Prezydent Duda może mieć rację, gdy dostrzega związek między tym, że wojska amerykańskie stacjonują nad Wisłą a otwieraniem swojego kraju dla AJC. Wydaje się, że prezydent uważa, iż goszczenie lewicowych krzykaczy może być niezbędną ceną amerykańskiej ochrony przed rosyjską agresją. Ale powinien też wziąć pod uwagę, że jeśli przyjmuje się w Polsce antychrześcijańskich wiktymologów i przyrzeka się współpracę, należy spodziewać się, że ci goście zaczną cię atakować od momentu przybycia – twierdzi prof. Paul Gottfried w rozmowie z portalem Kresy.pl.

Prof. Paul Gottfried (ur. 1941) jest jednym z najbardziej cenionych amerykańskich historyków idei i paleokonserwatywnych myślicieli ostatnich czterdziestu lat oraz autorem 12 książek, w tym przełomowej „Conservatism in America” (2007). Jest głośnym krytykiem neokonserwatyzmu widząc w nim intelektualną i polityczną uzurpację amerykańskiej prawicy. Nie szczędzi ostrych uwag pod adresem zarówno Demokratów i Republikanów, którym zarzuca coraz to bardziej zmniejszające się różnice programowe. Jego osadzona w tradycyjnym konserwatyzmie analiza nt. kulturowego kryzysu Ameryki i Zachodu zyskała uznanie ze strony m.in b. prezydenta Richarda Nixona, Patricka J. Buchanana, Rona Paula, Russella Kirka czy Tomasa Molnara. Obecnie jest emerytowanym profesorem nauk humanistycznych na Elizabethtown College. Profesor Paul Gottfried skomentował dla nas fakt pojawienia się w Polsce American Jewish Committee oraz stosunek polskich władz do tej organizacji.

Mając świadomość tego czym jest Amerykański Komitet Żydów w kontekście jego lewicowego aktywizmu, czy słuszna jest obawa, że AJC może stać się wehikułem dla marksizmu kulturowego w Polsce?

Paul Gottfried: Nie mogę definitywnie powiedzieć, czy AJC stanie się narzędziem indoktrynacji marksizmem kulturowym w Polsce. Choć ta grupa znajduje się na lewicy kulturowej, poza kwestią poparcia dla obecnego rządu izraelskiego, to, czy stanie się narzędziem kulturowej radykalizacji zależy od tego jaką siłą stanie się w Waszym kraju. Wśród żydowskich grup w Stanach Zjednoczonych, AJC jest w dużej mierze nie do odróżnienia od Ligii Antydefamacyjnej, która jest w podobny sposób fanatycznie politycznie poprawna i która rutynowa łączy wszelkie objawy tradycyjnej kultury w chrześcijańskich krajach jako naturalnie bądź co najmniej potencjalnie antysemickie. Taka perspektywa została ukształtowana przez strach i nieufność wobec białych chrześcijańskich społeczeństw, które uważane są za zagrożenie dla przetrwania mniejszości żydowskich.

Jak skomentowałby Pan Profesor fakt, że prezydent Andrzej Duda z uznaniem połączył pojawienie się AJC w Polsce ze stacjonowaniem amerykańskich żołnierzy nad Wisłą? Co wspólnego ma żydowska organizacja ze strategią militarną NATO?

Prezydent Duda może mieć rację, gdy dostrzega związek między tym, że wojska amerykańskie stacjonują nad Wisłą a otwieraniem swojego kraju dla AJC. Wydaje się, że prezydent uważa, iż goszczenie lewicowych krzykaczy może być niezbędną ceną amerykańskiej ochrony przed rosyjską agresją. Ale powinien też wziąć pod uwagę, że jeśli przyjmuje się w Polsce antychrześcijańskich wiktymologów i przyrzeka się współpracę, należy spodziewać się, że ci goście zaczną cię atakować od momentu przybycia. Nie jestem też przekonany, że oziębłe potraktowanie AJC zaszkodziłoby polskim interesom związanym z bezpieczeństwem. Obawy polskiego rządu mogą okazać się zbędne. Stany Zjednoczone wyślą wojska do Polski nie dlatego, że prezydent Duda chwali AJC, ale dlatego, że USA znajdują się w sporze z rządem rosyjskim. Podobnie jak czarni nacjonaliści, feministki i działacze homoseksualni, AJC nieustannie poszukuje oznak antysemityzmu. Jeśli wasz rząd odmówi sankcjonowania późnych aborcji lub zawaha się w kwestii małżeństw homoseksualnych, AJC zacznie gadać o atawistycznym polskim antysemityzmie i o tych wszystkich polskich kolaborantach, którzy współpracowali z Waffen-SS zabijając polskich Żydów. Lepiej nie pchać się w takie uciążliwości.

Jako słuchacz wykładów Herberta Marcusego, jak opisałby Pan Profesor asocjacje między AJC a Szkołą Frankfurcką?

Istnieje pewne podobieństwo między Marcuse, jako krytykiem społeczenym, a AJC, lecz mogę zapewnić, że Marcuse był wzorem burżuazyjnego rozsądku w porównaniu z politycznie poprawnymi narzekaczami, których witacie w kraju Jana Sobieskiego. Uważam, że obecny poziom politycznej poprawności jest znacznie bardziej szalony od wszystkiego, co kiedykolwiek słyszałem ze strony Marcusego.

Biorąc pod uwagę, że Polacy są generalnie proamerykańscy, czy nie jest czymś ironicznym, że organizacja która otwarcie sprzeciwia się obecnemu amerykańskiemu prezydentowi jest tak uroczyście witana w Polsce?

Nie dziwi mnie, że AJC jako lewicowa organizacja nienawidzi Donalda Trumpa i formułuje wszelkie niesłuszne oskarżenia przeciwko niemu. Nie spodziewałbym się niczego innego ze strony tej grupy lunatyków. Proszę pozwolić mi wyrazić opinię, którą każdy, kto mnie zna, wie, że podzielam. W porównaniu do trucizny społecznej wywodzącej się ze strony kulturowej lewicy, która już zajęła i obecnie okupuje większość zachodnich „liberalnych demokracji”, muzułmańscy terroryści i prezydent Putin są stosunkowo nieznacznym zagrożeniem. Najpoważniejszym wyzwaniem stojącym przed prawdziwym „Zachodem” jest próba zahamowania postmarksistowskiej lewicy kulturowej.

Czy zatem żydowsko-lewicowy aktywizm w chrześcijańskich społeczeństwach należy tłumaczyć tylko i wyłącznie strachem przed prześladowaniem? Czy też istnieją dodatkowe ideologiczne aspekty, które stoją za powstaniem Szkoły Frankfurckiej, AJC czy ADL?

Mam problem z użyciem słowa „wyłącznie”. Mam wątpliwości, czy każdy żydowski lewicowiec kulturowy w Stanach lub w Europie Zachodniej motywowałby swoje pragnienie zlikwidowania pozostałości rozpoznawalnej chrześcijańskiej cywilizacji zachodniej obawą przed marginalizacją. Uważam jednak, że jeśli się przyjrzeć, około milimetr pod powierzchnią, zauważymy, że to niepokój doprowadził Żydów do przyjmowania kulturowych i spolecznie lewicowych postaw. Co więcej, podobna, jeśli nie tak samo intensywna, obawa występuje wśród niechrześcijańskich i niebiałych mniejszości w Ameryce i Europie Zachodniej, które chcą zastąpić zachodnią kulturę lub zredukować ja do mrocznych zwrotów o „prawach człowieka”. Nie widzę powodu, aby to myślenie amerykańskich Żydów zmieniło się w najbliższej przyszłości.

Czy mógłby Pan Profesor przybliżyć naszym czytelnikom zjawisko tzw. Alternatywnej Prawicy (Alt-Right) i jego relacje z nurtem zwanym paleokonserwatyzmem, z którym był Pan intelektualnie związany?

Określenie Alt-Right zostało tak nadużyte w ostatnim roku, iż można mieć wrażenie, że za każdym rogiem czai się aktywista tego ruchu. Prawdziwa Alternatywna Prawica, składająca się z białych nacjonalistów, przeciwników imigracji i wielbicieli międzywojennego faszyzmu, została całkowicie zmarginalizowana. Zauważyłem, że od czasu, gdy „New York Times” i „Washington Post” zidentyfikowały mnie, pośrednio, jako „ojca chrzestnego Alt-Right”, żaden konserwatysta głównego nurtu lub pro-Trumpowa strona internetowa nie odpowiada na moje pytania. Zostałem całkowicie poddany ostracyzmowi jako podżegacz „skrajnej prawicy”. Nawet ludzie Bannona [Steve Bannon, doradca polityczny prezydenta Donalda Trumpa, były redaktor popularnego portalu konserwatynego Breitbart – red] nie chcą mieć ze mną nic wspólnego, chociaż nie ma najmniejszego dowodu na to, że podzielam poglądy na rasę czy chrześcijaństwo na przykład takiego Richarda Spencera [jednego z liderów Alt-Right w USA – red]. W moim przypadku, ostracyzm polega na winie poprzez bardzo odległą asocjację, ale to dystansowanie się ode mnie sugeruje, jak przerażeni są ludzie Trumpa potencjalnym oskarżeniem o ekstremizm.

Rozmawiał Michał Krupa

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz