W tej opowieści pełno jest starodawnych motywów, które długo żyły własnym życiem w kulturze żydowskiej, chrześcijańskiej, europejskiej i polskiej wreszcie.

Duma nieklasyczna

Dziś duma nieklasyczna, ale za to duma o najgłośniejszej polskiej wiktorii – dlatego ma pierwszeństwo przed innymi.

Po bitwie wiedeńskiej składano w Polsce epopeje, panegiryki, relacje pisane językiem rodzimym i łacińskim, wreszcie pieśni. O tych ostatnich wiemy niewiele: jakieś były – i tyle. Bo teksty takowych usłyszano i zapisano dopiero po kilkuset latach. Jedną Oskar Kolberg zanotował w krakowskiem, druga wypłynęła w Warszawie z ust dziada nazwiskiem Aksamit, który twierdził, że zna ją „z książki”, na trzecią natknął się Władysław Sarna w czasie odpustu w Tarnowcu, w lipcu 1896 roku; tym razem muzykujący pątnicy korzystali z ulotnego druku wydanego w Krośnie, w drukarni pana Lenika, nakładem kramarza Józefa Zdziebłowskiego. Okazało się, że podobne ulotki z tym samym lub podobnym tekstem wychodziły wówczas z wielu innych, prowincjonalnych drukarń polskich.

Z ziemi czeskiej do Polski?

Wszystkie owe pieśni mają swoje namierzalne korzenie w czasach bitwy wiedeńskiej – ale na ziemiach austriackiej monarchii, nie w Polsce. Tyle przynajmniej wiadomo. Ich pierwowzory wydrukowane zostały po czesku; sprzedawano je na jarmarcznych straganach wkrótce po zwycięstwie polskiego króla. Każda z nich to „Píseň žalostivá”. Pieśni zasłyszane później w Polsce są czeskim bliźniaczo podobne. Ale czy śpiewano je dla Sarmatów już w wieku XVII lub XVIII, czy też dopiero we dwieście lat później ktoś je na dziadowski użytek spolszczył?

Pomięszanie z poplątaniem

Czescy autorzy opiewane przez siebie wydarzenia znali z autopsji. Po prostu. I choć znajdziemy w ich pieśniach pełno cudowności i historiozoficznych rozważań, również sama rzeczywistość ma tam swoje niebłahe miejsce. Zrymowany w nich został nawet cennik towarów, które zdrożały podczas oblężenia Wiednia – cennik całkowicie konkretny i realny. Natomiast, w odróżnieniu od autorów czeskich, polski kompilator (kompilatorzy?) miał o odsieczy Wiednia pojecie blade. Niemniej jak Czesi, tak i on nieźle pływał w tradycji pieśniowo-rycersko-kaznodziejskiej. Nadto dla Polaka punktem wyjścia musiała być chyba także wcześniejsza (i może jednak siedemnastowieczna?) pieśń o upadku Kamieńca. Ta ostatnia jest wszakże logiczna i mimo, że podaje fakty nieprawdziwe, to jednak całkowicie prawdopodobne. Nie można tego powiedzieć o polskich pieśniach dotyczących odsieczy Wiednia: nic się w nich kupy nie trzyma.

No, bo słyszymy, iż „bramy odmykano, | a do miasta do Widnia | Turcyna witano„, co jest nieprawdą, jako że Wiedeń się obronił; poddał się Kamieniec.

No, bo słyszymy, że „gdy już nadchodziły | tureckie okręty, | na tem miejscu stanęły, | gdzie był obraz święty”, a potem Turcy „cztery razy obrazy cięli | Przenajświętszej Panny„, przez co „wszyscy wyginęli„. Te okręty przypominają bitwę pod Lepanto (Wiedeń nie leży nad morzem!). Pieśń czeska mówiła tu o tureckich sojusznikach – protestantach-rebeliantach, którzy pod wodzą Tekkelego mieli zbezcześcic obraz Matki Boskiej „v Najsolu Uherském”. Polak nie miał pojęcia o co chodzi i pomieszał obronę Wiednia – z obroną jasnej Góry…

Sobieski pod Wiedniem i przed Matką Boską

Potem w jednej, Kolbergowej wersji następuje zakończenie – ale w wersji drugiej mamy część dalszą, która opowiada niesamowite rzeczy o królu polskim. Tenże „do kościoła bieży” i „krzyżem leży”, po czym odbywa mistyczną rozmowę z Matką Boską, która wzywa go do walki z poganami. Król odpowiada, że nie ma jak wojować – bo już słońce zachodzi. Na to Matka Boska, że uprosiła Syna, by słońce mogło świecić „dłużej trzy godziny”. Wreszcie do bitwy przystepuje nie tylko król i Matka Boska, ale i sam Pan Bóg:

O, Przenajświętsza Panienka |Sama w wojnie była, | Za pomocą swego Syna | Turków oślepiła. || Zobaczywszy Bóg najwyższy || Z nieba ‚wysokiego, | Spuścił na nich deszcz kamienny, | Wybił do jednego.

Krzyżem leżeć wodzowi przystoi

W tej opowieści pełno starodawnych motywów, które długo żyły własnym życiem w kulturze żydowskiej, chrześcijańskiej, europejskiej i polskiej wreszcie. Nasamprzód – ów pobożny król i zatrzymanie słońca. Wiemy, że Jan III pobożnym był, a wyruszając pod Wiedeń nawiedził i wawelską katedrę, i Jasną Górę, i krzyżem legiwał (tu oddaję głos epopei mego ulubionego Kochowskiego):

Ale Król nie wprzód ruszy w swej osobie

Lud do igraszki ściągając marsowej,

Bogarodzico, aże pierwej tobie

Uderzy czołem w jasnej Częstochowej

I odda śluby, abyś w każdej dobie

Królewskiej jego ochraniała głowy,

Bo gdy dla wiary choragwie rozwinie

Słusznie, że go twa opieka nie minie.

We wigilię bitwy, na Kahlenbergu, Sobieski równie ostantacyjnie modlił się do Matki Boskiej, której rytowany obraz cudownym trafem znaleziono na trasie polskiej armii.

Jednakowoż, jak możemy się domyślać, owo leżenie krzyżem nie było zwyczajem li tylko Sobieskiego. W „Pieśni o Rolandzie” Karol Wielki „zsiada z konia na zieloną murawe na łące, kładzie się na ziemi i prosi Boga…” W żywotach wodzów polskich czytamy i widzimy toż samo. Jagiełłę ukazywano, jak leży krzyżem przed bitwą pod Grunwaldem, w obliczu obrazu Matki Boskiej. A Jan Tarnowski leżał krzyżem przed bitwą pod Obertynem.

Słońce wstrzymać godzi się

Więc nic tu nowego pod słońcem – i nic też nowego w zatrzymaniu słońca. Aby Jozue mógł pobić pogan, Bóg sprawił, że „stanęło słońce i księżyc, aż się pomścił lud nad nieprzyjaciółmi swymi” (Księga Jozuego 10, 12-14). A potem mamy ów sławny epizod z „Pieśni o Rolandzie”. Wspomniany w nim Karol Wielki leżał krzyżem i –

prosi Boga, aby dla niego zatrzymał słońce, iżby się noc spóźniła, a iżby dzień trwał. Wówczas przychodzi doń Anioł, ten, który zwyczajnie z nim gada. Szybko daje mu ten rozkaz: Karolu, jedź, jasny dzień będzie ci przyświecał. (…) Dla Karola Wielkiego Bóg zrobił wielki cud: słońce zatrzymuje się nieruchomo. Poganie uciekają. Frankowie ścigają ich chwacko.” [przekład Boya-Żeleńskiego]

No, i teraz można już śpiewać o Sobieskim, który objawia nam się tutaj jako nowy Karol Wielki.

Matka Boska wojuje zwyczajnie

Do Matki Boskiej zwracali się w uroczystym hymnie Bizantyjczycy: „Witaj, armie nieprzyjaciół rażąca… Witaj, która obalasz nieprzyjaciół naszych”. Sarmaci podobnie. Przynajmniej sarmaccy kaznodzieje, gdy opisywali, na przykład, jak podczas oblężenia Lwowa przez Turków –

…stanęła na obronę Maria, niewidzianą pięknością i bogatym ozdobiona płaszczem, przechodząc się po wałach, z jednej strony w nabożne ku sobie poglądając Miasto, z drugiej gromy i pioruny w hardego Turczyna obóz rzucając„.

Bliżej niż kazania stoją przy naszej dziadowskiej pieśni pienia ukraińskie, z pieśnią o ocaleniu klasztoru w Poczajowie przed Turkami na czele:

Oj wyjszła, wyjszła Bożaja Maty, | Na Chresti wona stała, | Kuli wertała, Turkiw wbywała, | Monastyr wrjatuwała„.

Wreszcie są i strofy Psałterza przekładania Kochanowskiego, gdzie Pan Bóg:

Wyleje na złe ludzie deszcz gorący, siarczany, | Wyleje węgle żywe i grom z wichrem zmieszany.”

Pieśń, pytania, różaniec

Cóż zatem począć z dziadowską pieśnią? Pomieszanie z poplątaniem i cytaty z tradycji, jakie w niej panują, tyleż świadczą przeciwko jej starożytności, co i za jej starożytnością. Bo skomoponowana została z odwiecznych elementów, choć zlepionych na opak…

Ale czy całą pieśń, czy tylko jej „polepienie” przez nieinteligentnego wydawcę datować należy na okragłą rocznicę bitwy?

Nie wiem oczywiście. Tak jak nie wiem, czy przechowywany w mej rodzinie różaniec z napisem na krzyżyku „1683 – Woyciech Kowalski” pochodzi z wieku XVII, czy dopiero z roku 1883, z czasów hucznie obchodzonego jubileuszu bitwy?

Staro-nowa duma o bitwie pod Wiedniem

Mimo tego, gdy już postanowiłem zaśpiewać i nagrać dumy, nie miałem wielkich wątpliwości, jak i dlaczego powinienem zaśpiewać pośród nich dumę (choć dziadowską) o odsieczy wiedeńskiej. Skoro dziewiętnastowieczni „dziadowscy” twórcy kompilowali pieśni starsze, i ja mam prawo do pewnej choćby kompilacyjki. Ale byłem jednak ostrożniejszy. Zanuciłem więc te zwrotki, które wydały mi się najlepsze i które nie były kalką pieśni o Kamieńcu, a nadto – żeby kompilatorskiej pasji stało się zadość – dodałem drobny dwuwers z przyśpiewki o odsieczy Wiednia, zanotowanej przez Kolberga na krakowskim Zwierzyńcu: „Już Turek przebył Dunaj, już Węgry zabiera, | Już Staremberg ogrody wiedeńskie otwiera”. Zaakompaniował Henryk Kasperczak na teorbie, niezwykle pięknym instrumencie – i wyszła całkiem niesamowita „siedemnastowieczna” duma (w znaczeniu szerokim terminu tegoż).

Jacek Kowalski

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

W załączeniu:Duma dziadowska o odsieczy wiedeńskiej (fragment), z winkrustowanym dwuwersem pieśni z krakowskiego Zwierzyńca. Śpiewa Jacek Kowalski, gra na teorbie Henryk Kasperczak. Nagranie sporządzone specjalnie dla www.kresy.plna Zamku Kórnickim, zrealizował Robert Rekiel

– – – – – – – – – – – – –

Ponadto dla chętnych polecam: Czesław Hernas, „Z epiki dziadowskiej”, „Pamietnik Literacki” 1958, z. 4, s. 475-494

 



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz