Lex Babiš ukróci czeskiego oligarchę?

Andrej Babiš jest miliarderem, wicepremierem, ministrem finansów, liderem najpopularniejszej czeskiej partii, a na dodatek właścicielem dominujących w tym kraju mediów. Szczególnie ta ostatnia z jego aktywności nie wszystkim się podoba, stąd jego koalicjanci w porozumieniu z opozycyjną centroprawicą przeforsowali ustawę zwaną potocznie „Lex Babiš”. Dzięki niej członkowie rządu nie będą mogli posiadać udziałów w mediach, a ich ewentualne inne biznesy nie będą mogły korzystać z publicznych pieniędzy.

Czechy cieszą się w Polsce bardzo dobrą opinią, choć bez wzajemności. Według sondaży Polacy pałają do Czechów największą sympatią spośród wszystkich nacji, a w wielu polskich miastach można skorzystać z usług sporej ilości czeskich restauracji. Pozytywny stosunek do naszych południowych sąsiadów mają też dwie główne strony politycznego sporu. Środowiska lewicowo-liberalne uważają, iż Czesi w porównaniu do Polaków są postępowym narodem z powodu swojego „racjonalnego” stosunku do religii, czyli jednego z najwyższych na świecie odsetków osób deklarujących się jako ateistów. Konserwatywna prawica z kolei wskazuje na Czechów jako na nację, która racjonalnie podchodzi do zagadnień związanych z Unią Europejską, a sam kraj oferuje niższe niż w Polsce podatki. W kontekście postaci Babiša ważna jest zwłaszcza sprawa czeskiego systemu ekonomicznego. Podatki nie są wcale dużo niższe, prowadzenie działalności gospodarczej hamuje legendarna wręcz korupcja, natomiast osiągnięcie dużego sukcesu biznesowego nie jest możliwe bez politycznych znajomości. Produktem tego systemu jest właśnie wicepremier, minister finansów i lider partii ANO 2011, który stwierdził, iż bezpośrednie wejście do polityki wywrze jeszcze lepszy wpływ na jego biznesową działalność.

Agent ze Słowacji

Babiš urodził się w 1954 r. w Bratysławie, jako syn inżyniera zajmującego się wpierw handlem zagranicznym, a następnie pracą w czechosłowackiej dyplomacji. Ojciec obecnego czeskiego wicepremiera był działaczem Komunistycznej Partii Czechosłowacji, jednak został z niej wyrzucony po powrocie z placówki we Francji, powrócił zaś do łask po inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację w 1968 r. Praca ojca Babiša znacząco ułatwiła mu karierę, bowiem swoją przygodę z edukacją rozpoczął on w Szwajcarii. Następnie chciał pójść w ślady swojego rodziciela, zaczynając studia na handlu zagranicznym na Uniwersytecie Ekonomicznym w Bratysławie. W 1980 r. Babiš zapisał się do partii komunistycznej, dzięki czemu mógł wyjechać na staże do Belgii i Francji, aby następnie wyjechać do Maroka jako delegat jednej z państwowych spółek handlowych. Znajomości pozwoliły mu na zostanie dyrektorem generalnym w spółce mającej wówczas monopol na import nawozów sztucznych do Czechosłowacji, co zdeterminowało jego dalszą drogę biznesową. Działalność w strukturach czechosłowackich komunistów stanowi jedną z najbardziej kontrowersyjnych kart w życiorysie Babiša, który współpracował również ze służbami specjalnymi.

Miał on zostać zarejestrowany jako tajny agent czechosłowackiej Służby Bezpieczeństwa (StB) o pseudonimie „Bureš”. Według dokumentów opublikowanych przez słowacki Instytut Pamięci Narodowej, Babiš został zarejestrowany w 1980 r., natomiast w 1982 r. miał zawrzeć akt wiążący czyli zobowiązanie do współpracy. W latach 1982-1985 ówczesny pracownik handlu zagranicznego miał kilkanaście razy spotkać się z agentami StB, jednak dostępne dokumenty nie potwierdzają, aby miał on komukolwiek zaszkodzić. Sam Babiš pozwał słowacki IPN do sądu, utrzymując od początku, że nigdy nie był agentem StB a w 2011 r. stał się ofiarą brudnej kampanii wyborczej. Sąd rejonowy w Bratysławie uznał trzy lata później, że miliarder nie był świadomym współpracownikiem StB (nie istnieje dokument z jego podpisem), co spotkało się z ostrą krytyką władz słowackiego IPN. Kiedy formowano rząd Bohuslava Sobotki, Babiš, według założeń pierwotnych założeń, miał być nawet niepełniącym funkcji ministerialnych wicepremierem ds. gospodarczych, ponieważ nie mógł przedłożyć prezydentowi Milošowi Zemanowi wymaganego zaświadczenia o braku związków z komunistycznymi służbami specjalnymi.

Biznesmen

Po rozpadzie Czechosłowacji w 1992 r. Babiš będąc etnicznym Słowakiem zdecydował się przyjąć czeskie obywatelstwo, najwyraźniej zdając sobie sprawę, że w tym kraju będzie mógł bardziej rozwinąć swoją działalność biznesową. Jego sukces nie był oczywiście jedynie wynikiem jego talentu, bo dużą rolę odegrały w nim znajomości z czasów pracy Babiša w komunistycznych organach handlu zagranicznego. Jako pracownik centrali handlu zagranicznego Petrimex obecny wicepremier założył w Pradze spółkę Agrofert, która poprzez dokapitalizowanie zaczęła powoli przejmować Petrimex. Ostatecznie udało się to za pośrednictwem spółki-krzak zarejestrowanej w Szwajcarii, lecz dziennikarzom do dzisiaj nie udało się rozszyfrować dokładnie tej układanki. Faktem jest jednak, iż Babiš przejmując kolejne przedsiębiorstwa nie tylko robił to z niesłychaną łatwością, ale dodatkowo niezwykle często otrzymywał na to niezwykle duże państwowe kredyty. W operacji związanej z prywatyzacją czeskiego koncernu paliwowego Unipetrol pojawia się natomiast nazwisko Jana Kulczyka, który był wówczas udziałowcem PKN Orlen. Babiš wspierał ofertę Kulczyka, a cała transakcja była tak niejasna, iż czeskie media rozpisywały się o towarzyszącej prywatyzacji płatnej protekcji, którą posługiwać mieli się także Polacy. Później czeski miliarder twierdził, że Orlen nie przejąłby Unipetrolu bez jego wsparcia, a także pozwał polski koncern w czterech postępowaniach arbitrażowych, wygrywając jednak tylko jedno z nich. Pozwy były związane z niedotrzymaniem umowy przez Orlen, który w zamian za wsparcie miliardera miał po przejęciu Unipetrolu odsprzedać mu kilka firm należących do tej grupy.

Najważniejszym elementem biznesowego imperium Babiša jest więc wspomniana spółka Agrofert. Działa ona w kilku branżach, posiadając szczególną pozycję na rynku rolnym, który w 1/3 jest kontrolowany właśnie przez przedsiębiorstwo czeskiego wicepremiera, działając poza tym w sześciu innych krajach. Agrofert w swoim portfelu posiada więc dużą ilość wielkich gospodarstw rolnych (powstałych na bazie spółdzielni rolniczych i tamtejszych odpowiedników PGR-ów), jest największym producentem nawozów sztucznych, ma na własność wiele czeskich młynów oraz działa na rynku medialnym. Zaangażowanie Babiša w sektor rolniczy powoduje, iż jest on głównym wrogiem importowanej z Polski żywności. Czeski wicepremier zarzuca jej niską jakość, dumpingowe ceny oraz podawanie nieprawdziwych informacji na temat jej pochodzenia, a w jednym z telewizyjnych programów nazwał ją wprost „gównem”. Dzięki posiadanym mediom, Babiš urządza często nagonki na polską żywność, stąd należące do niego gazety kilkukrotnie drukowały instrukcje, jak odróżnić ją od czeskich produktów. Co ciekawe, Agrofert działa również w Polsce i zajmuje się w naszym kraju skupowaniem kukurydzy, nasion oleistych czy fasoli, które następnie… sprzedaje w Czechach. Dzięki swoim biznesom Babiš jest obecnie drugim najbogatszym człowiekiem w swoim kraju, zaś jego majątek jest szacowany na 2,4 mld dolarów.

Polityk

Przynależność Babiša do Komunistycznej Partii Czechosłowacji była czysto koniunkturalna, stąd właściwa działalność polityczna miliardera rozpoczęła się w listopadzie 2011 r. Wówczas zarejestrował on stowarzyszenie Akcji Niezadowolonych Obywateli (ANO 2011), które pół roku później zostało przekształcone w partię polityczną. Babiš i jego ruch zyskali dużą popularność dzięki hasłom uzdrowienia systemu politycznego i walki z systemową korupcją, choć sam miliarder był beneficjentem niejasnych relacji czeskiej polityki i biznesu. Prawdziwym paliwem dla ugrupowania była jednak afera z połowy 2013 r., która doprowadziła do dymisji centroprawicowego rządu Petra Nečasa. Życiowa partnerka i szefowa gabinetu ówczesnego czeskiego premiera, Jana Nagova, miała zlecić służbom specjalnym śledzenie żony i dzieci Nečasa, a pod zarzutem korupcji aresztowano kilka osób z jego najbliższego otoczenia. Tak poważna afera doprowadziła nie tylko do rozpisania przedterminowych wyborów parlamentarnych za naszą południową granicą, ale zwiększyła też znacząco poparcie dla ANO 2011. Partia Babiša w październiku 2013 r. stała się drugą największą siłą polityczną w Czechach, zdobywając 18,65 proc. głosów i 47 mandatów w 200-osobowej Izbie Deputowanych. Po wyborach ANO 2011 brało udział w niezwykle trudnych i wlokących się w nieskończoność negocjacjach na temat powołania nowego rządu. Ostatecznie pod koniec stycznia 2014 r. miliarder objął w gabinecie Sobotki funkcję wicepremiera i ministra finansów, a ponadto w rządzie znalazło się miejsce dla pięciu innych przedstawicieli ugrupowania. Sukcesem dla ANO 2011 zakończyły się wybory lokalne z października tego samego roku. Działacze partii przejęli bowiem władzę w 8 z 10 największych czeskich miast, w tym także w samej Pradze. W tegorocznych wyborach regionalnych ANO 2011 również okazało się zwycięzcą, uzyskując blisko 176 z 675 mandatów w radach krajów (odpowiedniki polskich województw). Dużo gorzej ruchowi Babiša powiodło się w wyborach do Senatu, ponieważ uzyskał on tylko 7 z 81 mandatów.

Zdefiniowanie dokładnych poglądów Babiša jest niezwykle trudne. W Czechach rzadko kiedy mają miejsce dyskusje ideologiczne, ponieważ w sprawach tych panuje liberalno-demokratyczny konsensus, stąd rozróżnienie na prawicę i lewicę jest jeszcze bardziej bezsensowne niż w Polsce. Najczęściej politolodzy określają ANO 2011 jako liberalny ruch populistyczny, natomiast sam Babiš w jednym z wywiadów określił go jako „prawicową partię empatii społecznej” i zdecydował się na mało popularny krok, jakim jest przyznanie się w Czechach do wiary w Boga. W swoich oficjalnych deklaracjach partia posługuje się ogólnikami, stawiając przede wszystkim na hasła powrotu do zdrowego rozsądku, pragmatyzmu i zrównoważonego rozwoju. Najbardziej wyrazisty w ideowym manifeście ANO 2011 wydaje się więc być punkt poświęcony rodzinie, jako gwarancji dobrego funkcjonowania całego społeczeństwa. W pozostałych kwestiach Babiš kilkukrotnie zmieniał zdanie. Chociażby w sprawie wejścia do strefy euro. Początkowo był on przeciwnikiem przyjęcia przez Czechy unijnej waluty, aby następnie stwierdzić, iż będzie to możliwe w przypadku uzyskania przez jego kraj zrównoważonego budżetu. Ponadto czeski wicepremier ma na swoim koncie kilka niezwykle kontrowersyjnych wypowiedzi. Największy rozgłos w Europie uzyskała jego krytyka unijnej polityki imigracyjnej, kiedy w szczycie kryzysu stwierdził, iż należy zamknąć europejskie granice i współpracować w tej sprawie w ramach NATO. We wrześniu b.r. Babiš podzielił się z dziennikarzami swoimi przemyśleniami na temat obozu koncentracyjnego w miejscowości Letna. W trakcie II wojny światowej początkowo był on karnym obozem pracy, następnie miejscem przetrzymywania jeńców, by ostatecznie stać się obozem koncentracyjnym dla Cyganów znajdujących się na terytorium Protektoratu Czech i Moraw. Z tą wersją historii Babiš postanowił się jednak nie zgodzić twierdząc, że był to obóz oferujący pracę cygańskiej mniejszości, dzięki czemu „wszyscy Romowie w końcu pracowali”. Miliarder wycofał się następnie z tych stwierdzeń mówiąc, iż cytował jedynie swojego przyjaciela, a media wyrwały wypowiedź z kontekstu. Tym samym gazety musiały zmanipulować słowa swojego właściciela…

Magnat medialny

Współczesna historia polityczna Republiki Czeskiej zna przykłady ugrupowań, które osiągały dobre wyniki mimo milczenia ze strony mediów, bądź też ich jawnej niechęci. Babiš zdawał sobie jednak doskonale sprawę, iż osiągnięcie politycznych sukcesów będzie dużo łatwiejsze, jeśli część swojego majątku zainwestuje w największe czeskie media. Spółka Agrofert w 2012 r. rozpoczęła więc wydawanie bezpłatnego tygodnika regionalnego, by już rok później próbować przejąć wydawnictwo Economia, do którego należały m.in. dziennik „Hospodářské nowiny” i niezwykle popularny tygodnik „Respekt”. Do transakcji ostatecznie nie doszło (wyścig o wydawnictwo wygrał inny czeski oligarcha) jednak Babiš w połowie 2013 r. zakupił grupę medialną Mafra. Tym samym miliarder uzyskał kontrolę nad najpopularniejszymi czeskimi dziennikami „Mlada fronta DNES” i „Lidové noviny”, bezpłatnym tabloidem „Metro” oraz siecią stacji telewizyjnych Óčko. W tym samym czasie niemiecka spółka Ringer Axel Springer poinformowała, iż Babiš był zainteresowany wykupem jej czeskich aktywów (m.in. największy tamtejszy tabloid „Blesk” i najpopularniejszy tygodnik „Reflex”), ale ostatecznie nie osiągnięto w tej sprawie porozumienia. Ponadto do medialnego portfolio miliardera należy najpopularniejsza stacja radiowa Czech, czyli Radio Impuls.

Przejmowanie mediów nie zawsze przychodziło Babišowi gładko. W przypadku dziennika „Lidové noviny” doszło bowiem do konfliktu z redakcją, która nie chciała uczestniczyć w politycznych planach swojego nowego właściciela. Redaktor naczelny gazety Dalibor Balšínek wraz z grupą dziennikarzy odszedł więc i założył portal Echo24.cz, należący obecnie do najbardziej krytycznych względem wicepremiera mediów w Czechach. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że miliarder cieszy się popularnością nie tylko ze względu na strukturę właścicielską rynku medialnego za naszą południową granicą. Babiš bardzo dobrze czuje się w świetle kamer i nie odmawia wywiadów nawet swoim krytykom. Było to najlepiej widać w ostatnim czasie, kiedy przez kraj przetaczała się dyskusja na temat ograniczenia jego wpływów w mediach i biznesie.

„Lex Babiš”

Koalicja socjaldemokratów, chadeków i ANO 2011 rodziła się w bólach, stąd relacje między partiami tworzącymi rząd Sobotki nie należą do wzorcowych. Niemal od początku Babiš był więc krytykowany za swoją biznesową aktywność i sprawowanie kontroli nad mediami, kiedy jednocześnie sprawuje on funkcje wiceszefa rządu. Podczas ubiegłorocznego kongresu socjaldemokratów Babiš stał się nawet głównym celem ataków ze strony premiera Sobotki. Twierdził on wówczas, że współpraca pomiędzy koalicjantami układa się bardzo dobrze, ale czeski miliarder jest w niej największym problemem. Przyjmując funkcję wicepremiera nie zrezygnował bowiem ze wspomnianej wyżej aktywności, a tym samym doprowadził do sytuacji, w której w rękach jednego człowieka skupia się najwięcej władzy od czasu upadku komunizmu w 1989 r. Babiš wzruszał wówczas ramionami i twierdził, że po pierwsze Sobotka nie powiedział niczego nowego, a po drugie on sam nie poszedł do polityki dla pieniędzy i nie wykorzystuje mediów do promowania swojej osoby. Zaprzeczają temu jednak badania przeprowadzone przy tegorocznych wyborach regionalnych i senackich. Analitycy jasno wskazali, że media wykreowały pojedynek pomiędzy ANO 2011 i socjaldemokratami (personalizując go dodatkowo do walki między Babišem a Sobotką), pokazując oczywiście w lepszym świetle tych pierwszych. Największej krytyce poddano natomiast premiera Sobotkę, który uważany jest przez Babiša za jego głównego politycznego rywala.

Nie ma w tym oczywiście niczego dziwnego. Sobotka nie tylko od dawna krytykował dominację miliardera na rynku medialnym, ale w końcu postanowił przejść od słów do czynów.Na wiosnę przedstawił założenia ustawy o konflikcie interesów, która spotkała się także z aprobatą opozycyjnej centroprawicy. Nowe prawo, ochrzczone przez media mianem „Lex Babiš” przewiduje, iż członkowie rządu nie będą mogli mieć udziałów w spółkach medialnych, a także więcej niż 25 proc. aktywów w firmach korzystających ze wsparcia publicznego. Oznacza to, że czeski wicepremier będzie musiał de facto pozbyć się swojej największej firmy, a więc Agrofertu, o ile oczywiście prezydent Zeman podpisze nowe prawo uchwalone pod koniec listopada. Partia Babiša zapowiedziała już zaskarżenie go do Trybunału Konstytucyjnego, natomiast sam wicepremier i miliarder sygnalizował kilka miesięcy temu, iż w razie przeforsowania niekorzystnych dla niego regulacji przepisze udziały w firmie na swoją żonę. Należy przy tym zaznaczyć, iż choć prawo zostało ochrzczone mianem „Lex Babiš”, to uderzy ono chociażby w polityka wspierającej zmiany partii chadeckiej, a więc ministra rolnictwa Mariana Jurečki oraz w innych biznesmenów chcących w przyszłości wejść do czeskiej polityki.

W sondażach bez zmian

Procedowanie „Lex Babiš” przez Izbę Deputowanych i następnie Senat nie zaszkodziło jednak notowaniom ANO 2011. Ostatnie sondaże nadal wskazują na wygraną partii miliardera w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych, a przewaga nad jej koalicjantami z socjaldemokracji wynosi nawet do kilkunastu punktów procentowych. Bo choć Babiš od prawie trzech lat żyje w konflikcie interesów, to jak dotąd nie został przyłapany na żadnych niejasnych transakcjach.

Marcin Ursyński



2 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz