Dumy antysowieckie z XVI w.

Fałszem i zabobonem jest gadanie, jakoby Renesans (i ten nasz, i ten europejski) odciął się zupełnie i programowo od Średniowiecza. Nieprawda.

Zakazany śpiewnik



Lat temu, aż wstyd rzec: dwadzieścia pięć, za komuny, organizowałem w duszpasterstwie, jako niedoświadczony studencina, pośpiewajkowe samowarki. Były tematyczne, co tydzień inne, zasadniczo staropolsko-romantyczne, najdalej legionowe.

Wyszukiwałem stare śpiewniki, przepisywałem je, kserowałem, a potem robiłem za gawędziarza i zapiewajłę. Podczas jednego z bibliotecznych rekonesansów natrafiłem na „Śpiewnik historyczny z XVI wieku”, a w nim – aż mi adrenalina podskoczyła! – prawdziwe, antyradzieckie utwory! Bo tak tylko można było wówczas zakwalifikować zwrotki, w których chwalono Bolesława Chrobrego za to, że „Rozszerzał Polskę w granice szeroko, | Póki miecz zasiągł, i zajrzało oko”, a przy okazji „harde skrócił… ruskie pany”.

Cenzor w xero i w Kongresówie

Pamiętam, że pan w prywaciarskim xero, w którym powielaliśmy śpiewnik, podejrzliwie zerknął na przepisany na maszynie tekst … i odmówił xerowania (teraz domyślam się, że musiał to być jakiś milicjant na emeryturze, bo tylko tacy wówczas dostawali koncesje na prowadzenie xero).

Ten pan nie był jednak pierwszy. Już carski cenzor nie mógł się z szenastowiecznym śpiewnikiem pogodzić i kazał powykreślać większość inwektyw bijących w Ruskich. Tak więc z wiersza pierwszego, o Lechu, znikło proroctwo mówiące, że „Nie długo czekać, ledwie co lat minie, | Gdy zdradna Moskwa od Polanów zginie”. Przy Stefanie Batorym nieprawomyślne okazało się stwierdzenie, że za tego monarchy „Moskwicin” został „uskromiony”, zaś przy Bolesławie Krzywoustym, że był „oszukan od zdradliwey Rusi”. Najzabawniejsze, że ingerencje cenzora dosięgły tylko trakskrypcji, gdzie odpowiednie wiersze zastąpione zostały kropeczkami – podczas gdy tuż obok widnieją reprodukcje pierwodruku, których cenzor nie tknął. Może nie potrafił przeczytac szesnastowiecznej czcionki? W każdym razie każdy czytelnik mógł przeczytać każdy z inkryminowanych wierszy, wydrukowany obok dowodu cenzorskiej ingerencji – i mógł przekonać się dowodnie o głupocie cenzora.

Średniowiecze w renesansie

Ale czas wreszcie powiedzieć cokolwiek o rzeczonych pieśniach. Więc najpierw rzec wypada, że fałszem i zabobonem jest gadanie, jakoby Renesans (i ten nasz, i ten europejski) odciął się zupełnie i programowo od Średniowiecza. Nieprawda. Owszem, wiele się przemieniło i przemieliło, ale całkowity rozdział nie nastąpił. Jedna i druga epoka trwały czas jakiś jednocześnie – jak w nadprożach wawelskich portali późnogotyckie laskowania współistnieją z renesansowym detalem.

Bo kultura renesansu nie mogła obyć się bez kultury średniowiecznej, czyli bez swojej przeszłości. W przypadku Polski da się nawet powiedzieć więcej: że dopiero w epoce renesansu nasze średniowieczne dzieje znalazły godny wyraz w sztuce i poezji polskiej.

Bo, na przykład, o ile bitwę w wąwozie Ronsewalskim i śmierć Rolanda opiewa arcydzieło poezji francuskiej wieku XI, jak też ukazuje ją mnóstwo francuskich, średniowiecznych miniatur – to naszą bitwę pod Grunwaldem opiewaliśmy i obrysowywaliśmy w sposób godny dopiero w renesansie, czyli w wieku XVI (nie licząc Długosza, no, ale to proza).

Bo o ile opowieść o koronacji Bolesława Chrobrego zapisał już Gall Anonim, to dopiero artyści wieku XVI w ogóle postawili te scenę potomnym przed oczy.

Bo o ile kamienny poczet królów francuskich pojawił się ma ścianach katedry rejmskiej już w wieku XIII, to pierwszy rzeźbiony poczet Piastów – dopiero na renesansowej bramie zamku w Brzegu.

Bo dopiero Kochanowski przeniósł piastowską i jagiellońską genealogię w najwyższe rejestry poetyckie, godne innych literatur europejskich, gdy napisał: „Kto mi dał skrzydła, kto mię odział pióry | I tak wysoko postawił…”; mamy tu prawdziwy katalog polskich władców, poczawszy od Lecha („Kto by cię nie znał, Lechu Słowianinie…”) aż po Zygmunta („za którego Polska zakwitła…”).

Śpiewnik królewski

Ów wiersz Kochanowskiego był niewątpliwie chętnie śpiewany, skoro w kilkadziesiąt lat później pojawił się druk o następującym napisie na karcie tytułowej: „Katalog książąt i królów polskich albo porządek a ordunk począwszy od Lecha I aż do dzisiejszego Zygmunta III rytmem polskim dla snadniejszej pamięci uczyniony. Śpiewanie może być jako: Kto mi dał skrzydła, albo jako o Potopie: Boże mój, racz się nade mną zmiłować”. Wewnątrz znalazło się czterdzieści sześć rymowanych biogramów monarszych, skompilowanych przez udatnego, acz zdecydowanie nie genialnego wierszopisa, Teodora Zawackiego. To właśnie był ów śpiewnik antysowiecki, od którego zacząłem.

Zygmunt Gloger, który tomik ów przed stuleciem wydał jako „Nieznany śpiewnik historyczny polski z końca wieku XVI-go” – intensywnie poszukiwał wymienonych w tytule melodii; nie znalazł ich, natrafił za to na czterogłosowy utwór „O królach polskich”, który do tekstów pomieszczonych w tajemniczym druczku pasował doskonale, może nawet po prostu dla nich został skompnowany (uczciwie przyznać należy, że Gloger połączył tytuł z drukiem na podstawie bibliograficznego domysłu – w jedynym znanym mu egzemplarzu karta tytułowa się nie zachowała, zaś sam tytuł wypłynął kędy indziej).

Czterogłosowy zapis pozwala na zaśpiewanie „katalogu” zarówno chórem, jak jednogłosowo, z akompaniamentem lutni. I można bez wątpienia uznać, że dla Sarmatów epoki Zygmunta Wazy był to cykl „dum” historycznych – tak jak dla ich potomków były nimi „Spiewy historyczne” Niemcewicza. Wielu królów otrzymało epitety świadczące o wojennym męstwie, a wszyscy (prócz Zygmunta Wazy) w momencie komponowania cyklu przenieśli się już do wieczności.

Jacek Kowalski

– – – – – – – – – – – – – – – – – – –

W załączeniu: Duma o Bolesławie Chrobrym pomieszczona w „Śiewniku historycznym polskim z końca wieku XVI-go”, z melodia opublikowaną przez Zygmunta Glogera. Śpiewa Jacek Kowalski, gra na tenorowej lutni renesansowej Henryk Kasperczak. Nagranie sporządzone specjalnie dla www.kresy.plna Zamku Kórnickim, zrealizował Robert Rekiel.

– – – – – – – – – – – – – – – – – – –

Reklama

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.





Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz