Walentyna Zajączykowska


Walentyna Zajączykowska, członek zarządu i emerytowana działaczka Stowarzyszenia „Dom Polski” w Bielcach w Mołdawii, dyrektor Biblioteki Polskiej przy „Domu Polskim”, przewodnicząca Koła Polskich Rodzin.



Pochodzi z polskiej rodziny, która do Mołdawii przyjechała z Kamieńca Podolskiego pod koniec XIX w. Nazwisko Zajączykowska nosi po mężu, z domu nazywa się Monastyrska. Jej pradziadkowie, dziadkowie i rodzice byli Polakami, zajmując się przede wszystkim pracą na roli. Nigdy nie wstydzili się swego pochodzenia i byli z niego dumni, płacąc za to konkretną cenę.

Zarówno w czasach, gdy Mołdawia należała do Rumunii, jak i po zajęciu jej przez ZSRS. Jako osoby pracowite dorobili się bowiem znacznego majątku, który drażnił władze rumuńskie głoszące hasło „Rumunia dla Rumunów”, a w czasach sowieckich stanowił wręcz przestępstwo. Jej rodzice mieli nie tylko sporo ziemi, ale także restaurację i sklep, toteż jej matkę z dziadkami już w 1940 roku wywieziono na Sybir. Spędziła tam pięć lat i wróciła po zakończeniu wojny razem z matką (babcią pani Walentyny) – dziadek zmarł na Syberii. Drugi raz jej matka pojechała na Sybir w 1949 r., już z nią, która miała wtedy zaledwie 13 dni. Ojcu pozwolono pozostać, bo zgodził się wstąpić do kołchozu. Dzieciństwo pani Walentyna spędziła na Syberii w okolicach Tomska. Dopiero kilka lat po śmierci Stalina wraz z matką wróciła do Bielc. "Walentyna_Zaj_czykowska_2_1"

W domu dbano o religijne wychowanie dzieci i modlono się po polsku. Rozmawiano zaś w specyficznym języku, będącym mieszaniną słów rosyjskich, ukraińskich i polskich. Na Msze św. pani Walentyna wraz z rodzicami jeździła do Kiszyniowa. Tam też przystąpiła do I Komunii św.

Całe swoje dorosłe zawodowe życie przepracowała w bibliotece miejskiej. Gdy przeszła na emeryturę, zaangażowała się w działalność Stowarzyszenia „Dom Polski” w Bielcach i należy do jego aktywnych członków. Opiekuje się biblioteką (z racji swego zawodowego doświadczenia), a także uczęszczającymi do „Domu Polskiego” na różne zajęcia dziećmi. Bardzo często również jako opiekun wyjeżdża z nimi na kolonie do Polski.

Marek A. Koprowski

Reklama

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz