Azerbejdżan się zbroi

Azerbejdżan zwiększa wydatki na obronność, zakupił od Izraela tarczę rakietową „Żelazna Kopuła”, za którą zapłacił 5 mld. dolarów. Wszystko z myślą o odzyskaniu utraconych terytoriów. Zbroi się także Armenia, której Rosja przekazała niedawno rakiety Iskander. Tymczasem firma budowlana Donalda Trumpa wycofała się ze swoich inwestycji w Baku, Tbilisi i Batumi.

Stosunki Azerbejdżanu z Armenią wciąż są napięte. Stara się je łagodzić Rosja, która zarówno z jednym, jak i z drugim krajem utrzymuje bardzo dobre stosunki. Wojna między nimi jest dla niej absolutnie niedopuszczalna. Umacnia swoją pozycję w regionie i uczestniczy we wspólnych projektach logistycznych i transportowych. Azerbejdżan, który jest stroną pokrzywdzoną w konflikcie z Armenią, musi to akceptować. Choć oficjalnie zbroi się na potęgę.



ZOBACZ TAKŻE: Strzały na Kaukazie

Mimo kryzysu, wywołanego spadkiem cen na ropę naftową, armia azerbejdżańska jest wciąż dozbrajana najnowszą techniką i innym wyposażeniem. W tym roku ma ona jeszcze bardziej zwiększyć swą moc. W porównaniu z minionym rokiem, w 2017 r. wydatki na obronę i umocnienie bezpieczeństwa narodowego zwiększą się o 6,9 proc., czyli o 187 mln manatów i wyniosą 2,9 mld manatów. W przeliczeniu na twardą walutę wynosi to 1,8 mld USD. 1 mld 270 mln manatów jest przeznaczonych na utrzymanie armii, 11 mln 929 tys. manatów pójdzie na umocnienie sił bezpieczeństwa, 2 mln 624 tys. manatów zostanie przeznaczonych na prace badawcze w zakresie obrony, a 1 mld 257 mln na zakup uzbrojenia. Azerbejdżan stale zwiększa swą militarną moc.

ZOBACZ TAKŻE: Pola manewru nie ma

Według prezydenta Ilchama Alijewa azerbejdżańska armia wchodzi w skład silniejszych armii świata. Odznacza się dużą zdolnością bojową i nowoczesnym uzbrojeniem. – Część swych możliwości armia już zademonstrowała, a część jest utrzymana w tajemnicy – oświadczył Alijew. Dodał też, że siła armii – będzie zademonstrowana w odpowiednim czasie i odpowiednim miejscu. – Siłę tę Azerbejdżan zamierza z pewnością zademonstrować podczas potencjalnego starcia z Armenią w walce o odzyskanie Nagornego Karabachu i innych przylegających do niego obszarów utraconych w czasie wojny z Armenią.

ZOBACZ TAKŻE: Rosja dozbraja Armenię i Azerbejdżan

Azerbejdżan zaczął się zbroić w momencie, gdy do władzy doszedł w nim po śmierci ojca Ilcham Alijew. W odróżnieniu od swego poprzednika, postawił na rozwiązanie siłowe w konflikcie z Armenią. Zwiększył on import uzbrojenia o 155 proc., dzięki czemu przesunął kraj z 48 na 35 miejsce wśród importerów broni. Zakupy Azerbejdżan zaczął dokonywać w Rosji, Izraelu, Pakistanie, Ukrainie i Turcji. Niedawno, w czasie oficjalnej wizyty w Azerbejdżanie premiera Izraela Benjamina Netanjahu, ogłoszono, że Baku zakupiło u Izraela broń za kwotę 5 mld USD! Za taką samą kwotę Azerbejdżan kupił broń w Rosji. Na mocy ostatniego porozumienia z Izraelem ten ma dostarczyć Azerbejdżanowi system obrony przeciwrakietowej „Żelazna kopuła” . Został on opracowany przez korporację „Rafael”. System ten jest przeznaczony do zestrzeliwania taktycznych rakiet, lecących z odległości od 4 do 70 km.

ZOBACZ TAKŻE: Erdogan będzie popierał Azerbejdżan do samego końca w konflikcie z Armenią

Azerbejdżan wprowadza też na uzbrojenie armii własne produkty. Ostatnio minister obrony Azerbejdżanu ogłosił, że podległe mu siły wypróbowały na poligonie bezpilotowe latające aparaty-kamikadze „Uderzenie”, a także latające aparaty zwiadowcze. W najbliższym czasie oba urządzenia wejdą do masowej produkcji.

Według zapewnień azerskich ekspertów ich kraj będzie zwiększał swa moc militarną aż nie uwolni swoich „okupowanych terytoriów”. Czy Azerbejdżanowi uda się odzyskać utracone terytoria przy pomocy armii, nie wiadomo. Jest to raczej wątpliwe. Armenia też nie zasypia gruszek w popiele. Jej armia utworzyła wspólne zgrupowanie wojsk z rosyjskim kontyngentem, stacjonującym w Armenii w bazie Giumri. Poza tym armia ormiańska otrzymała od Rosji brygadę wyrzutni rakietowych „Iskander”, co jednoznacznie wskazuje, po czyjej stronie będzie Rosja w przypadku potencjalnego konfliktu Azerbejdżanu z Armenią. Ta broń jest sprzedawana tylko sojusznikom, którym Moskwa bezgranicznie ufa. Jej obecne stosunki z Baku są bardzo dobre, ale Alijew ma związane ręce. By utrzymać swoje notowania w społeczeństwie, musi działać na rzecz odzyskania utraconych terytoriów i mobilizować naród wokół tego celu.

ZOBACZ TAKŻE: Iran idzie na Kaukaz

Przeciwko Rosji Alijew nie wystąpi, bo jest ona głównym graczem w tym regionie. Jeszcze przed oficjalnym objęciem urzędu prezydenta USA, Donald Trump zlikwidował swoje interesy w Gruzji i Azerbejdżanie. Jego kompania działająca w sferze nieruchomości („Trump Organization”) ogłosiła zerwanie porozumień o budowie kompleksów w Baku, Batumi i Tbilisi. Projekty te były traktowane przez rządy Azerbejdżanu i Gruzji prestiżowo. Azerscy i gruzińscy urzędnicy liczyli, że lobbując za interesami Trumpa otworzą sobie tym samym wiele drzwi do biur nowej waszyngtońskiej administracji.

Wielu obserwatorów jest zdania, ze wycofanie się koncernu Trumpa z Zakaukazia spowoduje mniejsze zainteresowanie Waszyngtonu regionem Zakaukazia. Dla Baku będzie to oznaczać, że walcząc o swoje interesy będzie musiało jeszcze bardziej liczyć się z Kremlem. On zaś chce w regionie zachować spokój. Wojna między Azerbejdżanem a Armenią jest mu absolutnie nie na rękę. Azerska broń ma pozostać w magazynach.

Marek A. Koprowski

Reklama

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz