Zaginiona Konstytucja

Egzemplarzy Konstytucji Trzeciego Maja jest wiele. Ten jednak był szczególny, bowiem na karcie poprzedzającej stronę tytułową znajdował się odręczny wpis własnościowy. Autograf niewiarygodny, który czytającego przyprawiał o dreszcz…

W 1998 roku ukazał się tom trzeci materiałów z konferencji „Sztuka kresów wschodnich”, redaktor tomu, mój Nauczyciel Pan Profesor Jan Ostrowski zamieścił w nim artykuł podsumowujący pięć lat prac inwentaryzacyjnych na kresach. Nie ukrywam, że początek artykułu wywoływał mimowolny uśmiech: „Czas biegnie szybko. Kształty wydarzeń łatwo zacierają się i zlewają, a brak wiarygodnych świadectw sprzyja tworzeniu legend i mitów”. Jak to? Bez przesady… dla mnie wówczas czas biegł normalnie, a badania inwentaryzacyjne były tak wielką oczywistością, iż niewyobrażalne było dla mnie bym mógł cokolwiek zapomnieć. Tymczasem… Tymczasem czas przyśpieszył, badania na wschodzie z inwentaryzacyjnych powoli stały się „syntetycznymi”. Większość tych, którzy jeździli na inwentaryzacje zajęło się inną tematyką… A ci, którzy pozostali przy badaniach wschodnich pracują mniej w terenie, a przede wszystkim w archiwach i bibliotekach. I to o czym pisał Profesor stało się jak najbardziej zrozumiałe. Chciałbym więc utrwalić kilka wydarzeń/rzeczy/, które, jak się teraz obawiam, sam niedługo bym zapomniał. A chcę o nich pamiętać. Jak mi się wydaje – powinno się o nich pamiętać.

Rok 1992. Pierwsza inwentaryzacja. Dzięki Pani Janinie Zamojskiej ze Lwowa trafiliśmy do Księdza Augustyna Mednisa. Do Chodorowa. Oszołomienie na widok tak wielu pamiątek przeszłości, dzieł sztuki odebrało mi mowę. Ale co ważniejsze – spotkanie z tym Kapłanem – otworzyło mi oczy na losy Kościoła na Wschodzie. On, Łotysz, o, przepraszam, Kurlandczyk, stał bowiem się depozytariuszem przeszłości Kościoła i Rzeczypospolitej… Całkowicie spolonizowawszy się, chronił pamiątki historii „uratowane z katastrofy Ojczyzny”. Z Księdzem Augustynem spotykałem się później wielokrotnie, i w Chodorowie, i we Lwowie, potem w Łucku i Torczynie. Ale to pierwsze spotkanie – było i jest niezapomniane.

Wśród wielu rzeczy, jakie pokazał wówczas Ksiądz była niepozorna książeczka, oprawna w skórę. Ksiądz dostał ją (albo kupił, nie pamiętam) bodajże będąc proboszczem w Samborze. Przyniósł ją jego organista, którego Mama pochodziła z Wołynia. Człowiek ów stwierdził, że Księdza z pewnością zainteresuje taka stara książeczka do nabożeństwa. Książeczka ta zaczynała się od inwokacji „W IMIĘ BOGA W TROYCY ŚWIĘTEY JEDYNEGO”. Była to jednak „Ustawa Rządowa” czyli „PRAWO UCHWALONE Dnia 3. Maia, Roku 1791”, oryginalny pierwodruk wydany w „Drukarni Uprzywileiowaney M. Grölla”.

Egzemplarzy Konstytucji Trzeciego Maja jest wiele. Ten jednak był szczególny, bowiem na karcie poprzedzającej stronę tytułową znajdował się odręczny wpis własnościowy. Autograf niewiarygodny, który czytającego przyprawiał o dreszcz…

„d: 5 Lipca 1791. Roku. Odebrałam w Zameczku Dobrach moich dziedzicznych w Powiecie Opoczyńskim leżacych, tę konstytucją ustanowioną d: 3. Maja w zwyż wspomnianego Roku, z rąk Brata mego rodzonego, Stanisława Małachowskiego Referendarza Koronnego, aktualnego teraz Marszałka Seymowego, y generalney Konfederacey Oboyga Narodów, ten szacowny Prezent, a iako z szacowney, y cnotliwey otrzymawszy go ręki, tak ten klejnot /: to iest tę konstytucią/: ceny wszystkie przewyższające, Potomkom moim do konserwaciy leguię, z tym obowiązkiem aby się temu z Potomków moich dostała zawsze, który Dziedziczyć na Zameczku będzie, albo ieżliby przypadkiem te Dobra w inny Dom weszły, zawsze temu Potomkowi się dostała, który Obywatelem w Polskim będzie, a nie w zagranicznym nieszczęśliwie oderwanym od Polski Kraiu.

Karolina z Małachowskich Grabieńska Starościna Stężycka ręką własną…”

Nie sposób dociec w jaki sposób ta konstytucja spod Opoczna trafiła na ziemie południowo-wschodnie… Katarzyna Karolina Grabieńska, córka Jana, kanclerza wielkiego koronnego, wyszła powtórnie za mąż za Szczęsnego Czackiego z Porycka, podczaszego wielkiego koronnego i była matką Tadeusza, założyciela Liceum Krzemienieckiego. Być może poprzez niego ten egzemplarz znalazł się na terenach obecnej Ukrainy.

Konstytucję oglądałem zawsze podczas kolejnych wizyt, niemalże nauczyłem się tego wpisu na pamięć. Raz zrobiłem zdjęcia. I one pozostały. Po śmierci księdza Augustyna to cenne cymelium niestety zaginęło…

Andrzej Betlej(ur. 1971 w Krakowie). Absolwent historii sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim, adiunkt w Instytucie Historii Sztuki UJ. W r. 1999 uzyskał tytuł doktora (praca doktorska napisana i obroniona pod kierunkiem prof. Jana K. Ostrowskiego, zatytułowana Paweł Giżycki, architekt polski XVIII wieku, wydana w r. 2003). Jego zainteresowania naukowe koncentrują się przede wszystkim na sztuce nowożytnej, a zwłaszcza na architekturze i rzeźbie na ziemiach wschodnich dawnej Rzeczypospolitej.



5 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. o :

    Widzialem jak przenosza gdzies zbiory bodajze Ossolinskich we Lwowie ukrainscy zolnierze, z przerobionego na magazyn kosciola. Ciekawe czy te i inne zbiory i swiadectwa polskiej kultury, polskiej przeszlosci da sie kiedys przeniesc do Polski.