Nowy numer „Kresowych stanic”

„Żaden ułan i koń nie opuścił głodny ich gościnnych progów, a co ważniejsze uniósł ze sobą cząstkę ich serca i świadomości, że walczy za wielką i sprawiedliwą sprawę. A zwycięstwo było nam w tym dniu pisane…”

Z niewielkim opóźnieniem ukazał się kolejny, trzeci już w tym roku, numer kwartalnika potomków osadników wojskowych i cywilnych na Kresach „Kresowe stanice”. Otwiera go wiersz aktora, reżysera, pedagoga i poety Mariana Jonkajtysa pt.: „Poległym i pomordowanym na Wchodzie”. A dalej czytelnik ma okazję zapoznać się ze 180-cioma stronami wypełnionymi bogatymi i ciekawymi treściami.

Bez wątpienia jednym z najoryginalniejszych materiałów jest druga już część wspomnień uczestników Ogniska Męskiego Związku Osadników w Warszawie zebrana przez Kazimierza Boguckiego. Wspomnienia dotyczą aktywnego wypoczynku młodzieży i nie tylko młodzieży osadniczej. Poczytamy tutaj o spływie kajakowym ze Słonimia do Gdańska (ech popłynąłby tak teraz gdyby nie te paskudne granice!), obozie wędrownym na brasławskich jeziorach, obozie narciarskim na Huculszczyźnie (reprodukcja cegiełki na budowę ośrodka wypoczynkowego osadników w tej krainie zdobi ostatnią stronę „Kresowych stanic”), itd. itp. Artykuł ten to bardzo ciekawa, skondensowana porcja przedwojennej wiedzy turystycznej.

Z okazji 82-lecia bitwy pod Komarowem zamieszczono w „KS” przedruk pracy komarowskich nauczycielek i regionalistek Anny Wojdy i Beaty Biszczan pt.: „Ocalić od zapomnienia. Bitwa pod Komarowem 1920r.”. Miejsce to i ta bitwa jest szczególnie bliska piszącemu te słowa, bo rozegrała się na rodzinnej Zamojszczyźnie. Tam właśnie nasi przodkowie stanęli dzielnie: 1 dywizja przeciw czterem dywizjom bolszewików, 1500 naszych przeciw 6000 najeźdźców, 70 CKM-ów przeciw 350-ciu CKM-ów, 16 dział przeciw 50-ciu „puszkom”. I to nasi zwyciężyli, to oni przemogli, bo prowadziła ich wiara, odwaga i determinacja w obronie własnej ojczyzny. Uczestnik bitwy ppor. Bronisław Wojciechowski z 9 Pułku Ułanów Małopolskich wspominał: „Ludność witała nas z oznakami wielkiej radości i dziwną rzewnością. Przypominam sobie dokładnie kilku starych wieśniaków, którzy widząc nadciągające wojsko polskie, klękali na nasz widok, modląc się do Najwyższego o zwycięstwo dla swoich. Ksiądz prowadził procesję wokoło kościoła i z monstrancją w ręku błogosławił przeciągającemu wojsku. Zdejmowaliśmy pobożnie czapki a na sercu robiło się nam raźniej. Nigdzie więcej nie spotkałem takiej szczerej serdecznej przychylności dla żołnierza jak w tych stronach. Żaden ułan i koń nie opuścił głodny ich gościnnych progów, a co ważniejsze uniósł ze sobą cząstkę ich serca i świadomości, że walczy za wielką i sprawiedliwą sprawę[wyróżnienie – K.W.]. A zwycięstwo było nam w tym dniu pisane…” Od kilku już lat, na pamiątkę tej wiktorii Stowarzyszenie Bitwa pod Komarowem, którego aktywnymi członkiniami są obie autorki tekstu, organizuje co roku rekonstrukcję bitwy. W bieżącym roku uczestniczyło w niej ponad 140 kawalerzystów. Stowarzyszenie stara się też o ustawienie na komarowskich polach pomnika godnego tego wielkiego zwycięstwa.

Na jeszcze jeden szczególnie cenny i ciekawy artykuł chciałbym zwrócić uwagę czytelników. To tekst Michała Bronowickiego „Zesłańczy los”. Jest on plonem wyprawy dokumentacyjno-badawczej, którą autor odbył w 2008 roku na daleki Wschód, do skupisk Polaków w Kazachstanie. Polacy, którzy tam obecnie żyją to ci (lub ich potomkowie), którzy zostali wywiezieni w kazachskie stepy w latach 30-tych z tych kresowych obszarów, które pozostały po traktacie ryskim poza granicami II RP. Głównie z terenów obecnej centralnej i wschodniej Ukrainy i Białorusi. Nie mieli oni tyle „szczęścia” co zesłańcy z lat 40-tych i nie dlatego, że trafiali „w goły step”, w którym musieli dosłownie walczyć o przeżycie, ale dlatego, że w świetle sowieckiego prawa nie byli Polakami, a obywatelami ZSRR. Zatem późniejsza amnestia po układzie Sikorski-Majski ich nie obejmowała. To chyba najbardziej tragiczna grupa naszych rodaków (z tych żyjących rzecz jasna), bo jakże okrutna jest świadomość, że nie możesz uciec z tego komunistycznego piekła dlatego, że zostałeś zapisany jako obywatel sowiecki choć trafiłeś w te dzikie tereny za to de facto, że byłeś Polakiem, czyli z założenia elementem podejrzanym, wrogiem ludu itd. Co musieli czuć ci ludzie widząc jak ich rodacy „idą do Andersa” im zaś nie pozwalano, choć tyle wycierpieli i na dawnych Kresach i tutaj w dzikim kazachskim stepie – nie umiem sobie tego wyobrazić, ale musiała być to straszna rozpacz. Krótkie zapisy ich wspomnień i życia na kazachskiej ziemi przytacza w swoim artykule Michał Bronowicki.

W „KS” przeczytamy też ciekawy tekst o powojennych latach warszawskiej szkoły Wojciecha Górskiego. A prócz tego znajdziemy tam kolejne części stałych cykli wspomnieniowych i historycznych: „Z Iwieńca i Stołpców do Białegostoku” Józefa Jana Kuźmińskiego (cz. 4), „Leci liście z drzewa” Marii Świdy (cz. 2), „Z przedwojennej prasy osadniczej” (cz. 29). Zaś Antoni Lenkiewicz prezentuje sylwetki kolejnych generałów – ofiar sowieckiego totalitaryzmu. W bieżącym numerze generałowie: Franciszek Józef Sikorski, Leonard Skierski, Piotr Skuratowicz, Mieczysław Makary Smorawiński, Tadeusz Sulimirski, Wacław Sokolewicz i Antoni Stefanowski.

Poza tym w numerze wiele innych ciekawych materiałów w sam raz na długie jesienne i zimowe wieczory.

Krzysztof Wojciechowski



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz