Putin porusza się w tradycji realizmu. W tej kwestii Rosja rzeczywiście wyprzedza USA, ponieważ Ameryka przywiązana jest do nierealistycznego nawyku dzielenia świata na sojuszników i wrogów, ograniczając współpracę do tych pierwszych i pozostawiając tym drugim tylko przestrzeń do konfrontacji, sankcji i izolacji – pisze Paul Pillar w amerykańskim „The National Interest”

Musimy się zastanowić, dlaczego to właśnie Rosja wykorzystuje bazę w Iranie do prowadzenia operacji w Syriioraz czego możemy od Rosjan się nauczyć. Fakt ten nie jest związany z jakimikolwiek globalnymi przemianami na Bliskim Wschodzie ani z ostrą potrzebą powstania silnego sojuszu między Rosją a Iranem. Rosja i Iran nie są przyjaciółmi. Ostatnie ruchy związane są właśnie z operacją w Syrii, a główny interes Rosji związany jest z uwarunkowaniami taktycznymi, takimi jak: odległość od miejsc walki i liczba pocisków, które może przenosić konkretny rodzaj rosyjskiego samolotu. Nauka, jaką możemy stąd wyciągnąć, nie polega na tym, jak wykorzystywać siły zbrojne w regionie. USA także bombardują Syrię i chociaż trudniej to zauważyć, prowadzą także lądową operację przeciw terrorystycznej organizacji ISIS. Wojskowa obecność USA w regionie jest o wiele szersza niż obecność Rosji. I jeśli jesteśmy zmartwieni, że Rosja wyprzedza nas na Bliskim Wschodzie, to nie z powodu przewagi militarnej w tym regionie

Od putinowskiej polityki na Bliskim Wschodzie powinniśmy się nauczyć tego, jak zewnętrzne mocarstwo może w pełni i niezależnie realizować swoje cele i interesy, prowadząc politykę z każdym partnerem bez ograniczania się do porozumień tylko z tymi państwami, które uważane są za sojuszników i nie pozwalając starym nieporozumieniom przeszkadzać dyplomatycznym inicjatywom i praktycznej współpracy. Podejście Rosji było takie samo również w relacjach z innymi państwami, które trudno nazwać jej sojusznikami w regionie bliskowschodnim np. z Izraelem i w szczególności z Turcją. Rosjan i Turków także trudno nazwać przyjaciółmi.Tureckie interesy z Zachodem, w pierwszej kolejności ekonomiczne, pozostaną i będą ważniejsze niż interesy z Rosją. Ale istniejąca rzeczywistość, problemy takie jak wrogość leżąca u podstaw wielu rosyjsko-tureckich wojen, istniejące i teraz przeciwieństwa między Rosją a Ankarą (wliczając w to kwestię syryjską), a także to, że USA a nie Rosja wykorzystuje bazę powietrzną w Turcji – nie powstrzymało Putina od zbliżenia z rządem Erdogana w realizacji własnych interesów. Stosując tak elastyczną dyplomację Putin porusza się w tradycji realizmu. W tej kwestii Rosja rzeczywiście wyprzedza USA, ponieważ Ameryka przywiązana jest do nierealistycznego nawyku dzielenia świata na sojuszników i wrogów, ograniczając współpracę do tych pierwszych i pozostawiając tym drugim tylko przestrzeń do konfrontacji, sankcji i izolacji. Niesie to za sobą zbyt aktywne uczestnictwo w niepowodzeniach rzekomych sojuszników (przykład: obecne poparcie USA dla krwawej interwencji Arabii Saudyjskiej w Jemenie) i marnowanie szans wykorzystania wspólnoty interesów z państwami, do których przylgnęła etykieta wrogów.

USA najprawdopodobniej także mogłyby wykorzystać bazę w Iranie, chociaż nie byłaby ona im tak bardzo potrzebna jak Rosji. W każdym razie Iran i USA mają też inne równoległe lub krzyżujące się interesy, w tym te związane z odbudową stabilności w Syrii i Iraku (tym bardziej po zawarciu porozumienia o ograniczeniu irańskiego programu jądrowego). Jednak wszystkie próby administracji Obamy, aby działać w tym kierunku napotykają w USA na silny sprzeciw. Iran odbierany jest wyłącznie jako obiekt sankcji i izolacji. Tak USA marnują nadarzające się okazje, podczas gdy Putin, który okazuje się w tej kwestii mądrzejszy od nas, wykorzystuje je.

Gdyby USA prowadziły mądrzejszą politykę spojrzałyby realistycznie na samą Rosję, którą już dawno zaczęliśmy traktować jako wroga. Pomogłoby to odkryć i wykorzystać sferę wspólnych interesów. Administracja Obamy próbuje prowadzić wojskowe operacje przeciw ugrupowaniom ekstremistycznym w Syrii. Ale znów największą barierą jest myślenie w stylu „zimnej wojny” do tej pory przeważające w znacznej części amerykańskiej polityki, w ramach którego każde działanie Rosji na Bliskim Wschodzie (nie mówiąc już o jej zwycięstwach) będą rozpatrywane jako klęska Ameryki.

Paul Pillar

„The National Interest”

Tłum. Kinga Pienińska/KRESY.PL



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz