Upiór w nas samych

Upiór jest skandalem, jest nienaturalny, niepożądany, wbrew prawom – ale jest.

Dosłowne odczytanie upiora jako zmarłego, trupa – chciałoby się powiedzieć – z krwi i kości, to dopiero początek. Początek istotny, bo wszelki sens przenośny może być właściwie odczytany tylko wtedy, gdy nie zapomina się o dosłowności i to tej najbardziej brutalnej.

Na niej nie można się jednak zatrzymywać, bo przed nami jeszcze sens drugi, należałoby określić go jako moralny. Jeśli zaczęliśmy od sensus litteralis, oddajmy się teraz refleksji nad sensus moralis. I wreszcie, jeśli poprzednio odnajdywaliśmy trupa jako coś zewnętrznego, to teraz należałoby odnaleźć te zwłoki w sobie. Upiór jako ideał moralny jednostki.

Cóż to za człowiek? – Umarły. Umarły w dosłownym tego słowa znaczeniu to sama empiria w najbrutalniejszej postaci, pozbawiona jest wszelkiej duchowości. Przemawia siłą samego widoku. I to, co w tym najbrutalniejsze: ciało ożywiane duchem, jest pozbawione tego najważniejszego pierwiastka. Jest makabrycznie nieduchowne. A jednak to doświadczenie odejścia duszy jest dla nas, zewnętrznych obserwatorów, najwymowniejszym doświadczeniem duchowym.

Po pierwsze, kontrast między żywym i umarłym uświadamia, że lekceważony nieraz pierwiastek duchowy teraz okazuje się najważniejszy, że bez niego ciało staje się smutną pamiątką. Zaczynamy zatem wspominać te wszystkie chwile, kiedy dane nam było przebywać w bliskości tego żyjącego ciała. A im bardziej uświadamiamy sobie, że teraz i w tym życiu musimy się pogodzić z nieodwracalnością śmierci, tym mocniej szukamy kontaktu z duchowym pierwiastkiem, z duszą, która opuściła ciało.

Po drugie, choć dusza odeszła i choć tak bardzo stała się dla nas wymowna jej nadrzędność, szczególną czcią otaczamy opuszczone ciało. Żegnając, całujemy dłoń lub czoło, kładziemy rękę na nieruchomym już sercu. Wyprawiamy pogrzeb i stawiamy na cmentarzu pomnik. To wszystko staje się dla nas szczególnie ważne, mimo iż wiemy, że ta bliska nam osoba jest teraz gdzie indziej.

Ta nowa świadomość, która wtedy do nas dociera: wielkość duszy i szczególny szacunek do ciała, jest doświadczeniem głęboko chrześcijańskim. Jedność duszy i ciała jest dla nas czymś naturalnym, pożądanym i postulowanym. A zarazem przeżywamy dramat rozdarcia, faktycznego dualizmu tych dwóch wymiarów człowieczeństwa.

Upiór żyje, choć żyć nie powinien – dusza opuściła ciało i już go nie ożywia. Dusza zaś bez ciała jest niepełna. O człowieku stanowi złączenie duszy i ciała – teraz już go nie ma, więc i człowieczeństwo staje się jakąś hybrydą, czymś skandalicznym.

Upiór jest skandalem, jest nienaturalny, niepożądany, wbrew prawom – ale jest.

Niepełność upiornego człowieczeństwa, być może najdotkliwszy skutek grzechu pierworodnego, jest także doświadczeniem własnym człowieka, tego, który napięcie między tym, co duchowe i tym, co materialne, przeżywa szczególnie mocno. Upiór w drugim tego słowa znaczeniu jest zatem osobą pozornie żywą i przebywającą wśród bliźnich, świadomą wszelako własnej kondycji.

Na świecie jeszcze, lecz już nie dla świata.Upiór wie, że jest człowiekiem i że jest jednym z ludzi. Czuje jednak, a być może także wie, że nie stąd i nie tu jego miejsce. Że powinien być gdzie indziej. Przede wszystkim zaś prawo, któremu powinien podlegać, nie jest tożsame z tym prawem, w którym przychodzi mu żyć.

Nie jest to zatem dualizm ostateczny, ten, którego nie da się pogodzić z chrześcijaństwem, ale dualizm kondycyjny, doświadczany, ale ze świadomością jego nienaturalności i nieprawości.

I taki jest sensus moralistej upiornej definicji człowieka, jaką nam daje Mickiewicz na początku Upiora, a więc i całych Dziadów. Przed nami jeszcze sens alegoryczny, w tym wypadku głęboko polityczny.

Mateusz Matyszkowicz, filozof, publicysta Teologii Politycznej. Wydał m.in. tłumaczenie traktatu De regno (O Królowaniu) św. Tomasza z Akwinu (OMP 2006) oraz zbiór esejów „Śmierć rycerza na uniwersytecie” (Teologia Polityczna 2010).



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz