Dobra literatura pogranicza polsko-białoruskiego

Po naszej stronie granicy jednym z jej przedstawicieli jest Michał Androsiuk, po drugiej stronie Wiktar Sazonau.

Michał Androsiuk urodził się w roku 1959 w Hajnówce. Dziennikarz, publicysta, pisarz tworzący w języku białoruskim i polskim. Wychowywał się w Wojnówce, białoruskiej wsi leżącej tysiąc metrów od granicy z Białorusią. W języku białoruskim wydał trzy tomy opowiadań: Miascowajagrawitacja– Białystok 2004, Biełykoń– Białystok 2006, Firma– Białystok 2006. W roku 2010 opublikował pierwsza książkę napisaną po polsku – Wagondrugiejklasy, która została nominowana do nagrody im. Wiesława Kazaneckiego za rok 2001.



Biełykońto opis przemian jakie zaszły na głębokiej prowincji od zakończenia wojny po czasy współczesne. Uwikłani w te przemiany są bohaterowie książki Androsiuka, członkowie jego rodziny. Stojąc wobec nowych wyborów często nie radzą sobie z tym co jest od nich niezależne i przetacza się przez ich życie jak fala bez powrotu, która niszczy marzenia i oczekiwania.

Wagondrugiejklasyto piękna książka o miłości. O miłości niespełnionej. O tej miłości, która miała być, ale życie dało bohaterom Androsiuka miłość inną i tak naprawdę niechcianą.

Obie książki są objętościowo niewielkie, maja krótkie rozdziały i bardzo dobrze się je czyta. W każdej jest swoista dla autora i bardzo dobra dawka humoru.

Wiktar Sazonau urodził się w 1963 roku w Holszanach na Grodzieńszczyźnie. Jest dziennikarzem, pisarzem i działaczem społecznym związanym m.in. z Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiasna”. Pracuje dla białostockiego tygodnika „Niwa” oraz Białoruskiego Radia Racja. Jest członek Związku Pisarzy Białoruskich. Napisał: Notatkikontrabandzisty– 2009, Bajdysąsiedzkie– 2010 i Sandalimitapolityka.

Notatkikontrabandzistyto debiut Sazonawa w polskim przekładzie. Książka zawiera 39 opowiadań opisujących przygody grodzieńskich kontrabandzistów pracujących na polsko-białoruskiej granicy w latach 90tych ubiegłego wieku.
Wszystkie jego prace zawierają dawkę świetnego humoru białoruskiego. A jaki on jest to podaję przykład humoreski, którą mi opowiedział w Sobotnikach mój kuzyn Janek.

„Doktor ? Czarownik!”

W pewnej małej wiosce żyła samotnie para staruszków. Wiedli zgodne życie i mieli niewielką gospodarkę, a w niej krowę, dwie świnki i trochę kur. Czasami było im ciężko, jak to w życiu starszych ludzi bywa, ale jakoś sobie radzili. Do czasu, kiedy nagle zachorował dziadek. I tak go skręciło, że nie mógł wstać z łóżka. Chcesz nie chcesz, babcia musiała wezwać pogotowie ratunkowe.

Przyjechała karetka z lekarką, która chorego zbadała i zdiagnozowała, że to nerki.

– To nic strasznego – powiedziała. – Ale musimy zabrać chorego do szpitala. Tam jest wybitny specjalista urolog, którego wszyscy pacjenci bardzo chwalą. W kilka dni postawi pani męża na nogi.

Staruszek nie chciał opuszczać swojej chaty, ale cóż było robić? Żona zaczęła składać do torby jego osobiste rzeczy: bambosze, piżamę, zapasową koszulę, brzytwę do golenia no i oczywiście coś do jedzenia. Wiadomo, że w szpitalu karmią, ale swoje jest smaczniejsze i zdrowsze. Do siatki włożyła pęto kiełbasy, kawałek słoniny i słoik twarogu. Szybko pobiegła do kurnika i wybrała dziesięć najświeższych jajek. Trochę były brudne, wiadomo, ale nie było czasu je umyć. Karetka czekała a stary czasami lubi też surowe wypić. Pożegnała męża i pogotowie odjechało.

W szpitalu szybko położono dziadka na salę i równie szybko zjawił się ów chwalony urolog. Był bardzo poważny i dostojny, ale też wyglądał na surowego.

– Tak jak go opisywano – pomyślał dziadek. – Krzyż Boży nie posłuchać go albo się jemu przeciwstawić.

Lekarz dokładnie zbadał staruszka i na karcie choroby napisał wskazówki dotyczące jego leczenia. Już wstawał z krzesła, kiedy jego wzrok zatrzymał się na jeszcze nie schowanym prowiancie dziadka.

– Umyjcie jajka pacjenta – powiedział do młodej pielęgniarki.

Ona zrozumiała jego słowa po swojemu i do pomocy zawołała położną. We dwie wzięły staruszka pod pachy i zaprowadziły do łazienki, żeby wykonać polecenie przełożonego. Nazajutrz podczas obchodu i po rozmowie z dziadkiem, lekarz znowu zauważył siatkę z prowiantem leżącą w tym samym miejscu.

– Dlaczego nie umyłyście jajek? – zapytał surowym tonem stojącą obok niego tę samą pielęgniarkę.

– Ależ umyłyśmy! Naprawdę! – odpowiedziała ona, mocno zaczerwieniona i nieco zdenerwowana.

– Źle żeście umyły – mruknął niezadowolony i lekko poirytowany lekarz. – Chyba je tylko spłukałyście wodą. A trzeba dobrze umyć! I nawet ręką potrzeć!

I znowu dziewczyny zaprowadziły chorego do łazienki i przeprowadziły całą procedurę mycia dokładnie ze wskazówkami szefa, który, wiedziały o tym dobrze, nie tolerował nieposłuszeństwa.

Tego samego dnia po obiedzie do staruszka przyszła żona z odwiedzinami. I od razu zauważyła, że jest on nie w humorze i bardzo markotny. A właściwie to wydawał się jej jakby wpółżywy, gdyż nic nie mówił i ciągle spoglądał w bok

– Jak się czujesz? Co z tobą? Dlaczego się nie odzywasz? – wyrzuciła z siebie jednym tchem.

On długo milczał i widać było, że nie miał ochoty na rozmowę, ale jak tu się odczepisz od natarczywej baby?
– Chyba chcą mnie wykastrować – odrzekł. – Bo to miejsce – pokazał poniżej pępka. – To wciąż tylko myją i myją.

Kobieta natychmiast pobiegła do gabinetu urologa. Co ona mu powiedziała tego nikt nie wiedział, ale jego głośny śmiech, a właściwie rechot słychać było w całym szpitalu. Później, kiedy lekarz rozwiał staruszki lęk o męża, śmiali się oboje.
Nazajutrz dziadek był całkowicie zdrowy. Mówiono, że prawie biegł ze szpitala do domu. Prawdę o urologu powiedziała lekarka z pogotowia: bardzo dobry specjalista, w ciągu paru dni postawi chorego na nogi.

Więcej o autorach i ich książka znajdziecie w Internecie.

Kazimierz Niechwiadowicz

Reklama

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.





Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz