Dlaczego Hillary Clinton jest większym powodem do obaw dla Chin niż Donald Trump

Zdaniem analityka ds. geopolityki Pepe Escobara, to nie ewentualny wybór Donalda Trumpa, ale Hillary Clinton na prezydenta USA jest większym powodem do obaw dla Pekinu. Uważa on, że kandydatka Demokratów, w przeciwieństwie do swego oponenta, jest nastawiona bardziej konfrontacyjnie względem Chin, w tym w kontekście uderzenia nuklearnego.

– Wydaje się Wam, że Donald Trump jest największym zagrożeniem dla światowego pokoju? A Barack Obama stał za „piwotem” USA w kierunku Azji? To faktycznie Hillary Clinton, podkreślając konieczność „strategicznego zwrotu” dla Stanów Zjednoczonych, uruchomiła piwot w październiku 2011 roku w artykule „Wiek Pacyfiku Ameryki”pisze na łamach „South China Morning Post niezależny analityk ds. geopolityki Pepe Escobar.Zaznacza, że w swoim tekście Clinton, wówczas Sekretarz Stanu USA, zwróciła uwagę na niebezpieczeństwo ze strony chińskich roszczeń na Morzu Południowochińskim. Po tym artykule, w listopadzie 2011 roku prezydent Obama na forum australijskiego parlamentu oficjalnie ogłosił początek zwrotu na Pacyfik.

Escobar uważa, że za stanowiskiem Clinton stał jej asystent sekretarza stanu ds. Azji, Kurt Campbell, za kadencji Billa Clintona pracujący w Pentagonie. Zdaniem analityka, to on był intelektualnym i konceptualnym autorem „piwotu”. Obecnie Campbell jest szefem grupy doradczej ds. Azji, powiązanym z waszyngtońskim think-tankiem Centre for a New American Security (CNAS), zrzeszającym neokonserwatystów oraz neoliberałów. – To właśnie CNAS opracował „geopolityczną mapę drogową”, która miałaby zostać przyjęta w razie wyboru Clinton na prezydenta. Kluczowe podpisy złożyli pod nią Campbell, a także „ojciec chrzestny” neokonserwatystów Robert Kagan i Michele Flournoy, współzałożycielka CNAS i była urzędniczka Pentagonu– pisze Escobar.

Wspominany raport zatytułowany „Extending American Power: Strategies to Expand US Engagement in a Competitive World Order” zdaniem analityka „wychwala “swobodę nawigacji” na Morzu Południowochińskim”, co jest kodem dla wiecznego kontrolowania przez Marynarkę Wojenną USA szlaków morskich związanych z chińskim łańcuchem dostaw”. W dokumencie wezwano też do ustanowienia strefy zakazu lotów nad Syrią, „co dawałoby amerykańskiemu lotnictwu przewagę nad rosyjskim”.

Zdaniem Escobara, od początku zwrot USA na Pacyfik koncentrował się na Chinach i „delikatnej równowadze pomiędzy partnerstwem gospodarczym a strategiczną rywalizacją”. Za kluczowy moment uznaje wystąpienie Clinton na konferencji w Hanoi w lipcu 2010 roku, podczas którego ogłosiła, że Stany Zjednoczone mają „interes narodowy” w kwestii „poszanowania prawa międzynarodowego na Morzu Południowochińskim”. Uważa, że przez to „piwot”, który nastąpił później, zyskał wymiar „prowokacyjnego, nadmiernie zmilitaryzowanego gambitu, mogącego wymknąć się spod kontroli”.

PRZECZYTAJ: Jak wyglądałaby wojna USA z Chinami? Raport RAND nt. potencjalnego konfliktu

Escobar zwraca uwagę, że raport CNAS podkreśla znaczenie traktatu TPP, „pacyficznego” odpowiednika TTIP, wyłączającego Chiny, który analityk określa mianem „ramienia piwotu w stylu handlowego NATO”. Przypomina, że choć Clinton była wielką zwolenniczą TPP od samego początku, to w trakcie kampanii prezydenckiej zmieniła zdanie. Jego zdaniem nie ma jednak wątpliwości, że jako prezydent USA „będzie promować TPP bez żadnych ograniczeń. Zaznacza również, że wątki z tego dokumentu pojawiły się w jej wypowiedziach podczas pierwszej debaty z Trumpem, gdy w kontekście cyberataków na USA wymieniła w jednym zdaniu Rosję, Chiny i Iran w kontekście „zagrożeń egzystencjalnych” dla Stanów Zjednoczonych.

– Przekaz był jasny; Pentagon dokładnie obserwuje – w każdej dziedzinie – te trzy „zagrożenia egzystencjalne”, które okazują się być kluczowymi potęgami zaangażowanymi w integrację euroazjatycką: Rosję, Chiny i Iran– pisze Escobar, wskazując, że jest to element doktryny Pentagonu określanej mianem „Pełnego Spektrum Dominacji”, zakładającej prymat nuklearny i gwarancję pierwszeństwa USA w ewentualnym uderzeniu nuklearnym. Analityk jednocześnie zaznaczył, że kandydat Republikanów w jednym krótkim zdanku „wykluczył możliwość III wojny światowej, jeśli zostanie prezydentem”, mówiąc: – Z pewnością nie dokonałbym pierwszego uderzenia.

Przeczytaj:USA: Clinton kontra Trump

– Raport CNAS jest zasadniczo rozcieńczoną wersją doktryny „Pełnego Spektrum Dominacji” Pentagonu. Chiny, a także Rosja i Iran, są zasadniczo postrzegane jako wrogie mocarstwa nastawione na euroazjatycką integrację – stojąc między amerykańskim „Wiekiem Pacyfiku”, a nieodwracalnym, burzliwym upadkiem. Jest to ponadpartyjne, neokonserwatywno-neoliberalne uczucie w Waszyngtonie. A w ramach „piwotu”, Clinton z pierwszym uderzeniem nuklearnym jest ich „wielką nadzieją białych” –konkluduje analityk.

Scmp.com/ Kresy.pl / mt



1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz