Zburzyć Galicję!

5 lutego na iwano-frankowskim portalu firtka.if.ua ukazał się artykuł pod obiecującym tytułem „Pałac Potockich trzeba zburzyć”. Od razu powiem – nie jest to przewrotna metafora. Tytuł należy rozumieć dosłownie, zresztą to dopiero początek. Potem powinna przyjść kolej i na inne budowle w centrach wszystkich miast galicyjskich na Ukrainie, powstałych w okresie „tysiącletniej okupacji”.

Na początek mała próbka:

„Wiemy ze szkoły, kim byli Potoccy i podobni do nich magnaci. Jak bardzo nienawidzili wszystkiego co ukraińskie, chłopskie. A teraz wnuki tych bitych kańczugami chłopów i gwałconych ukraińskich dziewcząt, aż podskakują, tak chcieliby by nasze miasto znów nazwano Stanisławowem. Tak byłoby po europejsku (tak im się zdaje, bo to nieuki, którzy nie słuchają ludzi mądrych, prawdziwych Ukraińców)”.

I może jeszcze jedna:

„Uwalniać Ukrainę od wpływu tysiącletniej okupacji, należy nie poprzez poniżający nas szacunek do gnębicieli – magnatów, a przez niszczenie okupacyjnego spadku, tych to austriacko-polskich kamienic w centrum Iwano-Frankowska i w innych miastach, których architektura deformuje psychikę przechodniów – Ukraińców, przypominając im, że są oni i dzisiaj mali, biedni i zniewoleni”.

Autorką tych głębokich myśli jest Mariana Warciw – jak głosi podpis pod zdjęciem – pielęgniarka, ukraińska poetka i literatka. Nie będę na tyle złośliwy, by pytać moich ukraińskich znajomych i przyjaciół, poetów i literatów (a i pielęgniarki też), co myślą o tak narzuconym im towarzystwie. Na szczęście czasy, kiedy to „i kucharka może rządzić” wydają się należeć do przeszłości.

Sęk jednak w tym, że nie wiadomo, czy aby na pewno. Wszak to zupełnie niedawno, pewien absolwent paryskiej Sorbony, w imię budowy nowego społeczeństwa sprawił, że na ryżowych polach Kambodży zostało wymordowanych ponad dwa miliony jego ziomków, a w bośniackiej Srebrenicy, przy milczącej obecności holenderskiego kontyngentu wojskowego ONZ, wymordowano 6000 Bośniaków. Także zaledwie kilka lat temu afgańscy talibowie wysadzili w powietrze jeden z uznanych cudów świata – olbrzymie skalne posągi Buddy.

Przesadzam? Też mam taką nadzieję. Świadczy o tym chociażby zdecydowana reakcja internautów na rzeczonym portalu. Trzeba jednak pamiętać, że brak reakcji to też reakcja.

Skomplikowana rzeczywistość i trudne warunki życia zawsze były pokusą dla przyjmowania prostych rozwiązań. A najprościej wskazać wroga. Daleko trudniej myśleć, tworzyć, pracować.

To także truizm, ale nie chciałbym, by jakaś nieistniejąca, póki co, armia miała kiedykolwiek forsować Dniepr, co obiecywał niedawno pewien radny Lwowa. A choćby i Pełtew czy Bystrzycę.

Marcin Romer, redaktor naczelny „Kuriera Galicyjskiego”

Źródło: Kurier Galicyjski nr 3 (127) z 15-28 lutego 2011 r.

—————————————————————————————————————————-

Komentarz Wasyla Rasewycza opublikowany na ukraińskim portalu Zaxid.net:

„Pokój chatom, wojna pałacom” albo manifest ukraińskiego nieuka

Całą winę za to, że u nas, w dawnej Galicji, na pierwsze miejsce wybijali się ludzie prymitywni i nieoświeceni składam na barki naszej galicyjskiej inteligencji. To ona szybciutko, za najmniejszym podmuchem politycznego wiatru zmieniała swoją orientację, wysławiając albo zupełny kicz, albo wynosząc pod niebiosa całkowite beztalencie. To nasi naukowcy spokojnie obserwowali lekcje „historii” prezydenta Juszczenki, potakując mu we wszystkim od Trypola do Bandery. To my milcząco zgadzaliśmy się na to, aby wszystko co ukraińskie zaczęło nabierać karykaturalnego brzmienia. Specyficzna chytrość ukraińskiej galicyjskiej inteligencji jest rzeczą ogólnie znaną. Przemilczeć, żeby przy okazji skorzystać, przytaknąć naczelnikowi, żeby wziął na zastępcę – to strategie zachowania, na pewno nie tylko Galicjan, ale w Galicji odczuwa się to szczególnie ostro. Nasza inteligencja i specjaliści „przemilczeli” prawie dwadzieścia lat, a w ciągu tego okresu urosło całe pokolenie ignorantów, partaczy, pseudointelektualistów i jeszcze legion wszelkiej krzykliwej potoczności.

Kiedy kłuła mnie w oczy rustykalność ukraińskiej kultury miejskiej, zawsze odpowiadałem, że wy, inteligencja, nie zaproponowaliście modelu miejskiego postępowania i człowiek, który trafił do miasta nie widział wzorów do naśladowania. Kiedy radzieccy patrioci, a naprawdę szowiniści, perorowali o przyniesionej tu wysokiej kulturze, zawsze prosiłem, aby porównywać radzieckie zmiany w Galicji z powojennymi zmianami w Czechosłowacji, Polsce i na Węgrzech, a nie by powoływać się na stan przedwojenny. Ale dziś, przeczytawszy blog Mariany Warciw, muszę przyznać, że się myliłem… Czytelnicy mogą zaprzeczyć, że to prywatna opinia jednej osoby bez dobrej edukacji i z prowincjonalnego Iwano-Frankowska. Może i tak, ale słowa pani Warciw zabrzmiały dla mnie kolektywnym głosem Galicjan-Ukraińców wychowanych w radzieckiej szkole na klasowej nienawiści do „panów”, a także tych, którzy uwierzyli w absurd o ośmiotysięcznej kulturze ukraińskiej, którzy radośnie wierzą we wszechświatową zmowę przeciwko szlachetnemu i najdawniejszemu narodowi ukraińskiemu.

Pani Warciw zabrała głos, aby powiedzieć, że należy zburzyć wszystkie pozostałości „okupacyjnej” cywilizacji, bo jest ona zapaskudzona i prawdziwym Ukraińcom po prostu śmierdzi. A prawdziwi, czyści Ukraińcy przywykli do życia w harmonii z przyrodą w chatach typu „stodoła”. Wszystkie te architektoniczne „style” wymyślili okupanci i te ich pałace uwierają prawdziwych Ukraińców w oczy, przypominając im o babciach zgwałconych przez panów. Wniosek jest jeden – żeby nie pogarszać stanu moralnego Ukraińców trzeba całą tę kolonialną spuściznę – austriacką i polską – zniszczyć do szczętu. A na tym miejscu zbudować ukraińskie kwadratowe chaty typu „stodoła”, albo supermarkety, bo to Ukraińcom milsze…

Hasło „Pokój chatom, wojna pałacom” jest kwintesencją walki światowego lumpenu o budowę swojego lumpenizowanego społeczeństwa – obojętnie gdzie, w rewolucyjnej Francji, zbuntowanej Rosji, albo zdegradowanej Ukrainie.

Wasyl Rasewycz, doktor historii, pracownik Instytutu Ukrainoznawstwa im. Iwana Krypiakewycza Narodowej Akademii Nauk Ukrainy

Tłumaczenie: Kresy.pl

[link=http://zaxid.net/blogentry/86189/]
———————————————————————————————————————————-

Pełna treść tekstu Mariany Warciw:

Pałac Potockich trzeba zburzyć

Nasi tak zwani „intelektualiści” kochają wszystko co całe stare i starodawne. Im jeść nie dawaj, a pokaż jakieś rozbite, skrzywione drzwi w austriackiej ruderze i będą obok tych drzwi długo cmokać i z rozumnym wyglądem dudlić piwo. Z pewnością to austriackie, starodawne, tak pachnie Europą!

A jaki gwałt wszczęli wokół tej nikomu nie potrzebnej rudery, która nosi „dumne” imię Pałacu Potockich! Zrobili z tego niemal główny problem Iwano-Frankowska. Oddawać oligarsze Bachmatiukowi tę tak zwaną „perłę europejskiej architektury” czy nie oddawać. Bo to taka straszna „bezcenna wartość”!

A tak naprawdę co my tam mamy, w tym „pałacu”? Straszne z wyglądu obdarte budowle, stare i śmierdzące. Nie ma tam żadnego „rycerskiego ducha”, o którym tak lubią wygadywać nasi nowoobjawieni „szlachcice” (ich prababki do panów po kolacji wołali?).

Tam, w tym pałacu, za sowieckich czasów wybiło kanalizację i piwnice zalało, wybaczcie, gównem. I to, jak ludzie mówią, nie raz. I oto od tego gówna cały tamtejszy „rycerski duch” przekształcił się w „ruski duch”. I dodatkowo wszystko tam przesiąkło smrodami szpitalnymi, gnojem, mikrobami i pleśnią przez ponad sto lat, gdy mieścił się tam szpital wojskowy.

I miejsce tam niedobre. Wiemy jeszcze ze szkoły, kim byli Potoccy i podobni do nich magnaci. Jak bardzo nienawidzili wszystkiego co ukraińskie, „chłopskie”. A teraz wnuki tych bitych kańczugami chłopów i gwałconych ukraińskich dziewcząt, aż podskakują, tak chcieliby by nasze miasto znów nazwano Stanisławowem. Tak byłoby po europejsku (tak im się zdaje, bo to nieuki, którzy nie słuchają ludzi mądrych, prawdziwych Ukraińców).

Nie mają niewolnicy godności i bólu za swoich pradziadów. Jest tylko pragnienie, aby samemu zostać panem i żeby jakiś zwyrodniały arystokrata Otto czy Kazimierczyk za ukraińskie pieniądze przyjechał tu, pojadł, dobrze popił i poklepał naszych „nowych arystokratów” po plecach: „Gut, chłopie, dobrze!”.

Ten prześmierdnięty karbolem i fekaliami pałac (a naprawdę syfilityczną ruinę) należy zburzyć do fundamentów jako wrzód na ciele miasta.

Nie ma w nim jakiejkolwiek architektonicznej wartości. I o wartości też należy już mówić prawdę i mówić głośno. Idealnym typem budowli, jak już wiadomo naukowcom, jest prosta prostokątna ukraińska wiejska chata typu stodoła, która powstała jeszcze w czasach Trypola. Osiem tysięcy lat jej architektura pozostaje niezmienna. Dlaczego? Ponieważ to ona jest szczytem całej architektury, całego światowego designu. Wszystko co genialne – proste. A to co przynieśli tutaj zaborcy, wszystkie te kaprysy i «style», to wszystko jest nam obce, to sztuka okupantów. Uwalniać Ukrainę od wpływu tysiącletniej okupacji, należy nie poprzez poniżający nas szacunek do gnębicieli – magnatów, a przez niszczenie okupacyjnego spadku, tych to austriacko-polskich kamienic w centrum Iwano-Frankowska i w innych miastach, których architektura deformuje psychikę przechodniów – Ukraińców, przypominając im, że są oni i dzisiaj mali, biedni i zniewoleni

Nie mamy własnej szkoły architektonicznej, która by wiodła ukraińską architekturę od ukraińskiej prawdziwej chaty. Od ojczystego, swojego, nie zniekształconego obcą myślą. Szewczenko, Franko, Bandera nie urodzili się w pałacach. A w pałacach rodzili się ci, którzy strzelali do Ukraińców i wieszali ich. Dlatego ucieszę się, kiedy wyburzymy te przeklęte przez naszych dziadów rumowisko, nad którym tak cmokają przyszywani chłopi i grantożercy. Niech będzie tam choć i centrum handlowe, z niego chociaż jakaś korzyść dla ukraińskiej gromady.

Mariana Warciw, ukraińska pisarka i poetka, pracuje jako pielęgniarka

Tłumaczenie: Kresy.pl

[link=http://firtka.if.ua/?action=blogs&id=65]



2 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz