Bp Antoni Dziemianko

Biskup Antoni Dziemianko to postać niezwykła. Jego droga do kapłaństwa nie była łatwa.

Wielokrotnie w czasach sowieckich płacił za przywiązanie do Boga i polskości. Jego życiorys znakomicie nadawałby się na scenariusz sensacyjnego filmu. Urodził się w Zabrodziu k. Stołpców w 1960 r. jako syn Bernarda i Jadwigi, był drugim dzieckiem z pięciorga w rodzinie. Po ukończeniu szkoły średniej usiłował dostać się do Wyższego Seminarium Duchownego w Rydze, ale nie został przyjęty. Kształcił się na kapłana w podziemnym seminarium prowadzonym przez ks. dra Wacława Piątkowskiego w Niedźwiedzicy, w której ks. ten był proboszczem. Oficjalnie pracował jako palacz, a później dozorca pompy wodnej. Po trzech latach przygotowań przyjął potajemnie święcenia diakonatu, a później przyjął święcenia kapłańskie, których przy drzwiach zamkniętych udzielił mu bp Wincentas Sladkiewiczius. Przez rok nie wolno mu było się ujawniać. Pracował w Derewnej, pomagając miejscowemu proboszczowi w charakterze zakrystianina, organisty i katechety. Władze szybko go rozszyfrowały i starały się umilić życie. Był regularnie wzywany na milicję do oddalonych o 30 km Stołpców. Był przez nią szantażowany i upokarzany. Grożono my wysłaniem w trybie administracyjnym do Zakładu Reedukacji Społecznej. Obiecywano mu nawet legalizację kapłańską pod warunkiem, że zgodzi się na współprace w KGB. Gdy odmówił, otrzymał wezwanie do wojska, mimo, że wcześniej z powodów zdrowotnych został zwolniony ze służby. Był bowiem chory na serce i reumatyzm. Władze sowieckie liczyły, że z wojska wróci w trumnie. Skierowano go do batalionów budowlanych na Półwyspie Kola k. Murmańska. Tu bardzo szybko odezwały się jego dolegliwości. Trafił do wojskowego szpitala, ale lekarz bezceremonialnie oświadczył mu, że z powodu stanu zdrowia powinien zostać zwolniony z wojska, bo w nim nie wytrzyma, ale zwolniony nie zostanie, bo nie zgadzają się na to władze wojskowe z Białorusi. Decyzja ta mogła oznaczać dla niego śmierć. Ostatecznie jednak przeżył. Jego służba w wojsku trwała łącznie 19 miesięcy. Przeżył ją cudem. Po wyjściu z wojska starał się uzyskać kapłańską rejestrację w Nowogródku. Tamtejsza parafia po śmierci ks. Nowaczyka nie miała bowiem proboszcza. Władze oczywiście nie chciały się na to zgodzić. Miejscowi Polacy przez kilkanaście miesięcy jeździli po różnych urzędach, by uzyskać dla niego „sprawkę”. Odbyli w sumie ponad 60 „wypraw” do Grodna, Mińska i Moskwy. W odwecie władze rozpętały w Nowogródku ateistyczna kampanię i groziły likwidacją parafii. Ostatecznie „ustąpiły” i dały ks. Dziemiance „sprawkę”, dopiero, gdy delegacje nowogródzkich wiernych były jednocześnie w trzech urzędach d.s. religii w Grodnie, Mińsku i Moskwie. Po otrzymaniu sprawki, ks. Dziemianko rozwinął szeroką działalność duszpasterską, przyczyniając się do odrodzenia parafii w sąsiednich rejonach, za co wielokrotnie grożono mu odebraniem „sprawki”. Kierował już w czasach „pierestrojki” odbudową kościołów we Wsielubiu, Niecieczy, Dworcu, Starojelni, Daniłowiczach i Wereskowie. Organizował od podstaw parafie w Brzozówce i Koreliczach. W latach 1992-96 odbył zaoczne studia na ATK w Warszawie. W latach 1998-2004 pracował jako Wikariusz Generalny Diecezji Grodzieńskiej, proboszcz Parafii Katedralnej i Rektor Seminarium Duchownego w Grodnie.



Został wybrany na Sekretarza Generalnego Biskupów Katolickich na Białorusi, Przewodniczącego Rady do spraw Liturgii, Rodziny i Działalności Charytatywnej.

Dnia 14 grudnia 2004 r. Jan Paweł II mianował biskupa Antoniego Dziemianko biskupem pomocniczym Archidiecezji Mińsko-Mohylewskiej, zwalniając go ze stanowiska biskupa pomocniczego Diecezji Grodzieńskiej.

14 czerwca 2006 r. Ojciec Święty Benedykt XVI wyznaczył Jego Ekscelencję Antoniego Dziemiankę Administratorem Apostolskimj sede vacante i ad nutum Sanctae Sedis Archidiecezji Mińsko-Mohylewskiej.

Marek A. Koprowski

Reklama

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz