Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow w wywiadzie dla telewizji NTV twierdził, że dwustronne relacje z US uległy intensyfikacji i nabrały nowej treści po objęciu urzędu prezydenta przez Donalda Trumpa.

„Jestem pewny, że nasz dialog z adminsitracją Donalda Trumpa, który już się rozpoczął, będzie kontynuowany, będzie bardziej intensywny, jak tylko sformułowane zostaną poszczególne stanowiska admisnitracji dotyczące spraw zagranicznych” – powiedział Ławrow. „Były już kontakty innymi kanałami, rozmowy telefoniczne w kwestiach związnych z naszą współpracą polityczno-wojskową” – mówił szef rosyjskiej dyplomacji twierdząc, że w tym momencie ustalane jest miejsce bezpośredniego spotkania jego i sekretarza stanu USA Rexa Tillersona.

Ławrow twierdzi, że przedmiotem rozmów amerykańsko-rosyjskich jest między innymi kwestia konfliktu ukraińskiego. Stwierdził, że ani Amerykanie, ani państwa europejskie nie widzą alternatywy dla realizacji porozumień mińskich. Zaznaczył jednak, że Tillerson nie zebrał jeszcze w swoim resorcie zespołu ludzi, którzy będą zajmować się sprawami ukraińskimi. „Ten proces zabierze trochę czasu, ponieważ administracja Obamy pozostawiła Departament Stanu ze swoimi włanymi projektami. Teraz zostało tu trochę zawodowych dyplomatów bez kierowników” – Ławrow oceniał sytuację w amerykańskiej dyplomacji. Spodziewa się jednak, że po skompletowaniu swojej ekipy Tillerson rozpocznie rozmowy w sprawie Ukrainy „stosunkowo szybko”.

Czytaj także: Działania NATO u granic Rosji mają charakter prowokacyjny

ria.ru/rt.com/kresy.pl

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. mop :

    Zachodnia Ukraina pozostała tym czym była – krajem rolniczym z bardzo słabo rozwinietym przemysłem. Ale paradoksalnie jedynie tam możemy mówić o narodzie ukraińskim. Spoiwem jest jezyk, wspólna historia, mity założycielskie (Bandera) i wróg – czyli Rosja. Takie poczucie więzów, nawet jesli wiemy, ze Bandera to był bandyta i morderca, wystarczy, żeby społeczeństwo mogło określać się jako Naród. Jeśli jednak przyjmiemy takie kryteria za prawdziwe to wynika z tego niezbicie, że Ukraińcy na wschód od Dniepru Ukraińcami nie są.
    Siłowy przewrót na Ukrainie wykonany z inicjatywy tzw. Zachodu przy poparciu niektórych, lokalnych, oligarchów doprowadził do zainstalowania w Kijowie junty oligarciczno – banderowskiej. Nie mam zamiaru w tym miejscu wchodzić w jakąkolwiek polemikę z myślącymi inaczej, którzy (choć już coraz słabiej) powtarzają jak mantrę tezę o rzekomo „wolnościowym i spontanicznym zrywie” narodu ukraińskiego. Fakty są inne i kłamstwa mediów oraz chciejstwo politycznych marionetek na nic tu sie nie zdadzą.
    Została otwarta puszka Pandory i tych złych demonów, które wypełzły na wolność nie da sie tak łatwo opanować. A praktycznie jest to już niemożliwe.
    Marionetkowy rząd w Kijowie nie ma sił, żeby opanować tę sytuację. Nie ma pieniędzy ani środków siłowych.
    Propaganda podbija cały czas bębenek zagrożenia ze strony Rosji, która ponoć na nic innego nie czeka, jak tylko, żeby wpuścić swoje hordy na teren wschodniej Ukrainy i rezać. Takie brednie mogą mówić jedynie „politycy” którzy robią to za okreslone korzyści (i tych jestem w stanie zrozumieć) albo ci, którzy są zwykłymi kretynami i o polityce, zwłaszcza wykraczającej poza gminne koterie nie wiedzą nic. Ale ci powinni raczej zmienić zawód i znależć sobie zajęcie na miarę swoich możliwości intelektualnych.
    Czy Rosja może militarnie interweniować na Ukrainie?
    Oczywiście, że może! Ma po temu siły, środki i doskonały pretekst w postaci rosyjskojezycznej mniejszości (która tak na prawdę jest większością) na wschodniej Ukrainie.
    Ale Rosja tego nie zrobi z kilku powodów.
    Najważniejszym powodem jest to, że po prostu nie musi. Jedynym przypadkiem, w którym Putin nie miałby wyjscia byłoby masowe zabijanie przez kijowską juntę Rosjan na wschodniej Ukrainie. A na to marionetki z Kijowa nie mają po prostu środków ani pewnie determinacj. Wiedzą bowiem doskonale, że są zwykłą bandą uzurpatorów osadzonych na urzędach przez usrael, CIA, Unię i kogo tam jeszcze.
    To jasne, że Rosja podlewa kontrolnie oliwy do ognia. Byliby głupi, gdyby w takiej sytuacji tego nie robili.
    Rosja tę bitwę już wygrała i teraz może spokojnie siąść na brzegu rzeki i oczekiwać płynącego trupa nieprzyjaciela.
    W najgorszym dla Ukraińców wariancie może zdusić i zniszczyć ich państwo (czy to co z niego zostało) gospodarczo i nie bedzie to takie smętne popierdywanie jak „sankcje” Zachodu wobec Rosji.
    Rosja bić się nie musi, usrael nie chce bo chyba wystarczy już tych militarnych plam – Wietnam, Irak, Afganistan, Syria itd.
    Teraz pewnie usiądą przy stoliku i ustalą sobie nowy podział stref wpływów. No i odwołaja swoje kundelki, które już dosć sie naujadały.
    Marzyciele z nad Wisły będą mogli sobie dalej snuć plany powrotu na Kresy ale to będą jedynie mrzonki. Zachodnia Ukraina to prawdopodobnie będzie następne kolonialne państwo jak Polska.
    TRAMP ZABIERZ Z UKRAINY TE WSZYSTKIE USRAELSKIE DUPY I WSZYSTKO BEDZIE OK…