Kibel w kaplicy pod freskami Rosena

Przed Nowym rokiem, jako korespondent wydań zagranicznych, razem z kolegami z ogólnoukraińskich gazet, radia i telewizji po raz pierwszy zostałem zaproszony na spotkanie z merem Lwowa Andrijem Sadowym. Ku naszemu zdziwieniu zaproszono nas nie na kawę z ciastkami, a na obiad w nowej restauracji ormiańskiej.

Wybrany na drugą kadencję pan Sadowyj na wstępie powiedział, że chciałby nieoficjalnie, przy stole porozmawiać z dziennikarzami, którzy mogą postawić mu różne pytania. I potoczyła się gawęda o różnych ciągle nierozwiązanych problemach komunalnych i kłopotach gospodarki miejskiej, stosunkach mera z większością radnych ze „Swobody” oraz z najwyższymi władzami Ukrainy, reprezentującymi Partię Regionów, no i oczywiście o wielkich przygotowaniach miasta do Euro-2012. Andrij Sadowyj zapewniał, że stadion zostanie wybudowany w terminie. Również w terminie będzie wyremontowana cała ulica Gródecka. Dlatego, aby Lwów wyglądał godnie, a jego mieszkańcom było łatwiej żyć, władze miasta kształcą młode kadry na Zachodzie, a za granicą, w tym też w Polsce, zapoznają się z doświadczeniami administracji miejskich. No, i chwała za to!

Padały pytania. Jak długo jeszcze będzie trwać widoczna rujnacja gmachu akademickiego teatru ukraińskiego im. Marii Zańkowieckiej (były teatr Skarbka) – zapytał z trwogą obecny z nami na obiedzie znany aktor Swiatosław Maksymczuk. Nieobojętny dla spraw kultury swego miasta Andrij Sadowyj był w tej sprawie solidarny ze sługą Melpomeny. Od razu rzekł, że niestety nie ma wpływu na zmianę takiej sytuacji, ponieważ ten teatr nie jest własnością miasta. Poradził aktorom by wraz ze społecznością Lwowa aktywniej domagać się od władz centralnych w Kijowie wydzielenia środków na remont teatru.

Akurat w tym momencie doszła kolej do mnie, abym też mógł postawić jakieś pytanie merowi naszego miasta. Licząc na odpowiedź pozytywną, zapytałem go, czy wie o lwowskich dziełach sztuki wybitnego malarza Henryka Rosena. Nie zawiodłem się – mer potwierdził, że zna sprawę. Krótko poinformowałem, że także we Lwowie rozpoczęto już przygotowania do międzynarodowej konferencji, poświęconej twórczości Rosena. Dzięki wsparciu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP oraz funduszy z Polski stało się możliwe odnowienie fresków Rosena w katedrze ormiańskiej. Lwowska Kuria metropolitalna obrządku łacińskiego po długich staraniach odzyskała kaplicę seminaryjną, udekorowaną freskami Rosena. Zostaną one też odnowione.

„Tylko, co zrobić z freskami Rosena, które obecnie znajdują się pod tynkiem w kaplicy kościoła św. Marii Magdaleny, gdzie funkcjonuje ubikacja, utrzymywana kosztem Rady Miejskiej? – zapytałem wprost pana Sadowego. Jest prawdą, że kaplica przeznaczona dla chrztu dzieci została przerobiona na ubikację za czasów reżimu sowieckiego. Jednak już ponad dwadzieścia lat żyjemy we Lwowie w innym systemie politycznym, cieszymy się z wolności, mamy demokratycznie wybrane władze miejskie. Przecież to nie komuniści czy wojujący ateiści kontynuują utrzymywanie toalety publicznej w ścianach kaplicy katolickiej, sprzyjając w ten sposób profanacji miejsca świętego we Lwowie.

Andrij Sadowyj był zaskoczony, zawczasu nie przygotował odpowiedzi na to pytanie. Próbował natychmiast demonstracyjnie dać rozporządzenie swoim pomocnikom, ażeby razem ze mną wyjaśnić szczegóły, zobaczyć co tam jest na miejscu.

A co wyjaśniać? – Pod sklepieniem kaplicy nadal sprawnie funkcjonuje kibel. Są dwa przedziały – dla kobiet i mężczyzn. Zabytkowy gmach architektury sakralnej jest na każdej mapie turystycznej Lwowa. Informator Rady Miejskiej zaprasza lwowian i gości miasta na koncerty, festiwale, czy różne zebrania do „Domu Muzyki Organowej”. „Zapomina” tylko pochwalić się, gdzie tam są freski Rosena.

Pewnie dla właściwego rozwiązania sprawy kibla w kaplicy mer miasta Lwowa musi wysłać kogoś z pracowników na studia na Zachód. A to potrwa i zabierze kawał czasu. A może ktoś z prezydentów szeregu zaprzyjaźnionych ze Lwowem miast w Polsce pomoże swemu ukraińskiemu koledze Andrijowi Sadowemu?

Konstanty Czawaga

Źródło: Kurier Galicyjski nr 1 (125) z 14-27 stycznia 2011 r.



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz