Chińczycy rozpatrują możliwość finansowego stymulowania rodzin posiadających jedno dziecko, zachęcającego do urodzenia drugiego. Władze chcą w ten sposób zwiększyć ilość ludzi zdolnych do pracy o 0,5 proc. Chińscy komuniści przyznali tym samym, że realizowana od 40 lat polityka nastawiona na ograniczenie liczby urodzin przyniosła negatywne następstwa.

Kierownictwo ChRL już w 2015 r. zrezygnowało z obowiązującej w życiu społecznym zasady „jedna rodzina – jedno dziecko”. Następstwa były bowiem katastrofalne. Ludność zaczęła się starzeć, a najliczniejszej nacji na świecie groziło wymieranie. Do niedawna kobieta, która zaszła po raz drugi w ciążę musiała poddać się przymusowej aborcji. Według danych humanitarnej organizacji „China Aid” codziennie w klinikach dokonywano 25 tysięcy aborcji. Teoretycznie można było obejść zakaz władz, płacąc ogromny podatek w wysokości czterokrotnego rocznego zarobku obu rodziców. Jednak uiszczenie go przez przeciętną rodzinę było praktycznie niemożliwe.

Chińczycy oczywiście starali się obejść surowe prawo. Przewidywało ono bowiem pewne wyjątki. Drugie dziecko mogli mieć przedstawiciele mniejszości narodowych, których w Chinach jest 56, a łącznie liczą ponad sto milionów ludzi. Wiele kobiet rejestrowało więc swoje dzieci jako należące do mniejszości narodowych. Najbogatsze Chinki wyjeżdżały też rodzić swoje dzieci za granicą. Były formalnie rejestrowane jako miejscowe i w świetle prawa chińskiego nie traktowano ich jako obywateli ChRL.

Gdy ilość urodzin spadła w 2013 roku do 12 milionów partia komunistyczna rozluźniła swoje zasady. Drugie dziecko mogli już mieć rodzice, którzy byli ostatnimi następcami w swoich rodzinach. Rozwiązanie to nie przyniosło jednak spodziewanych efektów. Skorzystała z niego tylko jedna na dziesięć uprawnionych par.

Przez 35 lat, od kiedy chińscy komuniści zaczęli wmawiać ludziom, żeby hodowali więcej świń niż wychowywali dzieci, w Chinach zaczął zanikać model tradycyjnej wielodzietnej rodziny. Młodzi Chińczycy orientowali się przede wszystkim na karierę, do zrobienia której niezbędne jest dobre wykształcenie. Jest ono w Chinach bardzo kosztowne i młodych rodziców najzwyczajniej nie stać, by zapewnić je dwojgu dzieci.

Ten materiał powstał dzięki pracy dziennikarzy portalu Kresy.pl.
Wspieraj rzetelne dziennikarstwo.

Chińczycy zaczęli więc domagać się państwowych zasiłków na dzieci. I to nie symbolicznych jak dotąd, ale realnych. Obecnie, przy jednym dziecku rodzina otrzymywała od 5 do 20 juanów miesięcznie, czyli od 80 centów do 3,5 dolara. Zasiłki te ustanowiono w 1979 r. i od tego czasu nie podwyższano, przez co całkowicie straciły na wartości. Nie da się za nie praktycznie niczego kupić.

Władze chińskie zaczęły deklarować, że w 2020 r. przystąpią do opracowania nowej strategii demograficznej, ale sytuacja zmusiła je do szybszego działania. Musiały wziąć pod uwagę także inne aspekty sprawy.

Polityka jednego dziecka, oprócz starzenia się społeczeństwa, wywołała też inne negatywne następstwa. Mogąc mieć tylko jedno dziecko, Chińczycy z reguły wybierali potomków męskich. Płody żeńskie były usuwane. Wynikało to z chińskiej tradycji.

Męscy potomkowie mają zapewnić opiekę rodzicom w starszym wieku. Zamężna córka staje się zaś integralną częścią rodziny swojego męża. Było to dotąd główne zabezpieczenie na starość. Chiński odpowiednik ZUS wprowadzono tam bowiem dopiero niedawno, trzy lata temu.

W efekcie polityki jednego dziecka, już w 2000 r. na 100 urodzeń dziewczynek przypadało 117 chłopców. Tendencja ta doprowadziła do poważnej nadwyżki mężczyzn nad kobietami. W 2020 r. mężczyzn będzie aż o 30 mln więcej niż kobiet. W rezultacie, młodzi Chińczycy mają coraz większe problemy z zawarciem związku małżeńskiego. Wielu z nich kupuje sobie narzeczone z importu, głównie z Wietnamu, Laosu i Korei Północnej. Handlarze żywym towarem sprowadzają dziewczyny z tych krajów pod konkretne zamówienie, mamiąc je możliwością pracy w chińskich fabrykach i firmach. Obrońcy praw człowieka biją oczywiście na alarm, ale nie zawsze kandydatki na żony są porywane. Dziewczyny jadą do Chin, żeby po prostu polepszyć sobie życie… Napływ matek z krajów trzecich powoduje, że zamiast przyrostu naturalnego z miejscowych zasobów, Chiny mają przyrost „z importu” i to podwójny. Z małżeństwa z cudzoziemką mają nie tylko dziecko, ale i matkę.

Chińczycy, lansując nowy model rodzin dwa plus jeden i jednocześnie forsując kapitalizm, bogacenie się społeczeństwa, nie uwzględnili faktu, że obserwując hedonistyczne tendencje w najbardziej rozwiniętych krajach zachodnich, młode Chinki będą chciały żyć jak singielki i korzystać z życia.

Dziś same zasiłki, wspomagające wychowanie drugiego dziecka, mogą nie wystarczyć. Na razie chińscy decydenci mogą tylko zapewne uznać dane socjologiczne, z których wynika, że za 20 lat ilość osób starszych, których wiek przekroczy 65 lat zwiększy się z 4 do 9 proc., a w 2050 r. osiągnie aż 30 proc.

Z sytuacji demograficznej Chin wypływa jeden wniosek. Wszelkie próby sterowania przyrostem naturalnym przy pomocy zakazów rodzą tylko kłopoty.

Marek A. Koprowski



1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz