Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia. Drohobycz

Poplątane i trudne są losy Polaków na Kresach. Jedni stracili ziemię rodzinną i przenieśli się na Ziemie Odzyskane, a inni pozostali tam, tracąc ojczyznę.

Historia cmentarza w Drohobyczu jest nieodzownie związana z osobą jego opiekunki i strażniczki – pani Krystyny Marii Kelman. Całą jej historię znamy z wielogodzinnych rozmów i wspólnej pracy z nią.

Ta wielka patriotka urodziła się 11 grudnia 1938 roku w rodzinie polsko-ukraińskiej. Jej ojciec był Polakiem, a matką Ukrainkę, lecz ona i jej rodzeństwo czuli się Polakami. Tragedię kresów odczuła już w kołysce. Jej ojciec został zadenuncjowany przez Żyda i zabity przez Rosjan w 1939 roku. Kolejnych lat też nie wspominała nigdy miło jako okupacji sowieckiej i wszechobecnego komunizmu i ukrainizacji w duchu radzieckim. Nie zapomnieliśmy jej opowiadania o ukrainizacji, gdy była w szpitalu jako małe dziecko. Te straszne przeżycia często odżywały w pani Krystynie.

Po wojnie jako półsierota nie wyjechała do Polski z rodziną. Zawsze opowiadała, że matka, Ukrainka wola zostać tutaj. Całe życie walczyła o polskość swoją, dzieci, miasta oraz o polskość i „życie” cmentarza, które nie został zlikwidowany tylko dzięki pani Krystynie i polskiej wspólnocie. Wychowała piękne potomstwo, które, choć już za granicą Polski, otrzymało staranne polskie wykształcenie, dzięki odwadze i hartowi ducha pani Krystyny i jej męża.

Ta osoba, które żyła w ubogich warunkach, jak zresztą większość Polaków na Kresach, szczególnie związała się z cmentarza po śmierci męża – Zenona Kelmana. Zawsze chciała być przy mężu wspominała. Cmentarz opuszczała wtedy już tylko na noc. W dzień sprzątała i pilnowała. Właśnie pilnowała przed częstymi aktami wandalizmu, jednakże rzadko bezmyślnego, a najczęściej antypolskiego. W misji towarzyszyły jej dwa pieski, bez których trudno byłoby pilnować niemałego cmentarza i obronić się przed „niemile” nastawionymi osobami. Zawsze przyjmowała nas ciepło. Była dla nas skarbnicą wiedzy o mieście, Polakach, historii, skarbnica humoru i dobrego ducha. Zawsze pokładała nadzieję w Bogu. Nigdy nie zapomnimy jej troski o nas. W codziennej pracy pomagali jej, w miarę swoich możliwości, synowie.

Pani Krystyna umarła 19 maja 2011 – na miesiąc przed naszym kolejnym przyjazdem do Drohobycza. Przyszło nam oglądać tylko jej grób. Dziś o cmentarz dbają jej dwa synowie, którzy piękna polszczyzną nie ustępują mamie. Dziś to oni nam pomagają, a chyba musimy powiedzieć, że to mamy pomagamy im, ponieważ bez ich codziennie pracy cmentarza mogłoby już nie być…

Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz