Badania szczątków drukarza Iwana Fedorowa

Postać Iwana Fedorowa (lub Fedorowicza) w świecie słowiańskim jest dobrze znana. Wybitny przedstawiciel epoki Renesansu, grawer, majster odlewnictwa czcionek, wynalazca broni wojennej. Pierwszy drukarz książek pisanych cyrylicą, którego znamy z imienia.

Dzięki niemu cyryliczna książka zaczęła być bardziej dostępna dla ogółu, bo druk zrobił konkurencję przepisywaniu, co obniżyło koszty produkcji książki. Natomiast w jego życiorysie są bardzo duże luki, których potomni nie mogą rozwikłać do dziś. Od czasów gdy żył i działał dzieli nas już prawie 5 stuleci. Wieki mijają, a potomni nadal nie mogą uzupełnić podstawowych danych w życiorysie drukarza, a jego doczesne szczątki oczekują na godny pochówek.

Data urodzenia Iwana Fedorowa jest jedną z takich zagadek. Rozpiętość przypuszczalnych dat jest bardzo wielka – pomiędzy 1510 a 1530 r. Nie wiadomo również, w jakiej miejscowości przyszedł na świat i z jakiej rodziny pochodził. Drukowane przez siebie książki sygnował herbem Śreniawa. Podobno jego imię jest wymienione wśród studentów Akademii Krakowskiej, którzy zdobyli stopień bakałarza w 1532 roku. Co robił potem przez prawie 30 lat też nie wiadomo. Pierwsze zweryfikowane wzmianki o nim przypadają na lata 50. XVI w. Wtedy pełnił posługę diakona w cerkwi pw. św. Mikołaja Gostuńskiego w moskiewskim Kremlu. I tu, w Moskwie w 1564 r., wydał pierwszą drukowaną księgę liturgiczną „Apostoł”. Od tego czasu znamy już jego imię, którym sygnował kolejne wydania.

Jego życie nie było łatwe, o czym dowiadujemy się z następnych lat i wydarzeń. Z niewyjaśnionych przyczyn on i jego pomocnik Piotr Mścisławiec nagle opuszczają Moskwę i przenoszą się początkowo do Zabłudowa, majątku hetmana litewskiego Grzegorza Chodkiewicza. W 1573-1574 r. Fedorow był już we Lwowie w monasterze św. Onufrego „drukowanie zaniedbane odnowił” – jak głosił napis wyryty na płycie nagrobnej. W roku bieżącym obchodzimy dokładnie 440. rocznicę lwowskich wydań „Apostoła” i „Bukwara” – pierwszego słowiańskiego elementarza.

Późniejsze losy Iwana Fedorowa rzuciły go do Ostroga, gdzie w służbie u księcia Konstantego Wasyla Ostrogskiego założył drukarnię przy akademii. W 1583 r., kiedy drogi Fedorowicza i księcia Ostrogskiego rozeszły się, przebywał w Krakowie, Wiedniu i znowu we Lwowie. Nie dorobił się wielkiej fortuny, za długi jego drukarnia została zastawiona, później przeszła na własność lwowskiego Bractwa Uspieńskiego (Zaśnięcia Bogurodzicy), późniejszego Instytutu Stauropigialnego, który korzystał z ornamentów Fedorowa aż do początku XIX wieku.

Umarł Iwan Fedorow 15 grudnia 1583 roku. Pochowany został na cmentarzu przy monasterze św. Onufrego na przedmieściu żółkiewskim we Lwowie. A dalej znowu mamy do czynienia z zagadkami. Cmentarz ów został zlikwidowany na początku XIX wieku, szczątki z cmentarza przeniesiono wówczas do krypt cerkwi, skąd już w końcu XX w. zabrano je do Muzeum Sztuki Dawnej Ukraińskiej Książki, filii Lwowskiej Galerii Sztuki.

Od ponad dwudziestu lat toczą się rozmowy o ponownym pochówku drukarza, ale jak podają niektóre źródła problem polega również na tym, że odnalezione szczątki należą nie do jednej osoby, ale aż do dziewięciu. Na pewno wśród nich są również szczątki syna drukarza, też Iwana, który zmarł trzy lata po śmierci ojca i był podchowany do grobu. Przeprowadzenie ekspertyzy jest rzeczą trudną i kosztowną. W tym roku działaczom z Fundacji „Odrodzenie Dziedzictwa Historyczno-Kulturalnego im. Borysa Woźnickiego” i dyrektorce Lwowskiej Galerii Sztuki Łarysie Woźnickiej-Razinkowej udało się ruszyć sprawę z miejsca. Na ich wniosek, sprawą zajęła się Olga Minejko, z wydziału bioarcheologii Instytutu Archeologii Akademii Nauk Ukrainy. Olga Minejko przygotowała szczątki do badań, zrobiła wstępne próbki tkanek. Następnie naukowcy z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu pobrali próbki do niezależnych badań.

Od czego będą zaczynać poszukiwania właściwych szczątków Iwana Fedorowa Alinie Wozijanopowiedzieli prof. Bogdan Gworys, kierownik katedry anatomii prawidłowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, Paweł Dąbrowski, doktor nauk biologicznych i adiunkt w zakładzie anatomii prawidłowej, od niedawna kierownik pracowni paleoanatomii oraz Zygmunt Domagała, doktor nauk medycznych, lekarz i współuczestnik projektów naukowych pracowni paleoanatomii.

Paweł Dąbrowski:Tworzymy zespół antropologiczno-medyczny, który został powołany do przeprowadzenia identyfikacji antropologiczno-medycznej szczątek pierwszego drukarza ukraińsko-rosyjskiego Iwana Fedorowicza, którego szczątki zostały wydobyte podczas prac remontowych w jednej z cerkwi Lwowa. Co do pochodzenia tych szczątków kostnych nie było pewności czy rzeczywiście są śladami tak znamienitej postaci, czy też nie.

Pobraliśmy materiał do badań tzw. inwazyjnych, które związane są z naruszeniem struktury kości. Taka jest procedura i takie są wymagania, związane z tymi badaniami. Chodzi o badanie pierwiastków śladowych, pierwiastków izotopowych, które mogą być markerem jakości życia tych osób czy tej osoby z tego miejsca pochówku, co może nas naprowadzić na pewne ślady, dotyczące życia. I dzięki temu będziemy mogli zidentyfikować, znając właśnie jakość tego życia – czy ta osoba trudniła się jakimś bardzo ciężkim rzemiosłem w życiu czy też nie, co jadła, czy była dobrze odżywiona. I to jest takie pierwsze działanie.

Drugie działanie – to są próbki pobrane na badanie materiału genetycznego. Identyfikacja genetyczna w tej chwili jest bardzo rutynowym, powszechnym działaniem w badaniach paleoantropologicznych czy paleoanatomicznych i pozwala oprócz klasycznych metod makroskopowych opartych o badanie cech kośćca. Badanie morfologii tych kości czy też patomorfologii pozwala na bardzo dokładne ustalenie pochodzenia doczesnych szczątków. Ale jest problem polegający na zanieczyszczeniu, na kontaminacji innym materiałem genetycznym osób, które miały przed nami kontakt, bądź materiałem genetycznym, który jest związany z kontaktu między kośćmi w jednym miejscu, w jednej niszy, gdzie były złożone. Więc teraz będziemy próbowali znaleźć taką parę kości (bo tam jeszcze jest domniemany pochówek syna Fedorowicza), które będą mieć ze sobą jakiś związek, będą koniugować.

Wybierzemy w ten sposób spośród innych domniemanych szczątków taką parę i wtedy będziemy jeszcze bliżej się przyglądać czy rzeczywiście są dodatkowo ślady w postaci chociażby metali ciężkich, które mogły się kumulować za życia. Fedorowicz był drukarzem. Więc stosował technologię związaną z obróbką ołowiu. Gdy podczas przygotowania i wlewania do form, ołów gorący parował, pary ołowiu powodowały jego zatrucie tym metalem, więc powinny być ślady w materiale kostnym. Być może uda się nam znaleźć wyjątkowe stężenie tego metalu w jego materiale kostnym.

Bogdan Gworys: Przyjechaliśmy z uniwersytetu medycznego we Wrocławiu. Reprezentujemy katedrę i zakład anatomii prawidłowej tego właśnie instytutu. Przyjechaliśmy na zaproszenie dyrektora Galerii Sztuki we Lwowie. Myślę, że ta współpraca będzie dłużej kontynuowana i nie stanie się jednorazowa. Będziemy się spotykać. Uważamy, że jest pole do współpracy bardzo szerokiej, międzynarodowej. Będziemy pisać wspólne prace, planujemy wspólne publikacje naukowe – Wrocław i Lwów.

Alina Wozijan

„Kurier Galicyjski”

Tekst ukazał się w nr 10 za 31 maja – 16 czerwca 2014.



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz