Dość finansowania Agnieszki Romaszewskiej przez polskiego podatnika

Agresywna, arogancka, stosująca dyskurs wykluczenia, a ponadto dyletancka, mająca skłonność do mijania się z prawdą i zawdzięczająca swoją pozycję noszonemu po ojcu nazwisku, a nie osobistym kompetencjom. Agnieszka Romaszewska śmiało zasługuje na miano Dawida Wildsztajna w spódnicy – pisze Marcin Skalski.

„Mają skłonność do przypisywania sobie monopolu na prawdziwą polskość i patriotyzm, odmawiając go wszystkim dookoła. Mnie zaś bardzo trudno zarzucać brak patriotyzmu. Nawet genealogicznie – jestem córką opozycjonistów walczących z PRL, wnuczką powstańców warszawskich, prawnuczką konspiratorów z czasów zaborów i okresu I wojny światowej, prapraprawnuczką powstańca listopadowego”– mówiła Agnieszka Romaszewska w wywiadzie dla portalu Fronda.plo narodowcach. Jest to bardzo odważne stwierdzenie jak na kogoś, kto stoi na czele telewizji produkującej filmy szkalujące Żołnierzy Niezłomnych. Dyrektorka utrzymywanej z pieniędzy polskiego podatnika telewizji Biełsat, a taką funkcję pełni Agnieszka Romaszewska, ma jednak bardzo specyficzne rozumienie patriotyzmu polskiego, którego nie można jej rzekomo odmawiać – choć sądzę, że bez względu na genealogię przynajmniej część z przodków jej patrzyłaby na jej działalność z dystansem. Co więcej, Romaszewska nie ukrywa nawet, że zasługi antenatów są dla niej swego rodzaju alibi i mają jej dać glejt osoby nietykalnej.

Dyskurs wykluczenia

Jeden z podstawowych zarzutów wobec Romaszewskiej został wygłoszony przez nią samą, należy jedynie zmienić adresata. Prawda jest taka, że to właśnie Romaszewska odmawia innym patriotyzmu.

„Jego poglądy na temat spraw wschodnich są, delikatnie mówiąc, kontrowersyjne. A raczej powiedziałabym, że to są poglądy nie do przyjęcia. Nie każdy musi podzielać moje przekonanie, że należy wspierać Ukrainę, ale bycie ukrainofobem to jak bycie antysemitą[…] twierdził, że w zasadzie należy poczekać, aż Ukraina wyniszczy się w konflikcie z Rosją, albo że należy żądać autonomii dla Polaków na Ukrainie (nie wiem gdzie, bo tam nie ma terytoriów zamieszkanych przez zwarte grupy polskiej mniejszości)”mówiła dyrektorka Biełsatu na temat Marcina Palade, socjologa, komentatora politycznego i dziennikarza. Romaszewska sama przyznaje, że poglądy Palade na polską rację stanu na Wschodzie są przyczyną, dla której nie powinien pracować dla publicznego radia, bo jest to „człowiek, który chce nas skłócić z sąsiadami”. Jak na kogoś, kto sam pracuje w medium publicznym (Biełsat podlega Telewizji Polskiej) i jest beneficjentem panującego systemu, nie przechodząc właściwie żadnej weryfikacji, to dość zuchwałe oskarżenia. Z tej pozycji Romaszewska bawi się w „policję myśli”, próbując dokonywać wręcz instytucjonalnego przesiewu tych, z którymi się nie zgadza. Zauważmy, że w całej tyradzie Romaszewskiej nie pojawia się ani jeden merytoryczny zarzut. Wprawdzie konstatuje ona, iż postulaty Palade co do autonomii Polaków na Ukrainie mogą nie mieć zaczepienia, bo nie ma tam zwartych skupisk polskiej ludności, ale takie miejsca sam mógłbym Romaszewskiej – Marcin Palade zapewne też – bez problemu wskazać (np. Żytomierszczyzna, poza tym, wcale nie musi chodzić o autonomię terytorialną). Co więcej, Ukraina właśnie zapowiada wprowadzenie poprawek do własnej konstytucji, które mają wprowadzić autonomię kulturowo-terytorialną dla Tatarów krymskich i to na obszarze pozostającym poza realną władzą państwa ukraińskiego, a więc jeszcze bardziej wyabstrahowaną od rzeczywistości.

Romaszewska stosuje zarazem zabieg polegający na weryfikacji czyjegoś patriotyzmu przez stosunek do Litwy czy Ukrainy, który to stosunek ma decydować o tym, czy dana osoba może pracować w mediach publicznych. Faktycznie, tak definiowanego „patriotyzmu” Agnieszce Romaszewskiej rzeczywiście nie ma co odmawiać.

Przypomnijmy jeszcze raz słowa dyrektorki Biełsatu o narodowcach: „Mają skłonność do przypisywania sobie monopolu na prawdziwą polskość i patriotyzm, odmawiając go wszystkim dookoła”. Czy to właśnie nie Romaszewska odmawia innym patriotyzmu? Można odnieść wrażenie, że jeśli atakuje ona kogoś, z kim się nie zgadza, to tak naprawdę stosuje argumentację mogącą być wykorzystaną z powodzeniem i twardym uzasadnieniem merytorycznym przeciwko niej samej.

Romaszewska i tak obeszła się z Palade delikatnie. Z wyżyn swojego przenikliwego intelektu potrafi ona po prostu odmówić komuś prawa uczestnictwa w debacie publicznej, dezawuując kompetencje intelektualne całych grup społecznych. Przykładem może być poniższy wpis, w którym nazywa bliżej nieokreślonych „realistów” durniami:

Innym razem Romaszewska komunikuje, że nie życzy sobie polskich narodowych radykałów z ONR w katedrze białostockiej:

Niech nie umknie naszej uwadze fakt, że patriotyczna młodzież, która w przeciwieństwie do Romaszewskiej działa za własne pieniądze, jest nazywana przez nią pogardliwie „koleżkami”.

Innym razem Romaszewska już nie tylko odmawia innym patriotyzmu, ale wręcz sama stawia się w roli osoby, od której należy się go uczyć. Dyrektorka telewizji Biełsat zwróciła się w ten sposób do Roberta Winnickiego, współtwórcy fenomenu pokoleniowego, jakim jest Marszu Niepodległości, a obecnie także posła na Sejm RP:

Durnie, pętaki i dyletanci – tym są dla walczącej o demokrację dla Białorusinów Romaszewskiej jej oponenci.

Żadnych świętości

Im bardziej się będziemy wgłębiać w patriotyzm Agnieszki Romaszewskiej, tym więcej pytań o jego realną treść mamy prawo stawiać. Kuriozalną jego interpretację wyłożyła sama Romaszewska:

Mówiąc językiem interesu: jeżeli chcemy promować nasz interes narodowy, to musimy uwzględniać także interes naszych sąsiadów i partnerów”mówiła Frondzie.pl.Agnieszka Romaszewska tłumaczy gdzie indziej, jak rozumie „promocję naszego interesu narodowego”:

„Wydarzenia, o których mówimy, miały miejsce prawie 80 lat temu i nie mogą być wyznacznikiem współczesnych stosunków Polski i Ukrainy. Dlatego uważam, że należałoby przyjąć uchwałę upamiętniającą tamte wydarzenia, zaznaczyć, że to było ludobójstwo, i na tym koniec. Jednym z największych błędów byłoby ustanowienie święta w rocznicę rzezi wołyńskiej i jeszcze nazwanie go dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian”– wyłożyła szefowa Biełsatu w wywiadzie dla „Wprost”. Nie życzę nikomu, nawet Romaszewskiej, by w taki pogardliwy sposób odnoszono się do jej własnej, osobistej pamięci, bo przecież część ocalonych z rzezi wołyńskiej jeszcze żyje, żyją też ich potomkowie i na pewno jakaś grupa tych ludzi czyta wynurzenia podobne do cytowanych.

Po drugie, niby dlaczego rocznica apogeum ludobójstwa na Polakach miałaby nie być świętem państwowym? Jaki „interes” miałby za tym przemawiać? Sposób myślenia Romaszewskiej – na szczęście będący w coraz większej defensywie – polega na łaskawym rzuceniu ochłapu w postaci uchwały wołyńskiej, ale nie po to, by uczcić pamięć pomordowanych, lecz po to, by „problem” Wołynia już nie wadził. Wszak „jeżeli chcemy promować nasz interes narodowy, to musimy uwzględniać także interes naszych sąsiadów i partnerów”, co tłumaczy niechęć Romaszewskiej do ustanawiania święta dedykowanego ofiarom ukraińskich zbrodniarzy mających za wschodnią granicą status bohaterów. Jeśli zresztą stosuje się, jak czyni to Romaszewska, opis taki jak przytaczany: „To była okropna tragedia prostych ludzi na Ukrainie Zachodniej”, to nie ma wątpliwości, że dyrektor Biełsatu „uwzględnia interes naszych sąsiadów” całkiem na serio. Do 1945 roku nie było bowiem żadnej „Zachodniej Ukrainy” na Wołyniu, lecz okupowane przez Niemców bądź Sowietów terytorium Polski.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Romaszewska: nie używam słowa „Kresy”, bo to przeszkadza Ukraińcom

Duża wyrozumiałość – byle nie dla Polaków

Swoje skrajne – w optymistycznym wariancie – dyletanctwo Romaszewska wykazuje także, gdy zabiera głos na temat stosunków polsko-litewskich i Polaków Wileńszczyzny. Jest ona szczególnie cięta na lidera Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, Waldemara Tomaszewskiego:

„Co tu dużo mówić, to poważny błąd wspieranie tego człowieka, któremu najwyraźniej za mało jest Polaków i stara się o względy Rosjan litewskich”– mówiła o szefie AWPL Romaszewska w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl. Ten sposób myślenia obnaża już nie tylko hipokryzję całego reprezentowanego przez Romaszewską środowiska, które rozpoznaje się m.in. po agresywnej retoryce wobec Waldemara Tomaszewskiego. Lider AWPL, jak nikt inny, ma demokratyczną legitymację do reprezentowania społeczności polskiej na Litwie. Sądzę, że Romaszewska o tym akurat doskonale wie, tyle że jej „demokratyzm” ogranicza się do Białorusinów. Z kolei podkreślone stwierdzenie, iż liderowi naszych rodaków z Wileńszczyzny „za mało jest Polaków”sugeruje jednoznacznie, że walka o podmiotowość narodową i polityczną tamtejszej społeczności polskiej to nic więcej, tylko widzimisię Tomaszewskiego, który akurat nie ma nic lepszego do roboty.

Po drugie, to sama Republika Litewska po uzyskaniu niepodległości zdecydowała o nadaniu obywatelstwa etnicznym Rosjanom, dlatego też o ich głosy rywalizuje nie tylko AWPL, ale każda poważna licząca się siła polityczna na Litwie, mogąca być dlań atrakcyjną. Polacy i Rosjanie jako mniejszości narodowe są na Litwie skazani na współpracę, więc „staranie się o względy Rosjan litewskich” jest tu postawą jak najbardziej wskazaną. Zachodzi zresztą obawa, że po prostu Polacy Wileńszczyzny nie odpowiadają wyobrażeniom i oczekiwaniom tych, którzy chcieliby weryfikować czyjąś polskość przez pryzmat stosunku do Rosjan. W dającej się przewidzieć przyszłości Polacy Wileńszczyzny nie będą antyrosyjscy, a mimo tego można zaryzykować tezę, że większość z nich, na czele z samym Tomaszewskim, ma z polskością więcej wspólnego niż Romaszewska, której podobno „nie sposób zarzucić braku patriotyzmu”.

Na marginesie warto zauważyć, że zamykanie się na wyborców tylko dlatego, że jako pełnoprawni obywatele Litwy są etnicznymi Rosjanami, byłoby po prostu szowinizmem, przed którym tak ponoć wzdryga się Romaszewska („Mam nadzieję, że PiS mimo wszystko zachowa się odpowiedzialnie i jeżeli będzie trzeba, narazi się tym środowiskom, w istocie szowinistycznym, choć określają się jako „kresowe”).

Żeby jednak zasiać wątpliwość co do uwikłania niżej podpisanego w „ruską agenturę” i nie bronić nadmiernie Rosjan – choć Romaszewska Putina widzi pewnie nawet we własnej lodówce, nagminnie stosując reductio ad Putinum– to trzeba przytoczyć także istotny fakt, iż zarówno Rosjanie, jak również Litwini to na Wileńszczyźnie ludność napływowa. Jedynie Polacy są tam autochtonami, więc zapewne to oni wiedzą najlepiej, z kim się układać, by zachować tam polskość. Jeśli zaś Agnieszka Romaszewska położyła jakieś istotne zasługi dla polskiej kultury i języka na Litwie, to niech choć raz odstąpi od swojej osławionej skromnościi pochwali się publicznie swoimi osiągnięciami, jeżeli chce uchodzić za autorytet w tej sprawie. Jak na razie to AWPL i Waldemar Tomaszewski – w przeciwieństwie do Romaszewskiej – nie zrobili nic, co pozwalałoby negować ich przywiązanie do własnych korzeni.

Polacy na Litwie, aby uzyskać aprobatę Romaszewskiej, muszą się najwyraźniej bardziej postarać. Bezwarunkowe poparcie Romaszewska deklaruje jedynie wobec białoruskiej opozycji antyłukaszenkowskiej, o której szefowa Biełsatu mówi, iż „w zamian za pomoc nie należy niczego konkretnego [od niej] wymagać”. Romaszewska wypowiada taką deklarację w wywiadzie dla portalu ZW.lt, mimo że sama zauważa, iż „oczywiście są pewne grupy nacjonalistyczne, które mają do Polski stosunek nie najlepszy”. Szefowa Biełsatu nie ukrywa wręcz, że uważa się za eksperta w dziedzinie stosunków polsko-białoruskich, o czym świadczy fragment odpowiedzi na pytanie o wizerunek Polski wśród Białorusinów:

Być może nie jestem najlepszą osobą, która może o tym mówić, bo za dużo o tym wiem(śmiech). Żeby uogólniać pewne zjawiska, to lepiej wiedzieć mniej. Jednak w danym wypadku pokuszę się o pewne uogólnienie”– mówiła Romaszewska z właściwą sobie profesjonalną metodologią analizy rzeczywistości. W innym miejscu Romaszewska wykazuje się wręcz zdolnościami profetycznymi, wieszcząc w roku 2011 koniec Łukaszenki po protestach białoruskiej opozycji. W audycji dla Polskiego Radia pt. „Romaszewska: Łukaszenka podpisał wyrok na siebie”dyrektorka Biełsatu zapowiadała:

„Myślę, że ta fala represji, którą Łukaszenka podjął, paradoskalnie rzecz biorąc – on tego nie wie, ale ja to wiem– wzmocni opozycję”prorokowała Romaszewska występująca w charakterze znawczyni Białorusi[od 1:12].

Pozostawiając na boku rozważania o zasięgu wiedzy Agnieszki Romaszewskiej na temat czegokolwiek, należy zauważyć rażącą dysproporcję w stosunku do opozycyjnych środowisk białoruskich i – było nie było – własnych rodaków. Może wynika ona właśnie z „patriotyzmu”, którego przecież „nie można odmówić” szefowej Biełsatu?

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Skandal w MSZ. Resort wydaje ponad 24 razy więcej na Biełsat niż na media polskie na Białorusi

Małe kłamstewka i duże kłamstwa

Agnieszka Romaszewska ma też niestety predylekcję do mijania się z prawdą, czego doświadczył m.in. niżej podpisany. W kolejnym wywiadzie dla portalu Fronda.plokreśla mnie jako sprawcę „nękania” jej i niejakiego Marcina Reya, regularnego kłamcy, który w ramach zabijania czasu screenuje facebookowe posty rozmaitych ludzi podejrzewanych przez niego o „prorosyjskie” poglądy i niekiedy zgłasza je policji. Wszystkie 24 (słownie: dwadzieścia cztery) zarzuty, o postawienie mi których wnioskował Rey, zostały zresztą oddalone jeszcze na etapie postępowania policyjnego. Zresztą, jeśli Rey czuje się dotknięty określeniem „kłamca”, to niech poda mnie wreszcie do sądu, jak to się w przeszłości odgrażał, a ja chętnie wykażę na wielu przykładach, że jest to określenie jak najbardziej adekwatne.

Nawiasem mówiąc, niezbyt ceniony przeze mnie syn komunistycznego dyplomaty Witold Jurasz wzywał na antenie Polsat News 2[od 32:30], gdzie gościł jeszcze mniej cenionego przeze mnie Reya, by zajął się mną sam Zbigniew Ziobro, co utwierdza mnie w przekonaniu, iż środowisko to nie zauważa już nawet własnej śmieszności. Czekam w każdym razie na interwencję ministra sprawiedliwości, może będzie prawie tak samo zabawnie jak podczas składania na policji zeznań w sprawie „gróźb” wobec Marcina Reya.

ZOBACZ: Witold Jurasz: zalegalizowanie związków partnerskich leży w interesie bezpieczeństwa Polski [+VIDEO]

CZYTAJ TEŻ: Witold Jurasz: przypominanie o historycznych granicach Polski leży w interesie Rosji

Zaś co do Romaszewskiej, to również i ona kłamie, gdyż za żadne nękanie nie zostałem nigdy skazany (jestem osobą niekaraną), więc taka przypisywana mi czynność nie miała nigdy miejsca, a powielanie tej fałszywej informacji jest pomówieniem. Romaszewska więc nie tylko obraża, ale i pomawia swoich oponentów. Wespół z rzeczonym Reyem dyrektorka Biełsatu chciała zresztą „wydłubywać” z Polskiego Radia wspomnianego na początku Marcina Palade:

Zresztą, Rey, który jest dobrym znajomym i najwyraźniej źródłem informacji Romaszewskiej, już zupełnie bezczelnie i bez żadnego dowodu przypisał mi radość ze śmierci jej ojca, Zbigniewa Romaszewskiego, który to „fakt” opublikował portal Fronda.pl, nieprzypadkowo chyba pozostający w dobrej komitywie z samą Romaszewską. Tej nieprawdziwej informacji zaprzeczam, mimo że nie jestem zwolennikiem działalności klanu Romaszewskich, w tym także nieżyjącego już Zbigniewa Romaszewskiego. Zmarły w 2014 roku senator zresztą sam ma swoje anty-zasługi (jak podaje prof. Zdzisław J. Winnicki z Wrocławia, Romaszewski w ogóle negował polską identyfikację narodową rodaków na Białorusi – taki to był „patriota”), tak jak i ma je Bronisław Wildstein („były” mason, skrajny ukrainofil -> ZOBACZ VIDEO), którego syn jest zwulgaryzowaną odmianą ( -> ZOBACZ VIDEO) tego samego typu ludzkiego co szefowa Biełsatu – tak jak i ona będący zresztą na kierowniczym stanowisku w publicznej telewizji głównie z powodu odziedziczonego nazwiska.

Podsumowanie

Przy wszystkich wątpliwościach wobec Agnieszki Romaszewskiej nie ma sensu przesądzać, czy można jej odmawiać patriotyzmu czy też nie. Na mojej aprobacie pod tym względem zapewne wcale jej nie zależy i to z wzajemnością. Zaś licytowanie się na patriotyczne zasługi i martyrologię własnych przodków, choć tutaj nie musiałbym odczuwać wobec Agnieszki Romaszewskiej żadnych kompleksów, jest po prostu niesmaczne. Romaszewska jaka jest, każdy widzi. Najważniejsze jednak, by swoją „patriotyczną” działalność przestała ona wreszcie prowadzić za nasze pieniądze.

A więc – dość finansowania Agnieszki Romaszewskiej przez polskiego podatnika.

Marcin Skalski



8 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. endek :

    Bardzo celnie przedstawił Pan szkodliwość tej kobiety dla polityki wschodniej RP. III RP to chyba jedyne państwo na świecie, które w myśl głupiej doktryny o „nieuniknionej i rychłej” agresji innego państwa (wiemy doskonale jakiego), gotowe jest na całkowitą rezygnację z własnych interesów na rzecz takich potęg jak… 3 milionowa Lietuva czy bankrutująca banderowska ukraina, licząc na to, że tym pozyska ich wsparcie w wypadku tejże agresji. Niektórzy w tej swojej paranoi i putinofobii gotowi negować polską historię ziem dawnej Litwy i Rusi oraz wyrażać się z pogardą o rodakach wciąż te ziemie zamieszkujących. Naprawdę nie znam innego państwa prowadzącego tak głupią polityką wobec sąsiadów. Jeśli to nie jest rusofobia i mocno zakorzeniony lęk przed ruskimi, to jest to chyba tylko amerykańska agentura mającą na celu uniemożliwienie nam prowadzenia własnej polityki wschodniej

    • zefir :

      Ja myślę,że Romaszewską kieruje nie tylko rusofobia i antypolonizm,ale także,a może głównie,własny partykularny materialny interes realizowany pod szyldem jej interesownego „patriotyzmu”.Kobitka ma to w swoich genach-to bowiem jej ojciec Zbigniew w żenujący,chociaż sądowy sposób wymusił na III RP zapłatę ok.240 tys zł za swą walkę o lepsze jutro takich jak jego córa „patriotów”.Niech sobie orze jak może,tylko nie w nepotycznych uwarunkowaniach na koszt polskiego podatnika!

  2. jazmig
    jazmig :

    Szukanie współpracy z ludźmi, którzy tworzą kult dla zbrodniarzy mordujących w bestialski sposób Polaków, to jest po prostu zdrada. Romaszewska, Kaczyński, Macierewicz i inni z PiS, ale również Tusk, Schetyna, Kopacz i pozostali wspierający banderowskie władze Ukrainy są zdrajcami Polski.