Chińczycy mają kulturowo zakodowany zakaz unikania wszelkiego otwartego konfliktu. Zmagania toczyły się zawsze skrycie. Stąd właśnie wykształciła się nie umiejętność, ale SZTUKA stosowania podstępów.

Chiński sposób patrzenia na świat jest bardzo odmienny od naszego. Ukształtował się pod wpływem idei, które dla nas Polaków są obce, a czasem po prostu niezrozumiałe. Chińskie podejście zadziwiająco dobrze sprawdza się we współczesnym świecie – w dyplomacji, polityce, biznesie. Słowem – chińskie sposoby sprawdzają się wszędzie tam, gdzie nie można otwarcie używać siły.

Ten, kto chce patrzeć i wpływać na zdarzenia na sposób chiński, może uzyskać niezwykle twórczą i użyteczną perspektywę. Książka 36 fortelijest zbiorem takich gotowych szablonów, które są nie tylko fortelami, ale i gotowymi procedurami działania. Mają ułatwić rozpoznanie zagrożenia oraz dostarczyć skuteczne rozwiązanie.

Poświęciwszy kilka lat na zapoznanie się z chińską sztuką prowadzenia wojen, postarałem się opisać je językiem współczesnej psychologii. Jednocześnie sposób użycia forteli wyjaśniony jest przykładami. Niektóre z nich są proste i oczywiste, a inne dostarczą bardziej zaawansowanej rozrywki intelektualnej. Efektem jest książka, która nie tylko uczy jak myśleć po chińsku, ale też wskazuje jak pozbyć się szkodliwych ograniczeń narzuconych przez zachodni styl myślenia.

Chińskie obrazy mentalne

W rozumieniu świata, ale też w układaniu planów Chińczycy posługują się gotowymi obrazami mentalnymi. Są nimi czteroznakowe idiomy, tzw. chengyu, zazwyczaj odnoszące się do konkretnego wydarzenia historycznego.

Zgodnie z ich definicją modele są uproszczone i składają się zazwyczaj tylko z tych elementów, które zdołaliśmy dostrzec lub uznaliśmy za ważne. Na ich jakość mogą wpływać obyczaje, osobowość, sytuacja. Złośliwy przeciwnik może podsuwać zafałszowane elementy, lub ukrywać prawdziwe. Na jakość modelu wpływa też stan emocjonalny, np. zdenerwowanie, przygnębienie. Mówiąc językiem psychologii, już sam proces spostrzegania zależy od tzw. „gotowości percepcyjnej” i łatwo poddaje się manipulacji. W jego trakcie zachodzi porównywanie danych sensorycznych (to, co widzimy zmysłami) z danymi pamięciowymi. To, jakie dane zostaną pobrane z otoczenia, zależy od danych pamięciowych, ze szczególnym naciskiem na oczekiwania.

Przykładem jest znane w psychologii poznawczej zjawisko primingu(torowania). Jeśli człowiek zostanie uprzedzony o rodzaju bodźców, rozpoznanie będzie łatwiejsze. Rozpoznanie słowa „karabin” będzie łatwiejsze, jeśli przed nim pojawi się słowo „broń”. Taką sztuczkę stosują często twórcy filmów. Tuż przed pokazaniem sceny zastrzelenia ofiary, reżyser pokaże narzędzie zbrodni, co ma skierować myśli i emocje widza we właściwym kierunku, na przykład zasugerować, kto jest mordercą.

Wywołanie bezradności

Jeden z Chińskich forteli polega na popsuciu środowiska działania ofiary tak, aby straciła ona orientację. Jest to fortel „zmąć wodę by złapać ryby.” Taka ogólna wskazówka działania przekłada się m.in. na fortel wywoływania postawy bezradności. Taki atak kieruje się przeciw całemu społeczeństwu i zniszczyć jego zdolność do podejmowania zbiorowego wysiłku.

Wysokie morale to poznane w psychologii społecznej przejęcie orientacji na działanie, czyli „zespół optymalnych warunków psychologicznych do realizacji zamierzeń”. To m.in. poczucie sensu działania, klarowna wizualizacja celu i jego ważności, poczucie skuteczności działań i adekwatności sił, ale też – może nawet przede wszystkim – rzeczywista lub postrzegana przewidywalność otoczenia. Efektem wyuczonej bezradności jest demoralizacja, ale nie tyle w rozumieniu słownikowym (odrzucenie norm i deprawacja), ale bardziej wojskowym – pozbawienie woli walki i działania.

Niezwykle doniosłą różnicę między zwierzętami a ludźmi wyjaśnił tzw. atrybucyjny model bezradności. W przypadku ludzi wykształcenie bezradności zachodzi, gdy winą za sytuację człowiek obarcza siebie, a nie czynnik zewnętrzny! Wystarczyło więc wskazać ofierze zewnętrzną przyczynę porażki, a negatywne następstwa mogły nawet wcale nie wystąpić!

Aż prosi się – co autor oczywiście uczynił – aby odnieść taki schemat ataku do tego, co dzieje się nie tylko we współczesnej Polsce, ale i w czasach PRL i wcześniejszych. Spuentujmy to rumuńska anegdotą z czasów rządów Ceaușescu:

Pewnego razu drogą szedł jakiś człowiek, niosący przerzucony przez plecy worek. Idący za nim inny podróżnik zauważył, że mężczyzna co jakiś czas zdejmuje worek z pleców, mocno nim potrząsa, aby ponownie przerzucić przez ramię i kontynuować marsz. Zaciekawiony podróżnik dogonił niosącego worek, zrównał się z nim i zapytał grzecznie: „Przepraszam, a co niesie pan w tym worku?” „Muchy” padła odpowiedź. „A dlaczego pani nimi tak potrząsa?” „Żeby mi się nie zorganizowały”

Ogłupienie przeciwnika

Motywem przewodnim całej książki uczyniłem kwestię utrzymania tzw. świadomości sytuacyjnej, przy jednoczesnym obezwładnieniu przeciwnika. Jeden z cytowanych teoretyków, słynny amerykański as myśliwski John Boyd konflikt i walkę definiował jako [strategiczną– przyp. JB] grę, której celem jest zmniejszenie zdolności przeciwnika do komunikacji i interakcji ze środowiskiem, a podtrzymanie lub zwiększenie tych zdolności u siebie.

Sprawa jest jasna, gdy przyjrzeć się rozmaitym codziennym życiowym sytuacjom – w pracy, rozmowach, ale też ulicznych bójkach i tradycyjnej walce z karabinem w dłoni . Rzeczywiście jest tak, że zwycięsko wychodzi z rozgrywki ten, kto sam nie straci orientacji, a walczy z przeciwnikiem, który nie potrafi odpowiednio zareagować na zmieniającą się sytuację.

Najlepszą metodą jest uderzyć w zamysły przeciwnika

Jedną z największych sił wpływających na chiński sposób myślenia jest dążenie do zachowania decorum – zewnętrznych przejawów harmonii, zgody i pokoju. Działania ukryte pozwalały osiągać cele bez zakłócania zewnętrznych pozorów harmonii i otwartego przekraczania norm społecznych. Takie podejście decyduje między innymi o logice polityki wewnętrznej i zewnętrznej Chin.

Na Zachodzie, przelew wrażej krwi i zwycięstwa zapewniały „nieśmiertelną chwałę”. Konflikt miał często charakter pojedynku, czy próby sił przeciwników o równorzędnym statusie, rozpoczynanego i kończonego rytualnym wyzwaniem do boju. Częścią wygranej jest honor i chwała, stąd walczący nie stosowali psujących wygraną metod podstępnych i „niegodnych”. W Chinach nie rozwinął się kult wojny, a zmagania rozgrywały się na płaszczyźnie dyplomatycznej i politycznej – za pomocą podstępów i przechytrzania starano się wygrać konflikt zanim użycie siły stanie się konieczne.

Umiejętność manipulowania umysłem przeciwnika podniesiono do rangi sztuki, podobnie stało się ze sztuką kłamania i oszukiwania. A metodą osiągania zwycięstwa stała się droga pośrednia.

I tu leży kulturowo uwarunkowany paradoks. Głównym celem konfliktu (wojny) jest polityczna kontrola i ekonomiczna dominacja. Realizujące go korumpowanie oficjeli przeciwnika określane jest „drogą pośrednią”, choć w rzeczywistości jest bezpośrednim przyłożeniem siły (pieniędzy) z pominięciem inwestycji pośrednich (wojsko).

Jedną z naczelnych chińskiego zasad skutecznego działania jest użycie minimum siły dla osiągnięcia maksymalnego efektu. Taką strategię działania po mistrzowsku realizował Stalin, aby zminimalizować ryzyko i koszty polityczne związane z atakiem wojsk sowieckich na Polskę w 17 września 1939.

Związek Sowiecki czekał ponad dwa tygodnie, aż armia polska utraci zdolność prowadzenia zorganizowanej obrony na wschodzie. W ten sposób oszczędzono sobie konieczności walki z silnym i zdeterminowanym przeciwnikiem i ograniczono straty własne. Innym powodem opóźnienia była wojna ZSRS z Japonią. Trwające od maja do sierpnia starcia zwane bitwą pod Khalkhin Gol miały swoje apogeum 20 sierpnia, gdy dowodzący siłami sowieckimi Żukow uprzedził wielką ofensywę Japońską. Pięć dni zaciętych walk przyniosło Japonii duże straty. W rezultacie 15 września podpisano rozejm wchodzący w życie 16 września. Sowieci wkroczyli do Polski dnia następnego, mając zneutralizowanych Japończyków.

Stalin zadbał, aby to „wkroczenie” nie było równoważne z aktem wojny. ZSRS uznał państwo polskie za nieistniejące. Sowieci twierdzili że przeprowadzają stabilizację regionu po dezintegracji państwa polskiego.

W rezultacie później Polska wznowiła stosunki dyplomatyczne z ZSRS bez uprzedniego podpisania traktatu pokojowego, a jednocześnie jej sprzymierzeńcy udawali, że wojny nie było. Konieczność potwierdzenia stanu wojny de iurenie wydawała się polskim decydentom istotna wtedy, gdy był na to czas. Swoje robiło też wojenne zamieszanie. Później nie dało się już tego zrobić bez narażania się na „śmieszność” i ze względu na postawę Brytyjczyków.

Wygodną dla siebie interpretację podchwycili Brytyjczycy, którzy w 1940 pragmatycznie uznawali ZSRS za państwo neutralne, a nie przeciwnika. Stałym elementem brytyjskiej polityki zagranicznej było takie wpływanie na układ sił w Europie, które uniemożliwiało zmontowanie inwazji Wysp Brytyjskich. Jak zauważa Józef Mackiewicz, Brytyjczykom chodziło raczej o niedopuszczenie do przymierza Stalina z Hitlerem, niż ochronę Polski. Stąd „tajny wówczas protokół [polsko-brytyjskiego paktu o wzajemnej pomocy z 25 sierpnia 1939], który wykluczał obronę jej przed agresją inną niż niemiecka, a zatem nie zobowiązywał do obrony przed Sowietami”.

Tutaj warto podkreślić często pomijane znaczenie obrony Westerplatte w roku 1939. Jak zauważa Bogusław Wołoszański, nie miało ono znaczenia militarnego, a „traktatowe”. Skłonność do wyłgania się z obowiązków sojuszowych zaprezentował brytyjski premier Neville Chamberlaine, gdy na posiedzeniu rządu w marcu 1939 „uspokajał ministrów, że niemiecka agresja w Gdańsku nie będzie automatycznie oznaczać uruchomienia brytyjskich gwarancji i przystąpienia do wojny”. Wyjaśniał, że stanie się tak, gdy niemiecka akcja stanowić będzie zagrożenie dla bezpieczeństwa i politycznej niezależności Polski. Dodawał, że „to Brytyjczycy będą oceniać, co stanowi zagrożenie dla niepodległości Polski”. Obrona Westerplatte powinna więc uruchomić system sojuszy, na których Polska oparła swoją obronę. Walka musiała być zacięta, aby dowieść, że to nie grupa dywersantów „hałasuje” w porcie, lecz państwo niemieckie zaczęło niewypowiedzianą wojnę. W dodatku musiała dostarczyć argumentów tak ważkich, aby brytyjscy politycy […] nie mieli szans stwierdzić, że tak nie jest.

Te i wiele innych przykładów historycznych są ilustracją dla trzydziestu sześciu chińskich forteli. Podstępami wojennymi są one tylko czasami. Przede wszystkim są sposobem patrzenia na świat. To kompendium nieszablonowych działań pozwala dostrzec rzeczy znane w nowym świetle, a rzeczy nieznane tak, jakby były już oswojone. Właśnie dlatego największą ich zaletą jest ekspresowe dostarczenie sprawdzonej recepty na działanie, podczas gdy nasz domyślny oponent biedzi się jeszcze nad wyborem rozwiązania.

Piotr Plebaniak

Piotr Plebaniak, 36 forteli. Chińska sztuka podstępu; Stron: 512, w tym 8 kolorowych. Cena u wydawcy: 36 zł

Strona internetowa książki:

[link=http://fortele.chiny.pl]

[link=http://solarisnet.pl/ku/165668-36-forteli-chiska-sztuka-podstepu.html]



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz