Obama, Napoleon, Aleksander

Aż tu nagle niby zwrot. Przybywa do nas w osobie własnej Wielki Sojusznik zza Morza. Sensacja.

W sprawie Państwa: jak to niektórzy mówią, jest dobrze, ale nie beznadziejnie. Czyli że jednak niezupełnie ciekawie, ale coś się rusza, bo wizyta Wielkiego Sojusznika zza Morza niby, a może naprawdę, pokrzepia. Przypomnijmy jednak, że dotychczasowe sygnały były dość dramatyczne. Czy ich aktualność przeminęła? Nie mam takiego wrażenia. Tym niemniej, zaszły nowe okoliczności. Więc na dwoje babka wróżyła.

Zrekapitulujmy.

Jakiś czas temu mieliśmy wrażenie, że Wielki Sojusznik zza Morza miał mocną ochotę naprawdę zastąpić we wszystkim Dawnego Wielkiego Brata zza Buga.

Aż tu nagle Wielki Sojusznik zza Morza wycofał swoją decyzję o umieszczeniu na terenie Państwa swoich oddziałów i swojej broni. Co najwyżej torturował u nas swoich więźniów. Wątpliwy zaszczyt dla nas.

Za to Państwo nasze, za milczącą zgodą zarządzających Nim i bez reakcji Wielkiego Sojusznika zza Morza znalazło się nagle w strefie, która – wskutek wybudowania Nordsztrymu – już tej zimy, jedną krótką decyzją Dawnego Wielkiego Brata zza Buga, może zostać pozbawiona energii. Bo tę energię Państwo nasze, wskutek decyzji niektórych zarządzających Państwem (jak nazwać taką decyzję?!) MUSI czerpać ze źródeł Dawnego Wielkiego Brata zza Buga.

Nadto Państwo nasze MOŻE już zostać ostrzelane rakietami Dawnego Wielkiego Brata zza Buga (z dawnych Prus Wschodnich), samo rakiet nie posiadając, bo Wielki Sojusznik zza Morza z ofiarowania Mu rakiet zrezygnował.

Dalej: zginęła, a raczej (jak sądzi wielu, w tym i ja) zabita została Głowa naszego Państwa, reprezentująca opcję silnego sprzeciwu wobec Dawnego Wielkiego Brata zza Buga. Wobec tej niesłychanej sprawy Zarządzający Państwem nie stanęli na wysokości zadania, a miejsce tamtej Głowy Państwa zajął ktoś, kto żywi jawnie Wielką Obawę (eufemistycznie rzecz ujmując) wobec czynów słusznie odpornych względem Dawnego Wielkiego Brata zza Buga. I w sumie miało się i ma się (to znaczy: wielu ma) nieodparte wrażenie, że Zarządzający Państwem zaczęli wobec nacisków Dawnego Wielkiego Brata zza Buga giąć się.

Aż tu nagle niby zwrot. Przybywa do nas w osobie własnej Wielki Sojusznik zza Morza. Sensacja.

Wszyscy do niego garną się jak niektóra tam szlachta polska RP 1806 i RP 1812 do Napoleona. Prezes Jarosław zrezygnował nawet z demonstrowania Najwyższego Dyzgustu wobec Byłego Pełniącego Obowiązki Prezydenta RP za cenę obecności w pobliżu Wielkiego Sojusznika zza Buga.

Zapewne słuszna to była decyzja.

Bo, jak się okazuje, my wciąż między młotem a kowadłem, miedzy carem a Napoleonem.

Bo niby Wielki Sojusznik zza Morza już z nas – jak wielu sądziło, patrz wyżej – zrezygnował, a tu się okazuje, że nie. Że nas docenia, ośmiela, podgłaskuje. I nagle teraz pod wpływem rozmów lub samej obecności z Wielkiego Sojusznika zza Morza dwaj spośród Zarządzających Państwem oświadczają, że na terenie tego naszego zarządzanego przez nich Państwa:

…zbudowana będzie baza dla rozmieszczenia obiektów amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej […] [oraz, że] już 2013 roku w kraju na trwałej podstawie rozmieszczone będzie zgrupowanie amerykańskich sił powietrznych – przede wszystkim personel techniczny, który będzie zabezpieczał czasową dyslokację amerykańskich samolotów F-16 i Hercules S-130…

[link=http://kresy.pl/publicystyka,analizy?zobacz/jak-rosja-moze-odpowiedziec-na-wspolprace-polski-i-stanow-zjednoczonych]

Lepiej to niż nic. Napoleon da wozy, na których nie ma wprawdzie kul armatnich, ale będzie herb Cesarza Francuzów. Wszystko to zapowiedzi gestów, ale brzmiące niezwykle konkretnie, w porównaniu z dotychczasowymi bezkonkretami, ba, brzmiące nawet buńczucznie. Chociaż, jak się zdaje, wyglądające o wiele mniej konkretnie niż te gesty, z których Wielki Sojusznik zza Morza już był się uprzednio wycofał.

Więc jednak poszedł po rozum do głowy? Przestraszył się faktów dokonanych przez Dawnego Wielkiego Brata zza Buga? Czy tylko tak sobie bleffuje na kresach swego mocarstwowego zasięgu na wsjaki słuczaj? Bo nie uwierzę, iż przekonali go Były Pełniący Obowiązki i jego koledzy. Sądzić bo trzeba, że o tej wizycie zdecydowano przede wszystkim daleko za Oceanem. Też dobrze. Choć jest to poniekąd sukces Pełniących Obowiązki. I dobrze, i niech tam.

Bo niewątpliwie, cała ta sprawa rzeczywiście Byłego Wielkiego Brata zza Buga mocno zdenerwować musi. Raczej musi. I raczej nie powinniśmy mieć wątpliwości, że Wielki Brat zza Buga „z pewnością szuka w tej chwili sposobu, by odpowiedzieć na wzmocnienie współpracy” naszego Państwa z Wielkim Sojusznikiem zza Morza – by odpowiedzieć, jak trzeba przypuszczać, gwałtownymi a mocnymi gestami.

[link=http://kresy.pl/publicystyka,analizy?zobacz/jak-rosja-moze-odpowiedziec-na-wspolprace-polski-i-stanow-zjednoczonych]

Ale tak czy siak nic nie zmienia zasadniczego stosunku piszącego te słowa i stosunku wielu innych do Byłego Pełniącego i do Zarządzających Państwem. Innymi słowy, jak rzekła ostatnio pewna Była Minister, piszący te słowa sądzi, że Wielki Sojusznik zza Morza odwiedził Państwo między innymi po to, „by nie było kondominium”. Co jednak zapewne grozi nadal, a po części już się stało – jeśli chodzi o sprawy energetyczne, jakże kluczowe.

[link=http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,9696340,Fotyga__Obama_odwiedzil_Polske__by_nie_bylo_kondominium.html]

I tu właśnie przypomina mi się z mocą Napoleon z roku 1806 i z lat późniejszych. Gdy wydawał rozporządzenia i rozkazy, aby zachęcić Polaków do działań antypruskich, a potem antyrosyjskich, wiedział doskonale, że w razie czego jednym ruchem poświęci tę Polskę i ja opuści. Bo był w stanie i w chęci przehandlować nieistniejące jeszcze Księstwo Warszawskie (wkrótce swego najważniejszego sojusznika na Wschodzie Europy) królowi Pruskiemu i carowi Aleksandrowi. W imię polityki francuskiej, dla której Polska leżała na antypodach. Po cichu żałował, że tych Polaków Prusacy wkrótce „powywieszają” – i zastanawiał się, co zrobić, żeby nie powywieszali zbyt wielu. Z ludzkiej uczciwości…

Mimo wszystko cenię i lubię Napoleona. Musiał działać na rzecz Francji, a nie Polski, a myśmy jednak na tym skorzystali. I uważam, że należało się go trzymać. Jego właśnie, choć byli tacy, co się na Aleksadrze wieszali, bo i Napoleon, i Aleksander pragnęli gwarantować nam autonomię bądź nawet samodzielność, sojuszem pokrzepiać, królów podawać… po czym bili się na naszym terytorium o zwierzchność nad środkowa Europą z innymi wielkimi. Ale Aleksander był głową Rosji, która nas wcześniej miażdżyła i dzieliła. Napoleon był głowa mocarstwa, którego mogliśmy być ważnym, choć zależnym, choć dalekim, ale jednak ważnym sojusznikiem, nie tylko poddanym, podbitym.

Dziś jesteśmy w sytuacji nieco (tylko nieco, to prawda, tylko nieco, zaznaczam!) podobnej, nadto na szczęście nie wojennej. Ale tamta rozgrywka, gdy na naszym terytorium decydowało się o tym, kto kogo przepcha – z pominięciem nas – jakoś się przypomina. Tyle, że Putin nie przypomina cara Aleksandra, za wyjątkiem tego, że jest carem, cokolwiek miałoby to znaczyć. Zaś Obama, niestety, nijak nie przypomina Napoleona, cokolwiek miałoby to znaczyć, ale na szczęście jego królestwo jest silniejsze niż napoleońska Francja niegdyś, aczkolwiek leży, niestety, równie daleko od nas, co niegdyś napoleońska Francja od Księstwa Warszawskiego (mierząc przestrzeń i czas w skali dawnej).

Tyle.

Jacek Kowalski



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz