„Zasadnicze duchowe i narodowe wartości polskiego społeczeństwa są zawarte w dewizie 'Bóg, Honor, Ojczyzna'. Dla Polaka ojczyzna i dom są w pewnym stopniu pojęciami synonimicznymi…”

O lwowskiej promocji bardzo ważnej książki „Lwów po polsku. Imię domu oraz inne napisy” autorstwa Kseni Borodin i Iwanny Honak pisał już na naszym portalu Iwan Parnikoza:

[link=http://kresy.pl/publicystyka,wydarzenia-tygodnia?zobacz/ukrainki-ratuja-polska-spuscizne-lwowa-czyli-nie-jest-tak-zle-w-naszym-lwowie-szanowni-sasiedzi]

Upłynęło pół roku i tak się złożyło, że książka ta, jak i jej Autorki zawitały pod gościnne polskie niebo. Pierwsza i póki co jedyna promocja owej książki w Polsce miała miejsce 24 maja w hetmańskim grodzie Zamościu podczas III Zamojskich Dni Kresowych. Dewajtis. Uczestnicy tej imprezy stali się jednocześnie szczęśliwymi posiadaczami tej unikalnej publikacji. Niniejszy tekst ma na celu przybliżyć ją tym, którym nie udało się być w naszej Perle Renesansu w deszczowe majowe dni.

Unikalność opisywanej pozycji polega przede wszystkim na jej oryginalności. Nieczęsto, jeśli w ogóle, spotyka się publikacje, w których zawarto tak zdaje się prozaiczną rzecz jak napisy na domach. W każdym razie piszący te słowa takiej pozycji książkowej nie zna. Zwykle interesują nas najsłynniejsze, najcenniejsze zabytki. W odniesieniu do Lwowa mamy „tony” przewodników, lepszych i gorszych, często niestety powielających bezkrytycznie treści zwarte w innych publikacjach. Mamy też solidne opracowania tego czy innego wyrywka lwowskiej rzeczywistości, czy fragmentu miasta. Jednym z bez wątpienia najdoskonalszych przykładów jest monografia Cmentarza Łyczakowskiego autorstwa prof. Stanisława Sławomira Nicieji (Lwów Ogród snu i pamięci. Dzieje Cmentarza Łyczakowskiego we Lwowie oraz ludzi tam spoczywających w latach 1786-2010. Wydawnictwo MS, 2011). Nikt jednak nie pochyla się nad tak banalnym obiektem jak płytka na klatce schodowej, dzwonek do drzwi, umywalka, klamka, rynna, komin, skrzynka na listy itd. itp. A to na nich właśnie we Lwowie zachowały się tysiące napisów w języku polskim. I to one świadczą o naszej bytności w mieście nad Pełtwą nie słabiej niż katedra, ratusz czy opera. Ponad 2000 z nich mrówczym, detektywistycznym trudem zebrały Panie Ksenija Borodin i Iwanna Honak i zawarły w opisywanej książce. Przy czym jako główny „obiekt badań” obrały sobie dom – najbardziej osobiste, prywatne środowisko życia mieszkańców Lwowa. Aby uporządkować jakoś ogrom zebranego materiału fotograficznego książka została podzielona na kilka rozdziałów.

Pierwszy z nich nosi tytuł „Dom jako znak jakości” i rozpoczyna się od … cegły, bo to wszak od niej zaczynamy budowę domu. Na nich właśnie znajdziemy odciśnięte nazwy cegielni, firm wytwarzających ten budulec. Tutaj też odnajdziemy fotografię wielu innych przedmiotów domowego użytku, na których producent zostawił swój znak jakości. Są to klamki, skrzynki na listy, zlewy, ławki, płytki ceramiczne a nawet rury kanalizacyjne. Przy czym warto zaznaczyć, że rozdział nie zawiera jedynie fotografii polskich napisów na domowych sprzętach. Nie. Autorki postarały się także o to, by przybliżyć czytelnikom osoby rzemieślników, producentów, firm wytwarzających ten czy inny przedmiot. Zatem owi, zapewne nieznani szerszemu ogółowi ludzie, stali się znani. Ot choćby taki Bernard Królik, właściciel „Pierwszej krajowej fabryki wyrobów z marmuru”. Warto też dodać, że przy każdej fotografii znajduje się nazwa ulicy i nr domu przy którym sfotografowany napis się znajduje. I tak jest przy każdym rozdziale.

A kolejny nosi tytuł „Dom jako nośnik tradycji”. Dla mnie osobiście jest to rozdział najbardziej … wzruszający. Tak, tak właśnie wzruszający. Autorki, choć Ukrainki, wykazały się w nim doskonałą znajomością naszej polskiej duszy i mentalności. Piszą w nim tak: „Religijność jest jednym z ważnych czynników kształtowania narodowości. Zasadnicze duchowe i narodowe wartości polskiego społeczeństwa są zawarte w dewizie ‘Bóg, Honor, Ojczyzna’. Dla Polaka ojczyzna i dom są w pewnym stopniu pojęciami synonimicznymi: ‘O polski kraju święty, warowny domie nasz!’ – śpiewa się w Polskim hymnie Władysława Bełzy (1847-1914). Dom stał się ostoją patriotyzmu zwłaszcza w czasie zaborów, kiedy nie istniała polska państwowość. Toteż nic dziwnego, że w obrębie miejsca zamieszkania Polacy deklarowali i podkreślali na różne sposoby swoją tożsamość, swoją przynależność narodową ozdabiając budynki obrazami wybitnych postaci polskiej historii.” I oglądamy w tym rozdziale postacie polskich królów, uczonych (np. Mikołaj Kopernik) zachowanych na lwowskich domach, figury świętych, które przetrwały okres sowiecki, napisy związane z lwowskimi i galicyjskimi rodami, które posiadały swe rezydencje we Lwowie itd.

Rozdział pt.: „Księga metrykalna budynku”, jak sama jego nazwa wskazuje mówi o metryce domu. Ale metryka owa nie zawiera jedynie roku budowy obiektu. Często na tablicach przymocowanych na budynkach odnajdziemy napisy mówiące o tym, kto go wybudował, dla jakiej rodziny czy rodu był przeznaczony, kto ze znanych, słynnych ludzi w nim mieszkał, jakie instytucje się w nim mieściły.

„Dom w przestrzeni geograficznej” to rozdział w którym poznamy imiona domów lwowskich. A są one urocze: „Przystań”, „Marzenie”, „Lala”, „Ewusia”, „Niuta” itd. W tym rozdziale Autorki poruszyły zagadnienie adresów lwowskich domów. One także, podobnie jak wiele innych składowych lwowskiej rzeczywistości są bardzo oryginalne. „Oznakowanie adresowe było i pozostaje koniecznym atrybutem każdego domu mieszkalnego. – piszą Autorki – I chociaż Bernard Shaw mówił, że ‘człowiek bez adresu jest podejrzany, a z dwoma adresami – tym bardziej’, osobliwością współczesnego Lwowa są domy mieszkalne, na których znajdują się wszystkie trzy rodzaje oznakowania: numeracja austriacka konskrypcyjna (polskojęzyczna), orientacyjna oraz współczesna orientacyjna ukraińska z łacińską transliteracją.” I do dziś możemy zobaczyć na lwowskich kamienicach wiele tabliczek adresowych z polskimi nazwami ulic. Doceniono ich historyczne i estetyczne znaczenie. „O pragnieniu aby zachować we Lwowie spuściznę minionej epoki w postaci oznakowania adresowego, które jakością i charakterem dobrze pasuje do atmosfery miasta, świadczą słowa Petra Nahirnogo – autora opracowania współczesnego, lwowskiego oznakowania: ‘Przedwojenne polskie tabliczki, które zachowały się na ścianach, są nieodłączną częścią środowiska miejskiego i nie powinny zostać zdemontowane.’”

Rozdział przedostatni mówi o domu jako biografii urbanistycznej. To z niego dowiemy się na jakich domach zachowały się tabliczki poświęconych wielkim Polakom żyjącym, mieszkającym czy też przebywającym we Lwowie. Przy czym tak postaciom „neutralnym” dla ówczesnych jak i współczesnych Ukraińców – jak powstaniec styczniowy i pisarz Jan Lam, jak i postaciom czy instytucjom raczej negatywie odbieranym na zachodniej Ukrainie: Józef Piłsudski, Franciszek Smolka czy Związek Obrońców Lwowa, Małopolski Oddział Armii Ochotniczej. W rozdziale tym spotkamy także tablice umieszczone na lwowskich budynkach już w wolnej Ukrainie, a poświęcone znanym Polakom, np. Zbigniewowi Herbertowi czy Jackowi Kuroniowi.

Swoją książkę Autorki podsumowują słowami: „Zapraszamy do przeczytania księgi naszego miasta, delektowania się nią, skorzystania z serdeczności i gościnności jego byłych i obecnych mieszkańców!”. I w zasadzie tymi słowami można by także zakończyć omawianie książki „Lwów po polsku”, jednak nim zakończę chciałbym podzielić się jeszcze z Czytelnikami kilkoma refleksjami i uwagami.

Z tym, że praca jest wręcz nieoceniona zgodzi się na pewno każdy, kto ją przeczyta. W zasadzie nasuwa się porównanie jedynie z pracami innego, zmarłego już piewcy polskiego Lwowa Witolda Szolginii. On jednak opisywał świat przedwojenny, Lwowianki, Autorki „Lwowa po polsku” opisują stan aktualny.

Niepodważalnym walorem książki jest jej szata graficzna. Tutaj widać solidność i zmysł artystyczny. Jeśli ktoś jest zbyt leniwy by książkę czytać, wystarczy jak będzie ją oglądał i również wiele treści zostanie mu w głowie. Choć zaręczam, że jeśli tylko zacznie oglądać to i rychło zagłębi się w jej lekturę.

Nieocenioną rzeczą jest też i to, że książkę napisały właśnie Ukrainki, oraz to, że powstała także w ukraińskiej wersji językowej. To ważnie i dla nas, Polaków, i dla Ukraińców. Wbrew panującemu przekonaniu nie wszyscy współcześni Lwowianie znają język polski na tyle, by bez problemu w nim czytać. Książka w języku ojczystym jest zatem olbrzymim ułatwieniem. To zaś, że tematyką polskich napisów zainteresowały się Ukrainki pokazuje, że problematyka przedwojennego, polskiego Lwowa nie jest już li tylko domeną polskich badaczy, dawnych mieszkańców itp. Słowem nie jest swego rodzaju „polskim gettem badawczym”, ale jest ważna, ciekawa i podejmowana także przez ukraińskich badaczy. Warto jeszcze napomknąć, że to nie ostatnia książka, a pierwsza z całej 7-tomowej serii. Zatem, drogie Panie i drodzy Panowie, miłośnicy Lwowa, czeka nas jest 6 dań tej wybornej lwowskiej uczty.

I wreszcie raz jeszcze na koniec trzeba podkreślić, że jest to także przewodnik z dokładnie opisanymi adresami poszczególnych obiektów. Warto zatem zwiedzając Lwów nie tylko fotografować się na tle opery czy ratusza, ale też pochodzić z przewodnikiem „Lwów po polsku” w dłoni i poszukać tych jakże nieefektywnych, nieraz mało widocznych, ale jak ważnych śladów naszej bytności w mieście nad Pełtwą.

Czytając książkę oraz wywiad z Autorkami, który dostępny jest na naszym portalu pod adresem:

[link=http://kresy.pl/publicystyka,wywiady?zobacz/napisy-czekaja-az-je-ktos-odkryje-]

człowiek nabiera pozytywnych uczuć i przeświadczenia, że może jednak jeszcze „te czasy nie minęli, kiedy na Cytadeli kwitneli moreli”.

Krzysztof Wojciechowski

Ksenija Borodin, Iwanna Honak, Lwów po polsku. Imię domu oraz inne napisy, Wydawnictwo „Koło”, Lwów 2012, ss. 96



6 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

    • tutejszym :

      Za cenę amnezji też nie mógł bym dać się kupić na te slogany.
      Prawdą jest że UPA rękoma części Ukraińców dokonała aktu ludobójstwa
      na ludności Polskiej. Wymordowała też tą część własnego społeczeństwa, która nie chciała im w tym pomagać. Nacjonalistyczna partia Swoboda wezwała do niszczenia na Ukrainie tablic upamiętniających polskie ofiary UPA. Pańska „Swoboda” jako spadkobierca UPA prędzej sama odgryzie sobie uszy niż usłyszy i zaakceptuje głos prawdy. „Tylko prawda nas wyzwoli” – żadne zakłamanie prawdy nie zagłuszy. I żadne mataczenie z obu stron prawdy nie pokona. Przyjdzie może też czas, że sami Ukraińcy przestaną się bać głosić prawdę o zaszłości, nie dadzą się zastraszać.

  1. sekowski :

    Rada Miasta Lwowa w trakcie obrad w dniu 30 maja 2013 roku przegłosowała uchwałę o przekazaniu pod Dom Polski nieruchomości przy ulicy Szewczenki 3a.

    W ubiegłym roku prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz wydał dyspozycję dotyczącą rozwiązania kwestii Domu Polskiego we Lwowie. Oceniano ją jako odpowiedź strony ukraińskiej na przekazanie Ukraińcom w Polsce gmachu Domu Ludowego w Przemyślu. Zabudowania pod Dom Polski we Lwowie przekazało wojsko ukraińskie. Pozbywając się części nieruchomości, wojsko przekazało pomieszczenia dawnego urzędu do spraw kwatermistrzowskich miastu z przeznaczeniem na Dom Polski. Po uzupełnieniu wszystkich formalności Rada Miasta miała podjąć decyzję o oddaniu zabudowań polskiej społeczności miasta. Po miesiącach napięcia i oczekiwania na głosy radnych, kilkakrotnie dochodziło do usuwania uchwały z porządku obrad lub nie włączania jej pod głosowanie.

    W czwartek głosami 69 deputowanych Rady Miasta Lwowa, sprawa przekazania Domu Polskiego została wreszcie rozwiązana pozytywnie. Po ponad dwudziestu latach starań Polacy we Lwowie otrzymali siedzibę, która w założeniu powinna usprawnić działalność licznych polskich organizacji i stowarzyszeń społecznych. Obiekt o powierzchni 1443 m2 został przekazany społeczności polskiej Lwowa w użytkowanie na 49 lat.

    W przyszłym tygodniu odbędzie się spotkanie rady konsultacyjnej w sprawie Domu Polskiego we Lwowie. Rada została powołana z udziałem przedstawicieli polskich organizacji we Lwowie.