Ustawą wprowadzić pojednanie

Wąskie grona osób mieniących się ekspertami mogą sobie organizować konferencje, sympozja i innego rodzaju spędy, a i tak dynamika społeczna jest nieubłagana. Polacy nie kupują kiczowatego „pojednania”, bo już na odległość zalatuje od niego fałszem – pisze Marcin Skalski.

Wielka szkoda, że prawdopodobnie nie dowiemy się, jakie treści niesie ze sobądeklaracja pojednania, pod którą ma się podpisać prezydent Duda podczas wizyty w Kijowie. Pomijając kwestię nacisków wywieranych przez naszego kluczowego sojusznika zza oceanu, który nie życzy sobie żadnych tarć na „wschodniej flance”, będzie to znakomity miernik kontaktowania obozu prezydenckiego z rzeczywistością.

Błędem jest sądzić, że w przypadku postrzegania całokształtu stosunków polsko-ukraińskich przez społeczeństwo, zwłaszcza przez pryzmat ludobójstwa na Wołyniu, szczególnie istotną rolę odegrały uchwały przyjęte przez Senat i Sejm. Kręgi, które same określają siebie mianem „giedroyciowskiej inteligencji”, zdecydowanie przeceniają wpływ obydwu aktów na rzeczywistość. Niepotrzebnie więc biły one na alarm, że przyjęcie uchwał cofnie stosunki polsko-ukraińskie o dekady czy też zniwelują pojednanie.

Niektórzy przedstawiciele wspomnianej grupy wzywali z kolei, by uchwały wołyńskie w jakiś sposób „zrównoważyć” – np. poprzez potępienie polityki narodowościowej II Rzeczypospolitej, również w formie uchwały. Inni zaś zaklinali obóz polityczny dysponujący większością w obu izbach parlamentu, by nie ulegał naciskom „marginałów” i nie przychylał się do postulatów środowisk kresowych.

Wiara w moc sprawczą deklaracji podejmowanych w formie uchwały ma jedynie ograniczone uzasadnienie. Może ona wywołać rezonans w stosunkach międzypaństwowych, ale w rzeczywistości społecznej zmienia niewiele. Uchwały wołyńskie były tylko i wyłącznie wyjściem naprzeciw oczekiwaniom już w sporej mierze uświadomionego społeczeństwa, czego nie rozumieją kręgi „inteligenckie” czy jakkolwiek je nazwać. Z punktu widzenia obozu rządzącego była to minimalizacja strat, jakich doznał on z uwagi na nie dość jednoznaczną postawę w kwestii wołyńskiej, jak i nieodpowiedzialnych z punktu widzenia rywalizacji o elektorat wypowiedzi jego prominentnych przedstawicieli.

Jednocześnie można podejrzewać, że samemu Jarosławowi Kaczyńskiemu wcale nie schlebia ani poparcie inteligencji „giedroyciowskiej”, ani w ogóle jakiejkolwiek inteligencji. Z jednej strony nigdy nie odczuwał prawdopodobnie żadnego kompleksu wobec inteligenckich kręgów związanych z Unią Demokratyczną/Unią Wolności, z drugiej – nawet inteligent dysponuje tylko jednym głosem w wyborach. A przypomnijmy, że Kaczyński to przede wszystkim człowiek zabiegający o władzę i jej utrzymanie, bez względu na ocenę przyświecających mu motywów.

Z tego punktu widzenia tyleż groteskowe, co bezskuteczne są adresowane do obozu rządzącego rozmaite odezwy, a tak właśnie należy postrzegać tekst Bronisława Wildsteina „Co się dzieje z polityką wschodnią?” w tygodniku „wSieci”.

Komentator ów, odznaczony całkiem niedawno przez prezydenta Dudę Orderem Orła Białego, tłumaczy czytelnikom, że Ukraińcy Banderę traktują „jako bohatera walki narodowowyzwoleńczej, a nie wroga Polaków”. Wildstein, określony przez Andrzeja Dudę jako „wybitny inteligent”, chyba właśnie z uwagi na przynależność do tej grupy zdaje się nadawać przewagę słowu pisanemu nad nastrojami społecznymi. W ogóle nie rozumie on, że sprzeciw Polaków wobec kultu Bandery nie wynika z jego domniemanych zasług dla niepodległości Ukrainy. Polskie społeczeństwo alergicznie reaguje na banderyzm, bo kojarzy im się on z dokonanym na własnych rodakach ludobójstwem. Nie pierwszy raz można odnieść wrażenie, że bycie „inteligentem” nie ułatwia zrozumienia rzeczy najprostszych, szczególnie w dziedzinie stosunków polsko-ukraińskich.

Z drugiej strony Wildstein zwraca uwagę na badania, wedle których Polacy są przez Ukraińców uważani za najbardziej przyjazny naród. Szkoda tylko, że niewiele z tego wynika. Liczba kościołów zwróconych Polakom we Lwowie wciąż wynosi zero, jako mniejszość narodowa nasi rodacy na Ukrainie nie mają nawet ułamka procenta tego, czym dysponuje ukraińska mniejszość w Polsce. Wspomniane powyżej zagadnienia należą do kategorii, na które Wildsztajn i kręgi „inteligencji giedroyciowskiej” nigdy nie zwracali szczególnej uwagi. Ważniejsze jest to, co sobie o nas myślą Ukraińcy i czy darzą nas sympatią (ale czy szacunkiem?).

Z wywodu Wildsteina wynika też rzecz, która w jego kręgach teoretycznie powinna być traktowana jako powód do nałożenia anatemy. Pisząc bowiem:

„Uzależnianie stosunków z Kijowem od jego pokajania się za zbrodnie na Wołyniu to nie tylko idiotyzm, to Putinowska gra” – Wildstein stwierdza ni mniej, ni więcej, że poza tradycjami splamionymi polską krwią, Ukraina nie ma żadnego niepodległościowego paliwa, a niezależność Ukrainy od Rosji oznacza właściwie rezygnację z domagania się od Kijowa szacunku wobec polskiej pamięci historycznej. Jednak niepewny siły sowich argumentów dorzucił był Wildstein strasznego Putina, który marzy o rozciągnięciu granic Imperium Rosyjskiego do wybrzeży Atlantyku, po trupie Ukrainy i Polski. Jedyne, co go może powstrzymać, to zastosowanie się Polaków do rad Bronisława Wildsteina, by nie uzależniać poparcia dla Kijowa.

Mniej zabawnie robi się, gdy Wildstein oczernia lidera Polaków na Litwie, Waldemara Tomaszewskiego, który rzekomo „afiszuje się ze swoją prorosyjskością” (Wildstein afiszuje się ze swoją proukraińskością i nic w tym złego już nie ma). Nieszczęście Tomaszewskiego polega na tym, że ośmiela się nie konsultować swojej polityki konsolidowania mniejszości narodowych na Litwie z „giedroyciowską inteligencją”, której, jak wiadomo, na niczym nie zależy tak bardzo, jak na pomyślności Polaków na Wileńszczyźnie. W hierarchii priorytetów jest ona u giedroycistów wysoko, bo tuż po „pomyślnych” stosunkach polsko-litewskich.

Cała formacja „giedroyciowskiej inteligencji” zbankrutowała już nie tylko moralnie, bo i nie mogło być inaczej z Giedroyciem na sztandarach i jego przynoszącą niemal wyłącznie złe owoce doktryną. Zbankrutowała ona także intelektualnie jako formacja aspirująca do przywództwa w narodzie, do kreowania polityki państwowej. Niestety, Polska od dawna cierpi na nadmiar „inteligentów”, którzy mają skłonność do kreowania prądów intelektualnych nie mających przełożenia na realne potrzeby narodu.

Współczesna inteligencja we wspomnianej postaci kreuje się bowiem na sumienie narodu – narodu, którego tak naprawdę nie ma lub (w bardziej optymistycznej dla niej wersji) – który istniejąc realnie nie będzie spełniał ich oczekiwań. Widać to doskonale na przykładzie polityki wschodniej, a w szczególności stosunków polsko-ukraińskich. Wąskie grona osób mieniących się ekspertami mogą sobie organizować konferencje, sympozja i innego rodzaju spędy, a i tak dynamika społeczna jest nieubłagana. Polacy nie kupują kiczowatego „pojednania”, bo już na odległość zalatuje od niego fałszem. Zupełnie na miejscu jest tu już nie tylko pytanie, jakie korzyści odniesiemy z bezkrytycznego wspomagania sąsiedniego kraju, ale też – dlaczego w ogóle mamy to robić, skoro sąsiad ten się z nami nie liczy.

Nieumiejętność pogodzenia się z faktami, że Polacy właśnie tak reagują na wciskane im na siłę pojednanie z apologetami ludobójców, skłania do ewakuacji na szalupę ratunkową pod nazwą „rosyjski trolling”, któremu zupełnie na serio poświęca się mające sprawiać wrażenie poważnych naukowe konferencje. Rzeczywiście, gdyby moje oczekiwania wobec własnego społeczeństwa i poglądy tegoż tak dramatycznie się rozjeżdżały, to źródeł tego dysonansu sam szukałbym w jakichś czynnikach zewnętrznych. Bo przecież własny naród nie może być tak „proputinowski”, to wszystko wina trolli itd. Jakoś w końcu trzeba ratować własne samopoczucie.

Tymczasem, uchwały wołyńskie przegłosowano w Sejmie przede wszystkim dlatego, że tak postanowił Jarosław Kaczyński. Stało się tak, gdyż skalkulował, że inna decyzja może mu się politycznie nie opłacać. Rozpaczliwe wezwania, by Kaczyński odpuścił sobie elektorat na rzecz zachowania pozorów „pojednania”, robią na nim zapewne takie samo wrażenie, jak na Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej listy protestacyjne podpisywane przez inteligentów. Jak widać, formacja inteligencka nadal jest oderwana od rzeczywistości.

Można się spodziewać jeszcze kilku prób storpedowania skutków uchwał wołyńskich (stąd np. wysłanie Jana Piekło do Kijowa), ale nie zmieni to faktu, że wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, iż polityka proukraińska nie ma w Polsce praktycznie żadnego realnego poparcia, a sami Polacy w większości spełniają wszelkie znamiona „trolli Putina”. Co więcej, już na jesieni będzie to naród, który pójdzie do kin na „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego i zaiste inteligencką naiwnością byłoby przekonanie, że jakimikolwiek deklaracjami – choćby podpisywanymi w najbardziej uroczystej oprawie – można odwrócić realnie zachodzące w społeczeństwie przemiany.

O przyszłość stosunków polsko-ukraińskich nie ma się co obawiać. Jeśli ich fundamentem była całkowita kapitulacja Polski, to znaczy, że gorzej już być nie mogło i teraz może być tylko lepiej. Ostatecznie w polityce międzynarodowej lepiej być szanowanym, niż lubianym.

Do uchwały wołyńskiej nie ma co przywiązywać nadmiernej wagi. Dobrze, że została przyjęta, bo przede wszystkim pokazała, iż żyjemy jednak w państwie posiadającym chociaż znamiona polskości, a nie będącym li tylko „wschodnią flanką” jakichś większych, zupełnie już niesterowalnych przez Polaków organizmów.

Marcin Skalski



19 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. gan :

    /Józef Zieliński, 1942 rok/ (…) Gdybyśmy nie byli narodem biernym i leniwym, gdybyśmy byli dostatecznie (…) i umieli działać na każdym kroku dla ojczyzny, dla interesu narodowego,wtedy byśmy zrozumieli, ile dla naszej przyszłości w stosunku do Rusinów jest potrzebna jedna z dwóch rzeczy: albo żeby zostali oni wszyscy, lub część ich, o ile to jest możliwe Polakami;albo żeby zostali samoistnym, silnym narodem ruskim, zdolnym bronić swej samodzielności nie tylko wobec nas, ale i wobec Moskali, zdolnym walczyć o nią i tym sposobem stanowić naszego sprzymierzeńca w walce z Rosją. Daleka więc od nas byłaby polityka, stosująca się do wskazań tych ludzi, którzy mówią: trzeba dać Rusinom wszystko, czego żądają, trzeba dać im więcej, niż żądają, ażeby do nas nie mieli, i nie mogli mieć żadnych pretensji, ażeby czuli dla nas sympatię, sami się jak najprędzej wzmocnili, żeby zostali narodem w całym znaczeniu tego słowa i mogli być naszymi sprzymierzeńcami w walce z Rosją. Narody dzielne, przydatne do walki, tylko w walce wzrastają. Jeżeli Rusini mają zostać Polakami, to trzeba ich polonizować, jeśli zaś mają zostać samoistnym, zdolnym do życia i walki narodem ruskim, trzeba im kazać zdobywać drogę ciężkich wysiłków, co
    chcą mieć, kazać im hartować się w ogniu walki, który jest im jeszcze potrzebniejszy, niż nam, bo są z natury o wiele jeszcze bierniejsi i leniwsi od nas. Jeżeli im będziemy dawali bez oporu wszystko, czego chcą, nawet więcej niż chcą, to ty sposobem tylko sami się z Rusi wycofamy, ale narodu ruskiego nie stworzymy.
    Zaspokoiwszy ich nadmierne, dziś apetyty, pozostawimy te piękne ziemie gnuśnymi, sytym próżniakom, których samoistność dopóty będzie trwała, dopóki ktoś energiczniejszy od nas swej ręki na nich nie położy, zamiast samoistnego narodu ruskiego, przygotowujemy pognój pod naród moskiewski. //// (…) Wystąpienie Polski na widownie miêdzynarodową, jako wielkiego narodu, byłoby dla polityki niemieckiej wielką klęską. Jeżeli nie można było tego narodu zniszczyć, trzeba go było zrobić małym. Na to zaś najprostszym sposobem było stworzenie państwa ukraińskiego i posunięcie jego granic w głąb ziem polskich tak daleko, jak daleko siêgają dźwięki mowy ruskiej.

  2. beresteczko1651 :

    Przyjaźni do banderowców nie da się zadekretować, tak jak w PRL odpowiednikom Wildsteina nie udało się wymusić dekretami przyjaźni do ZSRR. Co zabawne taki Wildstein, analogicznie jak jego pobratymcy etniczni i intelektualni w PRL zwalczali domagających się prawdy o Katyniu, usiłuje dyskredytować polskich patriotów, którzy realnie oceniają sytuację na tzw. ukrainie, domagając się prawdy o Wołyniu i renesansie banderyzmu. Tyle, że ten pomawia ich o „proputinizm” tak jak tamci zarzucali im „lanie wody na młyn zachodnich imperialistów”.

  3. leszek1 :

    Oczywiscie, ze Polska i Polacy odniesli by duze korzysci, gdyby Ukraina byla dla nas przyjaznym panstwem, jak np Wegry. Konflikt takiego zyczeniowego myslenia polega na tym, ze Ukraina od bardzo dlugiego czasu byla indoktrynowana nienawiscia do Polakow, co utrwalilo sie bardzo silnie w podswiadomosci wielu Ukraincow – oczywiscie nie wszystkich. Zeby zniwelowac te przeszkody pojednania naszych narodow, Ukraina powinna prowadzic „polityke historyczna” przyjazna Polsce – to znaczy uwypuklac wsrod mlodzierzy i wsrod spoleczenstwa fakty swiadczace o mozliwosciach przyjazni Polsko-Ukrainskiej. Jest tego nieduzo, ale zawsze. W niewoli sowieckiej i w walce z Bolszewizmem bardzo czesto Ukraincy i Polacy mogli na siebie liczyc. Niestety. Ukraina prowadzi polityke wychowania swojego spoleczenstwa na bazie kultu najbardziej zwyrodnialej w stosunku do nas Ukrainskiej organizaci politycznej i wojskowej. Prezydent powinien odmowic wszelkich dzialan pomocy Ukrainie, dopuki bedzie tam kontynuowany kult wrogich nam organiazacji. Tego nie zrobi, poniewaz podlega rozkazom zydowskim.

    • mop :

      PRZYPONĘ TOBIE TWOJE SŁOWA: JESTEM NACJONALISTĄ … Nacjonalista – osoba o zbyt niskim potencjale intelektualnym, żeby zrozumieć złożoność relacji międzynarodowych. Każda próba wytłumaczenia skomplikowanych wydarzeń na świecie powoduje u niego wypalenie komórek mózgowych. Odrzuca uznawanie zabijania za rzecz złą, argumentem uszlachetniającym jest obcobrzmiące nazwisko ofiary. Nacjonalizm charakteryzuje się specyficzną interpretacją dobra i zła – wszystko co robi naród nacjonalisty jest dobre, a wszystko co robi inny jest złe. Charakteryzuje się wiecznym wybielaniem lub chwaleniem czynów własnego narodu – chociażby to było gwałcenie, mordowanie, palenie na stosie, przy jednoczesnym zapamiętywaniu innym narodom win za zbrodnie ich przodków.

  4. krok :

    Polacy są pamiętliwym narodem, nie wyobrażam sobie, że jakieś tam opłacane grupy, podające się za „giedroyciowców”, czy „inteligencję”, będą nam narzucać kogo mamy lubić, wspierać, czy szanować. Na szacunek trzeba sobie zasłużyć, póki co ukraińcy nie zrobili NIC, co zasługuje na to. Stawianie na pomnik morderców dzieci i kobiet, to w moim jak przypuszczam i innych zaznaczam POLAKÓW, dyskwalifikuje ich jako naród, a nawet jako cywilizowanych ludzi. Pamięć o Kresach to nie śpiewna dumka za stepami, lecz żywi ludzie, Polacy, którzy zostali tam bestialsko zamordowani przez ukraińców, którzy nie mogą się doczekać nawet godnego pochówku. Giedroyciom należy powiedzieć jasno, że w Polskiej polityce nie ma dla nich miejsca, nie ma miejsca na oszustwa, fałszywe przyjaźnie. Prezydent Duda znowu nie słucha Polaków, tylko prozachodnich politykierów realizujących nie Polskie interesy. Wystarczy wprowadzić zasadę równoważności, by ukraińcom pokazać, że są fałszywi. Niech Związek Polaków na ukrainie dostaje tyle od rządu ukraińskiego, co dostaje związek ukraińców w Polsce, niech w końcu zniosą ukraińcy embargo na Polskie produkty żywnościowe, w końcu niech nie biją Polaków na ukrainie, jak my nie bijemy ich w Polsce. To jest podstawa zdrowych relacji, tylko tak można pomóc im samym jak powinni funkcjonować jako naród.

    • mop :

      O CZYM TY PIEPRZYSZ??? Jan Kochanowski PIEŚŃ 5
      Niewierny Turczyn psy zapuścił swoje,
      Którzy zagnali piękne łanie twoje
      Z dziećmi pospołu, a nie masz nadzieje,
      By kiedy miały nawiedzić swe knieje.

      Jedny za Dunaj Turkom zaprzedano,
      Drugie do hordy dalekiej zagnano;
      Córy szlacheckie (żal się mocny Boże!)
      Psom bisurmańskim brzydkie ścielą łoże.

      Zbójce, niestety, zbójce nas wojują,
      Którzy ani miast, ani wsi budują,
      Pod kotarzami tylko w polach siedzą,
      A nas nierządne, ach, nierządne, jedzą.

      Tak odbieżałe stado więc drapają
      Rozbojce wilcy, gdy po woli mają,
      Że ani pasterz nad owcami chodzi,
      Ani ostrożnych psów za sobą wodzi.

      Jakiego serca Turkowi dodamy,
      Jesli tak lekkim ludziom nie zdołamy?
      Ledwieć nam i tak króla nie podawa;
      Kto sie przypatrzy, mała nie dostawa.

      Zetrzy sen z oczu, a czuj w czas o sobie,
      Cny Lachu! Kto wie, jemu czyli tobie
      Szczęście chce służyć? A dokąd wyroku
      Mars nie uczyni, nie ustępuj kroku!

      A teraz k temu obróć myśli swoje,
      Jakobyć szkody nieprzyjaciel twoje
      Krwią swą nagrodził i omył tę zmazę,
      Którą dziś niesiesz prze swej ziemie skazę.

      Wsiadamy? Czy nas półmiski trzymają?
      Biedne półmiski, czego te czekają?
      To pan, i jadać na śrebrze godniejszy,
      Komu żelazny Mars będzie chętniejszy.

      Skujmy talerze na talery, skujmy,
      A żołnierzowi pieniądze gotujmy!
      Inszy to darmo po drogach miotali,
      A my nie damy, bychmy w cale trwali?

      Dajmy; a naprzód dajmy! Sami siebie
      Ku gwałtowniejszej chowajmy potrzebie.
      Tarczej niż piersi pierwej nastawiają,
      Pozno puklerza przebici macają.

      Cieszy mię ten rym: „Polak mądr po szkodzie”;
      Lecz jesli prawda i z tego nas zbodzie,
      Nową przypowieść Polak sobie kupi,
      Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi.
      REPLAY!!!
      Cieszy mię ten rym: „Polak mądr po szkodzie”;
      Lecz jesli prawda i z tego nas zbodzie,
      Nową przypowieść Polak sobie kupi,
      Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi.

      NO I GDZIE TA POLAKÓW PAMIETLIWOŚĆ,NO GDZIE ???

  5. zefir :

    Rozważamy pojęcie „ustawowe pojednanie”w aspekcie bestialskiego zbrodniczego morderstwa ukraińskiego OUN-UPA i ich innych kolaboranckich z niemieckim hitleryzmem zbrodniczych formacji.Co więc oznacza to „ustawowe pojednanie”?Dla namiestników gyedrojcyzmu pewnie puszczenie tych ukraińskich zbrodni na polskości w niepamięć w imię naiwnych i durnych przekonań,że ta ukraińska swołocz opamięta się i upokorzy się.Zbrodniarze i ich potomkowie na dzisiejszej UPAdlinie ani myślą o upokorzeniu się o poczuciu winy,wręcz przeciwnie ustawowo i praktycznie gloryfikują tych polskich morderców ich pomnikami,ich gloryfikacją w szkołach i na państwowych uroczyskach.Gyedrojcowska doktryna i jej mit legły więc w gruzach w banderukraińskiej praktyce.Co więc może oznaczać to „Ustawowe pojednanie”?Nic innego tylko zdradę tymczasowo rządzących Polską jej Narodu.Zdradę znaczoną olewaniem uczuć oszukiwanego Narodu pod durnymi pretekstami a to grożby Putina,a to ruskich czołgów we Francji,a to smoleńskiego zamachu.Każdy tego typu propagandowy durny pretekst jest dobry o ile sprzyja polityce Żydohegemona,nawet gdy dotyczy „ustawowego pojednania”,nawet wtedy gdy nie ma on nic wspólnego z autentycznym rzeczywistym pojednaniem poszkodowanych z ich zbrodniarzami.

  6. mop :

    „”Prawda jest tym, co dostaliśmy w spadku i jest naszym dziedzictwem, które oddamy następnemu pokoleniu. Mówić prawdę jest naszym obowiązkiem wobec samych siebie i wobec innych; To honor, obowiązek i nasz zapis dla przyszłych pokoleń. Jest to część naszego prawowitego dziedzictwa.””

    Tajna uchwała OUN przeciwko Polsce, podjęta została 22 czerwca 1990 r., a jak zachowują się senatorowie III Rzeczpospolitej Polskiej w tym czasie. Wstyd pisać. W euforii zwycięstwa „Solidarności”, odwracają się plecami do znienawidzonej przez nich PRL i realizują, jako pierwsi, tajną uchwałę OUN z 22 czerwca 1990 r. skierowaną przeciwko Polsce i Polakom. 3 sierpnia 1990 roku Senat RP podejmuje haniebną dla Polski uchwałę, w której potępia akcję „Wisła”. Oto jej treść:

    „Uchwała Senatu Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 3 sierpnia 1990 r. w sprawie akcji „Wisła”.

    Zmiany społeczne i polityczne dokonujące się u nas i w sąsiednich krajach stawiają przed nami nowe wyzwania. Ze względu na obecność ludności ukraińskiej w Polsce szczególnego znaczenia nabiera wzajemne poznanie, zrozumienie i pojednanie Polaków i Ukraińców. Różnie przeplatały się losy obu narodów w ciągu dziejów. Polacy i Ukraińcy nie tylko pracowali razem i żyli obok siebie jako sąsiedzi, ale również łączyli się często w tych samych rodzinach. Jednak obok zgodnego współżycia, wiele było wzajemnych krzywd i niechęci. Była nienawiść, a nawet przelana krew. Ta przeszłość obciąża nasze stosunki. Tę przeszłość trzeba przezwyciężyć.

    Pragnąc pojednania dążymy do ukazania naszej trudnej historii w świetle prawdy. W szczególności wymaga to ujawnienia bolesnych wydarzeń, które zdarzały się w kresie powojennym w naszej wspólnej Ojczyźnie.

    Jednym z nich była wojskowa „akcja Wisła”, którą na mocy uchwały Prezydium Rady Ministrów z dnia 24 kwietnia 1947 roku przeprowadzono w południowej i środkowo – wschodniej części Polski.

    Komunistyczne władze przystępując do likwidacji oddziałów Ukraińskiej Powstańczej Armii dokonały wówczas przymusowych przesiedleń ludności w większości ukraińskiej. W ciągu trzech miesięcy wysiedlono z rodzinnych miejsc około 150 tysięcy osób, pozbawiając je majątku, siedzib i świątyń. Przez wiele lat uniemożliwiano im, a potem utrudniano powroty.

    Senat Rzeczypospolitej Polskiej potępia akcję „Wisła”, w której zastosowano – właściwą dla systemów totalitarnych – zasadę odpowiedzialności zbiorowej.

    Senat Rzeczypospolitej Polskiej dążyć będzie do tego, by naprawione zostały – na ile to możliwe – krzywdy powstałe w wyniku tej akcji”

    (Stenogram z 30 posiedzenia Senatu w dniu 5 sierpnia 1990 r. NA RUBIEŻY Nr 88/2006 r. str.1 i 2).

    Głównym inicjatorem podjęcia jednostronnej uchwały Senatu w sprawie potępienia akcji „Wisła”, był aktywny działacz „Solidarności” narodowości ukraińskiej, uchodzący w tym czasie za Polaka, prof. Roman Duda z Uniwersytetu Wrocławskiego. Poparł go w swoim wystąpieniu drugi senator narodowości ukraińskiej Mieczysław Trochimiuk z Podlasia.

    Kolejnego poparcia udzielił senator Andrzej Wielowiejski, któremu ślepa nienawiść do systemu ustrojowego PRL i osobiste doznane krzywdy od tego ustroju, przesłoniły realizm myślenia i poparł banderowsko – ounowski projekt uchwały potępiający operację „Wisła”.”(NA RUBIEŻY Nr 88/2006, str. 2).

    Za uchwałą, na obecnych tego dnia 55 senatorów, głosowało 49 senatorów w tym Lech Kaczyński, 4 było przeciwnych i 2 wstrzymało się od głosu.

    Podjęto haniebną jednostronną uchwałę kompromitującą 49 senatorów i Senat Rzeczpospolitej. Mimo protestów w tej sprawie Kresowian, Senat III RP do tej pory nie uchylił tej haniebnej uchwały i obowiązuje ona do dziś, ze wszystkimi następstwami.

    Skoro więc Senat III RP jest tak wyrozumiały dla UPA i uważa, że ta uchwała jest słuszna, to nic nie stoi panowie senatorowie na przeszkodzie, by podjąć następną uchwałę o oddaniu ziem Podkarpacia Ukrainie, na których walczyła UPA,( domagają się tego już teraz nacjonaliści z partii „Swoboda„ we Lwowie), a wówczas nabierze sensu uchwała potępiająca akcję „Wisła„. Dla walczących z OUN i UPA , a pohańbionych tą uchwałą Senatu, będzie bardziej zrozumiałym dlaczego Wojsko Polskie nazwano „związkiem przestępczym” – dowodzonym przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego.
    PS.
    Współdziałanie z neobanderowcami kwitnie w najlepsze. B. prezydent Lech Wałęsa z fundacji skromnie nazwanej jego imieniem zaopatruje w 200 tys. euro majdanowców. W składzie delegacji odbierającej tę nagrodę znalazł się, prócz Witalija Kłyczki, również szef skrajnie szowinistycznej partii „Swoboda” – Oleg Tiahnybok.
    Postąpił jak przystało na noblistę i mianowanego mędrca europejskiego. Jak by tego było mało, Wałęsa w kilka dni potem poleciał do Kijowa, gdzie w cerkwi składał kwiaty i bił pokłony przed tablicą upamiętniającą tzw. „bohaterów” Ukrainy. Owi „bohaterowie”, to bandyci z UPA, którzy w sposób wyjątkowo bestialski dokonali ludobójstwa na 200 tys. Polaków i 80 tys. Ukraińców, o innych narodowościach nie wspominając. Czy upodlenie ma jeszcze jakieś granice?
    Wałęsa jednak nie był pierwszy w hołdach. Pamiętajmy, że prezes PiS pod czarno-czerwonym sztandarem OUN-UPA wzniósł pozdrowienie „Sława Ukraini. Herojam sława!”
    PRZYPOMINAM CO TO ZA POZDROWIENIE!
    To zawołanie-pozdrowienie („Sława Ukraini. Herojam sława!”) banderowskich bojówkarzy. Po każdym zakończonym akcie mordu na bezbronnej ludności cywilnej Kresów taki właśnie okrzyk wznoszono.
    Jeśli prezes największej partii opozycyjnej nie wiedział co to za sztandar i co to za pozdrowienie, to powinien się dowiedzieć. Jeśli jednak wiedział, to niech nie przyznaje się do patriotyzmu. Taki okrzyk jest bowiem deptaniem pamięci polskich męczenników.
    NALEŻY ZAKAZAĆ działnośc Związku Ukraińców w Polsce, gdyż ta nacjonalistyczna szowinistyczna organizacja naucza w Polsce ukraińskie nazistowskie doktryny Bandery oraz Szuchewycza, zamieszkałych młodych UKRAICÓW w III RP.
    Ci młodzi ukraińcy zamieszkali w Polsce są HODOWANI na LUDOBUJCZYCH ANTY-polskich DOKTRYNACH ukraińskich NAZISTÓW jak Szuchewycza czy Bandery co jest SKANDALEM oraz NIE zgodne z polskim prawem, które zabrania nauczania nazizmu.

    Taka sytuacja jest możliwa, tylko dlatego, że Kaczyńscy, Tusk, Komorowski … czyli „polscy politycy” z piedestałów władzy „warszawki” dopuścili się ZDRADY ofiar RZEZI wołyńskiej, wspierając NAZISTÓW ukraińskich z „Prawego Sektora” i „Swobody” których celem było i jest ZŁAMANIE kręgosłupa moralnego Polaków.
    Zdrady Polskiej Racji Stanu dopuściły się ANTY-polskie partie-gangi malwersantów oraz złodziei z PO, PiS, SLD … itd.
    Ten akt zdrady POSIADA znaczenie historyczne oraz DRUZGOCĄCE dla Polski i Polaków.

    Posłuchajcie i KONIECZNIE obejżyjcie jak nacjonalista UKRAINSKI z polskim obywatelstwem Piotr Tyma zamieszkały w III RP, obecny prezes Związku Ukraińców w Polsce – BRONI spadkobierców oraz LUDOBUJCZĄ spuściznę ukraińskich UPA-wców morderców Szuchewycza i Bandery:
    http://youtu.be/crRYWwT9-wE

  7. mop :

    Z TEGO CO ZROBI polskojęzyczny duda WYNIKA,ŻE MA ON WAS PLACZKI GŁEBOKO W DOOOOPIE !!! Nawiasem mówiąc w Polsce mamy 6mln ludzi cierpiących na choroby psychiczne, a w ostatnich wyborach na PIS głosowało 5 711 687 wyborców. Wnioski nasuwają się same,prawda !