierz Osadczy. – W trakcie konferencji i promocji książki podchodzili do mnie wierni Kościoła greckokatolickiego i mówili, że gdyby książka ukazała się dziesięć lat wcześniej, to inaczej wyglądałby ich Kościół. Prawdy nie da się zakneblować, a zwłaszcza jeżeli jest to prawda głoszona przez błogosławionego!

Wobec moich argumentów, iż jest to autentyczny dokument, który wyszedł spod pióra wielkiego biskupa Kościoła Ggreckokatolickiego, którego papież śięty. Jan Paweł II wyniósł do godności błogosławionego Powszechnego Kościoła Chrystusowego i jest to skarb Kościoła i Ukrainy, że książka ukazała się przy wsparciu Centrum Ucrainicum Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, które prowadzi działalność edytorską zapomnianych dzieł spuścizny teologicznej, że wydawnictwo jest zaopatrzone w błogosławieństwo biskupa katolickiego Mariana Buczka, że jest to książka recenzowana przez znanych na Ukrainie i w Polsce uczonych, między innymi przez prof. Czesława Partacza, prof. Mieczysław Rybę, odpowiedź była kategoryczna: WINNY i PODEJRZANY „w popełnieniu przestępstwa”– wyznaje Ks. Ihor Pełechatyj. – Mając wiedzę prawniczą odmówiłem przyjęcia tego dokumentu, dlatego że posiada on – mówiąc językiem fachowym – wszelkie znamiona „nikczemności”, a od strony moralno-etycznej jest arogancki, czyli taki, który odwołuje się do prawa siły, a nie siły prawa, dlatego też kontynuuję redagowanie „Nowej Zorzy”.

Jak wyznał w rozmowie z „Kurierem Lubelskim” Ks. Ihor Pełechatyj, że nie zależy mu na stanowisku, chociaż nie poczuwa się do żadnej winy, gdyż nie złamał żadnych przypisów i nikogo nie obraził.

W wydanym oświadczeniu napisał: „Musimy razem z Wami, Drodzy Czytelnicy, dalej tworzyć to pismo, które pozostało obecnie na Ukrainie jedynym głosem wołającego na pustyni w obronie prawdy i dziedzictwa naszego Kościoła Unickiego, naszych bohaterów wiary katolickiej, naszej godności ludzkiej i narodowej. W końcu mam obowiązek przekazać Państwu wszystkie numery „Nowej Zorzy” przynajmniej do końca 2016 r., ponieważ uiściliście za nie opłaty prenumeraty. Dziękuję razem z tym Przenajświętszemu Sercu Jezusowemu, Niepokalanemu Sercu Najświętszej Marii Panny oraz ich gorącemu Apostołowi Błogosławionemu Grzegorzowi, za to że raczyli umieścić mnie wśród tych, którzy mieli zaszczyt pracować nad tym wzruszającym duchowym testamentem, który pozostawił nasz dobry Tatunio [tak nazywano bł. Grzegorza Chomyszyna za życia] – Biskup Chomyszyn. Wzbudza natomiast niepokój to, że w naszej Cerkwi coraz bardziej da się odczuć presję totalitaryzmu, nie przyjmowanie odmiennego zdania, żądzę zemsty i kary z Prawdę. Z goryczą muszę uznać, że słowa Zwierzchnika Naszego Kościoła [abp. Swiatosław Szewczuk] nawołujące dziennikarzy NIE LĘKAĆ SIĘ MÓWIĆ PRAWDĘ nie pokrywają się z rzeczywistością. Odpowiedzi na nasz apel obronić wolność słowa w mediach kościelnych redakcja „Nowej Zorzy” nie otrzymała. Liczyliśmy, że zgodnie z łacińską sentencją qui tacet consentire videtur – milczenie jest wyrazem zgody, jednak okazało się zupełnie inaczej…Lecz nie ulegamy rozpaczy i nie tracimy wiary, ufamy bowiem Sprawiedliwości Bożej i liczymy na Wasze, Drodzy Czytelnicy, zrozumienie i wsparcie”.

Dlaczego hołdująca banderyzmowi hierarchia greckokatolicka na Ukrainie prześladuje i nęka księdza Pełechatyja? Doprowadził on do ukazania się drukiem wspomnień bł. Grzegorza Chomyszyna, sprawiedliwego Ukraińca, który ostro potępiał bałwochwalczą „herezję nacjonalizmu”, która doprowadziła do zbrodni ludobójstwa na Wołyniu i Galicji Wschodniej, obnażał zakłamaną politykę abp. Andrzeja Szeptyckiego przyzwalającego na szerzenie się wśród ludu zbrodniczej ideologii. Przetoczmy niektóre tylko cytaty z prześladowanej przez biskupów greckokatolickiej książki:

Głównym naszym sprzeniewierzeniem się jest herezja nacjonalizmu. Ta herezja jest najcięższą i najbardziej niebezpieczną herezją naszego czasu. Opętała ona umysły i serca prawie wszystkich narodów ziemi. Ona spowodowała prawie całkowite duchowe zboczenie. Stawia ona nacjonalizm ponad wszystko, nawet ponad Boga, ponad Kościół, ponad prawa Boże. Chrystus jako król wszystkich ludów nie jest brany w rachubę. Jest lekceważony albo i wprost zaprzeczany. Skutki tej herezji są straszne. Narody jęczą w jarzmie, karzą same siebie, nienawidzą się nawzajem i wyniszczają się. Ta herezja nacjonalizmu opętała także nasz naród i stała się prawie bałwochwalstwem. „Naród ponad wszystko”, łaskę robimy Bogu, gdy postawimy imię Boże na drugim miejscu: „Naród i Bóg”. Postawiliśmy prawdę naszą ponad prawdę Bożą, czyli jak mówi Paweł Apostoł: „Zamieniliśmy prawdę na kłamstwo” (Rzym I, 25). Liczy się dla nas sumienie narodowe. W imię tegoż sumienia proklamuje się zasada, że wszystkie środki, nawet nieetyczne, są dozwolone, gdy chodzi o dobro narodu i budowę państwa. Kościół ma służyć polityce, wiara i religia ma stanąć do jej usług. Kto myśli inaczej, kto się temu sprzeciwia, uchodzi za wroga narodu”.

Pierwsza promocja książki odbyła się we wrześniu br. we Lwowie, w Kurii Rzymskokatolickiej, pod patronatem metropolity lwowskiego arcybiskupa Mieczysława Mokrzyckiego, gdzie doszło do skandalicznych zachowań.

– Pojawiła się na niejgrupa osób, które nigdy wcześniej nie pojawiały się na naszych konferencjach– relacjonuje prof. Wł. Osadczy. – Ubrani w tradycyjne ukraińskie haftowane koszule zachowywali się skandalicznie, przerywali spotkanie, krzyczeli „hańba”. Nigdy wcześniej takie zachowania nie miały miejsca w Auli Pałacu Arcybiskupim podczas naszych konferencji. Krzyczeli, że wspomnienia nie są autentyczne. Obrzucali obelgami obecnego na sali ks. bp. Mariana Buczka, który napisał wprowadzenie do pamiętników, że jako „polski biskup” wtrąca się w sprawy Kościoła „ukraińskiego”.

Prof. W. Osadczy uważa, że to były osoby nasłane, żeby nas sprowokować i podgrzać niezdrowe emocje wokół książki. – Niektóre z osób, które przyszły przerwać spotkanie, mówiły, że kontaktowały się z ukraińskimi służbami specjalnymi, aby sprawdziły czy to wspomnienia biskupa Chomyszyna nie są fałszywką– dodaje historyk Wł. Osadczy.

Biskup Chomyszyn – niechciany „prorok Ukrainy”

Jak trafnie zauważa prof. dr hab. Mieczysław Rybaz KUL, tematem przewodnim pamiętników jest napominanie przed radykalizmem rozwijającego się integralnego nacjonalizmu, który określał jako „zboczony nacjonalizm” zaburzający szeregi etyczne. Wspomnienia dają dość krytyczną ocenę dla metropolity Szeptyckiego, który poprzez swoją działalność doprowadził do szerzenia się szowinizmu i nacjonalizmu ukraińskiego. Biskup Chomyszyn zwrócił w swoich zapiskach uwagę, że abp Szeptycki był obojętny na kondycję etyczną i moralną narodu oraz umył ręce „wobec herezji nacjonalizmu”. Krytykował go za doprowadzenie do rozpanoszenia się szowinizmu narodowego w Kościele grekokatolickim. Ostrzegał, że działalność Szeptyckiego doprowadzi Kościół grekokatolicki do ruiny. Błogosławiony biskup Chomyszyn odnosił się do doktryny ukraińskiego nacjonalizmu sformułowanej przez Dymitra Doncowa, ale chyba nawet ani razu nie wymienia jego nazwiska. Pisze o rozpanoszonych radykalnych bojówkach nacjonalistycznych, które jak przestrzegał, doprowadzą naród ukraiński do ruiny. Potępiał hurra-patriotów, którzy ściągną takimi działaniami klęskę na własny naród. Ubolewał, że nacjonalizm to największa herezja, która dotknęła naród ukraiński. Nazwał go bałwochwalstwem i satanizmem.

Błogosławiony męczennik Grzegorz Chomyszyn w „Dwóch Królestwach” odnosi się także do Stepana Bandery, lidera Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów(ukr. Організація Українських Націоналістів). Wspomina o nim z lekceważącą ironią. Pisze, że nie wie kim jest ten człowiek. Prawdopodobnie – pisał biskup – to jest syn pewnego ks. Bandery, który poprzez nierozważną działalność doprowadził do opuszczenia parafii przez 300 grekokatolików i przejścia ich na obrządek łaciński.

Bez wątpienia biskup Grzegorz Chomyszyn to postać, na której można budować porozumienie polsko-ukraińskie. Był Ukraińcem i gorącym patriotą swojej Ojczyzny, nie szczędził też ostrych słów krytyki pod adresem polskiego rządu. Biskup Chomyszyn był wielkim propagatorem cywilizacji łacińskiej na Ukrainie.

Ostrzegał przed bizantynizmem, mówił, że z niego wyrósł rosyjski autorytaryzm i bolszewizm –zachwala błogosławionego biskupa Chomyszyna prof. Ryba. – Zarzucano mu latynizatorstwo. Mówił, że skoro jesteśmy Kościołem katolickim to musimy nim być jak najbardziej, we wszystkim, w czym można, również w kalendarzu i celibacie złączeni z Kościołem Powszechnym. Nie bać się dorobku kościelnej tradycji łacińskiej, która w wielu sytuacjach miała wymiar powszechny. W swojej diecezji wprowadził kalendarz gregoriański i bezżeństwo kapłanów, ostro spierał się o to z arcybiskupem Szeptyckim.Postawił w stosunku do arcybiskupa Szeptyckiego tezę, że był on rusofilem,ponieważ cały czas marzyło mu się nawrócenie Rosji. Postawa pobłażliwa wobec nacjonalizmu ukraińskiego wynikała z chęci uwiarygodnienia się w oczach Ukraińców, których nigdy nie traktował poważnie. Marzył Rosją i robił wszystko, żeby zjednać ją katolicyzmowi! Cel uświęca środki, nie tylko w wydaniu Machiavellego. We wspomnieniach Chomyszyna pojawia się kapitalna ocena psychologiczna Szeptyckiego. W książce są podane fotografie listu Szeptyckiego do cara z 1914 r., w którym władyka witał Rosjan jako wyzwolicieli! Pamiętamy, że w czasach kolejnych okupacji pojawiały się podobne listy do innych adresatów. Nie jest to nienawiść do Szeptyckiego. Biskup Chomyszyn został uznany przez Kościół katolicki za błogosławionego, oznacza to, że uczucie nienawiści było mu obce. Nie można mu również zarzucić porachunków z Szeptyckim. Chodziło mu tylko o dobro tradycji unijnej i tożsamość Kościoła, która od pewnego czasu – jego zdaniem – była zagrożona poprzez sztuczną bizantynizację i upolitycznienie. Wyraźnie pisał, że czas rozsądzi, kto miał rację, ale milczeć nie mógł wobec nadchodzącej zagłady Kościoła.

W przyszłym roku przypada 150 rocznica jego urodzin. Spodziewajmy się, że zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie, przynajmniej w środowiskach otwartych na współpracę, ta postać zostanie należnie uczczona. Wymownym jest fakt, iż na ostatnim synodzie we Lwowie biskupi greckokatoliccy nie przywidzieli na przyszły rok uroczystości związanych z jubileuszem błogosławionego.

– Książka ukazała się w języku ukraińskim, żeby jak najprędzej spełnić testament błogosławionego– dodaje prof. Osadczy. Z tekstu wynika, że zależało mu na upublicznieniu książki! Ale przymierzamy się również do wydania polskiego. Książka jest opatrzona napisanym przeze mnie po polsku wstępem, w którym wyjaśniam treść, postawę i zachowanie biskupa Chomyszyna. Kilkaset egzemplarzy zostało przekazanych na Ukrainę, tam bardzo szybko się rozeszły. Książka jest rozchwytywana i poszukiwana, drukarnia nie nadąża z dodrukowywaniem kolejnych egzemplarzy. Publikacja cieszy się dużym zainteresowaniem, ponieważ odsłania inną wizję rozwoju społeczeństwa, pokazuje normalność, a nie „zboczony nacjonalizm”, który niestety w tej chwili występuje dość powszechnie na Ukrainie, a co najgorsze w środowiskach cerkiewnych.

– Niestety ten biskup jest nam nieznany –mówi ks. bp Marian Buczek, biskup senior diecezji charkowsko – zaporoskiej na Ukrainie. – Znany jest ostatnio od 2001 roku, kiedy święty papież Jan Paweł II, będąc we Lwowie beatyfikował 26 męczenników Kościoła grekokatolickiego – wśród nich biskupa Chomyszyna. Był on biskupem w Stanisławowie, dzisiaj Iwano-Frankiwsk, od 1904 do 1945 roku. Był biskupem grekokatolickim, czyli ukraińskim – bo tak się mówiło przed wojną, że rzymskokatolicki jest polskim biskupem, a grekokatolicki – ukraińskim. To był wielki patriota ukraiński i zwolennik pojednania polsko-ukraińskiego. W cudowny sposób znalazły się jego pamiętniki, a właściwie ich część, ponieważ napisał pięć dużych pamiętników, a zachowała się ostatnia, piąta część. Niestety nie w całości, bo brakuje 50 stron. Opisuje tam relacje polsko-ukraińskie, grekokatolickie między biskupami. Trzeba pamiętać, że w II Rzeczypospolitej, przed wojną, na terenie Polski były trzy diecezje grekokatolickie: archidiecezja we Lwowie, Stanisławowie i w Przemyślu. Ci trzej biskupi tworzyli taki episkopat grekokatolicki, będąc w łączności z episkopatem rzymskokatolickim. Grekokatolicy byli wtedy mniejszością religijną w całej Polsce. Biskup Chomyszyn, obserwując zachowanie niektórych swoich rodaków – Ukraińców – przestrzegał w tej pięknie napisanej książce, żeby pamiętać, że na pierwszym miejscu w walce o swoje prawa, jako mniejszości religijnej, ma być zachowane prawo boże. Pisał o tym, ponieważ coraz bardziej dochodziły do głosu te elementy skrajnie nacjonalistyczne, ludobójcze. Idea biskupa Chomyszyna spowodowała, że dziś historycy mówią o nim „prorok Ukrainy”. Wiele z jego przypuszczeń i przestróg się sprawdziło. W liście do metropolity Szeptyckiego pisał, że doszło już do eskalacji nienawiści Ukraińców przeciwko Polakom. Proponował napisanie listu pasterskiego, aby powstrzymać rodaków, żeby nie doszło do jakiejś tragedii. To był 8 lipca 1943 r. A już 11 lipca na Wołyniu była „krwawa niedziela”. Przestrzegał również przed hurra-patriotami. Mówił: <>.

Biskup Grzegorz Chomyszyn urodził sięw rodzinie chłopskiej na Podolu w 1867 r., po przyjęciu święceń kapłańskich jako duchowny unicki udał się pobierać dalszą formację duchowną w Wiedniu na „Augustineum”. W stolicy naddunajskiej monarchii opiekował się greckokatolickimi poddanymi cesarza Franciszka Józefa należącymi do dawnej parafii wiedeńskiej św. Barbary. Po powrocie do Galicji młody ksiądz ze stopniem doktorskim został dostrzeżony przez metropolitę Andreja Szeptyckiego i objął stanowisko rektora lwowskiego greckokatolickiego seminarium. Jednak nie zatrzymał się zbyt długo na we Lwowie, bo po dwóch latach, w 1904 roku, został uznany za dobrego kandydata na stanisławowską diecezję. Trzeba zaznaczyć, iż było to najmłodsze biskupstwo unickie w Galicji, powstałe dopiero w 1885 r., a Chomyszyn stał się jego czwartym ordynariuszem od czasu założenia. Zostałzamordowany w grudniu 1945 r. przez sowieckieNKWD.

Adam Kulczycki
Autor jest wiceprezesem Instytutu Pamięci i Dziedzictwa Kresowego. Adiunktem w Zakładzie Socjologii Problemów Społecznych Uniwersytetu Rzeszowskiego.

Fot. Konstanty Czawaga, Archiwum



8 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. kojoto
    kojoto :

    Trzeba jasno rozdzielać pojęcie nacjonalizmu od szowinizmu narodowego. OUN była tak samo narodowa jak NSDAP – tylko z nazwy. W istocie pozwalała na życie tylko tej części społeczeństwa która akceptowała bezduszny szowinizm, a pozostałą część społeczeństwa zwyczajnie mordowała i prześladowała. Dziś na UPAdlinie to ma właśnie miejsce.