Lwowska noc

To powieść o człowieku który znalazł się w wirze strasznych historycznych wydarzeń, który próbuje nie tylko sam przeżyć, ale jeszcze ocalić rodzinę i bliskich, a później coś więcej – charakter swojego miasta. Polski charakter. Zachowując przy tym człowieczeństwo. Czy zadanie to udaje się Józefowi?

Istniejące na naszym księgarskim rynku od 20 lat Wydawnictwo Trio wydało już ponad 450 tytułów. Jednym z ostatnich jest powieść reżysera, scenarzysty a od niedawna też pisarza Wiesława Helaka pt.: „Lwowska noc”. Nie pierwsza to książka o tematyce kresowej wydana przez tę oficynę, a nawet nie pierwsza „lwowska”. To właśnie Trio wydrukowało przed kilkoma laty obszerną biografię legendarnego dowódcy obrony Lwowa w wojnie polsko-ukraińskiej – pułkownika Czesława Miączyńskiego (Jacek Miliński, Pułkownik Czesław Mączyński 1881–1935. Obrońca Lwowa i polityk Drugiej Rzeczpospolitej, Wydawnictwo Trio, Warszawa 2004, ss.. 440). „Lwowska Noc” to jednak przykład zupełnie innej literatury – to beletrystyka, ale głęboko osadzona w realiach historycznych.

Nie jest to jednak powieść całkowicie wymyślona, ale oparta o wspomnienia rodziny Autora. Tytuł jest adekwatny do stanu, jaki zapanował we Lwowie od pierwszych dni po zajęciu miasta przez sowietów. Bo istotnie lata wojny i okupacji, to bodaj czy nie najczarniejszy okres w kilkusetletniej egzystencji miasta. W każdym razie najstraszniejszy dla jego mieszkańców. Autor pokazuje ich historię przez pryzmat losów jednego człowieka – Józefa Sztendery, Polaka ożenionego z Ukrainką, nauczyciela, syna lwowskiego profesora. Powieść zaczyna się we wrześniu 1939 roku pod Brzeżanami, gdzie Józef był nauczycielem, a kończy … pod Wierchojańskiem skąd przestały przychodzić od Józefa listy do rodziny tuż przed upłynięciem wyroku jaki nałożyli nań sowieci. Ale główna część akcji to lata wojny i okupacji we Lwowie oraz czas bezpośrednio po „wyzwoleniu” Lwowa przez sowietów, kiedy to wszelkimi metodami zmuszano Polaków do opuszczenia tego miasta i wyjazdu „do Polszczy”. To powieść o człowieku który znalazł się w wirze strasznych historycznych wydarzeń, który próbuje nie tylko sam przeżyć, ale jeszcze ocalić rodzinę i bliskich, a później coś więcej – charakter swojego miasta. Polski charakter. Zachowując przy tym człowieczeństwo. Czy zadanie to udaje się Józefowi?. Ukraińską żonę i dzieci mordują nacjonaliści, sąsiedzi z wioski otumanieni chorą ideologią. Lwów koniec końców również zostaje depolonizowany. Sam Józef za niezłomną postawę i miłość do swego miasta, nazwaną pogardliwie przez oficera NKWD „starą iluzją polskich nacjonalistów” trafia do łagru, z którego już nie wraca. A wszystko to dzieje się na tle okrutnych wojennych wydarzeń: mordów ludności polskiej dokonywanej przez ukraińskich nacjonalistów, mordów dokonanych na Polakach, Ukraińcach i innych „niebezpiecznych jednostkach” dokonanych przez NKWD, holokaustu lwowskich Żydów i mordu profesorów lwowskich. Z wszystkimi tymi okropnościami Józef się styka, niekiedy mimowolnie jest ich świadkiem, widzi ogrom zbrodni, degenerację ludzkiej natury, pełny rozpad jakiejkolwiek moralności czy po prostu przyzwoitości. Jednak mimo tego, że ginie (czy nawet raczej – zaginie) gdzieś w dalekich łagrach, Józef jest zwycięzca. Bo ocalił w sobie człowieka.

I książka, której stał się głównym bohaterem jest przede wszystkim na wskroś chrześcijańska – pełniona tymi wartościami. To od razu rzuca się w oczy, jakby Autor chciał na bieżąco pokazywać nam, czytelnikom, jak należało żyć w takich czasach (i jak ludzie żyli) aby nie zdziczeć, nie ulec zezwierzęceniu (bardzo nie lubię tego słowa, bo jest jednoznacznie negatywne, a opiera się niesłusznie o zachowania zwierząt, które przecież moralnej ocenie nie podlegają). Tak jakby chciał tłumić emocje, może nawet chęć zemsty. I tak, ojciec głównego bohatera przyjmuje wreszcie do wiadomości, że Maria jest jego prawowitą synową a jej dzieci, które ma z Józefem – jego wnukami. Przyjmuje ją serdecznie a wnuki dają mu wiele radości w te smutne okupacyjne dni. Słowem, swoim zachowaniem przyznaje, że odrzucenie synowej tylko dlatego, że była Ukrainką było czystą głupotą tym gorszą, że zrobioną przez człowieka wykształconego. W pierwszych miesiącach okupacji sowieckiej Lwowa, Józef widzi Ukraińców współpracujących z nową władzą. Budzi to jego rozgoryczenie i bunt. Sam zostaje aresztowany i osadzony w więzieniu. Tam jednak pomagają mu i opiekują się nim Ukraińcy siedzący razem z nim w jednej celi. Poruszający jest fragment, kiedy Józef zabierany jest na kolejne brutalne przesłuchanie:

„… nagle drzwi otworzyły się i stanął w nich strażnik:

– Na bukwu „s” – i wskazał palcem na Józefa.

Osyp dał znak i natychmiast dwóch Ukraińców pomogło podnieść pobitego, a jeden z nich zdjął z siebie kufajkę i wspólnie założyli ją Józefowi na pokrwawione plecy. Przed wyjściem dali mu w kubku wody. Pił zachłannie a siedmiu chłopów ukraińskich klęknęło w tym czasie na posadzce, przeżegnało się i zaczęło się za niego modlić:

– O Maryjo pomahaj ty jemu

I nagle rozległ się przejmujący śpiew na głosy, jak w cerkwi. Ukraińcy śpiewali aby dodać mu sił, Swiatyj Boże, swiatyj kripkij…aż strażnik wytrącił Józefowi z rąk kubek z wodą i wypchnął go z celi, zatrzaskując z hukiem drzwi.”

„Swiatyj, kripkij” usłuchał modlitw Ukraińców, Józefowi udało się ujść z życiem z enkawudowskiego piekła. Tych, którzy się za niego tak żarliwie modlili Święty Bóg zabrał do siebie – Józef odnalazł ich ciała w zwałach trupów więźniów, których sowieci pospiesznie rozstrzelali wycofując się ze Lwowa przed Niemcami.

Nie jest również tajemnicą, że także Żydzi aktywnie i na różne sposoby wspomagali władzę sowiecką w mieście. Jednak przed wywózkami na Syberię uratował ojca Józefa znajomy Żyd, doktor Bloom, który korzystając ze swej pozycji, jaką miał u sowietów, sprawił, że prof. Sztendera został wykreślony z listy przeznaczonych do wywózki. To również Żydzi zaopiekowali się ledwie żywym Józefem po wyjściu z więzienia. Ale też, kiedy nastał okupant mordujący Żydów, Józef miał okazję spłacić ów „dług dobroci”, sam pomagał w ukrywaniu doktora Blooma i jego rodziny.

Niejako kulminacją prawdziwie chrześcijańskiej postawy Józefa jest jego spotkanie z katem swojej żony i dzieci – Chrypływym, z którego wojna i okupacja zrobiła strzęp człowieka niemal w sensie dosłownym. Opis ich spotkania wyciska łzy z oczu: „Zatrzymał się przed Chrypływym i patrzył tylko na niego długo, bo słów nie mógł z siebie wydobyć. Patrzył na kikuty obu dłoni, na nogi bez stóp, na przestrzelone łokcie i kolana i wzbierał w nim żal i współczucie, bo przecież to był inny człowiek. Tamtego już nie było. A gdy miał odejść ujrzał jak z oczu Chrypływego płyną łzy i coś niezwykle bolesnego, gdzieś z głębi jego nieskomplikowanej natury, wyrywa się, chyba prośba o przebaczenie. Nie powiedział jednak nic, a rękoma pokazał, że wyrwano mu język. Józef opuścił głowę i stał przed nim nie wiedząc co ma uczynić. Trwali tak niemo przed sobą, przed drzwiami kościoła zamkniętego przez bolszewików…” I Józef przebaczył mu…

Przez całą powieść, niczym dobry duch przewija się postać księdza Adama, prawdziwie duchowego człowieka, którego dusza jest czysta, nie skalana złością, żalem, nienawiścią nawet, bo wszystkie te uczucia wyzwala w człowieku okrutna wojenna rzeczywistość. Ksiądz Adam jest ponad to. Jego głęboka wiara, zaufanie Bogu połączone z zaradnością i przytomnością umysłu oddziałuje na jego przyjaciół i również pomagają im przetrwać ten czas upodlenia. W osobie księdza Adama widzimy wielu prawdziwych pasterzy, którzy zostali na dawnych Kresach po zajęciu ich przez sowietów i nieśli opuszczonym ludziom wiarę i nadzieję.

***

Lwów ma szczęście do dobrych ludzi, którzy o nim piszą. I nie dotyczy to tylko naukowców i badaczy, ale również tych piszący od serca, wspomnieniowo, popularnie czy beletrystycznie. Lista nazwisk jest tutaj bardzo długa, ja wspomnę tylko kilka – tych, których mi się najlepiej czytało. To oczywiście Kazimierz Szleyen, Witold Szolginia, Jerzy Michotek czy nieoceniony Jerzy Janicki. Jednak co ciekawe powieści o samym Lwowie nie ma znowuż tak wiele. Tym bardziej z radością należy przyjąć „Lwowską noc”. Zwłaszcza, że to bodaj czy nie jedyna powieść o tym wojennym okresie Lwowa, która podobnie jak inna wydana niedawno książka „Na odsiecz Lwowa” Leszka Kani

[link=http://kresy.pl/publicystyka,omowienia?zobacz/na-odsiecz-lwowa]

jest niemal gotowym scenariuszem filmu. Daj Boże aby kiedyś takie filmy powstały.

Tymczasem jednak zapraszam czytelników naszego portalu do sięgnięcia po książkę Wiesława Helaka, bo jak pisał w swej recenzji dla culture.pl Janusz R. Kowalczyk:„Równie znakomitej, sugestywnej prozy, odwołującej się do dramatycznych losów naszych rodaków na Wschodzie, nie mamy jak dotąd zbyt wiele.”

Krzysztof Wojciechowski

Wiesław Helak, Lwowska noc, Wydawnictwo Trio, Warszawa 2012, ss. 324

———————————–

Kupując książkę w sklepie „Kompania Kresowa” na Allegro, wspierasz projekty portalu Kresy.pl: [link=http://allegro.pl/lwowska-noc-wieslaw-helak-i2923706486.html]



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz