Głos w dyskusji o Wołyniu

Pod koniec lat 1930-tych wśród członków OUN istniały różne projekty rozwiązania kwestii polskiej w trakcie przyszłej rewolucji narodowej: od przymusowej repatriacji kolonistów, zasiedlonych na Wołyniu i w Galicji w latach 1920-tych i 30-tych, do „ostatecznego rozwiązania” kwestii polskiej poprzez eksterminację części ludności polskiej i wypędzenia reszty.

Był czas, kiedy cykliczne spotkania historyków polskich i ukraińskich, zatytułowane „Ukraina – Polska: trudne pytania” kończyły się uzgadnianiem protokołów zgodności i rozbieżności.

Najpierw spisywano listę punktów, w których „polska i ukraińska strony uzgodniły”, a następnie – wymieniano różnice, które zaczynały się słowami „Strona polska uważa, że…” i „Strona ukraińska uważa, że…”. Uczestnicy tych spotkań czuli się bojownikami ideologicznego frontu, broniącymi narodowej prawdy historycznej przed zakusami sąsiadów.

Zawsze mnie to irytowało. Wolałbym dowiedzieć się, co myśli konkretny profesor lub doktor Zaszkilniak albo Motyka, a nie jakaś anonimowa „strona”. Na szczęście, międzynarodowe wojny historiograficzne powoli cichną. Nie, polsko-ukraiński konflikt o „trudne” pytania historii nie znikną, ale coraz częściej debaty odbywają się nie pomiędzy narodowymi „stronami”, a pomiędzy zwolennikami różnych historycznych koncepcji, niezależnie od narodowości i obywatelstwa dyskutantów.

Gdy Wołodymyr Wjatrowycz opublikował swoją książkę „Druga wojna polsko-ukraińska. 1942-1947″, przeciwko niemu zgodnie sprzymierzyli się Ukraińcy Ihor Iljuszyn i Andrij Portnow, Polacy Grzegorz Motyka i Andrzej Ziemba, Szwed Per Anders Rudling. Historyk nie pozostał dłużny i niedawno za pośrednictwem „Historycznej Prawdy” rzucił wyzwanie do publicznej dyskusji nie jakiejś obcej „stronie”, lecz swoim rodakom, Iljuszynowi i Portnowowi, chociaż w dalszym ciągu mówi o „polskiej” i „ukraińskiej” koncepcjach. Tak więc jest powód do ostrożnego optymizmu: spory o tragedię Wołyńską w 1943 roku stopniowo tracą charakter międzynarodowego konfliktu, w którym rola historii sprowadzała się do dostarczania argumentów „stronie” własnej, na rzecz prawdziwej, akademickiej debaty.

Nie mam zamiaru wtrącać się do dyskusji na tematy, w których nie jestem specjalistą: kto rozpoczął konflikt, czy istniał rozkaz eksterminacji Polaków na Wołyniu, a jeśli istniał, kto go wydał – Prowod OUN czy osobiście dowódca UPA „KŁym Sawur”? Wypowiadam tylko kilka własnych spostrzeżeń odnośnie jednego aspektu, który wchodzi w zakres moich zainteresowań badawczych: czy antypolskie działania UPA w czasie II Wojny Światowej miały swoje źródło w ideologii i politycznej strategii OUN, ukształtowanych w latach 1929 – 1939?

Niektórzy historycy twierdzą, że cel w postaci wyeliminowania wszystkich Polaków z ziem ukraińskich, nie wykluczający fizycznej eksterminacji, OUN sformułowała już w 1929 roku. W ten sposób interpretują oni słowa z odezwy Kongresu Założycielskiego OUN o „całkowitym usunięciu wszystkich okupantów z ziem ukraińskich”. Słowo „usunięcie” jest tłumaczone jako fizyczne zniszczenie, a słowo okupanci rzekomo nie oznacza struktur państwowych, lecz wszystkich Polaków i innych przedstawicieli wrogich narodów.

W rzeczywistości w oficjalnych dokumentach OUN nie ma żadnych bezpośrednich odniesień do kwestii konieczności usunięcia wszystkich Polaków z Ukrainy. Jeśli nie będziemy wyrywać cytatu z kontekstu, i uważnie przeczytamy „Odezwę Kongresu Ukraińskich Nacjonalistów”, to stanie się jasne, w jakim sensie twórcy OUN używali słowa „okupanci”. W akapicie pierwszym odezwy czytamy: Walka Narodu Ukraińskiego o niepodległość w latach 1917 – [19] 20 zakończyła się porażką. Zniewolenie Ukrainy zmieniło tylko formę. Liczba okupantów ukraińskiej ziemi wzrosła.

Oczywiste jest, że chodziło nie o przyrost demograficzny polskiej, rosyjskiej i rumuńskiej ludności na ukraińskich ziemiach, lecz o zwiększenie liczby państw-okupantów z dwóch (Rosja i Austro-Węgry) do trzech (ZSRR, Polska, Rumunia) lub czterech (w OUN wówczas nie było zgodności, czy należy uważać Czechosłowację za okupanta). Tak więc „usunięcie wszystkich okupantów z ukraińskich ziem” należy rozumieć tylko jako likwidację panowania okupantów nad tymi ziemiami.

Jednocześnie charakterystyczny dla integralnego nacjonalizmu pogląd na naród jako zbiorową osobowość logicznie prowadził do przekonania, że wrogami narodu ukraińskiego są nie tylko rządy i klasy panujące państw-najeźdźców, lecz całe „wrogie narody”. Wydana przez Krajowy Prowod OUN broszura „Nasza walka: jej cele, drogi i metody” (1931) podkreślała, że narodowymi wrogami Ukraińców są nie tylko rządy, ale także narody, z woli których rządy istnieją i panują – Polacy, Rosjanie, itd. Członek Prowodu OUN Wołodymyr Martyneć ostrzegał zwolenników przed szerzeniem „niebezpiecznej” idei, że ukraińskie, rosyjskie i polskie masy ludowe jednakowo cierpią z powodu wyzysku władzy. Władza wyzyskiwaczy, twierdził on, – „jest emanacją narodów polskiego i rosyjskiego […]. Zupełne przeciwnie, niż socjaliści, którzy głosili solidarność w walce przeciwko „władzy wyzyskiwaczy”, my głosimy walkę z wrogimi narodami, wszystkimi ich członkami, we wszystkich dziedzinach.”

Podzielając pogląd na Polaków jako na naród wrogi, członkowie Prowodu OUN inaczej widzieli cele i środki. Dmytro Andriewśkyj uważał, że rewolucyjny czyn OUN będzie „reedukował” Polaków, przyzwyczajając ich do uznawania Ukraińców za ich równorzędnych przeciwników, z którymi trzeba się liczyć. Ostatecznie, miał on nadzieję, Polacy przekonają się, że dążenie do zachowania panowania nad Zachodnią Ukrainą nie opłaci się Polsce:

Musimy tak walczyć, aby posiadanie tych ziem dla Polaków stały się bardziej kosztowne, tak pod względem materialnym, jak i moralnym, bardziej ciężkie i nie do zniesienia, niż opuszczenie tych ziem.

Andriewśkyj uważał, że jest możliwe drogą upartej walki zmuszenie Polaków do wyciągnięcia wniosku, że dla Polska będzie korzystniejsze zaakceptowanie utraty ziem zachodnioukraińskich, uzyskując w postaci zjednoczonej Ukrainy przeciwwagę dla Rosji, niż utrzymując ją przy sobie za wszelką cenę, zaryzykować „dezorganizację całego organizmu państwa polskiego i jego zniszczenia, jak to już było przeszłości…”.

Inny członek Prowodu Organizacji, Mykoła Sciborśkyj. nie wierzył w możliwość reedukacji wrogów i przewidywał siłowe rozwiązanie problemu obcej kolonizacji przez przyszłą ukraińską władzę:

Taobcapasożytnicza narośl na naszym narodowym organizmie zostanie wyrwana z korzeniami. Musimy założyć, że większość z tych osiadłych na Ukrainie moskiewsko-polskich i innych przybłędów zostanie materialnie i fizycznie zniszczona już w początkowym okresie rewolucji. Resztki wrogiej kolonizacji nacjonalistyczny rząd zlikwiduje prawnymi i administracyjnymi środkami. […] Można przewidzieć, że taka likwidacja wrogiej kolonizacji wywoła biadanie różnych czynników na temat „humanizmu”, „legalności” i tak dalej. Tej pełnej hipokryzji demagogii nasza władza państwowa nie będzie brała pod uwagę tak samo, jak teraz nie liczą się okupanci z płaczem i ofiarami okradanej ukraińskiej wsi. Tam gdzie las rąbią, tam wióry lecą! Wyjątek może być zastosowany do tych kolonistów (pochodzących z wrogich Ukrainie narodowości), którzy osiedlili się na naszych ziemiach jeszcze za dawnych czasów…

Widzimy, że Sciborśkyj mimo wszystko uczynił wyjątek dla potomków dawnych osadników, którzy w przyszłości zostaną zasymilowani przez naród ukraiński. Znacznie bardziej rygorystyczne środki w odniesieniu nie tylko do kolonistów, lecz do wszystkich Polaków mieszkających na ziemiach ukraińskich proponował zastosować inny prominentny działacz OUN – Mychajło Kołodzinśkyj w „Wojennej doktrynie ukraińskich nacjonalistów”:

Naszepowstanie manie tylko za zadanie zmienić system polityczny. Ono musi oczyścić Ukrainę z obcego, wrogiego elementu oraz z niedobrego własnego, rodzimego. Tylko w czasie powstania będzie okazja wymieść dosłownie do ostatniej nogi polski element z Z[achodnich] U[kraińskich] Z [iem] i w ten sposób skończyć z polskimi pretensjami do polskiego charakteru tych ziem. Polski element, który stawi czynny opór musi paść w walce, a resztę trzeba sterroryzować i zmusić do ucieczki za Wisłę.

Ponieważ nie wolno dopuścić do tego, żeby po zdobyciu Z.U.Z., polski element mógł żyć tutaj pomiędzy Ukraińcami. Z.U.Z. w przyszłym państwie ukraińskim powinny być czyste pod względem narodowym, gdyż ziemie te mają szczególne znaczenie dla przyszłego ukraińskiego państwa, i dlatego nie będzie czasu na walkę z polskim elementem, jeśli taki wyszedłby całkowicie nie złamany z powstania. […] Musimy pamiętać, że im więcej wrogiego elementu padnie w czasie powstania, tym łatwiej będzie odbywać się budowa państwa ukraińskiego i tym silniejsze ono będzie.

Czytając te wytyczne, trudno oprzeć się wrażeniu, że to właśnie nimi kierowali się dowódcy oddziałów UPA atakujących polskie wsie na Wołyniu w lecie 1943 r. Jednak Kolodzinśkyj napisał swoją „Wojenną doktrynę” jeszcze wiosną 1938 r. Czy to oznacza, że już wtedy OUN miała plan czystki etnicznej i tylko czekała na dogodną okazję? Nie należy spieszyć się z takimi wnioskami. Nie wiadomo, czy poglądy Kołodzinśkiego podzielali inni czołowi działacz OUN, czy dyskutowali nad tymi propozycjami w okresie lat 1938 i 1943. Problem wymaga dalszych badań.

Tak więc, pod koniec lat 1930-tych wśród członków OUN istniały różne projekty rozwiązania „kwestii polskiej” w trakcie przyszłej rewolucji narodowej: od przymusowej repatriacji kolonistów, zasiedlonych na Wołyniu i w Galicji w latach 1920-tych i 30-tych, do „ostatecznego rozwiązania” kwestii polskiej poprzez eksterminację części ludności polskiej i wypędzenia reszty na etniczne ziemie polskie. Jednocześnie nie ma wystarczających podstaw, aby uznać, że ostatnia koncepcja, którą zaproponował w szczególności Kołodzinśkyj, została przyjęta przez OUN jako kierunek działania.

Mamy podstawy przypuszczać tylko to, że wśród aktywu OUN jeszcze przed wojną istniała grupa, która składała się ze zwolenników radykalnych poglądów na temat rozwiązania „kwestii polskiej”. Wydaje się, że początkowo nie miała ona decydującego wpływu na działalność organizacji. Jednak eskalacja przemocy w czasie wojny, krótkowzroczne działania polskiego rządu na wygnaniu i polskiego podziemia, wreszcie początek radykalnego przełomu w przebiegu wojny, który skłonił OUN do przyspieszenia realizacji swoich planów – to wszystko doprowadziło do wzrostu wpływów grupy radykalnej, zwłaszcza na Wołyniu. Wówczas także wśród polskich przywódców wzięli górę zwolennicy bezkompromisowego stanowiska. Ofiarami konfliktu dwóch nacjonalizmów były dziesiątki tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci na Wołyniu, Chełmszczyźnie i w Galicji, z których większość prawdopodobnie nie zorientowała się nawet, że umiera w imię jakiejś wyższej państwowej racji.

OleksandrZajcew

Źródło: Zaxid.net

tłumaczenie: Wiesław Tokarczuk

Poglądów wyrażonych w artykule nie należy utożsamiać ze stanowiskiem portalu KRESY.PL

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz