Praktycznie każdy dzień prac doprowadza archeologów do odkrycia kolejnych szczątków ofiar terroru komunistycznego na służewskim cmentarzu. Ujawniono ich już dwadzieścia jeden – donosi „Nasz Dziennik”.

Nowe wykopy sondażowe, a w nich kolejne szczątki. Cmentarz przy ul. Wałbrzyskiej w Warszawie już drugi tydzień jest terenem ekshumacji prowadzonych przez ekipę prof. Krzysztofa Szwagrzyka.



Nieznośny w przypadku takich badań upał powoduje, że na twarzach specjalistów ubranych w nieprzepuszczające powietrza kombinezony widać zmęczenie. Pracują jednak z wielkim oddaniem. Pomagają im liczni wolontariusze, których przybywa tu coraz więcej. W jednym z wykopów zastajemy archeologa Jakuba Wicharego, który bada miejsce przy samej krawędzi jamy grobowej. Metr dalej jego koleżanka oczyszcza odsłonięty już szkielet kolejnej osoby. – Badania na cmentarzu służewskim są przede wszystkim trudne logistycznie. Problemem jest już kwestia samego usuwania luźnej ziemi czy kopania w wąskich sondażach między alejkami. To są miejsca, które należy szalować, bo istnieje niebezpieczeństwo zawalenia się pomnika – zwraca uwagę Wichary.

Jak wyglądają poszczególne czynności, zanim można pobrać próbki DNA? – Kiedy rozpoczynamy kopać kolejny sondaż, w pewnym momencie pojawia nam się lub się nie pojawia zarys jamy grobowej. Taka jama ma inne wypełnisko niż ziemia dookoła, odróżnia się kolorem i konsystencją – tłumaczy archeolog. Już na tym poziomie rozpoczyna się żmudna dokumentacja odkrytego dołu, dopiero później schodzi się z odkrywkami niżej. Tam może być za chwilę zarys trumny lub od razu szczątki ludzkie, jak najczęściej bywa na Służewie. Archeolodzy rozpoczynają wtedy eksplorację i oczyszczają szkielety.

Plan w trójwymiarze

Dodatkowo cały badany teren zostaje oznaczony. Za pomocą tachimetru na siatkę na osi współrzędnych nanoszone są interesujące archeologów punkty, co pozwala później stworzyć trójwymiarowy plan miejsca. – W danym momencie wydobywanie szczątków spod współczesnych nagrobków byłoby mocno ryzykowne. Prowadzimy w tym zakresie prace przygotowawcze, które przysposabiają nas do etapu drugiego. Jeśli do niego dojdzie, będzie można podjąć także te szczątki, które musimy obecnie zostawić w jamach grobowych – dodaje Wichary. Archeolodzy liczą na uzyskanie zgody od rodzin, których bliscy spoczywają w grobach, pod którymi znajdują się szczątki ofiar komunistów. Wtedy można będzie rozpocząć pracę pod pomnikami.

Do tej pory, jak informuje kierujący pracami na Służewie prof. Krzysztof Szwagrzyk, odnaleziono szczątki 21 osób, z czego podjęto z dołów 4 kompletne szkielety.

– Tu jest jeden pochówek w trumnie, który teraz jest eksplorowany, tam jeszcze jedna jama, którą badamy. Przedmiotów przy szczątkach nie ma prawie żadnych, znaleźliśmy ostatnio tylko kawałek okularów. Nie ma fragmentów ubrań, wrzucano ich nago lub tylko w bieliźnie – objaśnia dr Łukasz Szleszkowski z Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Zabici, bo kochali Polskę

Wczoraj natrafiono na nowe kości. – Udało nam się teraz wydobyć z grobu szczątki nie najmłodszego mężczyzny, dobrze zbudowanego, u którego na kościach nie widać żadnych obrażeń – mówi Szleszkowski.

Na Wałbrzyskiej spotykamy także ks. prałata Józefa Maja, proboszcza parafii św. Katarzyny na Służewie w latach 1985-2013. Kapłan, który jeszcze za komuny założył Społeczno-Kościelny Komitet Uczczenia Ofiar Terroru Władzy z lat 1944-1956, przyszedł przyjrzeć się postępowi prac. Podkreśla, że jako proboszcz na Służewie musiał zetknąć się ze straszną rzeczywistością dotyczącą tego miejsca, która przez lata była skrzętnie ukrywana przez komunistów. – Tu spoczywają ludzie zabici dla miłości Polski. Jestem wdzięczny tym, którzy stworzyli Kościelny Komitet Uczczenia Ofiar Terroru Władzy z lat 1944-1956. Trzeba było mieć odwagę i odporność psychiczną, żeby w czasie komunizmu takimi rzeczami się zająć – mówi ks. prałat Maj. Po powstaniu Komitetu zaczęły się do niego zgłaszać rodziny, których bliscy mieli zostać potajemnie pochowani na Wałbrzyskiej. Mimo że duchowny starał się jak mógł nagłośnić sprawę i doprowadzić do podjęcia ekshumacji, spotykał się z obojętnością lub wrogością. – Dopiero pan prezydent Lech Kaczyński jako prezydent Warszawy poparł nasz postulat, niezrealizowany do dnia dzisiejszego, żeby to miejsce oznaczyć jako miejsce pamięci narodowej. Pan prezydent, z którym osobiście rozmawiałem, jako jedyny poparł wtedy nasz postulat, by zacząć tu prace ekshumacyjne. Dziś wreszcie ruszyły. To wielka sprawa – mówi wzruszony ksiądz prałat.

Największe wrażenie zrobił na ks. Maju odsłonięty właśnie szkielet człowieka, który przed śmiercią musiał wiele wycierpieć. – Ta czaszka, która dzisiaj jest czyszczona, powinna być symbolem tego męczeństwa. Widać, co zrobili z tym człowiekiem, czaszka nosi ślady znęcania się nad nim – stwierdził ks. Józef Maj.

IPN apeluje, aby na cmentarz zgłaszały się rodziny, których bliscy mogą tutaj spoczywać, aby oddać materiał genetyczny do badań porównawczych. – Wiele rodzin ofiar z Wałbrzyskiej oddało DNA przy okazji prac na Łączce – mówi dr Andrzej Ossowski, szef Polskiej Bazy Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów w Szczecinie. – Temat jest bardzo trudny, bo to jest gigantyczny cmentarz i tak naprawdę nie wiemy, kogo znajdujemy. Nie ma takiej pewności, jak w przypadku Łączki, że natrafiliśmy na kwaterę. Nieporównywalnie trudniejsze jest wnioskowanie i wyrokowanie w tej sprawie. Materiał od ludzi, którzy przyszli na Łączkę, jest pobrany i zabezpieczony. Gdy trafią do nas próbki z Wałbrzyskiej, może uda nam się kogoś zidentyfikować – mówi genetyk.

– Pozwolę sobie jeszcze raz zaapelować za pośrednictwem „Naszego Dziennika” o przekazywanie materiału także przez rodziny, których bliscy mogą spoczywać na Powązkach. Po każdym artykule takie rodziny się do nas odzywają – zachęca dr Ossowski. – Mam nadzieję, że jeszcze w tym roku uda nam się ogłosić nowe nazwiska – dodaje.

Piotr Czartoryski-Sziler

„Nasz Dziennik”

Reklama

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.





Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz