Ługańsk nie składa broni

Mimo niesprzyjającej pogody i opadów śniegu wokół otoczonego przez barykady budynku Służby Bezpieczeństwa Ukrainy w Ługańsku nie ustają demonstracje pod prorosyjskimi hasłami.

Ługańsk, dalekie przedmieścia którego bezpośrednio graniczą z Rosją, od początku fali protestów, mityngów i okupacji budynków rządowych jest najbardziej aktywnym ośrodkiem ruchów obywatelskich na rzecz zbliżenia z Moskwą. Około połowy jego mieszkańców uważa się za Rosjan, tyleż samo za Ukraińców. O tym, z jaką to ukraińskością mamy do czynienia, mówią oficjalne statystyki, z których wynika, iż nawet dla Ukraińców językiem ojczystym jest rosyjski.

Sugestywnie wyglądają też obrazy życia codziennego, które przedstawiają takie sceny jak np. wywieszony w samochodzie proporzec z dwugłowym rosyjskim orłem okraszonym niebiesko-żółtą krawędzią. Można odnieść wrażenie, że Ukraina, ukraińskość są tutaj uzupełnieniem, lokalnym wariantem świata rosyjskiego, z którym więź z pewnością jest wśród mieszkańców z obiektywnych przyczyn niemała.

Ja jestem „ruski człowiek” i muszę występować za swoje – mówi jeden z mitygujących, który przyjechał z nieodległego Alczewska. Spracowane dłonie i twarz zniszczona przez używki sporo mówią o proweniencji rozmówcy. Spotykamy się po drodze na ulicy Sowieckiej, obydwaj szukamy budynku Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. Dopiero któraś z kolei napotkana osoba wskazuje nam drogę.

– Boją się – sugeruje Wiktor, bo tak ma na imię współtowarzysz mojej drogi. Po drodze widoczne są napisy „Ługańsk – rosyjskie miasto” w barwach Federacji Rosyjskiej, natomiast namalowane gdzieniegdzie skromnych rozmiarów flagi Ukrainy pomalowane są w najwyraźniej dorysowane później swastyki.

– Co jak co, ale banderowców to ja nie znoszę – mówi Wiktor. Swój monolog przeplata popularnymi rosyjskimi przekleństwami, jego robotniczy rodowód jednak nie przeszkadza mu w tym, by mieć jasno sprecyzowane poglądy polityczne.

– Krawczuk, Kuczma, Juszczenko – wymienia – wszystkich określa on tym samym obraźliwym słowem. Janukowycz też nie lepszy, ale prawda jest taka, że to on jest legalnym prezydentem – mówi Wiktor.

Z uwagi na niską temperaturę i śnieg Wiktor proponuje, żebym wziął od niego ciepłe spodnie, chustę na szyję, daje mi też płaszcz przeciwdeszczowy, który otrzymał od służby porządkowej „majdanu”.

A ty wiesz, ilu Polaków zabili banderowcy? – pyta mnie w pewnym momencie. 150 tysięcy – od razu wyręcza mnie w odpowiedzi. Jednak moje pochodzenie nie wzbudza już żadnego zainteresowania na „majdanie”. Kiedy Wiktor przedstawia mnie służbom porządkowym i swoim znajomym, dodając, że jako Polak przyjechałem właśnie z Doniecka, reakcje są obojętne. Polska najwyraźniej nie wzbudza tu żadnych emocji, bo i też skąd miejscowi mieliby mieć jakiekolwiek skojarzenia z naszym krajem. Na wszelki wypadek poruszam się z Wiktorem i jego znajomymi po terenie proklamowanej niedawno „Ługańskiej Republiki Ludowej”, staram się nie rzucać w oczy z aparatem fotograficznym.

Koledzy Wiktora i inni ludzie wyposażeni są w rozmaite kije lub pałki, niektórzy mają płaszcze przeciwdeszczowe z napisem „Wiktor Janukowycz – nasz prezydent” z ostatniej kampanii prezydenckiej. Pod namiotem młodzieżowka Partii Regionów rozdaje kanapki i gorące posiłki, swój namiot mają także komuniści. Jednak to transparenty i hasła głoszące jedność narodów wschodniosłowiańskich dominują na barykadach i pośród demonstrantów. Grunt jest tutaj rzeczywiście podatny na tego typu hasła i postulaty z opisywanych wcześniej przyczyn.

Donieck to takie kulturalne miasto, a tutaj raczej robotnicze – mówi jeszcze Wiktor. Choć sam nie sprawia wrażenia człowieka obcującego z kulturą wysoką, to udziela mu się specyficzna świadomość obywatelska. Narzeka, że mało który znajomy przyjechał tutaj, niemniej razem szukamy namiotu demonstrantów z Alczewska – z uwagi na rozległość wyodrębnionego barykadami terenu i liczbę namiotów, poszukiwania trwają dość długo.

Na bramce tymczasem trwają standardowe kontrole, sam przechodzę podobną, jednak poza plecakiem nie jest zbyt dokładna. Wigoru na pewno nie dodaje mroźna jak na kwiecień pogoda, być może też miejscowa samoobrona nie spodziewa się żadnych prowokacji i niczego nie podejrzewa. W budynku SBU znajdują się wszak uzbrojeni w broń automatyczną prorosyjscy aktywiści i jeśli miejscowy ruch ma być w jakiejś postaci zneutralizowany, to przede wszystkim trzeba by spacyfikować znajdujących się wewnątrz i gotowych na wszystko ludzi.

Na pewno nie zmoże ich pogoda. Wkrótce ma się ocieplić, więc opór wobec rządu w Kijowie z pewnością z tego powodu nie ustanie. Miejscowi są gotowi do konfrontacji, ale czy gotowe na nią są władze? Stąd do Rosji jest rzut beretem, a tamtejsze wojska mogą być w Ługańsku mile widziane.

Marcin Skalski, Ługańsk



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz