Azjatycka ofensywa Węgier

Węgierskie otwarcie na Wschód jest rozumiane przez rządzących nie tylko jako współpraca z Rosją, ale może nawet przede wszystkim jako rozszerzenie kontaktów z państwami dalekiej Azji. Węgrzy dbają więc o dalszy rozwój stojącej już na wysokim poziomie kooperacji z Chinami, a minister spraw zagranicznych Péter Szijjártó bywa także w stolicach Indii, Korei Południowej, Japonii czy Malezji.

Szerokie otwarcie się rządów Fideszu na Daleki Wschód można z pewnością zaliczyć do czerpania przez centroprawicę z idei promowanych przez narodowców z Jobbiku. Ugrupowanie Gábora Vony od czasu wypłynięcia na szerokie wody węgierskiej polityki konsekwentnie promuje założenia turanizmu, zgodnie z którym Węgrzy wywodzą się od ludów zamieszkujących azjatyckie stepy, a tym samym państwo powinno też prowadzić wielowektorową politykę zagraniczną uwzględniającą relacje z tym kontynentem. Choć więc Fidesz nigdy nie zakwestionował teorii o ugrufińskich korzeniach Węgrów, to zdecydowanie otworzył się na współpracę z odległymi azjatyckimi państwami.

„Doktryna wschodnich wiatrów”

Popularność Jobbiku spowodowała nie tylko rozszerzenie horyzontów dotyczących polityki zagranicznej, ale również ogólne przesunięcie się Fideszu na bardziej prawicowe pozycje, charakterystyczne w wielu aspektach dla ugrupowań zaliczanych do nurtu umiarkowanie narodowo-konserwatywnego. Pierwszy rząd Viktora Orbána, funkcjonujący w latach 1998-2002, hołdował jeszcze ideom z czasów dawnej afiliacji Fideszu, który rozpoczynał jako ugrupowanie liberalnego centrum. Tym samym dyplomaci związani z tą partią w relacjach z państwami niedemokratycznymi stawiali na promocję demokracji, dopiero później myśląc o własnym interesie narodowym. Już po ponownym objęciu władzy, w listopadzie 2010 r. Orbán ogłosił jednak nowy program, określany często mianem „doktryny wschodnich wiatrów”, w którym opowiedział się za koniecznością szerszego otwarcia Węgier na kontakty z państwami szeroko pojętego wschodu. Węgierski premier uzasadniał to faktem, iż światowy porządek powstały po wielkiej rewolucji przemysłowej jest już nieaktualny, ponieważ na znaczeniu zyskują kraje wschodnie takie jak Indie i Chiny. Państwa te coraz mocniej podkreślają więc swoje znaczenie w światowym handlu, bowiem za pośrednictwem globalizacji nowe technologie, będące wcześniej przewagą świata zachodniego, dotarły do innych części globu. Orbán zaznaczył, że choć Węgry identyfikują się z zachodnią cywilizacją, to muszą reagować na nowe trendy, bo jedynie wtedy znajdą się wśród zwycięzców nowego międzynarodowego rozdania.

ZOBACZ TAKŻE: Węgierski realizm

Początkowo rząd Fideszu zaczął prowadzić aktywną politykę wschodnią z powodu rezygnacji z zaciągania kredytów w Międzynarodowym Funduszu Walutowym i Unii Europejskiej. Tym samym węgierska centroprawica szukała w Chinach i Arabii Saudyjskiej możliwości uzyskania pożyczek na sfinansowanie swojego długu, co zakończyło się jednak fiaskiem z powodu niedostrzegania politycznych korzyści w z takiej operacji wśród chińskich i saudyjskich przywódców. Nie oznaczało to jednak, że Węgry zrezygnowały z chęci rozwijania relacji gospodarczych z państwami azjatyckimi, a za nawiązywanie kontaktów zaczął odpowiadać wspomniany Szijjártó. Polityczny wychowanek Orbána najpierw czynił to jako sekretarz stanu i następnie wiceminister w jego kancelarii, natomiast od września 2014 r. były lider młodzieżówki Fideszu pełni już funkcję szefa węgierskiego MSZ. Lata 2010-2014 były więc przede wszystkim czasem nawiązywania kontaktów z liderami odległych azjatyckich państw, w czym, co ciekawe, właściwie nie uczestniczył ówczesny szef resortu spraw zagranicznych Tibor Navracsics. Rozwój węgiersko-azjatyckich relacji pod rządami Fideszu jest więc właściwie w całości zasługą Szijjártó.

Po pierwsze: Chiny

Obiektywnie rzecz biorąc nie można jednak odmówić zasług w tej kwestii socjalistyczno-liberalnych rządów, które w latach 2002-2010 zbudowały pewną sieć wzajemnych kontaktów Było to związane z atrakcyjnością Węgier jako nowego członka Unii Europejskiej, a także z faktem, iż nad Dunajem mieszka spora już liczba obywateli państw azjatyckich, na czele z kilkunastotysięczną chińską diasporą. W sierpniu 2003 r. trzydniową wizytę w Chinach złożył lewicowy premier Péter Medgyessy, który stał się tym samym pierwszym węgierskim przywódcą odwiedzającym ten kraj od 1959 r., chociaż najwięcej, bo aż trzy razy Państwo Środka odwiedził kolejny szef rządu, Ferenc Gyurcsány. Od 2004 r. można więc mówić o wzroście wzajemnych relacji handlowych, które zaledwie w ciągu jednego roku wzrosły trzykrotnie, natomiast wartość chińskich inwestycji nad Dunajem wyniosła do 2010 r. blisko 460 mln dolarów. Pół roku po przejęciu władzy do Chin wybrał się natomiast sam Orbán, a dzięki jego wizycie w kolejnych miesiącach dwa razy do Państwa Środka przyjeżdżali przedstawiciele resortu rozwoju oraz węgierskich przedsiębiorców. Symboliczne znaczenie dla węgiersko-chińskich relacji miało jednak wydarzenie z września 2010 r., kiedy szef rządu zrezygnował ze spotkania z przebywającym wówczas w Budapeszcie Dalajlamą, choć w 2000 r. obaj przywódcy rozmawiali na temat obrony praw Tybetańczyków. Tym samym Orbán jasno zasygnalizował, iż to sprawy ekonomiczne będą miały obecnie prymat w polityce zagranicznej Węgier. Jednym z kamieni milowych w budowie węgiersko-chińskich relacji, o którym należy wspomnieć, była organizacja konferencji Asia-Europe Meeting w miejscowości Gödöllő, w której oprócz chińskiego ministra spraw zagranicznych brali udział szefowie tego resortu z kilku państw azjatyckich. W czerwcu 2011 r. Węgry odwiedził natomiast chiński premier Wen Jiabao, obiecując gabinetowi centroprawicy pożyczkę w wysokości prawie miliarda dolarów.

Chociaż Węgrzy liczyli na większą ilość chińskich inwestycji w swoim kraju (w 2015 r. ich wartość szacowano na 3,5 mld dolarów), to dzięki zaangażowaniu w budowę wzajemnych relacji odgrywają oni ważną rolę w projekcie Nowego Jedwabnego Szlaku. Można pokusić się wręcz o stwierdzenie, że Węgry obok Serbii mają najmocniejszą pozycję w formacie „16+1”, będącym platformą kontaktu pomiędzy Chinami oraz państwami Europy Środkowo-Wschodniej. Nieprzypadkowo zresztą Chińczycy potwierdzili swoje zaangażowanie w modernizację połączenia kolejowego między Budapesztem i Belgradem. W czerwcu 2015 r. Szijjártó podpisał zresztą ze swoim chińskim odpowiednikiem, Wangiem Yi, memorandum o rozwoju infrastruktury, w którym padają słowa „pas” i „droga”, stąd niektóre media określiły Węgry mianem pierwszego europejskiego kraju przystępującego oficjalnie do projektu Nowego Jedwabnego Szlaku. W październiku ub.r. Orbán wziął zresztą udział w budapesztańskiej konferencji poświęconej rozwojowi kontaktów między Chinami i Europą Środkową, zapowiadając w swoim wystąpieniu podniesienie węgiersko-chińskich kontaktów do rangi partnerstwa strategicznego. 23 stycznia oficjalnie poinformowano więc o zawarciu strategicznego porozumienia rządu Węgier z Bank Of China, przewidującego przede wszystkim realizację wspólnych inwestycji i określenie zasad finansowania dłużnego węgierskich przedsiębiorstw.

W dniu podpisania wspomnianej umowy Orbán wziął udział w organizowanym przez Narodowy Bank Węgier spotkaniu, podczas którego po raz kolejny mówił o tym, iż zakończył się jednobiegunowy porządek światowy i obecnie nadszedł czas na policentryczną percepcję stosunków międzynarodowych. Węgierski premier podkreślił przy tym, że jego kraj rozumie Chińczyków, stąd nie identyfikuje się ze sposobem myślenia innych europejskich państw, które nawiązując współpracę z Chinami chcą uczyć ten kraj zachodniego rozumienia demokracji i praw człowieka.

Nie zapominając o konkurencji

Jednocześnie węgierski rząd nie zamierza rezygnować ze współpracy z konkurentami Chin w Azji, stąd postępujący rozwój węgiersko-chińskiej kooperacji nie przeszkadza Budapesztowi w nawiązywaniu kontaktów chociażby z Koreą Południową i Japonią. Nawiązanie relacji Węgier z tym pierwszym krajem ma wręcz wymiar historyczny, ponieważ Węgry jako pierwsze państwo socjalistycznego bloku wschodniego w 1988 r. nawiązało stosunki dyplomatyczne z Koreą Południową, których nie utrzymywano wcześniej oczywiście z powodu wspierania Korei Północnej przez satelitów Związku Radzieckiego. Obecny rząd Węgier nie ukrywa natomiast, iż południowokoreański model rozwoju gospodarczego jest dla niego jedną z ważniejszych inspiracji, bo ten azjatycki kraj w bardzo szybkim tempie z biednego rolniczego obszaru przekształcił się w jedno z najbardziej uprzemysłowionych państw świata. Koreańskie inwestycje na Węgrzech według danych z 2014 r. wyniosły zresztą 2 mld dolarów, co przełożyło się na zatrudnienie dla blisko 25 tys. osób (głównie przez koncerny Samsung i Hankook). Szijjártó zdecydował się jednak dołożyć starania, aby węgiersko-koreańska współpraca przeniosła się na wyższy poziom, stąd w październiku 2013 r. po raz pierwszy udał się on do Seulu i zabiegał przede wszystkim o otwarcie tamtejszego rynku na węgierskie przedsiębiorstwa. Trzy miesiące później w Budapeszcie odbyło się spotkanie Koreańsko-Węgierskiego Forum Gospodarczego, w którym wziął udział minister gospodarki narodowej Mihaly Varga. W swoim przemówieniu podkreślił on, że Węgry chcą rozwijać politykę „otwarcia na wschód”, stąd też ważne są dla nich również relacje z Koreą Południową. Varga w lutym ub.r. pojechał do Seulu, a rezultatem polityki rządu Fideszu stało się podpisanie szeregu umów gospodarczych mających na celu stworzenie jeszcze bardziej dogodnych warunków dla koreańskich przedsiębiorstw chcących inwestować na Węgrzech. Dwa miesiące później ogłoszono uruchomienie połączeń lotniczych między Budapesztem i Seulem, co jest zresztą najczęstszym efektem rozmów prowadzonych przez Szijjártó. W 2015 r. relacje handlowe pomiędzy oboma krajami warte były blisko 2 mld dolarów, a w ciągu zaledwie jednego roku węgierski eksport do Korei Południowej zwiększył się dwukrotnie.

Nieco gorzej wychodzi Węgrom podniesienie na nowy poziom współpracy z innym ważnym azjatyckim państwem, jakim z pewnością jest wciąż Japonia. Szijjártó po raz pierwszy, już jako minister spraw zagranicznych, przybył do tego kraju w listopadzie 2014 r. (dwa lata po 120. rocznicy nawiązania węgiersko-japońskich stosunków dyplomatycznych) i prowadził głównie rozmowy dotyczące aktualnej wówczas sytuacji międzynarodowej, czyli choćby kwestii rozwiązania konfliktu na Ukrainie. Relacje handlowe pomiędzy oboma państwami zeszły więc na plan dalszy, choć przedstawiciel rządu Węgier opowiedział się za zawarciem umowy o wolnym handlu pomiędzy UE i Japonią, natomiast Japończycy wyrazili chęć zwiększenia importu wieprzowiny z Węgier. Dokładnie dwa lata później zapowiedziano za to realizację inwestycji japońskiej firmy SIIX Corporation, która ma stworzyć blisko 600 miejsc pracy w miejscowości Nagykőrös na południowy wschód od Budapesztu. Mimo niewielkiej aktywizacji węgiersko-japońskiej współpracy warto podkreślić, że na węgierskim rynku działa i tak blisko 149 japońskich firm zatrudniających prawie 25 tys. osób. Z pewnością problemem dla Węgrów jest fakt, iż relacja eksportu do importu jest dla tego kraju niekorzystna, stąd Japonia wychodzi na plus o blisko 400 mln dolarów. Nic więc dziwnego, iż węgierskie firmy napotykają na niechęć ze strony coraz bardziej protekcjonistycznie nastawionego japońskiego rządu.

Nie należy natomiast liczyć na bardziej radykalne otwarcie się Węgrów na wschód, jakim z pewnością byłoby ponowne nawiązanie stosunków dyplomatycznych z Koreą Północną, zerwanych po wspomnianym już otwarciu węgierskiej placówki w Korei Południowej. Szijjártó dwa miesiące temu nazwał Koreę Północną państwem rządzonym przez szalonego dyktatora, będącego największym zagrożeniem dla światowego pokoju obok Państwa Islamskiego. Słowa te zostały potwierdzone później przez węgierską placówkę w Wiedniu, która została wezwana do wyjaśnień przez północnokoreańską ambasadę w Austrii.

Blisko z Hindusami

Wydaje się, że w Polsce niemal pomija się znaczenie Indii na mapie światowych relacji międzynarodowych, choć należą one do najszybciej rozwijających się państw na globie. Stąd też rozwój węgiersko-hinduskich stosunków również jest ważny dla węgierskiego rządu, choć i tutaj trzeba docenić duży wkład koalicji socjalistyczno-liberalnej. W latach 2003-2006 zawarto szereg umów dotyczących m.in. unikania podwójnego opodatkowania, ochrony wzajemnych interesów gospodarczych, czy też wymiany studenckiej. Z okazji 60. rocznicy nawiązania relacji dyplomatycznych Węgier i Indii, w 2008 r. do hinduskiej stolicy przybył Gyurcsány, który podczas trzydniowej wizyty podpisał szereg umów dotyczących głównie współpracy energetycznej. Stąd oba państwa do dzisiaj obowiązują zawarte wówczas porozumienia dotyczące rolnictwa, medycyny, wspólnego funduszu rozwojowego oraz kooperacji między największymi węgierskimi i hinduskimi spółkami paliwowymi. W październiku 2013 r. nad Gangesem zjawił się natomiast sam Orbán, wraz z którym do Delhi przybyło blisko osiemdziesięciu węgierskich przedsiębiorców oraz dwóch ministrów. Podczas spotkania z ówczesnym hinduskim premierem Manmohanem Singhem, lider Fideszu wygłosił wykład na temat roli Węgier w Europie, sygnalizując konieczność szerszej węgiersko-hinduskiej współpracy. Później Orbán uczestniczył w Węgiersko-Hinduskim Forum Biznesu, na którym ogłosił podpisanie szeregu umów pomiędzy dużymi firmami z obu państw. Hinduska strona doceniła wówczas głównie kształtowanie przez Węgry własnej tożsamości w ramach UE.

Jak zwykle efektem starań Szijjártó było otwarcie połączenia lotniczego, łączącego Budapeszt z Delhi. Dwa lata po wizycie Orbána do Indii pojechał natomiast wiceminister spraw zagranicznych László Szabó, także zapewniając o chęci kontynuacji polityki otwarcia się Węgier na partnerstwo z państwami Wschodu. Ta podróż była jednak nakierowana przede wszystkim na ściągnięcie hinduskich inwestycji na Węgry, ponieważ przedstawiciel rządu Fideszu zachwalał głównie niskie podatki dla przedsiębiorców i ogólny klimat inwestycyjny swojego kraju. Dużo ważniejsza była jednak wizyta hinduskiego wiceprezydenta Mohammada Hamida Ansariego, który pojawił się na Węgrzech przed czterema miesiącami. Orbán zwracał wtedy przede wszystkim uwagę na rozwój nowoczesnych technologii, które Indie mogłyby dostarczyć Węgrom, a także dalej zabiegał o inwestycje tego kraju na terytorium Węgier. Co ciekawe, w tym przypadku węgierski premier zachwalał Indie jako największą światową demokrację, zachęcającą wręcz do rozwijania tego systemu politycznego. Opisane wyżej dyplomatyczne zabiegi nie zmieniają jednak faktu, iż Indie nie są tak jak w przeszłości największym partnerem gospodarczym Węgier w Azji, a wzajemny obrót handlowy wynosi niecałe 600 mln dolarów. Warto jednak zwrócić uwagę na inny aspekt węgiersko-hinduskich stosunków, jakim są regularne spotkania wspólnej komisji obronnej, mającej na celu rozwój wzajemnych relacji wojskowych, także w obszarze zagrożenia cyberatakami.

Każdy się liczy

Chęć rozwijania współpracy z najważniejszymi azjatyckimi państwami jest jak najbardziej zrozumiała, ale Węgry zwracają uwagę na niemal każdy kraj zaliczany do Dalekiego Wschodu. Najbardziej rozwinięte stosunki wydają się łączyć Węgrów z Malezją, stąd w Kuala Lumpur w maju 2015 r. Szijjártó wziął udział w ponownym otwarciu węgierskiej ambasady oraz przedstawicielstwa handlowego tego kraju, które mają ułatwić wzajemne inwestycje gospodarcze. Węgierski minister nie ukrywał wówczas, iż liczy zwłaszcza na pieniądze z malezyjskiego planu inwestycyjnego, zakładającego wydanie przez ten kraj blisko 444 mld dolarów na cele rozwojowe w ciągu następnych dziesięciu lat. Przy okazji wizyty w Malezji, polityk Fideszu odwiedził również Singapur, gdzie spotkał się z przedstawicielami tamtejszego biznesu (mają wybudować fabrykę w Miszkolcu), a także brał udział w otwarciu kolejnej placówki dyplomatycznej w postaci ambasady w stolicy Mongolii. Dość oryginalnym motywem w relacjach Budapesztu z Ułan Bator jest chęć udziału Węgrów w… rozwoju mongolskiej piłki nożnej. Węgrom zależy jednak w największej mierze na eksporcie do Mongolii nowych technologii, w czym pomóc ma kredytowanie przez jeden z węgierskich banków wzajemnej wymiany handlowej. Rok temu Szijjártó wraz z kilkudziesięcioma przedsiębiorcami po raz kolejny udał się do Ułan Bator, aby zapewnić swoich mongolskich partnerów, iż jego kraj może pomóc nawiązać im pragmatyczną współpracę z Rosją oraz otworzyć drzwi do relacji gospodarczych z UE, bowiem Węgry są jednym z zaledwie sześciu unijnych państw posiadających swoje przedstawicielstwo w Mongolii. Rangę współpracy podniósł z pewnością udział Orbána, który mówił dużo o chęci udziału w modernizacji stale rozwijającego się mongolskiego rolnictwa. W ubiegłym roku Węgry rozpoczęły zresztą udział w innym programie dotyczącym tego sektora gospodarki, udzielając kredytu na rozwój produkcji żywności w Laosie, po czym zainteresowanie podobnym węgierskim zaangażowaniem wyraził Pakistan. Poza tym w ciągu ostatnich dwóch lat nawiązano szersze kontakty z Bangladeszem, Hong Kongiem i Indonezją, lecz jest za wcześnie, aby mówić o wynikających z tego faktu sukcesach.

Na pewno należy się natomiast spodziewać rozwoju kontaktów z państwami znajdującymi się nieco bliżej Europy, a dokładniej z krajami Azji Środkowej. Po pierwsze, według zwolenników turanizmu to właśnie z tamtejszych stepów wywodzą się Węgrzy. Po drugie, to właśnie tamtędy ma przebiegać planowany Nowy Jedwabny Szlak. Oczywiście z tego drugiego powodu tamtejsze kraje są już w dużej mierze uzależnione od Chin, ale stały się już dawno obiektem zainteresowania wschodniej polityki Węgrów. O najbardziej rozbudowanych kontaktach można mówić w kontekście relacji Węgier z Kazachstanem, które nabrały dynamiki właśnie dzięki rządom Orbána. Węgierski premier już w maju 2012 r. odwiedził ten kraj, aby udać się tam również trzy lata później, natomiast parokrotnie na Węgrzech pojawili się przedstawiciele kazachskich władz. Efektem spotkań było podniesienie rangi wzajemnych stosunków do stopnia partnerstwa strategicznego. W trakcie wspomnianych wizyt nie uciekano od tematyki bliskości kulturowej obu państw, a także zapowiedzi wzmocnienia euroazjatyckich relacji. Największe korzyści z tego tytułu wydaje się odnosić koncern paliwowy MOL, który ma swoje udziały w wydobyciu ropy naftowej w dwóch kazachskich miejscowościach. Niewiele zmienia się za to w relacjach Węgier i Uzbekistanu, choć Taszkient jeszcze przed prawdziwą wschodnią ofensywą kraju bratanków odwiedził ówczesny prezydent Pál Schmitt, biorąc udział w forum biznesowym z udziałem dwudziestu czterech węgierskich przedsiębiorstw. W kolejnych latach Węgrzy uruchomili ambasadę w Taszkiencie i udzielili kredytu na modernizację uzbeckiego sprzętu medycznego, lecz nadal nie osiągnęli zbyt wysokiej wartości wzajemnej wymiany handlowej. Dopiero w ubiegłym roku doszło też do konkretniejszych rozmów między przedstawicielami rządu Węgier oraz władz Tadżykistanu i Kirgistanu. Szijjártó trzy miesiące temu podpisał porozumienie o węgiersko-tadżyckiej kooperacji, informując o uruchomieniu programu kredytowania węgierskich przedsiębiorstw chcących wejść ze swoimi produktami na tamtejszy rynek, a także chęci uczestnictwa Węgrów w budowie systemu wodnego Tadżykistanu. Szef resortu spraw zagranicznych Węgier nie omieszkał też stwierdzić, iż UE jest zajęta własnymi problemami i zbyt zapatrzona w siebie, stąd jego kraj chce mocniej postawić na współpracę z państwami Azji Środkowej. Tym samym Budapeszt potwierdził nawiązanie bliskich relacji z Duszanbe, nad czym pracowano od pierwszych wzajemnych konsultacji politycznych w 2011 r. Na wiosnę zeszłego roku w Budapeszcie gościł szef rządu Kirgistanu, co zaowocowało podpisaniem szeregu umów gospodarczych dotyczących głównie wejścia węgierskich firm farmaceutycznych na kirgiski rynek. Trudno jednak mówić w tym kontekście o sukcesach, ponieważ gospodarka Kirgistanu z pewnością do najbardziej rozwiniętych nawet w Azji nie należy. Farmaceutyki i system gospodarki wodnej jest też głównym tematem odbywających się właściwie co roku konsultacji między Węgrami i Turkmenistanem, choć współpracę w tym przypadku ma utrudniać głównie nieobliczalność azjatyckiego partnera Madziarów.

Bez sukcesów na Bliskim Wschodzie

Nieco gorzej wyglądają starania Węgier o zaistnienie na Bliskim Wschodzie. Przede wszystkim na początku rządów Fideszu, partii nie udało się uzyskać pożyczki od Arabii Saudyjskiej na finansowanie państwowego długu. Rzutowało to na dalszy obraz wzajemnych relacji węgiersko-saudyjskich, które zdają się mieć przede wszystkim kurtuazyjny charakter. Podpisana w 2014 r. umowa o ochronie obustronnych inwestycji nie zwiększyła zainteresowania Saudyjczyków nowymi inwestycjami, a przycichł również temat węgierskiego udziału w budowie saudyjskich systemów irygacyjnych. W ubiegłym roku intensyfikacji uległy za to kontakty Węgrów ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Wpierw podczas marcowej wizyty Szijjártó w Abu Dabi rozmawiano o eksporcie węgierskich produktów żywnościowych do Emiratów, uruchomieniu bezpośredniego połączenia lotniczego między węgierską i emiracką stolicą oraz o współpracy obu państw w zakresie energii nuklearnej; natomiast cztery miesiące później podczas rewizyty podjęto decyzję o udzieleniu linii kredytowej firmom z obu państw, zainteresowanym rozwojem wymiany handlowej. W latach 2013-2016 odbyto za to szereg rozmów z Katarczykami, zainteresowanymi sektorem energetycznym, jednak również trudno mówić tu o spektakularnych rezultatach, może poza tradycyjnym już ustanowieniem bezpośredniego połączenia lotniczego. Ciekawe wydaje się za to podejście Węgrów do kwestii palestyńskiej, bowiem w maju ub.r. Szijjártó opowiedział się za kontynuowaniem rozmów pomiędzy Autonomią Palestyńską i Izraelem, które powinny zakończyć się powstaniem dwóch państw. Węgrzy przez kilka lat wydali też blisko milion dolarów na pomoc rozwojową i humanitarną dla Strefy Gazy. Jednocześnie jednak Węgry podkreślają, iż ich ważnym partnerem jest również Izrael, zaś relacje węgiersko-izraelskie były kilkukrotnie chwalone także przez stronę izraelską.

Kontakty z państwami arabskimi nie przynoszą oczekiwanych rezultatów, dlatego dużo lepiej wyglądają relacje Węgier z bliskowschodnimi państwami reprezentującymi inną kulturę, a więc z Azerbejdżanem i Iranem. Azerowie traktowani są przez Węgrów nie tylko jako naród turański, ale też również jako reprezentant państw umiarkowanego islamu. Już w grudniu 2012 r. w Baku otworzono węgierski dom handlowy, którego celem jest oczywiście ułatwienie nawiązywania kontaktów biznesowych przez węgierskie i azerskie przedsiębiorstwa. Kilka wzajemnych wizyt w latach 2011-2014 zaowocowało podpisaniem 11 listopada 2014 r. porozumienia o strategicznym partnerstwie pomiędzy oboma państwami, natomiast przed rokiem Orbán przywiózł do azerskiej stolicy decyzję o przyznaniu przez Eximbank kredytu w wysokości 200 mln dolarów na finansowanie wymiany gospodarczej. Od czasu zawarcia porozumienia nuklearnego pomiędzy Iranem i światowymi mocarstwami doszło też do zbliżenia między Budapesztem i Teheranem. W listopadzie 2015 r. węgierski premier stał się pierwszym szefem rządu, który odwiedził Iran od 1988 r., biorąc ze sobą od razu połowę swojego gabinetu wraz ze 120 przedsiębiorcami. Lider Fideszu skrytykował ignorowanie Iranu przez swoich poprzedników, podkreślając bliskość kulturową obu państw, a także wyrażając chęć współpracy w dziedzinie energii atomowej. Kilka dni temu irańskiego ambasadora w Budapeszcie odwiedził Szijjártó, wyrażając zadowolenie z powodu polityki Iranu, Rosji i Turcji, chcących rozwiązać konflikt w Syrii poprzez negocjacje pokojowe w kazachskiej Astanie.

W sprawie samego konfliktu w Syrii węgierskie władze zachowywały się ostrożnie. Przede wszystkim Budapeszt angażował się finansowo we wspieranie chrześcijańskiej mniejszości na Bliskim Wschodzie, ale nie chciał za to potępić syryjskiego rządu za użycie broni chemicznej przed przeprowadzeniem śledztwa w tej sprawie, co na Budapeszcie chciał we wrześniu 2013 r. wymóc Waszyngton. Z pewnością węgierskie władze są zainteresowane jak najszybszym zakończeniem tej wojny, ponieważ spowodowała ona napływ imigrantów podczas kryzysu imigracyjnego sprzed prawie dwóch lat.

Przykład dla Polski

Zdecydowana postawa Węgrów w dążeniu do budowania wielobiegunowej polityki zagranicznej powinna być drogowskazem dla Polski, która wydaje się być tak naprawdę niezdecydowana chociażby w kwestii Nowego Jedwabnego Szlaku. Zbytnie wyczekiwanie na kroki Ameryki, szczególnie po objęciu prezydentury tego kraju przez Donalda Trumpa, może spowodować przegranie przez nas wyścigu o miejsce w tworzącym się nowo światowym ładzie. Optymizmem mogą napawać dotychczasowe spotkania przedstawicieli polskich władz ze swoimi chińskimi odpowiednikami, a także nawiązanie relacji gospodarczych z Iranem. Należy mieć jednak nadzieje, że środowiska związane z obozem rządzącym w Polsce zainteresują się szerzej obszarem Azji.

Marcin Ursyński



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz