Rosyjscy obserwatorzy są zdania, że stosunki rosyjsko-białoruskie doszły do „toczki zamierzania”. Żaden z konfliktów, który pojawił się w minionym roku pomiędzy obydwoma państwami nie został rozwiązany. Źle to wróży dalszemu rozwojowi ich stosunków tym bardziej, że oficjalnie deklarują, że są sojusznikami, a zachowują się jak wrogowie. Żadna ze stron nie chce ustąpić i każda odpowiada wet za wet. Na słabszej pozycji znajduje się Białoruś, która w starciu z Rosją wygląda, jak Dawid z Goliatem, ale jej prezydent zachowuje się, jak równorzędny partner. Czy uda mu się dalej wytrzymać bez ustępstw na rzecz potężnego sąsiada, nie wiadomo.

Zarówno w Moskwie, jak i Mińsku nie widać póki co znaków ocieplenia wzajemnych stosunków. Obie strony okopały się na swoich pozycjach, nie zamierzając ustępować i iść na kompromisy. W grudniu Rosja nie zgodziła się na żaden białoruski wariant załatwienia „kryzysu nafto-gazowego”, powstałego pomiędzy obydwoma stronami.



ZOBACZ TAKŻE: Graniczna wojna?

Rozmowy mają być kontynuowane w tym roku, ale póki co, dalej nie przyniosły rezultatu. Mińsk aresztował też trzech współpracowników rosyjskich mediów, oskarżając ich o tworzenie antypaństwowych publikacji. Aleksander Łukaszenka zignorował również szczyty ODKB i Euroazjatyckiego Związku Gospodarczego. Zademonstrował tym, że nie chce uczestniczyć w pracach organizacji, w których Moskwa odgrywa dominującą rolę.

Kreml żąda od swojego sojusznika „więcej lojalności za te same pieniądze”. Mińsk żąda zaś więcej.

Poza tym demonstruje Moskwie, że w ich stosunkach pojawiły się „czerwone linie”, których nie przekroczy, bo kryzys mógłby stać się o wiele głębszym i ostrzejszym.

ZOBACZ TAKŻE: Między Pekinem a Kremlem

Obecnie Łukaszenka zachowuje się tak, jak gdyby nie bał się popsuć stosunków z Rosją. Postępuje tak, ja gdyby miał dużą swobodę manewru. Manewruje w stronę Zachodu, z którym w minionym roku udało mu się wznowić zamrożone wcześniej stosunki. Łukaszenka po mistrzowsku wykorzystał rokowania w Mińsku w sprawie pokoju na wschodniej Ukrainie dla wzmocnienia swojej pozycji.

Rosja jest wściekła, bo Białoruś ani myśli wypełnić wziętych na sienie zobowiązań dotyczące sprzedaży rosyjskim podmiotom szeregu przemysłowych obiektów, przewidzianych do prywatyzacji. Obiekty te, czyli fabryki obecnie dobrze prosperują i przynoszą zysk. Białoruś nie chce ich sprywatyzować . Uważa, że jeżeli to zrobi, to utraci nie tylko zyski, ale i władzę nad nimi. Mińsk z kolei żąda, by Rosja obniżyła ceny i jednocześnie zwiększyła dostawy do niej nośników energii, głównie zaś ropy naftowej i gazu. Rosja zajmuje w tej kwestii jednak twarde stanowisko. Z jej deklaracji wynika, że będzie je tylko umacniać… W bieżącym roku Białoruś najprawdopodobniej otrzyma jeszcze mniej ropy niż w 2016 r. Chciała otrzymać 24 mln ton, a otrzymała zaledwie 18. Znacząco pogorszyło to jej sytuację gospodarczą. Jej rafinerie pracowały tylko na rynek wewnętrzny i nie miały co eksportować. Budżet republiki utracił 1,6 mld USD.

ZOBACZ TAKŻE: Wielki Kamień czy wielki niewypał?

Białoruska produkcja żywnościowa będzie miała też nadal trudności z wejściem na rosyjski rynek. Oba państwa miały utworzyć wspólną służbę nadzoru sanitarnego nad jej jakością, ale tego nie uczyniły. Oznacza to, że rosyjskie służby z pewnością będą zgłaszać pod adresem białoruskich produktów różnorakie pretensje. Mińsk, czego większość obserwatorów jest raczej pewnych, nie otrzyma też od Moskwy żadnych nowych dotacji i kredytów. Ma być to zemsta Kremla za nawiązanie przez Białoruś kontaktów z Zachodem. Moskwa wie, że z międzynarodowych instytucji finansowych żadnej bezwarunkowej pomocy Łukaszenka nie otrzyma i chce, by białoruski dyktator poczuł smak twardych warunków postawionych mu przez Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Ich wdrożenie w życie spowodowałoby nieuchronnie bankructwo większości białoruskich zakładów i masowe bezrobocie.

ZOBACZ TAKŻE: Armia z poboru

Obecnie na Białorusi krążą wieści, że Kreml zastanawia się nad siłowym rozwiązaniem problemu i chce usunąć Łukaszenkę ze stanowiska. 28 grudnia Dmitrij Bondarenko koordynator społecznej kampanii „Europejska Białoruś” ogłosił, że białoruskie KGB przedłożyło Łukaszence dokumenty, z których wynika, że na Kremlu opracowany jest plan usunięcia go ze stanowiska. Dyktator miał wpaść we wściekłość, nakazał przeprowadzić „zaczistkę”, mającą wyjawić wszystkich prorosyjskich „kretów” ryjących pod nim i zasiadających na najwyższych stanowiskach władzy. Zwolniono szereg osób w Administracji Prezydenta i dokonano zmian kadrowych w Sztabie Generalnym. Łukaszenka miał celowo nie jechać na szczyt Euro-Azjatyckiego Ekonomicznego Związku, żeby nie podać ręki Putinowi…

ZOBACZ TAKŻE: Czego boi się Łukaszenka

Nie przyjeżdżając na szczyt, Łukaszenka nie podpisał także Kodeksu Celnego, który zdaniem ekspertów jest kluczowym dokumentem dla losów Euroazjatyckiego Związku Gospodarczego. Podkreślają też, że jeżeli Łukaszenka dalej będzie sabotować działalność tej organizacji, to ta będzie miała trudności z dalszym sprawnym funkcjonowaniem. Dotychczas w jej ramach Rosja nie miała tarć tylko z Armenią i Kirgistanem. Prowadzi natomiast spory z Kazachstanem, chociaż nie tak ostre, jak z Białorusią. Dla Moskwy szczególnie irytujący jest fakt, że Łukaszenka czyni to w formie skandalu, ośmieszając ją zupełnie.

Obecnie dalszy rozwój sytuacji na Białorusi zależy nie tylko od Moskwy, ale także od Unii Europejskiej. Jeżeli ta wyciągnie do niej rękę i nawiąże z nią ściślejszą współpracę, nie stawiając zbyt wygórowanych warunków, to być może Białoruś będzie się mogła opierać naciskom Kremla. Jeżeli jednak pozostanie z Kremlem sam na sam, to ciężko będzie jej obronić swoją niezależność.

Marek A. Koprowski

Reklama

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz