Między Pekinem a Kremlem

Białoruś usiłuje zacieśnić współpracę z Chinami, ratując swoją gospodarkę przed bankructwem. Pekin teoretycznie jest otwarty na propozycje Mińska. Chętnie podpisuje kolejne dokumenty i obiecuje pożyczki. By po nie sięgnąć, Białoruś musi jednak spełnić cały szereg warunków, co znacznie ogranicza jej możliwości działania. Ma pieniądz, po który nie może sięgnąć. Chiny nie zastąpią Rosji, która mimo wielu sprzeczności pozostanie głównym partnerem w każdej dziedzinie dla Białorusi.

W białoruskich środkach masowego przekazu kolejna trzydniowa wizyta Aleksandra Łukaszenki w Chinach była sukcesem. Prezydent Białorusi i przewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinping podpisali podczas nieh nowy pakiet porozumień i memorandów, zakładających dalsze zwiększenie inwestycji Pekinu w białoruską gospodarkę. Na ich mocy chińscy inwestorzy uzyskają dostęp do wielu strategicznych przedsiębiorstw, które do tej pory nie znajdowały się na liście przewidzianych do prywatyzacji.

We wspólnej deklaracji podpisanej przez obu przywódców strony zapewniły o gotowości rozwijania współpracy w potencjale produkcyjnym, co ma pozwolić dużym chińskim przedsiębiorstwom zainwestować w białoruskie firmy.

Obserwatorzy są zdania, że kolejne już porozumienie Mińska i Pekinu da Białorusi niewiele. Przypominają, że już w 2010 r. Chiny uruchomiły dla Białorusi linię kredytową w wysokości 15 mld USD, a pięć lat później dołożyły do niej kolejne 7 mld USD, z czego 3 mld na ulgowych warunkach. Kredyty te w niewielkim jednak stopniu przyczyniły się do ożywienia białoruskiej gospodarki. Pekin przeznaczył je najzwyczajniej na kredytowanie chińskich przedsiębiorstw działających na białoruskim rynku.

Bez większych efektów

Obserwatorzy zwracają uwagę, że większość wspólnych inwestycji nie przyniosło białoruskiej stronie większych efektów. Linie kredytowe oferowane białoruskim firmom przez Chińczyków nie zostały wykorzystane. Ich pozyskanie wiąże się bowiem ze spełnieniem wielu warunków. By otrzymać kredyt, strona białoruska musi zakupić za nie chińskie oprzyrządowanie do produkcji. Projekt mający być realizowany za chińskie pieniądze, musi też być opłacalny i gwarantować zwrot pożyczki. Z tym zaś nie jest na Białorusi najlepiej. Przedsiębiorstwa są w niej dalej państwowe i ich dyrektorzy nie chcą ryzykować.

Szeroko reklamowany wspólny projekt „Wielki kamień”, zakładający budowę białorusko-chińskiego parku przemysłowego, na obszarze 80 km kw. zabuksował. Żadne przedsiębiorstwo wytwarzające produkty z zakresu wysokich technologii w nim nie powstało. Chińscy inwestorzy mają bowiem w Rosji, czy Kazachstanie znacznie lepsze warunki. Nie układa się także Białorusi wymiana handlowa z Chinami.

Obecnie Białoruś kupuje znacznie więcej chińskich towarów niż eksportuje własnych do Chin. W 2015 r. obrót wzajemny obu państw wyniósł 3,3 mld USD. Białoruski eksport do Chin sięgnął natomiast tylko 800 mln USD. W bieżącym roku eksport białoruski do Chin zmniejszył się zasadniczo. Za siedem miesięcy jego wielkość spadła do 107 mln USD!

Chińczycy skupują

Jednocześnie Chińczycy skupują energicznie aktywa białoruskich kompanii. 9 września b.r. Mińsk zaproponował kupienie przez nich akcji 25 kolejnych firm. Przedsiębiorstwa te należą głównie do branży energetycznej, budowlanej i metalowej. Część z nich to bankruci, którzy mogą przetrwać tylko dzięki chińskim kredytom, pozostałe przedsiębiorstwa kierują swoją ofertę nie na Zachód, ale na rynki Euroazjatyckiej Wspólnoty Ekonomicznej czyli do Rosji i Białorusi. Tymczasem Łukaszence zależy przede wszystkim na produkcji, którą mógłby wyeksportować na Zachód głównie do Unii Europejskiej.

Mińsk wciąż twierdzi, że szansą dla Białorusi jest „Jedwabny Szlak”i rola, jaką może ona odegrać w jego stworzeniu. Sądzi, że przez jej terytorium przejdzie główne odgałęzienie „Jedwabnego Szlaku”, łączącego Chiny z Europą. W związku z tym liczy, że terytorium republiki zamieni się w wielkie centrum logistyczne, służące do transportu chińskich produktów do Europy. Przedstawiciele Mińska twierdzą, że Chińczycy będą budować na terytorium Białorusi także montownie swoich produktów eksportowanych do Unii Europejskiej. Pekin nic o tym nie mówi, ale Mińsk wciąż ma nadzieję, że jego oczekiwania się spełnią.

Wściekły Kreml

Większość obserwatorów uważa, że Łukaszenka jadąc do Pekinu chciał przede wszystkim zrobić na złość Putinowi, z którym od dawna ostro zadarł, grożąc wyjściem Białorusi ze wszystkich integracyjnych projektów na postsowieckim obszarze, jeżeli Rosja nie spełni jego oczekiwań. Domaga się on m.in., by Moskwa sprzedawała Białorusi nośniki energii po cenach wewnątrz rosyjskich, a także by nie utrudniała do niej eksportu białoruskich towarów. Gdy Moskwa wprowadziła kontr sankcje na dostawy zachodniej żywności Mińsk sądził, że dzięki temu będzie mógł zwiększyć dostawy do Rosji swojej żywności. Tu niestety spotkało go rozczarowanie, bo ta nie tylko nie zwiększyła jej importu, ale ograniczyła jej import.

Kreml jest wściekły na Łukaszenkę, że ten dystansuje się od jego polityki w wielu kwestiach i stawia na zbliżenie z Zachodem. Rosyjscy komentatorzy drwią z Łukaszenki. Twierdzą, że podczas wizyty w Pekinie mógł się przekonać, że ten nie ma najmniejszego zamiaru sponsorowania go i nie da mu ani jednego dolara kredytu, który nie będzie obwarowany wieloma warunkami, określającymi na co ten może go wydać. Współpraca z Chinami nie rozwiąże żadnych problemów Białorusi. Pekin nie jest dobrym wujkiem, który byłby skłonny pomagać bezinteresownie komukolwiek. Zwłaszcza, że ma zawsze wiele wariantów do wyboru. Białoruś zaś nie ma wiele możliwości manewru. Całkowite zerwanie przez nią z Rosją wydaje się mało prawdopodobne. Tylko ona może dostarczać jej nośniki energii i udzielić kredytu nie obwarowanego żadnymi warunkami.

Marek A. Koprowski



2 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz