Chińskie marzenie Łukaszenki

Zdaniem Aleksandra Łukaszenki wszystkie problemy gospodarcze i modernizacyjne Białorusi można rozwiązać przy pomocy chińskiego wsparcia. Z wielkim optymizmem podsumował wizytę w Pekinie na międzynarodowym Forum – „Jedwabny Szlak- 2017”.

W kuluarach zgromadzenia ujawniono, że chińska kompania kolejowa CRCC będzie uczestniczyć w budowie szybkiej kolei, biegnącej od granicy z Polską do Mińska i dalej do rosyjskiego Smoleńska. Nie wiadomo, czy Chińczycy ujawniając tę wiadomość chcieli wywrzeć nacisk na Rosję, by ta zdecydowała się na przyjęcie chińskich warunków w sprawie budowy szybkiej kolei na odcinku Moskwa-Kazań, czy też istotnie zamierzają zbudować na Białorusi szybką kolej.



Jest to sprawa tym bardziej zagadkowa, że Chińczycy ogłosili, że kompanie chińskie nie muszą uczestniczyć w realizacji projektu jako podwykonawcy, oraz że chińskie banki mogą skredytować projekt. W stosunku do Moskwy Pekin postawił twarde warunki, inwestycja ma być zrealizowana według chińskich technologii i przez chińskie firmy. Rosyjskie mogą odgrywać w projekcie tylko rolę pomocniczą. Główny udział Rosji w przedsięwzięciu miał polegać na jej sfinansowaniu. Moskwa zaczęła się zastanawiać, czy w ogóle warto w inwestycję na chińskich warunkach wchodzić. Projekt na razie ma status „papierowy” i nie wiadomo czy zostanie wdrożony w życie.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Białoruscy politycy zapalili się do niego, ale eksperci studzą ich optymizm. Podkreślają, że Białoruś nie ma niezbędnego potencjału finansowego dla budowy kolei szybkich prędkości. Mińska nie będzie też stać na jej utrzymanie. Białoruś praktycznie może tylko udostępnić teren pod inwestycję, wesprzeć jej budowę swoimi firmami. Projekt może być realizowany w zasadzie tylko według scenariusza zastosowanego przez Chiny w Czechach i Argentynie. 

Przycisnąć Moskwę

Dla Pekinu uruchomienie szybkiej kolei przez Białoruś może być istotne o tyle, że może to być początek „wyrąbywania chińskiej drogi do Europy”. Ruch taki może też niewątpliwie przyczynić się do przyspieszenia decyzji Rosji w sprawie budowy własnego odcinka szybkiej kolei. Ta, jak na razie, wydaje się być przerażona perspektywą szybkiej kolei na Białorusi.

Dotychczasowe efekty współpracy inwestycyjnej między Białorusią a Chinami są mało imponujące. Pekin już dawno zaoferował Białorusi kredyt w wysokości 15 mld USD, z którego ta nie wiele, póki co, skorzystała. Nie są to bowiem kredyty bezpośrednie, ale uwarunkowane. By je wziąć na budowę jakiejś inwestycji, musi być ona zbudowana w oparciu o chińskie technologie, z chińskich materiałów, a następnie należy produkować w oparciu o chińskie surowce. Głównym ich wykonawcą mogą też być wyłącznie chińskie firmy. Chińskie kredyty tak naprawdę służą  rozwojowi chińskiej gospodarki.

Łukaszenka szuka gorączkowo politycznego patrona, który byłby gotowy dotować gospodarkę Białorusi, ale jak wiadomo Chińczycy nie są skłonni subsydiować swoimi pieniędzmi kogokolwiek. Peany pod swoim adresem kwitują co najwyżej uśmiechem, ale nigdy pieniędzmi.

Z fantastyczną skutecznością

Wszędzie z największą cierpliwością, bez szumu i hałasu, ale z fantastyczną wprost skutecznością lobbują za swoimi interesami. Na handlu z Chinami Białoruś wychodzi dotąd, jak Zabłocki na mydle. W minionym roku udało się jej wyeksportować do Chin towary na kwotę 468,2 mln dolarów. Chiny natomiast sprzedały na Białorusi towary za kwotę 2 mld 115 mln USD. W bieżącym roku w styczniu i lutym Białorusi udało się co prawda zwiększyć swój eksport do Chin o 88,4 proc. i uzyskać za nie 77,8 mln USD, ale Chińczycy nie pozostali dłużni. W tym samym okresie wyeksportowali do Białorusi towarów za kwotę 353,2 mln USD, czyli za kwotę czterokrotnie wyższą.

  Decyzja Chin o budowie szybkiej kolei na Białorusi miałaby charakter precedensu. Niektórzy obserwatorzy sugerują , ze nie jest wykluczone, iż Chińczycy zmieniają swój stosunek do Białorusi, bo zaczynają traktować ją jako „kawałek Afryki” w Europie. Robocizna w Chinach jest coraz droższa i Pekin w związku z tym planuje  przenieść niektóre swoje zakłady tam, gdzie jest tańsza siła robocza. Jednym z tych krajów może być właśnie Białoruś. Znajduje się ona w trudnym położeniu ekonomicznym i nie ma wielkiego wyboru.

Pożądany partner

W tym kontekście trzeba widzieć także deklarację chińskiej kompanii Drex Food Group, zajmującej się produkcją żywności, która ogłosiła, że jest gotowa zainwestować w sektor spożywczy na Białorusi miliard dolarów. Ma to zrobić w inny sposób niż dotąd. Chce zainwestować bezpośrednio, kupując akcje białoruskich mlecznych kombinatów. Dzięki temu dokonają one modernizacji urządzeń produkcyjnych, co powinno mieć przełożenie na jakość ich wyrobów. Chińska kompania chce również inwestować w powiększenie bazy surowcowej kombinatów tak, by do 2020 r. zwiększyć produkcję z 7,1 mln ton do 9,2 mln ton. Chińska kompania zainwestowała już w Australii i Argentynie. Jest to największa tego typu firma w prowincji Honan. Ma ponad tysiąc marketów w Chinach. W zeszłym roku zanotowała miliard dolarów czystego zysku. Jest to więc z pewnością dla Białorusi pożądany partner.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

W czasie swojej w Pekinie Chińczycy obiecali podobno Łukaszence, że udzielą mu kredytów na modernizację kombinatów petrochemicznych w Nowopołocku i Mozyrzu. Muszą one zwiększyć głębokość przeróbki swoich produktów, bo inaczej nie znajdą nabywców na Zachodzie. Jeżeli to zrobią, będzie to oznaczało, że wersja mówiąca o przeniesieniu na Białoruś niektórych chińskich firm jest bardzo realna. Przybliży ona z pewnością czas, w którym Białoruś zacznie pełnić rolę chińskiej bazy dla ekspansji w Europie.

Marek A. Koprowski

Reklama

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.





Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz