Odbezpiecza z wściekłością karabin i zamierza się do strzału we mnie. I już byłoby po mnie, gdyby nie natychmiastowa interwencja mego przyjaciela Austriaka.

Jak tu już napisano, Gross „nie kłamiąc kłamie”. Problem polega bowiem nie na tym, co rozmaici chamscy Polacy robili podczas wojny, lecz na tym, co w ogóle się podczas wojny działo pomiędzy rozmaitymi Nacjami – czyli jak tak naprawdę rzecz się miała generalnie. Łatwo bić się w cudze piersi, wybiórczo dobierając fakty, na dodatek niekiedy zdecydowanie wyolbrzymione.

Dlatego ilekroć pojawia się w publicznej przestrzeni głos Grossa – przypomina mi się głos mego Dziadka (tego z „Procesu Szesnastu”), który miał orli nos i kruczoczarne włosy, a na dodatek, jako członek rządzącej przedwojennej elity i „nacjonalista polski” był poszukiwany przez Niemców listem gończym. W roku 1939 znalazłszy się na Kresach zmienił nazwisko i dokumenty, po czym przycupnął w małym miasteczku Międzyrzec. Aż nadszedł moment inwazji Niemiec na Sowiety.

I wtedy okazało się, że może mieć kłopoty związane ze swoim „żydowskim” wyglądem i jednocześnie – z polskim pochodzeniem. I to niekoniecznie wprost ze strony Niemców, z którymi mógł się dogadać, ale właśnie ze strony Ukraińców, którzy radzi byli zlikwidować Polaka pod jakimkolwiek, a niechby i żydowskim pretekstem. A był to pretekst wygodny, bo przecież właśnie Ukraińcy sami Żydów likwidowali. O czym się jakoś tak powszechnie nie pisze, nie mówi. Nie, żeby jakoś specjalnie oczerniać Ukraińców – ale też po prostu żeby we właściwych proporcjach widzieć los Żydów pomiędzy Polakami, a los Żydów pomiędzy innymi Nacjami Europy Wschodniej.

Oto fragment fragmentu wspomnień [a fragment ten w całości – TU] [link=http://www.swirski.com/jeden-z-szesnastu/Stanisaw_Michaowski_-_Jeden_z_Szesnastu/Sasiedzi.html]

SĄSIEDZI [UKRAIŃSCY]

Niemcy szabrują u Żydów

…Wreszcie wojna, front szybko się zbliżył. […]…objąłem kierownictwo miejscowego, małego szpitala, jako lekarz, gdzie dyżurowałem bez przerwy. Do wynajętego w mieście pokoju, zajmowanego u rodziny żydowskiej, zaglądałem od czasu do czasu na chwilę.

Pewnego dnia zawiadomiono mnie, że Niemcy już są w mieście i plądrują po mieszkaniach, głównie żydowskich. Pobiegłem by, na wszelki wypadek, nie dopuścić do zagarnięcia przez żołnierzy niemieckich mojego skromnego dobytku uchodźczego. Właśnie zauważyłem, że zmotoryzowana karawana żołnierzy zbliża się do mego mieszkania. Po drodze zaczepił mnie jeden z wojskowych, który jakoś do mnie podszedł dość przyjaźnie, skoro się okazało, że on jest Austriakiem, a ja „także” pochodzę „ze Lwowa, skąd zostałem przez komunistów przesiedlony” [tak opiewały fałszywe papiery i aktualna wersja Dziadkowego życiorysu na pokaz – przyp. JK].

Zbliżyliśmy się do wozu, gdzie żołnierze ładowali różny „łup wojenny” wyszabrowywany od moich Żydów. W wynoszonych rzeczach zauważyłem także niektóre przedmioty pochodzące z mego dobytku. Podszedłem do jednego czy drugiego żołnierza z głośną interwencją o nie zabieranie mi tych rzeczy – jakaś piżama, koszula, ręcznik, zeszyt, itp.

Na Polaka każdy sposób dobry – Ukraińcy po raz pierwszy

W tym czasie, gdy ja targuję się z jednym i to w języku niemieckim, podchodzi inny z karabinem w ręku, odpędza mnie i wymyśla mi od Żydów. Oczywiście zaprzeczam, tłumaczę jak mogę, że jestem przesiedleńcem, poniosłem duże straty, Żydem nie jestem, a tylko tutaj mieszkam jako sublokator, itd. Jednak to wszystko nie pomaga.

Wówczas zdenerwowany Niemiec zatrzymuje mnie za ramię i podchodzi do grupy cywilów – Ukraińców, dobrze mi znanych sąsiadów z zapytaniem, kto ja jestem, Żyd czy nie Żyd. Po prostu wskazuje na mnie palcem i pyta: Jud? Jud? Takie pytanie postawione dwom czy trzem osobom z tego otoczenia. Każda kiwnęła głową na znak potwierdzenia. „To ty jesteś Żydem? Du verfluchter Jude, taki jeszcze bezczelny!” Odbezpiecza z wściekłością karabin i zamierza się do strzału we mnie. I już byłoby po mnie, gdyby nie natychmiastowa interwencja mego przyjaciela Austriaka. Zakrył mnie swą osobą, każe mi się szybko wycofać i głośno odpowiada na zaczepki swego kolegi, że sprawdził moje papiery, że nie jestem Żydem, a raczej Austriakiem ze Lwowa, itp. W każdym razie zostałem uratowany. Powoli się z wytworzonego zbiegowiska wycofałem no i oczywiście jak najprędzej oddaliłem. Pomyślałem sobie: jak na początek to spotkanie z Niemcami nie wróży nic dobrego.

Czułem się w Międzyrzeczu coraz mniej pewnie. Mniej obawiałem się Niemców, z którymi znając język niemiecki jakoś dawałem sobie radę, ile Ukraińców. Przecież wiedzieli, że nie jestem żydowskiego pochodzenia, a jednak w krytycznym momencie nie mieliby nic przeciwko temu, by Niemcy mnie zlikwidowali wskazując na mnie, jako na Żyda.

Na Polaka każdy sposób dobry – Ukraińcy po raz drugi

Poznałem w Międzyrzeczu pewnego Polaka, który pochodził z Poznania i osiedlił się tutaj jeszcze przed wojną. Kiedy Niemcy zajęli miasto, przyjął obowiązki tłumacza, czy jakiegoś pomagiera w wojskowej komendzie miasta. Przypuszczam, że w ten sposób chciał się w stu procentach zabezpieczyć na wszelki wypadek. Przypuszczam, że w ten sam sposób myślał o stworzeniu ochrony dla pewnej Żydówki, która nota bene mieszkała w moim sąsiedztwie, a z którą on utrzymywał bliższe stosunki. Mówiło się, że są narzeczonymi.

A mimo to zlikwidowali go. Oczywiście nie Niemcy, a właśnie Ukraińcy. Załadowano na ciężarówkę pewną liczbę Żydów w sposób wybiórczy. Dodano do tej grupy właśnie tego Poznaniaka. Zajechali pod Komendę Miasta i tam, nie wiadomo podstępem czy przemocą, spowodowali, że dosiadł do transportu. Nikt z niemieckich wojskowych nie kiwnął palcem. Cały transport został zlikwidowany za miastem.

[Uwaga: ten fragment pamiętników Stanisława Michałowskiego nie został opracowany od strony redakcyjnej. Jest to rodzaj brulionu, spisanego w latach 70. XX wieku, podanego tu do wiadomości po m i n i m a l n e j korekcie ortograficznej i stylistycznej, niemal w dosłownym brzmieniu oryginału. Stąd suchość stylu i możliwość błędów w szczegółach. Oryginał maszynopisu w zbiorach Jacka Kowalskiego, wnuka autora.]

Jacek Kowalski



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz