Strzelcy Siczowi

Ukraińska formacja zbrojna, wchodząc w skład armii austriackiej, utworzona na początku I wojny światowej. Jej główny aktyw składał się z członków Ukraińskiego Związku Siczowego – US, który powstał na bazie Towarzystwa Sportowo- Gimnastyczno- Przeciwpożarowego „Sicz”.

Spory odsetek wśród Strzelców Siczowych stanowili również wychowankowie Towarzystwa Sportowo- Gimnastycznego „Sokił”, a także ukraińskiego skautingu, noszącego nazwę „Płast”. Wszystkie te organizacje prowadziły zajęcia z przysposobienia wojskowego, na których uczono taktyki, służby rozpoznawczej , kwatermistrzostwa, musztry itp.., stając się de facto stowarzyszeniami paramilitarnymi. Organizacje te współpracowały ze sobą, prezentując swoją siłę na zlotach i zjazdach. Największym z nich był zlot sokolsko- siczowy we Lwowie dla uczczenia setnej rocznicy urodzin Tarasa Szewczenki. Działalnością „Siczy” interesował się Józef Piłsudski, który w 1911r. odwiedził lokal „Siczy” we Lwowie. Miał wzywać Ukraińców, by za przykładem Polaków przygotowywali się do walki z Rosją o niepodległość Ukrainy. Wskazywał, że cele zarówno Polaków, jak i Ukraińców są wspólne i dlatego pragnie, aby narody te wyszły zwycięsko ze zmagań z rosyjskim okupantem.



Austriacy tolerowali działalność ukraińskich organizacji paramilitarnych w Galicji, widząc w nich w przyszłości jednostki zbrojne i wywiadowcze w ramach armii austriackiej. Miały one w wypadku wojny z Rosją działać na Ukrainie Naddnieprzańskiej i współpracować z Wiedniem w tworzeniu państwa ukraińskiego.

W sierpniu 1914r. we Lwowie powstał Związek Wyzwolenia Ukrainy, składający się głównie z wychodźców z Ukrainy Naddnieprzańskiej i roszczący sobie pretensje do jej reprezentowania. Jedną z form jego działalności były zabiegi na rzecz tworzenia ukraińskich organizacji wojskowych, tzw. ukraińskich strzelców siczowych, podporządkowanych dowództwu armii austriackiej. Władze austriackie wydały oczywiście na to zgodę i rozpoczęto werbunek do formacji. Rosyjska ofensywa w Galicji i na Bukowinie zahamowała ją jednak bardzo szybko. Legion Strzelców Siczowych wszedł do boju jako oddział liczący 2 tys. ludzi. Podlegał on przez dłuższy czas dowództwu arcyksięcia Wilhelma Habsburga, syna Karola Stefana znanego ze swych sympatii dla Ukraińców i popierania ukraińskiego ruchu narodowego. Arcyksiążę pod pseudonimem Wasyl Wyszywany był oficerem „siczowców”. Pod jego komendą ich oddział uczestniczył w walkach od września 1917r. najpierw w Bieszczadach, potem w Galicji Wschodniej i pod Bolechowem. W 1916r. Strzelcy stoczyli ciężką i krwawą, ale zwycięską bitwę na Łysoni k/ Brzeżan. Miała ona dla „Siczowców” znaczenie bardziej psychologiczne niż taktyczne. Mniej więcej takie samo jak dla Legionów Polskich bitwa pod Kostiuchnówką na Wołyniu. Rok później pod Koniuchami Strzelcy bezskutecznie usiłowali powstrzymać tzw. ofensywę Kiereńskiego, ale zostali rozbici. Rosjanie wzięli do niewoli około tysiąca z nich. Stali się oni następnie kadrą dla tworzenia oddziałów Strzelców Siczowych na Ukrainie Naddnieprzańskiej.

W sumie przez Legion Strzelców Siczowych, który był uzupełniany przez ochotników przewinęło się w latach 1914-17 około 7000 ludzi, z których 350 poległo, 1200 zostało rannych, a 1500 dostało się do niewoli. Legion stał się kuźnią kadr narodowych. Przewinęli się przez niego wszyscy przyszli ukraińscy działacze średniego pokolenia okresu międzywojennego od lewicy do prawicy.

Legion Strzelców Siczowych wziął też udział w wojnie z Polską na terenie Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej. Nie popisał się jednak większymi osiągnięciami bojowymi. W walki o Lwów wszedł z dużym opóźnieniem. Pociąg z Czerniowiec wiozący strzelców jechał bardzo powoli. Zatrzymywał się bowiem na każdej stacji, by strzelcy mogli dokonać depolonizacji jej napisów, zastępując je ukraińskimi. W efekcie mimo, iż teoretycznie Legion prezentował dużą wartość bojową, jego opóźnione wejście do walk nie było w stanie zmienić sytuacji strategicznej we Lwowie.

Marek A. Koprowski

Reklama

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.





Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz