Ukraińskie Karpaty i Podkarpacie

„Najczęściej jednak turysta z Polski, zwłaszcza wędrujący z plecakiem, spotyka się na ukraińskiej prowincji ze szczerą sympatią i serdeczną gościnnością.”

Miłośnikom Kresów książek dra Grzegorza Rąkowskiego specjalnie reklamować nie trzeba. Kto jedzie na dawne Kresy Wschodnie i nie ma przy sobie jego przewodnika ten wiele traci i do wielu ciekawych miejsc na pewno nie dotrze. Słowem – sam sobie szkodzi.

A długo Autor kazała na siebie czekać. Ostatni z jego przewodników (po Lwowie) ukazał się niemal pół dekady temu. To bardzo długo biorąc pod uwagę fakt, że poprzednich kilka przewodników po Kresach południowo-wschodnich wydawał w tempie jeden na rok. Ale oczywiście opłacało się czekać – jakże mogło być inaczej.

Mimo tego zatem, że, jak napisałem, nazwisko dra Rąkowskiego jest zapewne wśród czytelników naszego portalu znane, to pozwolę sobie skreślić tych kilka słów o jego najnowszej publikacji. Bo to i jej „kampania reklamowa” w porównaniu do poprzednich książek była znacznie skromniejsza (w zasadzie ograniczyła się do Warszawy), a i nie może być tak, by na największym portalu kresowym nie było ni słowa o najnowszym przewodniku najlepszego w obecnej chwili znawcy (w sensie terenowym) dawnych Kresów Wschodnich.

Zatem, miłe Panie i Panowie sympatyczni nie mniej: „Ukraińskie Karpaty i Podkarpacie”, to najnowszy, liczący ponad 5 i pół setki stron przewodnik autorstwa dra Grzegorza Rąkowskiego. Mimo tak wielkiej objętości obejmuje w sumie niewielki skrawek dawnych Kresów, nawet nie jedno województwo. Opisuje południową część obwodu lwowskiego, tj. obszar ograniczony od zachodu granicą państwową z Polską, od południa granicą z obwodem zakarpackim, która biegnie po głównym grzbiecie Karpat, od wschodu – granicą obwodu iwano-frakiwskiego, zaś od północy ogranicza go Dniestr i jego lewobrzeżny dopływ Błozewka. Najbardziej północy kąt ogranicza z kolei prawobrzeżny dopływ Wiaru – Warwa. W sumie około 7150 km kwadratowych. Teren znacznie mniejszy od naszego najmniejszego województwa. Ale jakże bogaty, jakże brzemienny, jak nasycony pamiątkami przeszłości i osobliwościami przyrody, które Autor, z sobie właściwą pozytywistyczną skrupulatnością, opisuje. Bo obszar ten nie ogranicza się tylko do tych „flagowych” znanych chyba każdemu turyście miejsc, jak Drohobycz, Stryj, Sambor, Truskawiec czy Sławsko. To także szereg mniejszych zagubionych, zapomnianych już może miejscowości z ciekawymi zabytkami, jak: Stara Sól, Nowe Miasto, Wołcze Górne, Demnia, Wojutycze, Czaple i wiele, wiele innych. Powędrujemy z Rąkowskim po karpackich szczytach, połoninach i przełęczach, na których stoją jeszcze madziarskie pomniki. Spuścimy się w doliny pełne wiosek i cudnych drewnianych cerkiewek, udamy się do źródeł Dniestru i Sanu, powędrujemy karpackimi puszczami i tym, co zostało z wielkich niegdyś Dniestrzańskich Bagien. Wszystko to rzecz jasna oplecione pajęczyną dziejów, bogatą, różnorodną i barwną. Ozdobione pięknymi kolorowymi i czarno-białymi fotografiami i rysunkami. Wzbogacone o szkice, rzuty, plany, mapki i dużą, kolorową, zbiorczą mapę opisywanego terenu. Wszystko z „Rewaszową solidnością”. Starych czytelników może tylko okładka nieco zaskoczy, taka trochę „kryzysowa” – miękka. Ale poza tym oczywiście bez zarzutu.

Braków merytorycznych w przewodnikach Rąkowskiego też trudno jest się doszukać. Choć pewnie znajdą się i tacy, którzy ze swoistą satysfakcją coś tam Autorowi wytkną. Są to zwykle ci, którzy sami nic nie napisali. Co najwyżej można czasem znaleźć jakieś miejsce czy detal, do którego badacz i „mandriwnik” nie dotarł. W odniesieniu do tego terenu jest to zakaznik „Kornałowice” w dolinie Dniestru niedaleko Sambora. Pewnie nie zwróciłbym na to uwagi gdyby nie fakt, że rosną tam iście białowieskie, by nie rzec hetmańskie dąbrowy, których los stale jest niepewny. Przez wiele lat z różnym skutkiem broniła ich od wycięcia lwowska organizacja przyrodnicza Służba Ochrony Przyrody z jej aktywnym szefem Timurem Bederniczkiem. Obecnie, po zmianach w tej organizacji losy tego pięknego lasu są jeszcze bardziej niepewne. Pisałem nieco o nim na naszym portalu:

http://kresy.pl/publicystyka,reportaze?zobacz/hetmanska-dabrowa

Przewodniki Grzegorza Rąkowskiego, zwłaszcza te, które dotyczą terenów obecnej Ukrainy mają kilka osobliwych, bardzo ważnych cech. To co z całą pewnością zainteresuje czytelników naszego portalu, to jest fakt, że Autor podaje pełną informację historyczną odnośnie opisywanych miejsc, w tym także to co dla nas jest bolesne, a przez Ukraińców może być odbierane różnie, czyli mordy na ludności polskiej dokonane przez nacjonalistów ukraińskich. Autor nie omija tego fragmentu naszych wspólnych dziejów. Jeśli w opisywanej miejscowości czy jej okolicy zdarzył się taki mord, to jest on w przewodniku odnotowany. Przy czym na spokojnie, bez wypisywania o „bandytach, ludobójcach z UPA” itp. Po prostu z zimną stanowczością stwierdza fakt. I może właśnie dlatego przewodniki te wykorzystywane są nawet przez studentów i pracowników takiego, zdaniem niektórych, „gniazda nacjonalistów”, jak Uniwersytet im. Iwana Franki we Lwowie. Sam widziałem wyeksponowane wszystkie „ukraińskie” tomy przewodników w tamtejszej Katedrze Turystyki. Profesjonalizm i swego rodzaju spokój w podejściu do trudnych spraw obroni się sam. Warto się nad tym zastanowić.

Innym ważnym aspektem przewodników Rąkowskiego, jest to, że obala on w nich różne funkcjonujące mity. Np. ten dotyczący rzekomych „polowań” ukraińskiej milicji na samochody z polskimi tablicami rejestracyjnymi, jak i kolejny mit o jakimś szczególnym niebezpieczeństwie podróżowania po Ukrainie. Żyje on ciągle w naszym społeczeństwie i często celowo jest podsycany przez ludzi złej woli. Tymczasem dr Rąkowski pisze, że w ukraińskich miastach jest tak samo niebezpiecznie (czy bezpiecznie), jak i w polskich, a na wsiach: „Najczęściej jednak turysta z Polski, zwłaszcza wędrujący z plecakiem, spotyka się na ukraińskiej prowincji ze szczerą sympatią i serdeczną gościnnością.” A z pewnością bardziej warto wierzyć Grzegorzowi Rąkowskiemu, który tysiące kilometrów po dawnych Kresach przedeptał, niż tym, których obecność tam jest tylko sporadyczna, przypadkowa, lub głównie autokarowa. Bo gdyby kłamał … nie byłoby dziś ani Rąkowskiego ani jego przewodników.

Tylko z ukraińskimi drogami Autor się nie rozprawia, pewnie dlatego, że to jednak nie mit a brutalna rzeczywistość.

„Zapełnia” Rąkowski dawne Kresy swoimi doskonałymi przewodnikami. Z międzywojennych Kresów niewiele już mu zostało. Ale jeszcze przynajmniej jednego dania w tej kresowej uczcie możemy się spodziewać. „Pokucie” to zapowiadany VI tom kresowych przewodników, i oby jak najszybciej się ukazał.

Krzysztof Wojciechowski

Grzegorz Rąkowski, Ukraińskie Karpaty i Podkarpacie, cześć zachodnia, Oficyny Wydawnicza „Rewasz”, Pruszków 2013, ss. 568



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz