Obrona Lwowa 12-22 IX 1939

Przez długi okres PRL-u temat Kresów Wschodnich, a tym bardziej Lwowa, był tematem tabu, stąd też wątek obrony w Kampanii Wrześniowej często przemilczano.

Lwów w okresie międzywojennym należał do największych miast polskich, stanowiąc żywe centrum Małopolski Wschodniej, przede wszystkim kulturalne i intelektualne, ale także militarne. W mieście stacjonował najsilniejszy garnizon wojskowy w tej części Polski składający się z kilkunastu dużych jednostek, z siedzibą Inspektoratu Armii i Dowództwa Okręgu Korpusu nr VI z gen. Władysławem Langnerem na czele. W wyniku sierpniowej mobilizacji przed planowanym niemieckim uderzeniem, niemal wszystkie oddziały wysłano na Zachód i porozdzielano do poszczególnych armii. We Lwowie pozostały jedynie ośrodki zapasowe i nieliczne oddziały tyłowe.

Działania wojenne rozpoczęte 1 IX 1939 r. dosięgły miasto tego samego dnia. Lotnictwo niemieckie dokonało szeregu nalotów wyrządzając znaczne szkody. Pod koniec pierwszego tygodnia wojny zaczęto naprędce organizować obronę, przy czym istniała już obrona przeciwgazowa i przeciwlotnicza. Dodatkowo powołano Straż Bezpieczeństwa z gen. dywizji w stanie spoczynku Władysławem Jędrzejewskim i Komitet Obywatelski Obrony Lwowa, kierowany przez rektora Uniwersytetu Jana Kazimierza, Romana Longschamps de Beriera. Przygotowania na większą skalę rozpoczęto 7 września na dalekich przedpolach, w okolicach Rawy Ruskiej, Żółkwi i Gródka Jagiellońskiego, jednocześnie wzmacniając też miasto przed spodziewanym najeźdźcą niemieckim.

Pierwsze oddziały nieprzyjacielskie, po stoczonych kilku potyczkach z Wojskiem Polskim, dotarły 12 września o godz. 14-tej od strony miejscowości Zimna Woda na obrzeża Lwowa w okolice ul. Gródeckiej. Atakujący przyjęli sobie za cel opanowanie ważniejszych punktów w mieście i sparaliżowanie polskiej obrony, co im się nie udało. Zajęli oni zdobyte pozycje i czekali na przybycie większych sił. Tego też dnia dotarły z pomocą Polakom 3 pułki piechoty z Grodna liczące łącznie ok. 6500 żołnierzy. W dalszym ciągu zwożono ze składnicy uzbrojenia, położonej w pobliskim Hołosku Wielkim, amunicję i granaty ręczne. Ukształtowała się również obsada Dowództwa Grupy Obrony Lwowa z gen. brygady w stanie spoczynku Franciszkiem Sikorskim, oraz samego Lwowa z gen. Władysławem Langnerem na czele. W następnym dniu Niemcy zajęły Kortumową Górę, z której rozpościerał się widok na miasto, umożliwiający jego ostrzał. Ponadto na zachodnim odcinku Niemcy kontynuowali natarcie, począwszy od Dworca Kolejowego po Kulparków. Rano do Przemyśla odleciał samolotem gen. Kazimierz Sosnkowski celem objęcia dowództwa nad grupą, która miała przyjść z odsieczą metropolii. Dnia 14 września trwały jedynie lokalne walki, ale z dużym nasileniem po obu stronach. Ciągle też wzmacniały Polaków przybywające z różnych stron oddziały. Na północnej stronie Lwowa, w odcięciu od miasta, aktywnie walczyła 10. Brygada Kawalerii Zmotoryzowanej pod dowództwem płk. Stanisława Maczka, jednak 17 września otrzymała ona rozkaz Naczelnego Dowództwa, aby udać się za Dniestr. W dalszym ciągu trwały walki na obrzeżach Lwowa. Dwa dni później podjęto próbę ataku na Niemców od strony Brzuchowic, by umożliwić wejście do miasta grupie operacyjnej gen. Sosnkowskiego, ale próba nie powiodła się.

Jak się szacuje w przeciągu kilku dni, w których powstrzymywano ataki niemieckie, zginęło lub zostało rannych ok. 4000 żołnierzy polskich, nie licząc strat wśród ludności cywilnej. Dramatyzmu dodawał fakt, że od 14 IX nie było wody i gazu, a od 20 IX także energii elektrycznej. Także z biegiem czasu dawało się we znaki zmęczenie oraz brak morale w oddziałach polskich, zwłaszcza wśród jednostek z Grodna, gdyż 30% ich składu stanowili Białorusini. Broniący się posiadali znaczne zapasy żywności, paliwa i amunicji, poza pociskami do dział przeciwlotniczych.

W dniu 17 IX w godzinach rannych przyszła wiadomość, że wojska sowieckie przekroczyły wschodnią granicę Polski. Rozkaz Naczelnego Dowództwa nakazywał otwieranie ognia tylko do Niemców, a do Armii Czerwonej jedynie w ostateczności. Pomimo to Polacy do końca nie wiedzieli jak postępować z agresorem ze Wschodu, którego pierwszy oddział dotarł już 18 IX wieczorem pod miasto. Rozpoczęło się od tego momentu również radzieckie obleganie Lwowa. Dowodem braku odpowiedniego podejścia do sowietów, było wtargnięcie w nocy z 18/19 IX dwóch czołgów do centrum miasta. Nazajutrz 19 IX na rogatkę Łyczakowską przybyli oficerowie radzieccy, proponując dowództwu obrony Lwowa rozpoczęcie pertraktacji w celu poddania go. Przedstawiciele strony sowieckiej twierdzili, że przybyli walczyć z Niemcami i nalegali na uzyskanie zgody na wejście. Strona polska odsunęła pertraktacje tłumacząc się brakiem pełnomocnictw.

Mimo reorganizacji własnych odcinków obrony, dzień 20 IX przedstawiał się dla obrońców niekorzystnie, gdyż siły niemieckie i sowieckie otoczyły miasto ze wszystkich stron i przygotowywały się do ataku na nie. Nazajutrz 21 IX dowódcy radzieccy wezwali ponownie stronę polską do negocjacji, grożąc w przeciwnym wypadku zniszczeniem Lwowa. Wieczorem, nie widząc większych szans w dalszej obronie, zawarto wstępne porozumienie w sprawie kapitulacji i przekazania miasta Armii Czerwonej. Tego samego dnia gen. Władysław Langner zwołał odprawę dowódców oddziałów i odcinków obrony, na której poinformował o decyzji poddania miasta. Osobno został zawiadomiony prezydent Lwowa Stanisław Ostrowski. W tym też czasie wojska niemieckie poczęły się częściowo wycofywać na linię Sanu, oddając teren Armii Czerwonej. W dniu 22 IX strona polska dostarczyła akt kapitulacji, który przewidywał, iż polskie oddziały wyjdą kilkoma kolumnami z miasta w kierunku wschodnim, szosą na Sichów i Winniki. Oficerowie i szeregowi, po rozbrojeniu mieli zostać zwolnieni do domów, a broń miała złożyć także policja i żandarmeria wojskowa. Zgodnie z umową sowieci weszli do Lwowa od północy, południa i wschodu około godz. 13-tej. Wśród mieszkańców witających żołnierzy radzieckich, przeważali Żydzi i Ukraińcy. Wkraczająca Armia Czerwona nie dotrzymała warunków kapitulacji, zwłaszcza wobec oficerów. Ci zostali rozbrojeni, wyprowadzeni w kolumnie pieszej szosą w kierunku Winnik, załadowani do pociągów w Złoczowie i wywiezieni do Starobielska. Według szacunków 22 IX 1939 r. do niewoli trafiło 15 tys. obrońców Lwowa, w tym 1160 oficerów. Większość szeregowych niebawem zwolniono. Ofiarami samosądów ukraińskich i wkraczających NKWD-zistów padło również wielu polskich, już rozbrojonych, policjantów.

Grzegorz Chajko



39 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. jumanyga :

    Tak a propo Lwowa… 15 sierpnia była jak zwykle defilada wojskowa w Warszawie. I przed grobem Nieznanego Żołnierza czytano niemal wszystkie większe bitwy polskiego żołnierza w ciągu ponad 1000 letniej historii Polski i na co czekałem… O Lwowie nic nie usłyszałem, był zwyczajnie pominięty! Przecież to obraza dla nieznanego który przecież zginął w obronie Lwowa i stał się symbolem… I dziwne jest też to że żadne media nie wychwyciły tego, a może nie chciały…

      • tutejszy :

        Panie Hetmański zna Pan takie powiedzenie „chłop o gruszce, baba o pietruszce”?
        Człowiek zadał pytanie, jeśli nawet w niepoprawnej polszczyźnie (choć czytałem gorszą u polskich uczniów zgłębiających od lat tajniki mowy polskiej), to jednak zrozumiałej. Życzyłbym Panu takiej znajomości ojczystego języka „pana Parnikozy” jak jego znajomość polskiego. Zatem jeśli zna Pan odpowiedź na postawione pytania proszę odpowiedzieć, jeśli nie, to swoje uwagi na temat znajomości czy nieznajomości czegoś tam przez kogoś proszę zachować dla siebie. Nikomu tu raczej nie są potrzebne, portal jak rozumiem jest właśnie po to by swoją wiedzę poszerzać, a w regulaminie nie ma ani słowa, o tym, że ktoś kto chce podjąć dyskusję na forum ma przedstawić swoje CV.
        Osobiście odradzam p. Parnikozie prezentacji własnej osoby, bo pewien jestem że wywoła to tylko uszczypliwe, czy wręcz chamskie uwagi z Pana strony (czego miałem niemiłą okazję doświadczyć na sobie) i wzbudzi kolejną dyskusję, na którą tak zapracowany człowiek jak p. Parnikoza zwyczajnie nie ma czasu. Zatem, oczekujemy na „oświecenie” przez „wybitnego historyka”. Z pozdrowieniami
        PS. a każdy inteligentny i spędzający tyle czasu w sieci historyk z łatwością zajdzie stosowne informacje dotyczące dra Parnikozy w Internecie

          • tutejszy :

            Wg słów wieszcza „gwałt niech się gwałtem odciska” panie Hetmański, stosując chamskie sformułowania (w stylu niech sobie Pan wącha kwiatki) powinien Pan wiedzieć, że ktoś odpowie Panu tym samym. Tego zaś czy p. Parnikoza nie potrzebuje trybuna w mojej osobie Pan z całą pewnością nie wie, bo różnica między nami jest taka, że ja p. Parnikozę znam osobiście a Pan nie. I na tym niemerytoryczną dyskusją kończę, a za odpowiedź merytoryczną dziękuję, choć jest ona wybitnie niepełna, pisząc o tych samosądach warto podać konkretne informacje, lub choćby przybliżone, kto?, kiedy?, kogo?, może jeszcze ile. Ja wiem, że to bardzo matematyczne wymagania, może nie w kierunku humanistów nie mniej w tym wypadku dość ważne, podobnie jak precyzja języka – UPA w 39 roku nie było, w związku z tym stosowanie zbitki oun-upa dla tego wrześniowego okresu we Lwowie jest nie uprawnione. Powinno być najwyżej OUN. Zatem czekamy na więcej konkretów

          • hetmanski :

            Panie ,,tutejszy” nadal uważam ,że nie mam powodu do rozmowy z pośrednikiem jeśli mogę bezpośrednio rozmawiać z zainteresowanym.Serdecznie radzę uzupełnić wiedzę historyczną na tematy w których usiłuje się Pan wypowiadać a w póżniejszym czasie się obrażać ,dyletenctwo jest uleczalne jednak kuracja jest bolesna.Powinien Pan wiedzieć że,nie ja jestem autorem artykułu więc nie mam pod ręką gotowych materiałów na temat który interesuje P. Parnikozę .W odniesieniu do drugiej części ,,merytorycznej „mojej wypowiedzi proszę zapoznać się z zawartą we wcześniejszej mojej wypowiedzi informacją że podam dostępne wiadomości w pózniejszym terminie.W odniesieniu do :oun – upa bojówki tej organizacji terorrystycznej istniały na długo przed 1939 r.zasilane Niemieckimi dotacjami przez niemiecki wywiad.Planowane nawet było wywołanie rozruchów w chwili wybuchu wojny jednak odwołane z tym że część bojówek nie dostała informacji o ich odwołaniu ,z tego poodu we wrześniu nastąpiły pierwsze mordy i akty napaści na ludność i wojsko Polskie ,liczbę ofiar ocenia się na kilka tysięcy.

          • tutejszy :

            Panie Hetmański, ja się nie obrażam, ja mam naprawdę bardzo dużo wyrozumiałości dla takich ludzi jak Pan. Nawet wtedy, kiedy bezpodstawnie zarzucają mi dyletanctwo, z którego leczyć się nie muszę, bo jak leczyć się z czegoś, czego nie ma. Natomiast jeśli już udzielamy sobie życzliwych rad, to polecam nauczenia się uważnego czytania, dla humanisty nie powinno to być trudne, w zasadzie może Pan posiąść tę sztukę zaraz po tym, jak obetrze Pan pianę z ust : ). Proszę mi wskazać w którym miejscu wymieniam Pana jako autora artykułu – otóż w żadnym, jest to tylko Pańska nadinterpretacja spowodowana wspomnianym wcześniej zapienieniem. I proszę mi dać dowód – najlepiej źródło historyczne, że w 1939 roku istniało cos takiego jak OUN-UPA. Myślę, że takim miłośnikom historii jak Pan, którzy w dodatku z lubością pouczają innych, wypada precyzyjnie operować nazwami organizacji nawet tych, które się szczerze nienawidzi. I zanim zacznie Pan pouczać innych o dyletanctwie proszę swoje braki uzupełnić, warto na to poświecić czas, który traci Pan na podniesienie własnego samozadowolenia drogą pogardliwego pouczania innych.

          • hetmanski :

            Panie ,,tutejszy ” Ja odesłałem Pana do autora artykułu ,w celu wyjaśnienia Pańskich problemów ,a nie twierdziłem że sam nim jestem .Jakoś inni obserwatorzy tej dysputy zrozumieli zbitkę słowną tego skrótu .Pan ma z tym problemy ale proszę zapoznać się z informacjami na temat, powstania ,działalności oun w II RP oraz wrześniu 1939 r oraz okresu II W.Ś wtedy zrozumie pan ten problem .Nie jest możliwe powołanie 15000 tys organizacji zbrojnej z dnia na dzień. Istniały w 1939 r zbrojne bandy pod szyldem oun = abwera.Widzę że jest Pan zakompleksionym osobnikiem przewrażliwionym na punkcie swojego ,,Ego” naruszenie tego samopoczucia powoduje u Pana wzrost agresji i chamstwa.Odnośnie wiadomości które chciałby pan uzyskać muszę odesłać Pana do żródeł tyczących tych problemów rozumiem że ich szukanie sprawia Panu ból .Osoba bezpośrednio nimi zainteresowana już otrzymała informacje na ten temat .

          • tutejszy :

            „Wzrost agresji i chamsta” – to mi się najbardziej podoba : ), Pan chyba nie czyta swoich własnych wpisów? Bardzo bym się musiał starać by dosięgnąć chamstwem poziomu Pańskich komentarzy (wyrażenia typu „wydymali tego postniemieckiego wypierdka”) ale rozumiem, że to sposób dowartościowania się wybitnych historyków i miłośników historii Polski : ),
            A wołam o precyzję języka bo każdy dobrze wie, że w 1939 roku UPA jako siła nie istniała, a to że była może wtedy formowana, choć nie wiem czy i na to dowody są to jest zdaje się nieco inna jakość. Bo idąc torem takich uproszczeń dojdziemy do jakichś absurdów np. że w 39 walczyła Armia Krajowa, a co, na pewno już ktoś wtedy myślał o jej sformowaniu, a SZP już wtedy istniała. Wymądrza się Pan swoją wiedzą kiedy Panu pasuje a kiedy nie godzi się Pan na uproszczenia odmawiając jednocześnie tego innym.
            No a teraz może Pan sobie jeszcze na mnie pobluzgać jak przystało na humanistę, może to Panu dobrze zrobi przed snem : )

          • jumanyga :

            Ja proponuję wszystkim zainteresowanym posty w których jest więcej suchych faktów niż przywar. Ja nie mam problemów z czytaniem różnych „wypaczonych informacji” i mam nadzieję że inni nie mają mi za złe moich „wypaczonych informacji”. Każdy czytając post albo się zgodzi z tymi informacjami albo nie, każdy patrzy na daną historię inaczej (już historycy Polscy, Ukraińscy czy Białoruscy dobitnie to pokazują). A wystarczy proste fakty kiedy te organizacje powstały: OUN 1929, UPA koniec 1942. Oczywiście że w 1939 istniały bojówki którym się marzyło ryzanie lachów, tak jak i dziś na zachodzie ukrainy marzy się pewnym grupkom wejście do Polski. Ale mówienie o nich że to bojówki upa to trochę za daleko 🙂

          • hetmanski :

            Panie ,,Jumanyga ” ,,my musimy być tylko silni i gotowi”. W zasadzie jest to słuszne założenie tym bardziej że istnieją tam dwie różne mentalności społeczne ta reprezentowana przez część wywodzącą się z ukrainy zadnieprzańskiej i w sposób naturalny ciążąca w stronę Rosji i ta z Galicji.Niektórzy politolodzy uważają że nawet 3 frakcje ze względu na zaszłości historyczne Mołdawii i terenów ościennych.Żeby jednak być przygotowanym na taką ewentualność nie wystarczy tylko mieć chęci ,obecnie nasza armia nie jest w stanie skutecznie obronić 2 -ch województw nie mówiąc o jakiejkolwiek akcji prewencyjnej,w stylu żeligiady.Do tego jest potrzebny Polski rząd i długofalowa polityka,i jednego i drugiego nie mamy.Mimo to pomysł dobry.

          • jumanyga :

            Piechoty w Polskiej armii jest 68.000 bodajże… Żal. Ale siłą Polaków jest bitność i o wynik z nikim bym się nie martwił pod warunkiem że by starczyło bronii do wszystkich chętnych. To było zawsze nasza bolączką. W magazynach powinno być kałachów na co najmniej 50% społeczeństwa i po 10 magazynków 😛 Bo narazie w razie wojny jak bym się zgłosił pewnie przydzielili by mnie do mycia podłóg bo karabiny wydane zawodowym…

            Nasza armia jest w złym stanie ale ukraińska? Z 30% ich żołnierzy sami by się zabili próbując dojechać do Polski tym sowieckim sprzętem, no i mają mentalność rosyjskiego żołnierza… „byle do przodu w końcu skończy się im amunicja” 😛

            Nie chcę z nimi wojny po ludzku, ale jak się sami pchają ja nie widzę problemu. Po wojnie zapłaciliby za szkody i cofnęli się granicami o jakieś 50 km za Lwów. Ile by Polskich zabytków (m.in. tych ruchomych) wróciło do Polski, bo pomniki chętnie odsyłali ale obrazy, i inne wartościowe rzeczy to do dziś u nich siedzą. Tu nie jestem pewien czy nie mieszam ale chyba zbiory Ossolineum u nich nadal są, 15-20% oddali, część zniszczyli bezpowrotnie w latach 50tych a resztę trzymają… W 2003 roku pozwolono Polakom skanować dokumenty… wow. Zbiory Polskiej kultury powinny należeć do Polski.

          • hetmanski :

            Panie tutejszy naprawdę zadziwia mnie Pan w manipulowaniu faktami musiał Pan odebrać dobre wykształcenie w tym kierunku.Jednak mimo czynionych z Pana strony wysiłków efekt jest znikomy.Pańska ironia nie jest najwyższego lotu.Jak wspominałem nie mam problemów z dowartościowaniem mojej osoby to raczej Pana problem.Może w swojej wysublimowanej osobowości znajdzie pan inne określenia na fakt kreciej roboty dokonanej przez Tuska w stylu ,,Bułkę przez Bibułkę” jednak na chamstwo nie ma innej metody jak chamstwem odpowiadać .Żeby skrócić Pańskie męki niewiedzy pozwalam sobie zacytować duża część artykułu dotyczącego upa.Z Hitlerem i Stalinem przeciwko Polsce

            Agresję Niemiec w dniu 1 września 1939 roku Polacy przyjęli z niepokojem i wiarą w zwycięstwo. Rozczarowanie słabością polskiego wojska, zawód z postawy sprzymierzonej Francji i Anglii uświadomiły, że bitwa jest przegrywana, ale wojna trwa i wymagać będzie większej daniny krwi, niż wydawało się to na początku.

            Dzień 17 września dla Polaków na Kresach był prawdziwą tragedią. Od zachodniej granicy atakowali Niemcy, od południa z wojskami niemieckimi szły wojska słowackie oraz dwa bataliony Legionu Ukraińskich Nacjonalistów, na wschód od Bugu wrogów było kilku. Na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej byli to Sowieci, Ukraińcy, Żydzi oraz w wielu miejscowościach grupki komunistów polskich. Na Wileńszczyźnie do Sowietów, a potem do Niemców dołączyli Litwini. Na Grodzieńszczyźnie i Polesiu do Sowietów dołączyli Żydzi i białoruscy chłopi, tworzący bojówki komunistyczne.

            Zdarzały się przypadki lojalności Żydów, Ukraińców czy Litwinów wobec Polaków, jednak w większości ludność polska na Kresach znalazła się w sytuacji wrogości swoich sąsiadów należących do innych narodowości.

            Samo spotkanie z Armią Czerwoną nie było szokujące, wyglądem i mentalnością nie różniła się od tej sprzed 19 lat, maszerującej na Warszawę, aby „po trupie białej Polski” rozwłóczyć zarazę bolszewicką po Europie Zachodniej. Szokował terror NKWD oraz sowieckiej administracji, wzmacniany kłamstwami i obłudą. Paraliżował on nie tylko odruchy obrony, ale czynił spustoszenie w sferze moralnej i intelektualnej.

            Niemożliwe stało się dla Polaków ukrywanie swojej dotychczasowej pozycji społecznej, pełnionych funkcji, wykształcenia. Zasługi owych „sąsiadów” dla służb NKWD w rozpracowaniu społeczności polskiej były ogromne i w istotny sposób przyczyniły się do eksterminacji jej elit poprzez aresztowania i zsyłki. Nikt ich do tej zdrady nie zmuszał, była to kolaboracja z okupantem sowieckim ochotnicza, spontaniczna, dokonywana często z satysfakcją.

            Zdumiewa, że przeciwko społeczności polskiej zjednoczyli się wówczas Żydzi i Ukraińcy. Tworzyli wspólnie „czerwoną milicję”, „komitety selrady”, razem napadali na domy i gospodarstwa Polaków, rabowali, zabijali, aresztowali, więzili, „rozkułaczali”. Zasługą ich „internacjonalistycznej” współpracy było skuteczne aresztowanie polskich elit oraz deportacje na Sybir. Już za trzy lata Żydzi zostaną wymordowani przez tych swoich ukraińskich i litewskich „towarzyszy broni” z czasów okupacji sowieckiej.

            W wielu miejscowościach na Polesiu, a także chociażby w Szumsku i we wsi Chodak na Wołyniu, Żydzi zabronili używania języka polskiego.

            A gdy nadszedł czas holokaustu, to właśnie Polacy nieśli im pomoc i ratunek kosztem śmierci swoich rodzin, a nawet pacyfikacji całych wsi polskich, począwszy od pierwszego masowego mordu mieszkańców wsi Obórki w dniu 13 listopada 1942 roku, gdzie policjanci ukraińscy zamordowali 50 Polaków i wieś spalili, jako karę za „przechowywanie Żydów”.

            W wyniku ataków ukraińskich we wrześniu 1939 roku straciło życie około 5 – 7 tysięcy Polaków. Ofiarami byli zarówno zamieszkali tutaj sąsiedzi Polacy, żołnierze Wojska Polskiego usiłujący przedostać się za granicę bądź powracający do swoich domów po rozbiciu ich oddziałów, jak i cywilni uciekinierzy z Polski centralnej, których pod okupacją sowiecką znalazło się ponad pół miliona, głównie kobiet i dzieci.

            Był to skutek roznieconego nacjonalizmu ukraińskiego, ale także „zwykłej” zachłanności ukraińskich chłopów rabujących Polakom dobytek. Zarówno z przyzwoleniem „swobody 3 dni” danym przez wkraczających Sowietów, jak i bez tego przyzwolenia, w warunkach anarchii w miażdżonym i deptanym przez dwóch agresorów Państwie Polskim. W poczuciu bezkarności znajdowały ujście najciemniejsze instynkty mordu, gwałtu i grabieży.

            Ponad 10 tysięcy Polaków stała się ofiarą wkraczających wojsk sowieckich, zabitych żołnierzy, policjantów i osób cywilnych oraz rozstrzelanych oficerów po wzięciu do niewoli, często przy współudziale Ukraińców i czasami Żydów.

            Sowieci zagarnęli 51,6% terytorium II Rzeczypospolitej zamieszkałego przez 12 325 tys. ludności. Białorusini i Ukraińcy stanowili 45% tej ludności, Polacy 43%, Żydzi 11%, natomiast Litwini, Niemcy, Czesi i Rumuni – 1%.. Polacy stanowili większość w przyłączonych do ZSRR województwach: białostockim (66,9%}, wileńskim (57,9%), lwowskim (57,7%), nowogródzkim (52,4%), oraz niewiele mniej w tarnopolskim (49,4% – gdzie Ukraińcy stanowili 45% ludności). Mołotow wymienił liczbę 230 tys. żołnierzy Wojska Polskiego wziętych do niewoli. „Krasnaja Zwiezda” z 17 września 1940 roku pisała o 181 tysiącach polskich jeńców wojennych, w tym: 12 generałów, 55 pułkowników, 72 podpułkowników oraz 9 227 oficerów niższych stopni.

            Zbrodnie dokonane na Kresach na Polakach od 1 września 1939 roku do końca ekspatriacji ludności polskiej w 1946 roku nigdy nie zostały rozliczone. Nauka polska (PAN, wydziały historyczne uniwersytetów, IPN) nie zrobiła tego przez 20 lat „wolnej Polski” (1989 – 2009), nawet na płaszczyźnie opracowań historycznych, dokumentalnych, aby dać świadectwo prawdzie i chociaż w ten sposób uczcić pamięć ofiar.

            Razem z wojskami niemieckimi w agresji na Polskę 1 września 1939 roku udział wzięły zbrojne formacje ukraińskie, w tym sformowany przez Abwehrę Legion Ukraińskich Nacjonalistów pod dowództwem członków prowidu OUN Romana Suszki i J. Bojdunyka, składający się z trzech kompanii i liczący około 500 żołnierzy, który dotarł aż pod Lwów. Natomiast uzbrojone bandy Ukraińców, tworzone głównie przez bojówkarzy OUN, wznieciły rebelię na zapleczu frontu w Małopolsce Wschodniej (woj. tarnopolskie, lwowskie i stanisławowskie) oraz na Wołyniu. Atakowały nie tylko cywilną ludność polską, ale także posterunki policji, pojedynczych żołnierzy WP lub ich małe grupy, z oddziałów rozbitych już przez Niemców i wycofujących się przed Sowietami na zachód za Bóg, bądź usiłujące przedostać się za granicę z Rumunią i Węgrami. Już wówczas szokowało niebywałe barbarzyństwo popełnianych przez Ukraińców zbrodni na Polakach.

            W dniu agresji niemieckiej, 1 września 1939 roku, we wsi Smerdyń pow. Łuck banda Ukraińców bestialsko zamordowała nauczyciela miejscowej szkoły Józefa Gąsiorowskiego (lat ok. 30), jego brata Stanisława (lat 15) oraz Ukraińca, który przypadkowo znajdował się na kwaterze nauczyciela.

            12 września w tej samej wsi, uzbrojona grupa Ukraińców zamordowała w pobliskim lesie 22 Polaków, w tym: małżeństwo staruszków w wieku po ok. 80 lat, 5 chłopców w wieku 10 – 14 lat, 4 dzieci w wielu przedszkolnym, 9 kobiet w wieku 20 – 35 lat, 2 dziewczynki w wieku 11 – 13 lat, które przed śmiercią były zbiorowo zgwałcone (Siemaszko…, s. 654).

            W nocy z 15 na 16 września we wsi Żuków pow. Brzeżany: miejscowi bojówkarze OUN spalili polska zagrodę i zamordowali czteroosobową rodzinę o nazwisku Chmara (rodzice i dwoje dzieci) (Józef Tomaszewski; w: Komański…, s. 642).

            17 września we wsi Bartatów pow. Gródek Jagielloński, ukraińscy bojówkarze zamordowali 3 miejscowych Polaków oraz zatrzymywali uciekinierów i gromadzili w stodole. Wieczorem wszystkich zamordowali, a ciała ofiar spalili – ponad 50 osób.

            We wsi Dryszczów pow. Brzeżany „miejscowi Ukraińcy zamordowali 32 Polaków, przeważnie dzieci w wieku szkolnym i młodsze oraz Piotra Żaka, byłego sołtysa” („Antypolska akcja nacjonalistów ukraińskich w Małopolsce Wschodniej w świetle dokumentów Rady Głównej Opiekuńczej 1943 – 1944”, wstęp i opracowanie L. Kulińska i A. Roliński, Kraków 2003, s. 12 – 14).

            Tego dnia we wsi Jasienica Solna pow. Drohobycz bojówkarze OUN otoczyli odpoczywających w stodole 15 żołnierzy WP, zamknęli wrota i podpalili – żołnierze spłonęli żywcem oraz we wsi Żuków pow. Brzeżany zamordowali 8 żołnierzy WP śpiących w stodole.

            W lasach Nadleśnictwa Karpiłówka pow. Sarny banda chłopów ukraińskich napadła na gajówkę:

            – postrzelili gajowego Józefa Kałamarza, przywiązali do ławy i przerżnęli w poprzek brzucha
            – jego żonę Otylię zawlekli do stodoły, gdzie ją zbiorowo zgwałcili i zamordowali
            – podpalili gajówkę i w ogień wrzucili ich trójkę małych dzieci (Siemaszko…, s. 809).

            We wsi Soroki pow. Buczacz Ukraińcy zamordowali 13 Polaków: policjanta z posterunku we wsi Zubrzec o nazwisku Bratek oraz 12 osób z trzech polskich rodzin.

            We wsi Soroki pow. Buczacz Ukraińcy zamordowali 13 Polaków: policjanta z posterunku we wsi Zubrzec o nazwisku Bratek oraz 12 osób z trzech polskich rodzin.We wsi Soroki pow. Buczacz Ukraińcy zamordowali 13 Polaków: policjanta z posterunku we wsi Zubrzec o nazwisku Bratek oraz 12 osób z trzech polskich rodzin.

            Także 17 września w majątku Romanówka, gm. Szczurzyn, pow. Łuck chłopi ukraińscy ze wsi Nemir i Tychotyn (gm. Szczurzyn), uzbrojeni i podpici, z czerwonymi opaskami, zażądali złożenia broni przez oddział WP. Po odmowie, w dniu 18 września zaatakowali polski oddział. Po kilkugodzinnej walce, gdy pojawił się oddział sowiecki, Polacy złożyli broń. Ukraińcy pozdzierali z żołnierzy mundury, powiązali i wraz z rannymi – razem około 50 żołnierzy – załadowali na kilka dużych wozów drabiniastych. Kłując bagnetami leżących na wozach, zawieźli ich nad przepływającą w pobliżu rzekę Stochód i tam potopili.

            Przy trasie kolejowej Lwów – Brzeżany, w okolicy wsi Żuków we wrześniu 1939 roku, przechodzący tędy żołnierze WP byli rozbrajani i w wielu wypadkach mordowani. Zakopywano ich w pobliskim żukowskim kamieniołomie. Dokonywali tego miejscowi chłopi ukraińscy kierowani przez terenowa komórkę OUN. /…/ 17 września 1939 roku, w godzinach popołudniowych, miejscowi bojówkarze OUN z Żukowa zamordowali powracających z wojny i śpiących w chłopskiej stodole 8 żołnierzy polskich. /…/ Działo się to w lesie na prawo od szosy z Brzeżan do Dryszczowa i dalej do Urmiania. W miejscu zwanym Kuszmierką, na okopisku, gdzie zakopywano padnięte bydło. Tam są dwa doły z ciałami polskich żołnierzy. A opodal w lesie trzy doły (Józef Tomaszewski; w: Komański…, s. 642 – 643).

            Nocą z 17 na 18 września we wsi Sławenczyn pow. Podhajce, bojówka OUN ograbiła i spaliła zagrody polskie mordując 85 Polaków (Motyka…, s. 72; Ukraińska partyzantka). Wśród nich była rodzina nauczycieli z 7-letnią córką. Inną nauczycielkę zakłuli widłami. Miałam wtedy 11 lat. 17 września 1939 r., było już ciemno, gdy do naszego domu wpadło dwu ukraińskich rezunów, Garan i Hatłan. Znałam ich, bowiem byli z naszej wsi. /…/ Kula przebiła skroń i ojciec upadł martwy. /…/ Następnego dnia wyznaczeni Ukraińcy pozbierali pomordowanych Polaków na drabiniaste wozy i zakopali na polskim cmentarzu w trzech zbiorowych mogiłach. /…/ Z opowiadań ocalałych mieszkańców wsi wiem, że napad rozpoczęli oni od uroczystej mszy w cerkwi, w której miejscowy ksiądz grekokatolicki poświęcił przeznaczone do mordowania Polaków karabiny, kosy, widły, siekiery i noże, głosząc „żeby żniwa były obfite”. W mordzie brali udział niektórzy nasi sąsiedzi. Większość zamordowanych Polaków zginęła od ciosów siekier, noży i wideł, a tylko nieliczni zostali zastrzeleni, głownie ci, którzy próbowali ratować się ucieczką. Pierwszą ofiarą zbrodni była Pani Gutowska, żona kierownika szkoły, która mieszkała w pobliżu cerkwi. Była w ostatnim miesiącu ciąży. Oprawcy nożem rozpruli jej brzuch. Jej córeczkę Romcię zakłuto nożami. Florian Kustrio, zięć Anny Denegi, był torturowany, obcięto mu język, nos, uszy, palce u ręki i nóg. Ukrainiec Perekop, który ukrył Polaka – Władysława Świdera, za to, że nie chciał wydać jego kryjówki, został zarąbany siekierą (Janina Mazur; w: Komański…, s. 760).

            18 września w kolonii Kołodne pow. Buczacz, około godziny 22,oo bojówkarze OUN napadli na zagrody polskie. W zagrodzie Wojtyłów zamordowali 4 Polaków: 56-letnia Maria otrzymała 7 postrzałów z karabinu oraz 8 ran kłutych bagnetem i zmarła po 12 godzinach, 25-letnia synowa Stanisława otrzymała postrzał z karabinu w głowę a jej 13-miesięcznemu synowi rozpruli bagnetem brzuch; zginął też około 50-letni sąsiad Wojtyłów o nazwisku Zalewa; Ukraińcy ograbili wszystkie zagrody Polaków i spalili. We wsi Plaucza Mała pow. Brzeżany, bojówka OUN uprowadziła 17 Polaków i 3 Żydów dokonując nad nimi „rozprawy sądowej” połączonej z torturami, których nie przeżyło 14 Polaków i 1 Żyd.

            Tego dnia we wsi Kuropatniki pow. Brzeżany Ukraińcy zamordowali 40 osób narodowości polskiej („Antypolska akcja nacjonalistów ukraińskich w Małopolsce Wschodniej w świetle dokumentów Rady Głównej Opiekuńczej 1943 – 1944”, wstęp i opracowanie L. Kulińska i A. Roliński, Kraków 2003, s. 12 – 14).

            W nocy z 18 na 19 września we wsi Horożanka pow. Podhajce: „Zamordowano kierownika szkoły Jana Groszka, jego żonę i kilkumiesięczne dziecko oraz około 50 innych rodzin polskich” (jw.).

            We wsi Jakubowce pow. Brzeżany, bojówkarze OUN używając kos, siekier, wideł i noży wymordowali 5 rodzin polskich liczących 21 osób, obrabowali ich gospodarstwa i spalili. We wsi Litwinów pow. Podhajce, miejscowi bojówkarze OUN zamordowali 41 Polaków i spalili 15 zagród. Przez kilka godzin bili i kłuli nożami Helenę Lityńską, działaczkę katolicką, fundatorkę kościoła a okaleczoną wypędzili z jej domu i zabronili powrotu.

            Tej nocy we wsi Szumlany pow. Podhajce: „Zamordowano rodziny właścicieli folwarków Gilewskiego i Gołembskiego, po 3 osoby, rodzinę kierownika szkoły Engela (4 osoby) oraz około 20 innych rodzin polskich. Bandzie przewodził ukraiński ksiądz z Trościańca, powiat Brzeżany. /…/ W liście wysłanym 17 grudnia 1941 r. przez polskiego rządcę z dworu w Szumlanach Jana Serafina do Polskiego Komitetu Pomocy w Brzeżanach, pisał on: „We wrześniu 1939 r. Ukraińcy zamordowali w Sławentynie miejscową nauczycielkę p. Zdebową, z domu Małaczyńską. Mordowali ją w sposób wyrafinowany. Egzekucja trwała w mieszkaniu nauczycielki od zmroku do świtu. Powodem mordu był fakt, że Zdebowa była Polką”. /…/ Mord w Szumlanach rozpoczął się od sprofanowania rzymskokatolickiego kościoła. Banda rozbiła drzwi kościoła, z którego wyniesiono następnie obrazy, chorągwie, szaty liturgiczne i wszystko, co się w nim znajdowało. W akcji brała udział młodzież męska i żeńska. Następnie pocięto na części przedmioty, nadające się na przeróbkę spódnic, chustek itp., przy czym przy podziale dochodziło do bójek, a zwyciężał silniejszy. Z kolei uformował się pochód. Kilku z mołojców ubrało się w niezniszczone jeszcze szaty liturgiczne, wsiadło na konie i wśród szyderczych okrzyków, śmiechów i dzikiej wesołości ruszono na wieś. Zabrano oczywiście kielichy, komunikanty i inne świętości, które rozrzucano po drodze. Nie należy zapominać, że zarówno świętokradcy, jak cała zresztą wieś byli katolikami, a tylko obrządku greckiego. Ta profanacja trwała trzy dni, żadnej władzy wtedy nie było. W międzyczasie mordowano nocą rodziny polskie i rabowano ich dobytek. W tym to czasie wymordowano wszystkich Polaków w Szumlanach (Jerzy R. Nowak: „Ludobójcze rzezie na kresach”; w: „Nasz Dziennik” z 30 – 31 sierpnia 2008; za: „Antypolska akcja nacjonalistów…”; jw.).

            We wsi Trościaniec pow. Brzeżany: wymordowano wszystkie rodziny polskie. Akcja mordu była zorganizowana na sposób wojskowy, a kierował nią ukraiński ksiądz, zamieszkały w Trościańcu jako miejscowy wikary. W organizacji brała udział tylko młodzież. Starsi odsunęli się od roboty całkowicie. Zbiórki urządzano nocami i w tym czasie odbierano przysięgę od nowo zwerbowanych. /…/ Sprofanowano także miejscową kaplicę polską i zbezczeszczono groby /…/ a nieboszczyków odarto z szat i obuwia i tak pozostawiono. Znajdują się oni w takim stanie do dnia dzisiejszego. Zdartą z nieboszczyków odzież i obuwie, a także zrabowane z kaplicy szaty liturgiczne z wizerunkami Chrystusa, chustką Weroniki itd., oddano do krawców, krawczyń i szewców do przeróbki (jw.).

            18 i 19 września Ukraińcy dokonywali morderstw w nadleśnictwie Turza Mała we wsi Oblicki pow. Dolina. Rajmund Scholz w książce „Wojny – lasy – ludzie” (Olsztyn 1984, s. 170 – 171) pisał: Dostaliśmy z Bolechowa informację, że dwóch leśniczych już tam pochowano, a nadleśniczy Śladek rozpuścił uczniów swojej szkoły do domów, a sam – choć w mieście – nie jest pewny życia. (W parę dni po tej wiadomości nacjonaliści ukraińscy zamordowali okrutnie oboje państwa Śladków i ich dwoje dzieci. To samo spotkało nadleśniczego Wisza z Polanicy i jego rodzinę. Leśniczego Skóreckiego oblegano dwie doby, po czym całą rodzinę wymordowano).

            19 września we wsi Kotów pow. Brzeżany bojówkarze OUN zamordowali księdza Jana Gacha. We wsi Kozowa pow. Brzeżany, miejscowi Ukraińcy zarąbali siekierami 6 Polaków. W kolonii Krzywieckiej pow. Brzeżany, Ukraińcy z Kozowej zamordowali 8 Polaków: rodzinę 5-osobową oraz trzech mężczyzn, jednego spalili żywcem w stodole, drugiemu podcięli kosą gardło, trzeciego zastrzelili, gdyż próbował uciec. W mieście Równe woj. wołyńskie tłum Ukraińców pobił do utraty życia kilku Polaków, (w tym komendanta Policji Państwowej), wcześniej aresztowanych przez Sowietów i wypuszczonych na plac, gdzie w ciągu godziny pozwolono miejscowej ludności na „zrobienie porządku z aresztowanymi”, a więc na publiczny lincz.

            We wsi Schodnica pow. Drohobycz: Dopiero 19 września 1939 roku zaczęła się dla nas wojna. Tego dnia miejscowi Ukraińcy wypędzili nas Polaków, mieszkańców tej wsi w pobliże dużego drewnianego baraku. Okazało się, że w tym baraku zostało zamkniętych 50 polskich żołnierzy. Wokół baraku stało wielu Ukraińców, niektórzy mieli karabiny, większość jednak uzbrojona była w widły, siekiery, kosy, łopaty itp. Na naszych oczach barak został oblany naftą lub benzyną i podpalony. Ucieczka z niego nie była możliwa, gdyż był gęsto obstawiony przez uzbrojonych Ukraińców. Kto się nie spalił, a próbował wydostać się przez wyłamane deski ze ścian, był dobijany strzałem z karabinu lub jakimś narzędziem, widłami lub łopatą. Po dokonaniu tego morderstwa nam Polakom oraz ukraińskim gapiom kazano rozejść się do domów, a przy tym wykrzykiwano do nas różne obelgi, jak np. polskie świnie itp. (Kazimierz Kaniewski; w: Siekierka…, s. 195; lwowskie).

            W dniach 17 – 20 września w osadzie Borowicze, pow. Łuck, podczas trzydniowej anarchii Ukraińcy ze wsi Topólno i wsi sąsiednich, zabili około 50 żołnierzy WP oraz 8 osadników. We wsi Borowicze chwytali żołnierzy WP i przetrzymywali w szkole razem uciekinierami cywilnymi z Polski centralnej, których po obrabowaniu topili w rzece Styr; dwóch urzędników z Trościańca po związaniu drutem kolczastym zastrzelili. We wsi Byszki pow. Brzeżany, bojówkarze OUN wyłapali, rozbroili i wymordowali około 250 żołnierzy WP oraz kilkanaście osób cywilnych, uciekinierów z Polski centralnej. Na polu między Byszkami a Potokiem bojówkarze OUN zamordowali 30-osobową grupę polskich żołnierzy z kapelanem wojskowym, który miał przy sobie konsekrowane komunikanty, których nie pozwolono oddać księdzu greckokatolickiemu. W miejscu mordu rośnie dziś dąb, na którym ktoś wyrzeźbił krzyżyk (Kormański…, s. 106). We wsi Dryszów, pow. Brzeżany, bojówkarze OUN i miejscowi Ukraińcy wyłapywali uciekinierów z Polski centralnej, ograbiali ich z dobytku i odzieży a następnie mordowali; zginęło tak co najmniej 22 Polaków, głownie kobiety i dzieci, w tym półroczne niemowlę.

            W pierwszych dniach po 17 września we wsi Karpiłówka pow. Sarny, żołnierze sowieccy razem z Ukraińcami zamordowali 2 Polaków: leśniczego i gajowego; natomiast chłopi ukraińscy samodzielnie zamordowali 7 Polaków:

            – gajowego Bagińskiego skrępowanego łańcuchem podciągnęli na grubą gałąź pod którą rozpalili stos metrowych polan i wśród ich gwizdów, krzyków i śmiechu upiekł się żywcem i spopielił;
            – gajowego Kazimierza Lecha powiesili na drzewie;
            – dwójce małych dzieci Kazimierza Lecha roztrzaskali główki uderzając nimi o ścianę, trzymając za nogi;
            – żonę Wandę Lechową przybili gwoździami do wrót stodoły, gajówkę podpalili a ogień przeniósł się także na stodołę – spłonęła żywcem;

            – gajowego Chajeckiego skrępowanego drutem wrzucili do rozgrzebanego mrowiska;
            – gajowemu Prusowi odrąbali głowę i wrzucili do bagna (Siemaszko…, s. 763).

            20 września w majątku Grabów pow. Łuck, jeszcze przed wkroczeniem wojsk sowieckich miejscowi chłopi ukraińscy ze wsi wymordowali właścicieli majątku i mieszkańców, 12 Polaków. Ukraińcy dumni byli z tego, że „panów polskich zniszczyli z korzeniami”. Wśród zamordowanych był 1 mężczyzna, 6 kobiet i 5 dzieci, w tym 3-miesięczne.

            Około 20 września w okolicach Trembowli, w wiosce, w której jest most na rzece Seret, Ukraińcy wymordowali grupę 14 żołnierzy WP, pluton artylerzystów. Pisał o tym Zdzisław Nardelli w książce „Pasztet z ojczyzny” (Katowice 1986, s. 282): Przed mostem nad Seretem. Coś okropnego. Nawet pan sobie nie wyobraża, jak wygląda wyłupione oko wsadzone do pępka. Wytrzeszczone oczy patrzące ze środka nagich brzuchów. Poobrywane wargi z wytrzeszczonymi zębami, w które powtykano obcięte genitalia. /…/ Jednemu z nich, temu w okrwawionej bluzie, obrzezano głowę i chyba stąd tyle krwi. Głowę wrzucono do kociołka. /…/ Takiego wojskowego do gotowania nad ogniem. Srali, panie, na te głowę w kociołku, odlewali się! Czternastu żołnierzy, pluton artylerzystów. Żołnierz, któremu Ukraińcy odcięli głowę, nazywał się Walter Bobek, pochodził ze Śląska, z Cieszyna. Ciała żołnierzy złożono we wspólnej mogile we wsi Lechowo.

            22 września we wsi Orów pow. Drohobycz: Pod koniec trzeciego tygodnia nasze dowództwo otrzymało rozkaz przedostania się na Węgry. Droga wypadała przez dużą ukraińską wieś Orów. Przechodziliśmy przez nią 22 września 1939 roku. Była piękna słoneczna pogoda. Po obu stronach drogi stały kobiety z naręczami kwiatów i kobiałkami z żywnością po to by „powitać” polskiego żołnierza. Nie przeczuwaliśmy, że to była zainspirowana zasadzka. Gdzieś w połowie drogi nagle padły strzały w naszym kierunku i wszystkie kobiety zniknęły. Ukraińcy strzelali do nas z ukrycia. Zdawało się, że z tej sytuacji nie ma już żadnego wyjścia. Zbawczym okazał się rozkaz podpalenia najbliższych budynków i stogów siana wydany przez nasze dowództwo. Wśród płonących szop, domów i stogów siana przebiegliśmy do końca wsi, gdzie „powitał” nas wychodzący z cerkwi pop z krzyżem w ręce. Ten sam, który kierował całą tą zasadzką. Po naszej stronie mieliśmy jednego zabitego i dwóch rannych, jeden z nich nazywał się Wąsik. Przeprawa przez wieś trwała około 4 godzin (Tadeusz Leżoń; w: Siekierka…, s. 195; lwowskie).

            23 września we wsi Urycz pow. Stryj bojówkarze OUN z żołnierzami niemieckimi zamknęli w budynku gospodarczym wziętych do niewoli 80 żołnierzy WP i wrzucili granaty, które spowodowały także pożar; tylko 6 rannych zdołało uciec, z których 3 zmarło; ocalało 3 żołnierzy; łącznie zamordowanych zostało 77 żołnierzy WP oraz 1 Żyd, który został rozstrzelany.

            24 września w miejscowości Rogalin oraz w majątku Husynne pow. Hrubieszów Sowieci i miejscowi Ukraińcy zamordowali 28 żołnierzy WP (w tym 3 oficerów), rozbierając ich do naga i kłując bagnetami; Ukraińcy zrabowali potem ich rzeczy.

            Grupa gen. Wilhelma Orlika-Rückemana cofała się przed wojskami sowieckimi w kierunku na Kamień Koszyrski woj. poleskie. W dniu 25 września oddział marynarzy zabezpieczający jej tyły zatrzymał się w miejscowości Żabno, gdzie zmęczeni żołnierze podczas odpoczynku posnęli. Otoczony przez uzbrojonych Ukraińców batalion został rozbrojony bez jednego strzału. Zabrano wówczas 30 oficerów i podoficerów i poprowadzono ich w kierunku na Mokrany. Jak się potem dowiedzieliśmy, zostali oni tam w lesie rozstrzelani przez Ukraińców i na miejscu pochowani. Było to 26 września 1939 roku (Jerzy Pertek: Marynarze generała Kleeberga, Warszawa 1986, s. 141). Także w trzeciej dekadzie września ukraińscy chłopi ze wsi Ogdemer, 4 km od stacji Snitowo na trasie Drohiczyn – Janów Poleski, zamordowali w pobliskim lesie kapitana mar. Czesława Basińskiego i dwóch marynarzy.

            25 września we wsi Lipowiec koło Wielkich Oczu pow. Lubaczów, zanocowali 2 polscy oficerowie: por. rez. Andrzej hr. Potocki oraz por. Józef Wiśniewski. Podczas snu trzej miejscowi Ukraińcy zamordowali ich, ograbili i ciała zakopali w polu w pobliżu sąsiedniej wsi Nahaczów. Ekshumacji dokonały rodziny ofiar po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej, gdy tereny te zajęli Niemcy.

            17 września 1939 r. wkroczyli do Chodak (wieś Chodaki, pow. Krzemieniec) żołnierze krasnoj armii. Wrogo do nas odnosili się Żydzi w Szumsku. Pozakładali czerwone opaski na rękawy, okrzyknęli się milicją. Czepiali się nas Polaków za wszystko. Zabraniali nam mówić po polsku pod kościołem w Szumsku. Poniżenie to z Szumska przeniosło się do Chodak. Już do Ukraińca nie wolno było mówić po polsku (Siemaszko…, s. 1165).

            Ponadto we wrześniu 1939 roku bojówkarze OUN i chłopi ukraińscy dokonali morderstw na Polakach w kilkudziesięciu miejscowościach. Poniżej podane jest kilka przykładów.

            We wsi Czabel, pow. Sarny, wymordowali widłami grupę zdezorientowanych i nieuzbrojonych żołnierzy WP, natomiast w miasteczku Czartorysk, pow. Łuck zamordowali 10 żołnierzy WP, a ich ciała wrzucili do rzeki Styr.

            We wsi Dąbrowica, pow. Sarny zamordowali matkę z dziećmi, uciekinierów z Polski centralnej. We wsi Denysów, pow. Tarnopol zamordowali 9 Polaków: 7-osobową rodzinę od 4 do 85 lat oraz małżeństwo.

            W bestialski sposób mordowani byli polscy osadnicy, a ich mienie rabowane. W pow. Równe miało to miejsce m.in. w osadach: Basowy Kąt (Mysia Dolina), Dworzec, Tymne, Hallerówka, Kurhany, Radziwiłłów, Wola Piłsudskiego. W pow. Sarny napady dotknęły osady: Trauguttówka, Piłsudy (osadnicy z rodzinami przez wiele tygodni kryli się po lasach cierpią głód), Niweck (mienie osadników rozgrabili Ukraińcy i Żydzi).

            We wsi Grabowiec pow. Hrubieszów Sowieci i miejscowi Ukraińcy zamordowali w szpitalu polowym 5 lekarzy WP oraz rozstrzelali w pobliskim lesie 30 rannych żołnierzy WP.

            We wsi Horodziec, pow. Sarny, miejscowi Ukraińcy zamordowali matkę z dziećmi, uciekinierów z Polski centralnej.

            We wsi Jaśniska pow. Gródek Jagielloński miejscowi Ukraińcy spalili żywcem w stodole 32 żołnierzy WP.

            We wsi Kalinów – Kaiserdorf pow. Sambor Ukraińcy ze wsi Babica i Piniany wymordowali we młynie 6-osobową polską rodzinę młynarzy, natomiast w karczmie 11 Żydów i zawłaszczyli młyn i karczmę. W wojskowej osadzie Karczówka, pow. Łuck bojówkarze OUN wymordowali 24 Polaków, uciekinierów z Polski centralnej, topiąc związanych drutem kolczastym lub rozstrzeliwując. W kolonii Klimowsk, pow. Luboml zamordowali 18 Polaków, a jeden dom obrabowali nawet z firanek i zabawek dziecięcych.

            We wsi Krasucko pow. Podhajce: Całą wieś spalono niemal doszczętnie i zamordowano kilka rodzin polskich („Antypolska akcja nacjonalistów ukraińskich…; jw.).

            We wsi Kryczylsk pow. Łuck Ukraińcy zamordowali matkę z dzieckiem, uciekinierów z Polski centralnej. We wsi Leśniki pow. Brzeżany zamordowali 5 Polaków, także uciekinierów z Polski centralnej: majora WP z dorosłą córką (został zakłuty widłami), oraz 3 kobiety, w tym liczącą ponad 70 lat teściową kpt. Kolbeka.

            W kolonii Mazurskie Łany pow. Brzeżany Ukraińcy zupełnie zniszczyli i spalili tą polską kolonię, a ludność w znacznej części wybili (jw.).

            W osadzie wojskowej Nawóz pow. Łuck, Ukraińcy ze wsi obrabowali osadników i zabili 5 z nich, w tym kpt. Józefa Michalskiego, odznaczonego krzyżem Virtuti Militari. Osadnicy kryli się przez parę tygodni po lasach. Jednej nocy Ukraińcy zamordowali 16-letniego syna osadnika, gdyż nie chciał zdradzić kryjówki ojca oraz kierowniczkę szkoły, a jej ciało powiesili. Do 10 lutego 1940 roku, czyli do deportacji Polaków na Sybir, trwały tutaj grabieże i pobicia.

            We wsi Pawłokoma, pow. Brzozów ukraiński nacjonalista nauczyciel Mikołaj Lewicki złożył donos do Niemców na 12 Polaków, że posiadają broń i w nocy ostrzelali żołnierzy niemieckich. Niemcy aresztowali 5 Polaków, groziło im rozstrzelanie, ale okazało się, że oficer niemiecki prowadzący śledztwo zna jednego z aresztowanych, gdyż razem służyli w wojsku austriackim podczas pierwszej wojny światowej. Śledztwo przeprowadził dokładnie i zwolnił aresztowanych. Po dwóch tygodniach Niemcy cofnęli się i Pawłokoma znalazła się pod okupacją sowiecką. Wówczas miejscowy Komitet Ukraiński doniósł do NKWD, że część Polaków jest osadnikami wojskowymi, którzy walczyli w 1920 r. NKWD zesłało na Sybir 7 polskich rodzin liczących 40 osób. Z tej grupy ocalało 10 osób.

            W kolonii Pieńki pow. Łuck, miejscowi chłopi ukraińscy zamordowali około 100 Polaków topiąc ich w dołach po wydobytym torfie, przy pomocy dużych kamieni przywiązanych do szyi. Byli to Polacy z kolonii Pieński i z pobliskiej wsi Dorosiny.

            W kolonii Seńków Kuropatnicki pow. Brzeżany: Ukraińcy zupełnie zniszczyli i spalili tą polską kolonię, a ludność w znacznej części wybili. We wsi Urmań pow. Brzeżany: Zamordowano kilka osób spośród tamtejszych Polaków. We wsi Wyczółki pow. Buczacz: Zamordowano kilkadziesiąt osób narodowości polskiej (jw.).

            W miasteczku Bóbrka woj. lwowskie: Prześladowanie i wyniszczanie ludności polskiej w powiecie Bóbrka zaczęło się tuż po 17 września 1939 roku, to jest z chwilą wkroczenia wojsk sowieckich do Polski. W rejonie wsi Podhorodyszcze grupa bojówkarzy OUN zamordowała kilku polskich oficerów, w tym jednego w stopniu majora. Zatrzymani zostali zarąbani siekierami i zakopani w dole śmierci w pobliżu wsi. Po wkroczeniu Armii Czerwonej na teren powiatu, miejscowi nacjonaliści i komuniści ukraińscy oraz niektórzy komuniści żydowscy aktywnie pomagali władzom sowieckim w wyłapywaniu policjantów polskich, urzędników państwowych i sądowych oraz w przekazywaniu ich do NKWD. Na przykład dwóch Żydów zatrzymało komendanta policji o nazwisku Szklanny i wspólnie z enkawudzistami zamordowali go w rejonie cegielni. Tymi Żydami byli: Kahanne z Podhorodyszcza i Rod Majorek z Bóbrki. Z Mostyszcz i Hryniowa do Podhorodyszczan prowadziła ścieżka na tzw. skróty blisko lasu. W pobliżu niej stała samotna zagroda Ukraińca, nazywał się Seńko Buk. W pobliżu tej zagrody bojówkarze ukraińscy z OUN urządzali zasadzki. W drugiej połowie września 1939 roku w zasadzce zatrzymali powracających z wojny żołnierzy polskich. Zatrzymanych poprowadzili w głąb lasu, gdzie ich rozebrano i po torturach zamordowano. Liczba ofiar podawana jest od kilkunastu do kilkudziesięciu osób (Ludwik Więcław; w: Siekierka…, s. 33; lwowskie).

            G. Motyka pisze o tej ukraińskiej dywersji: W terenie pojawiły się ukraińskie oddziały partyzanckie, które atakowały i rozbrajały polskich żołnierzy. W powiecie drohobyckim działało ich pięć (Motyka…., s. 70; Ukraińska partyzantka).

            Natomiast Andrzej L. Sowa stwierdza: Na obszarze jednego powiatu brzeżańskiego dokonało mordów 17 band zorganizowanych, pochodzących z przeszło 20 gromad tego powiatu. Najwięcej mordów popełniły bandy z Potoka (około 700 ofiar), z Leśnik (około 200 ofiar) i z Potutorów, razem około 1200 stwierdzonych ofiar. Następnie podaje, że w samym rejonie Przemyślany – Rohatyń – Buczacz „z ręki ukraińskiej padło ok. 2000 uchodźców polskich” (Sowa…, s. 85).

            G. Motyka pisze o „ukraińskich oddziałach partyzanckich” – chociaż w tejże książce „ukraińską partyzantkę” datuje od 1942 roku.

            We wsi Gołogóry pow. Złoczów: 19 września 1939 r., do Gołogór wkroczył oddział Armii Czerwonej. Tego samego dnia przedstawiciel NKWD zorganizował urząd „Selrady” (gminy) i posterunek czerwonej milicji, złożonej z Ukraińców i Żydów pochodzących z miejscowej biedoty. Na początku października 1939 r. następują pierwsze aresztowania (dokonywane przez NKWD na skutek donosów ze strony nacjonalistów ukraińskich i komunistów żydowskich). /…/ Na kościół nałożono bardzo wysoki podatek. Grupa milicjantów, z kilkoma enkawudzistami, dokonała rewizji na plebani rzymskokatolickiej. Skonfiskowała polskie banknoty i skrzynkę srebrnych monet (Ignacy Pawlik; w: Komański…, s. 97).

            Jesienią 1939 we wsi Nawóz, pow. Łuck, na tzw. Popowskim Ostrowiu (nieużytki i bagna) miejscowi chłopi ukraińscy wymordowali około 100 Polaków, uciekinierów z Polski centralnej, którzy zatrzymali się w zagrodach wsi Nawóz, w miasteczku Sokół oraz w innych miejscowościach. Mordercy występowali pod szyldem „polskiego komitetu pomocy uciekinierom” proponując lepsze warunki mieszkaniowe, umawiali się na godziny wieczorowe, wywożąc ich na Popowski Ostrów, mordując i grabiąc dobytek.

            We wsi Sokołów pow. Stryj: Pewnej nocy pod koniec 1939 r. do wsi zajechało samochodami NKWD, aresztowało 30 młodych ludzi w wieku od 18 do 30 lat, tych, którzy służyli w „Strzelcach”. Aresztowanych osadzili w wiezieniu w Stryju i po jakimś czasie wywieziono do łagrów w głębi ZSRR. Zaginęli bez wieści, a ich rodziny nie uzyskały żadnej wiadomości. Była to dla ich rodzin wielka rozpacz i tragedia. Wiadomo było powszechnie, że listy nazwisk członków „Strzelca” przygotował miejscowy Żyd, który służył w NKWD w Stryju (Izabela Krysta; w: Siekierka…, s. 603; stanisławowskie).

            We wsi Derażne, pow. Kostopol: Przed Bożym Narodzeniem 1939 r. nauczycielka Żydówka Berta Aros dokonała w klasach przeglądu noszonych przez dzieci medalików. Co wartościowsze, w tym mój złoty krzyżyk z łańcuszkiem, prezent Chrztu Świętego od mego ojca chrzestnego, zostają zerwane i zabrane (Włodzimierz Drohomirecki: Oczami dziecka; w: „Świadkowie mówią”, s. 97).

            We wsi Germakówka, pow. Borszczów: Od polowy lat trzydziestych rozwijały się ukraińskie organizacje. W Germakówce był zorganizowany duży oddział tzw. „siczowych striłców”. W każdą niedzielę Ukrainiec Pikłabannyj wyprowadzał ich na Wał Trajana i do okolicznych lasów, gdzie ich ćwiczono. Wprawdzie na razie przy użyciu drewnianych karabinów i szabel, ale po kryjomu gromadzono broń i amunicję, sprowadzaną z Niemiec. /…/ Za chwilę pojawiła się piechota sowiecka, by – jak mówili – uwolnić nas spod panowania „pańskiej Polski”. Potem na ulicach pojawili się milicjanci ukraińscy z czerwonymi opaskami na rękach i karabinami. Widziałem, jak prowadzono kilkunastu strzelców, którzy odważyli się stanąć w obronie Polski, gdzieś w kierunku Niwry. Na dziedzińcu miejscowego młyna załadowano na samochody ”zisy” kilka rodzin polskich. /…/ Wywieziono ich w nieznanym kierunku. Zaginęli bez wieści. Okazało się, że listę tych nieszczęśników przygotowano w domu Żyda Raabego i miał w tym swój udział „inżynier”, nieznany mi z nazwiska, kwaterujący jeszcze przed wybuchem wojny w jego domu. Od tego czasu życie w Germakówce stało się bardzo uciążliwe i niespokojne. Staliśmy się kategorią ludzi podejrzanych, nękano nas i straszono na różne sposoby. W lutym 1940 r. panowała niezwykle ostra zima. Pamiętam, jak o godzinie 1°° w nocy, do polskich zagród na kolonii podjechali żołnierze sowieccy i urzędnicy ukraińscy na podwodach i wozach na kołach, powożone przez furmanów ukraińskich. Kazali w ciągu godziny spakować się i załadować na podwody do wyjazdu. Większość rodzin kolonistów była wielodzietna i to z małymi dziećmi, w domach pozostawały przede wszystkim kobiety i dziadkowie. Mężczyźni byli zmobilizowani w sierpniu 1939 r. do wojska i nie wracali z wojny. W pośpiechu i zastraszeniu kobiety nie zawsze zdążyły zabrać ze sobą odpowiednią ilość żywności i odzieży. /…/ Jak się później dowiedziałem o wysiedleniach kolonistów zabiegali u władz sowieckich miejscowi Ukraińcy. Dostali po kolonistach ziemię, domy i cały pozostawiony dobytek. Władze sowieckie nie ingerowały (Komański…, s. 538 – 539).

            W miasteczku Mariampol, pow. Stanisławów: Podczas pierwszej okupacji sowieckiej, władzę administracyjną w milicji i w szkolnictwie przejęli u nas Ukraińcy i Żydzi. W szkole obowiązywał tylko język rosyjski i ukraiński. Trwały aresztowani i zsyłki na Sybir (Jan Capar; w: Siekierka…, s. 509; stanisławowskie).

            We wsi Bołdury, pow. Brody: W naszej wsi około połowę stanowili Polacy i tyle samo Ukraińcy. Do 1939 r. stosunki między nimi układały się poprawnie i nie było żadnych konfliktów. Radykalna zmiana zaczęła następować po wkroczeniu 17.09.1939 r. Armii Sowieckiej. Miejscowi Ukraińcy nałożyli na rękawy czerwone opaski, stworzyli czerwoną milicję, zaczęli rozbrajać i mordować powracających z wojny polskich żołnierzy. Terenową władzę przejęli miejscowi Ukraińcy. Polacy nie mieli nic do powiedzenia. 1 maja 1940 r. we wsi zorganizowano wielki wiec (miting) polityczny. Przyjechali przedstawiciele władz sowieckich z rejonu Brody. Miejscowy Ukrainiec, Iśkiw Fidik, wygłosił przemówienie, w którym opowiedział o „strasznych krzywdach”, jakie wyrządzała Ukraińcom „pańska Polska”. Przez cały okres okupacji sowieckiej żyliśmy pod ciągłym strachem wywózki na Sybir. Miejscowi Ukraińcy mieli w tym zakresie wiele do powiedzenia. Na ich życzenie sporządzano listy wielu niewinnych Polaków, których zsyłano na Sybir (Kazimierz Tymczyszyn; w: Komański…, s. 606).

            Jesienią 1939 roku Sowieci powołali do wojska około 150 tysięcy młodych Polaków. Większość z nich zginęła wysłana na front sowiecko-fiński.

            W styczniu 1940 roku z miasteczka Czortków woj. tarnopolskie część sowieckich żołnierzy wyjechała na front fiński. 21 stycznia polscy konspiratorzy liczący około 100 młodych chłopców zaatakowali sowieckie koszary. Celem ich działań było zdobycie dworca i pociągu, którym planowali ucieczkę do Rumunii. Sowieci wyprowadzili wojsko na ulicę i po kilku godzinach walki słabo uzbrojonych polskich powstańców pokonali. Do niewoli dostało się około stu chłopców, z których na 24 osobach wykonali wyroki śmierci, a 55 zeslali do obozów pracy. Niewielu z nich przeżyło.

            W dniach 8 – 10 lutego 1940 r. NKWD dokonało deportacji około 250 tysięcy Polaków oraz kilka tysięcy Ukraińców, Żydów i Białorusinów, obywateli Rzeczpospolitej, głównie do Kazachstanu i na Syberię.

            Rozkaz o deportacji podpisał Iwan Sierow, zastępca ludowego komisarza spraw wewnętrznych i zarazem szef NKWD Ukraińskiej SRR. W rozkazie pisał: Plan deportacji musi być opracowany w najdrobniejszych szczegółach i zrealizowany przez trójki wykonawcze w każdym obwodzie i rejonie. Zadanie to należy wykonać przy zachowaniu zupełnego spokoju, tak by nie wywoływać demonstracji lub paniki wśród miejscowej ludności. Oskarżeniem było uznanie tych osób za „element społecznie niebezpieczny” (SOE – socjalno opasnyj element). Nikt nie otrzymywał żadnego konkretnego oskarżenia ani wyroku, nie wiedzieli też, na jaki okres czasu są przesiedlani. Niektórym grupom na miejscu przesiedlenia mówiono, że pozostaną tu 20 lat.

            Listę Polaków do deportacji przygotowywał miejscowy, tzw. Komitet Ukraiński, natomiast zatwierdzała ją rejonowa „trójka” NKWD, w której składzie najczęściej był miejscowy Żyd i Ukrainiec. Pierwsza deportacja objęła głównie: osadników wojskowych, urzędników państwowych średniego i niższego szczebla (urzędnicy wyższego szczebla byli już wcześniej aresztowani i skazani, część z nich Sowieci już wymordowali), służbę leśną, część kolejarzy. Przesiedlano całe rodziny, z dziećmi, starcami i chorymi. Często pustoszały całe wsie. Domowników budzono brutalnym łomotem w drzwi, zwykle między północą a godziną 2 w nocy i dawano od pół godziny do 2 godzin czasu na spakowanie się. Na miejscu pozostawał praktycznie cały dobytek, na sanie ładowano tylko część ubrań i żywności. Saniami wywozili ich do najbliższej stacji kolejowej sąsiedzi Ukraińcy pod eskortą jednego enkawudzisty i dwóch milicjantów, którymi najczęściej byli miejscowi Żydzi i Ukraińcy. Mróz wówczas wynosił około -25°C. Na stacjach kolejowych czekały wcześniej już zgromadzone wagony towarowe. Często ponad dobę kompletowano skład pociągu.

            Zaskoczenie było całkowite, przerażenie, bezradność, płacz dzieci, rozpacz. Na stację kolejową przywożono osoby nawet niekompletnie ubrane, zerwane ze snu, zszokowane, a nawet zamarznięte na śmierć.

            Z województwa tarnopolskiego i stanisławowskiego wywożono także „kułaków”, czyli rodziny posiadające powyżej 12 ha ziemi (20 mórg). Np. z powiatu kosowskiego wywieziono wszystkich mieszkańców wsi: Świętego Józefa, Świętego Stanisława i Cieniowej. Z powiatu borszczowskiego ze wsi: Janówka, Słoneczna, Chodykowicka, Turlecka, Duniowa. Z powiatu samborskiego całą ludność ze wsi: Strzałkowice, Biskupce, Wojsztyce i Nadymy oraz z okolic Horodenki i Grzymałowa. Ze Stryja i okolic odjechało 6 transportów liczących do 40 wagonów w każdym. W wagonie umieszczano od 40 do 75 osób. Z Halicza wyjechało 400 wagonów z Polakami, ze Stanisławowa 900 wagonów. Wagony towarowe miały pozabijane deskami okna, w kącie wydrążoną dziurę na załatwianie potrzeb fizjologicznych. Podróż trwała przeciętnie trzy miesiące. Po drodze od chorób i głodu umierały dzieci, starcy i osoby słabsze, a ich ciała wyrzucane były z wagonów na torowiska podczas krótkich postojów, zwykle co drugi lub trzeci dzień.

            10 lutego 1940 r. w osadzie wojskowej Płaszowa Królewska gmina Tosłuchów (Wołyń) podczas deportacji ludności polskiej uciekł jeden z osadników wojskowych. Sąsiedzi Ukraińcy wytropili stodołę, w której się ukrył i żywcem spalili go.

            14 kwietnia 1940 r. w miejscowości Józefów, gmina Serokomla, pow. Łuków, policja ukraińska razem z gestapo zastrzeliła 189 Polaków, mieszkańców wsi: Bielany, Bronisławów, Hordzież, Józefów, Leonardów, Nowinki, Ruda, Serokomla, Wólka, Zakępie.

            12 – 15 kwietnia 1940 r. w drugiej deportacji na Sybir Sowieci wywieźli około 300 tysięcy Polaków. Były to głównie rodziny wojskowych, urzędników, policjantów, już wcześniej internowanych lub aresztowanych przez NKWD. Ponadto deportowano rodziny działaczy społecznych, nauczycieli, kupców i inne rodziny inteligencji polskiej.

            Ze Lwowa deportowano około 12 tysięcy Polaków, z Drohobycza – 5 tysięcy, z Borysławia – 3 tysiące, ze Stanisławowa – 4 tysiące. Deportowano także całe wsie, np. z powiatu wołkowyskiego: Nowosiołki, Koladycze, Łyskowa, Senipowa; z powiatu przemyskiego: Krowniki, Choszczowice, Bojewice, Bratycze, Chałupki, Hermanowice, Mościska, Szechnieje. Z powiatu czortkowskiego z osady Bartoszówka wywieziono 84 rodziny, z 87 tam mieszkających.

            Kolonia i wieś Łanowce Szlachta pow. Borszczów: Rok 1940 rozpoczął się bardzo ostrą zimą i w tę mroźną, z obfitymi opadami śniegu zimę, przy pomocy Ukraińców oraz ich milicji, wczesnym rankiem 10 lutego 1940 r. wywiezione zostały na Sybir wszystkie polskie rodziny z Kolonii. Dano im pół godziny na spakowanie się i dostarczonymi przez Ukraińców saniami zawieziono do najbliższej stacji kolejowej, a transporty na Sybir formowano w przygranicznej stacji, w Husiatynie. Po dwu zaledwie miesiącach 13 kwietnia 1940 r. zostali wywiezieni na Sybir kolejni mieszkańcy wsi, tym razem mieszkający tu od wielu pokoleń. /…/ Tym samym transportem jechało wiele rodzin polskich z Borszczowa, miedzy innymi prawie całe grono profesorskie z borszczowskiego gimnazjum i liceum. Tak jak w lutym kolonistów, tak teraz rdzennych mieszkańców tych ziem wskazali miejscowi Ukraińcy, jako groźnych „wrogów socjalizmu i ZSRR” (Ludwik Fijał; w: Komański…, s. 519 – 520).

            Zapewne nie będzie już można udokumentować wszystkich strat ludności polskiej poniesionych w wyniku kolaboracji Ukraińców z okupantem niemieckim i sowieckim. Ilu Polaków zadenuncjowali „sąsiedzi” Ukraińcy, ilu aresztowali i zakatowali milicjanci i policjanci ukraińscy oraz inne ich formacje na służbie niemieckiej. Ilu Polaków zginęło zamordowanych lub zdradzonych chociażby podczas prób przedzierania się przez góry, aby dostać się przez „zieloną granicę” do Armii Polskiej na Zachodzie.

            Tylko w okolicach Komańczy od początku grudnia 1939 r. do maja 1940 r. aresztowano 80 uchodźców, w Baligrodzie 43, w Bukowsku 24 i wielu innych w Zagórzu. W Świątkowej w pow. jasielskim wiejska straż ukraińska zatrzymała i wydała w ręce Niemców 5 uchodźców. Podobnie działo się w Barwinku, w rejonie Dukli, w okolicach Rymanowa – podaje A. Daszkiewicz w książce Ruch oporu w rejonie Beskidu Niskiego 1939 –1944 (Warszawa 1975, ss. 44 – 50). Wielu uciekinierów szukając przewodników bądź noclegu w chatach ukraińskich było podstępnie mordowanych a ich dobytek (często znacznej wartości) zagrabiony. Na samym terenie obecnie polskiej części Bieszczadów miejscowi bojówkarze OUN i chłopi ukraińscy zamordowali około 100 Polaków – uciekinierów. Wiosną 1940 roku na polach znajdowano liczne ich zwłoki, poszarpane już przez dzikie zwierzęta.

            Wiosną 1940 r. w miejscowości Białozórka pow. Krzemieniec po deportacji rodzin osadników (10 lutego) pozostali dwaj synowie jednego z osadników, lat 12 i 14; Ukraińcy ich wytropili i zawieźli do NKWD w Łanowicach, skąd deportowano ich na Sybir.

            20 – 30 czerwca 1940 r., w trzeciej deportacji Sowieci wywieźli około 400 tysięcy Polaków.

            W miejscowości Busk pow. Kamionka Strumiłowska: W stajniach majątku Badenich w Busku od października 1939 r. znajdował się obóz jeniecki. Około 1000 jeńców z tego obozu pracowało przy budowie drogi Lwów – Kijów. Pod koniec września 1940 r. wszystkich jeńców wywieziono na Wschód (Adolf Zabuski, Jan Zabuski; w: Komański…, s. 743).

            W miejscowości Busk pow. Kamionka Strumiłowska: W stajniach majątku Badenich w Busku od października 1939 r. znajdował się obóz jeniecki. Około 1000 jeńców z tego obozu pracowało przy budowie drogi Lwów – Kijów. Pod koniec września 1940 r. wszystkich jeńców wywieziono na Wschód (Adolf Zabuski, Jan Zabuski; w: Komański…, s. 743).

            Wieś Germakówka pow. Borszczów: Tego dnia padało. Było mokro i zimno. Ktoś przyszedł do naszego domu i powiedział, że koło kościoła jest pełno polskiego wojska. Pobiegłem tam razem z siostrą. Naprzeciwko kościoła był Polski Dom Ludowy, a z tyłu za nim znajdował się duży plac. /…/ Teraz ten plac był ogrodzony drutem kolczastym, a na nim stali polscy żołnierze, w większości oficerowie. Byli zarośnięci, brudni, zmoknięci i trzęsący się z zimna. Gdy zbliżyliśmy się do ogrodzenia na odległość, na jaką zezwolili nam żołnierze sowieccy, to wołali do nas o chleb i coś do picia. Pobiegliśmy z siostrą do domu i przynieśliśmy wiadro czystej wody, trochę mleka i chleba. Kiedy żołnierz sowiecki odwrócił się i poszedł w drugą stronę, wykorzystałem tę chwilę i podałem kapitanowi żywność i wodę. Ten zdjął furażerkę z głowy, odpiął z niej orzełka i dał mi go. /…/ Po kilku dniach podjechały samochody ZIS, załadowano na nie oficerów i odjechano w nieznanym kierunku. Na jednym z wozów na ławce z desek siedział niskiego wzrostu generał, poznałem to po lampasach na spodniach. Gdy odjeżdżali wstał i głośno zawołał do licznie zgromadzonych na trawniku przy kościele mieszkańców Germakówki: „Rodacy! Opuszczamy ojczystą ziemię. Już do niej nie wrócimy, ale wy doczekacie się Polski”. Wtedy żołnierz sowiecki wystrzelił kilka razy z nagana, coś głośno krzyknął i konwój ruszył w kierunku Niwry (Stanisław Leszczyński; w: Komański…, s. 539 – 540).

            W październiku 1940 roku do Krakowa Niemcy przywieźli 500 jeńców wojennych, żołnierzy polskich, chorych na gruźlicę i umieścili ich w Kolegium Jezuickim na ul. Kopernika. Znacznie trudniej było ochronić tych chorych przed rozlicznymi przykrościami i donosami ze strony lekarzy i pielęgniarek ukraińskich, którymi szpital był przepełniony. Fizycznym i moralnym dowódcą ich była siostra Józefa, przełożona bazylianek. /…/ Po jej wizytach regularnie brakowało to rzeczy osobistych, to prowiantu czy nawet urządzeń szpitalnych, kocy czy prześcieradeł. Część tych rzeczy po jakimś czasie znów wypływała, ale już jako prywatna własność żołnierzy narodowości ukraińskiej, a prowianty były używane do urządzania przyjęć dla księży ruskich w prywatnym pokoju „siostrzyczki” (Karolina Lanckorońska: Wspomnienia wojenne, Kraków 2003, s. 78).

            24 grudnia 1940r. w mieście Ottynia pow. Tłumacz czerwoni milicjanci ukraińscy aresztowali i oddali do NKWD ks. Stanisława Perenca, po którym ślad zaginał.

            W 1940 roku we wsi Dżomla pow. Jaworów czerwona milicja ukraińska uprowadziła z domu 80-letnią dziedziczkę majątku ziemskiego i na gnojowisku za oborą zastrzeliła ją. We wsi Żurów pow. Rohatyn na skutek fałszywego donosu Ukraińców NKWD aresztowało i zesłało na Sybir, skąd już nie powrócił – proboszcza ks. Stanisława Rysiowskiego.

            We wsi Wielkie Oczy pow. Lubaczów aresztowany Jan Sawiński, wyrokiem sądu w Jaworowie, za potrącenie Żyda został skazany na trzy lata i zesłany na Sybir. W 1941 roku napisał list z Władywostoku i to była ostatnia wiadomość o nim. Kara, jaką sąd w Jaworowie wymierzył Janowi Sawińskiemu wstrząsnęła mieszkańcami i była sygnałem do unikania jakichkolwiek kontaktów z Żydami (Mieczysław Dobrzański: Gehenna Polaków na Rzeszowszczyźnie w latach 1939 – 1948. Wrocław 2002).

            W marcu 1941 roku w miasteczku Bolechów pow. Dolina Ukraińcy uprowadzili do lasu i zamordowali 4-osobową rodzinę polską (w tym córki lat 16 i 18) oraz rodzeństwo rosyjskie mieszkające u tej rodziny.

            28 maja 1941 r. we wsi Chochoniów pow. Rohatyn Ukraińcy zamordowali 4-osobową rodzinę polską: 75-letniego dziadka, 62-letnią babcię, 30-letniego syna i 8-letniego wnuka.

            W połowie czerwca 1941 r. w miejscowości Chyrów pow. Dobromil w wyniku donosu Ukraińców NKWD aresztowało 4 miejscowych polskich nauczycieli i po kilku dniach rozstrzelało ich, w tym dyrektora szkoły Lenarta.

            W czerwcu 1941 miała miejsce IV deportacja Polaków na Sybir. Objęła ona około 280 tysięcy Polaków, głównie z Wileńszczyzny. Łącznie w głębi ZSRR znalazło się 1850 tys. obywateli polskich, w tym około 1200 tys. Polaków, z czego 300 tys. było dziećmi do lat 17. Zsyłki przeżyło około 40% deportowanych.

            Po wybuchu wojny polsko-niemieckiej we wrześniu 1939 roku, Banderę wypuszczono z więzienia. W tym czasie bojówki OUN prowadziły już dywersję na tyłach polskich wojsk. OUN wzięła udział w agresji Niemiec na Polskę wystawiając batalion pod dowództwem członka Kierownictwa OUN Romana Suszki, nazywany Legionem Ukraińskich Nacjonalistów. Stanowił on część sił Wehrmachtu. W październiku 1939 roku, Legion ten zatrzymał się 80 km od Lwowa, który wcześniej zajęli Sowieci.

            Z terenów okupowanych przez Związek Sowiecki około 30 tys. nacjonalistów ukraińskich przeniosło się do Generalnej Guberni, tworząc w Krakowie swe ośrodki. Powstał finansowany przez Abwehrę, kontrolowany przez OUN Andrija Melnyka, Ukraiński Centralny Komitet (UCK) z Wołodymyrem Kubijowyczem na czele oraz z udziałem R. Suszki i działającego z ramienia Abwehry Theodora Oberländera. Na południowo-wschodnich obszarach GG utworzono placówki terenowe UCK pod nazwą “Ukrajinśki Dopomohowi Komitety” (UDK), współpracujące z administracją niemiecką i wykonujące zadania na rzecz okupanta niemieckiego, takie jak: w nabór robotników przymusowych do Niemiec, ściąganie od ludności obowiązkowych dostaw. UCK-UDK prowadziły politykę ukrainizacji terenów, zaliczanych przez OUN do “ukraińskich terytoriów etnograficznych”, to znaczy na Podlasiu, Chełmszczyźnie, Nadsaniu i Łemkowszczyźnie. Kubijowycz występował do generalnego gubernatora Hansa Franka o dokonanie przesiedleń ludności polskiej z terenów, które OUN traktowała jako ukraińskie. W następstwie działań UCK-UDK, ludność ukraińska na terenie GG była uprzywilejowana w porównaniu z sytuacją ludności polskiej.

            W 1940 roku dokonał się rozłam w OUN, przez co utworzyły się dwie frakcje partyjne – OUN Bandery i OUN Melnyka. We frakcji “rewolucyjnej” znaleźli się współpracownicy Bandery: Jarosław Stećko, Mykoła Łebed’ oraz agent Abwehry Riko Jaryj. Rozłam formalnie potwierdzony został na II. Wielkim Zborze Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (WZOUN) w kwietniu 1941 r. w Krakowie. WZOUN wprowadził do ruchu faszystowską formę przywitania: podniesienie wyprostowanej prawej ręki wyżej czubka głowy wraz ze słowami: “Sława Ukrainie” – “Herojam Sława”.

            W maju 1941 roku OUN Bandery wydał “Polityczne wytyczne”, w których przewidywał rychłe nadejście “rewolucji narodowej”, w trakcie której nastąpi “usuwanie okupantów z ziem ukraińskich”, jak to przewidywała uchwała I Kongresu OUN z 1929 roku. Opracowano instrukcję “Walka i działalność OUN w czasie wojny”, w której zasady polityki OUN wobec mniejszości narodowych, przedstawiały się następująco: “Mniejszości narodowe dzielą się na: а) przyjazne nam, to znaczy członkowie wszystkich ujarzmionych narodów; b) wrogie nam – Moskale, Polacy, Żydzi; Żydów izolować, usuwać z państwowych instytucji, aby uniknąć sabotażu, tym bardziej Moskali i Polaków. Gdyby zaszła taka konieczność, pozostawić w aparacie gospodarczym Żyda, postawić przy nim naszego milicjanta i likwidować za najmniejszą przewinę”.

            13 września 1939 roku do Sambora wkroczyły wojska niemieckie, które przebywały w nim przez 10 dni. W ciągu tego krótkiego czasu Niemcy aresztowali na podstawie wcześniej przygotowanych list około 100 Polaków. Tę „operatywność” należy przypisać ścisłej współpracy wywiadu Abwery z działaczami ukraińskimi z kierownictwa OUN i donosami miejscowych nacjonalistów ukraińskich. 23 września 1939 roku, po wycofaniu się wojsk niemieckich, do Sambora wkroczyły oddziały Armii Czerwonej. I już kilka dni potem rozpoczęły się aresztowania Polaków, dokonywane przez NKWD. Ponownie działo się to przy ścisłej współpracy i donosach miejscowych Ukraińców, zarówno komunistów, jak i nacjonalistów. W okresie od 30 września 1939 do czerwca 1941 roku, z terenu powiatu aresztowano i wywieziono w głąb ZSRR około 2000 osób. W tym większość to mieszkańcy Sambora. /…/ Wielu z nich zginęło na „nieludzkiej ziemi”. Oddzielną zbrodnią wykrytą po wybuchu wojny niemiecko – sowieckiej, pod koniec czerwca 1941 roku, była masakra więźniów dokonana przez NKWD w więzieniu w Samborze. Zamordowano wtedy około 1000 osób. W tym większość stanowili Polacy, było też wielu Ukraińców oraz osób innych narodowości. Wśród ofiar byli nie tylko mieszkańcy Sambora, ale również innych miejscowości (Siekierka…, s. 895; lwowskie).

            22 czerwca 1941 Niemcy zaatakowały ZSRR.
            Stanisław Żurek

          • tutejszy :

            „na chamstwo nie ma innej metody jak chamstwem odpowiadać” – toż nic innego nie robię szanowny Panie, od początku dyskusji z Panem, bo jak można kulturalnie dyskutować z indywiduum, które nazywa kogoś „wypierdkiem”. Natomiast Pan jak widzę nadal piany z ust nie otarł, bo wciąż nie czyta Pan ze zrozumieniem. Artykułów proszę mi nie wklejać, szkoda zachodu, zwłaszcza takich, które doskonale znam a które w dodatku są zaprzeczeniem Pańskiej tezy o OUN-UPA w 1939 r.

            „naprawdę zadziwia mnie Pan w manipulowaniu faktami” – Pan za to już mnie nie zadziwia własnymi manipulacjami, w zasadzie pańskie reakcje są już dla mnie przewidywalne, jak te odkryte przez pewnego uczonego, którego złoty pomnik stoi w Kijowie :). Liczę tylko, że nie jest to przyrodzona cecha wszystkich miłośników historii Polski, bo jeśli tak to przyszłość naszej ojczyzny nie wygląda najlepiej.

          • hetmanski :

            Panie ,,tutejszy” nie dość że bez zaproszenia wtrącił się Pan do mojej dyskusji z P. Pernikozą To dodatkowo manipuluje Pan wypowiedziami z postów które nie są powiązane z tym wątkiem przypisując ich treść w odniesieniu do swojej osoby.Takich pieniaczy jak Pan jest pełno na wszystkich forach więc dyskusja z Panem nie ma sensu i tak przekręci Pan każdą wiadomość i informację w celu jej zmanipulowania i udowodnienia swojej wątpliwej racji.Jak Pan zauważył moje wypowiedzi w stosunku do Pana są pozbawione inwektyw(jeśli słówko za trudne odsyłam do PWN-encyklopedja.) w Pańskim stylu,, dyskutować z indywiduum,”„wypierdkiem”,,,No a teraz może Pan sobie jeszcze na mnie pobluzgać jak przystało na humanistę, może to Panu dobrze zrobi przed snem”To są zdaje się Pana złote myśli.Na zakończenie życzę Panu wielu sukcesów jako znakomitemu pracownikowi naukowemu w układaniu flizów na tej czelni na której Pan je wykłada.Może Pan nie wysilać się na odpowiedż bo i tak ją zignoruję

          • tutejszy :

            A ja i tak odpowiem : ) bo jak widzę trzeba łopatologicznie. Słowa „wypierdek” przecież sam Pan użył w swoim komentarzu dotyczącym wizyty Tuska na Litwie. I w zasadzie to wystarczy, żeby wiedzieć z kim się ma do czynienia.
            I znowuż memu pieniactwu jeszcze do Pańskiego daleko. A co do mej aktywności na forach, to nic Pan o niej nie wie, więc po co się produkować nadaremno, nawet jeśli się lubi wypisywać sążniste komentarze.
            Staram się raczej napełniać bardziej pozytywnymi treściami choćby ten portal, ale niekiedy, mówiąc kolokwialnie, cholera bierze nawet tak spokojnego człowieka jak ja 🙂

          • hetmanski :

            P.,tutejszy ” Stwierdziłem żę tzw mądrości ludowe są dla Pana bardziej zrozumiałe niż rzetelna wiedza historyczna.więc krótko ,,Ta krowa co dużo ryczy mało mleka daje ” poza zajęciem jakiejś tam ilości miejsca na forum Pańskie komentarze nie wnoszą nic nowego poza zamętem nie zawierają żadnych poważnych informacji historycznych .Więc na koniec jeszcze jeden cytat ,,Kończ waść i wstydu sobie oszczędż.”

          • parnikoza :

            No przepraszam Panie, to wy o Panie tutejszem mowice ze on na forume tym nowiego nie robie poza zamietom? Poco oskarzac takiego skutecznego czlowieka? Wiecej by takich ludzi bulo by uz po tej redimentarnej niprzyjazny pomidzy naszymi narodami. To Panu musi byc wstyd.
            Poco forum na ring przeroblac? Nie bulo naszej UPA w 1939 i koniec.
            To jak z tymy „okupantamy” bez koncu… mamy taku madrosc na Ukraine „Czyja b krowa ryczala, a czyja b milczala”, albo nie mow ob innym tiego co nie chcesz poczyc o sobie)
            Z calym szacunkiem

          • jumanyga :

            Ale rozmowa była o tym czy ukraińcy mordowali już w 1939 i odpowiedź brzmi tak, trochę niefortunne było nazwanie ich UPA. Jest taka moda na „konkretne” nazywanie, w 1939 nie było ii wojny swiatowej tylko lokalny konflikt jakich wtedy było wiele, Rosja nie prowadziła z nami wojny od 17 wrześnie 1939 bo Polska nie istniała wtedy, mordowali naziści, sowieci i upa. A prawda jest taka że mordowali niemcy, rosjanie i ukraińcy.

            Wyjdzie na to że za 20 lat o wojnie Rosji i Gruzji z 2008 roku będzie się mówiło że Gruzinów zaatakowali Putinowcy a nie zacni Rosjanie.

            Panu Parnikoza nie podoba się wyraz „okupanci” a teraz do Ukrainy dzisiejszej pasuje 🙂 Wchodnia Galicja to dla mnie okupacja, Krym to dla tatarów okupacja, wschodnia Ukraina to dla „małorosjan” okupacja.

            Ale niech się Pan nie martwi, nas Rosja „wybawiła od haniebnego ucisku innych”, was też uwolni.

          • hetmanski :

            Panie Parnikoza Z powodów które panu podałem i które nie ulegają jakiejkolwiek dyskusji utworzyłem zbitkę OUN-upa,Podałem Panu rozliczne informacje o zbrodniczej działalności ludności ukraińskiej i bojówek ukraińskich na Kresach w stosunku do zamieszkałych tam od wieków Polaków.I co w tyn najdziwniejsze w większości przypadków o podłożu ekonomicznym .Otrzymał pan pełną informację o zbrojnych bojówkach ukraińskich działających we wrześniu 1939 r.O współpracy z Niemiecką Abweherą (wywiadem) o współpracy z rosyjskim NKWD .O ukraińskim legionie w czasie wojny 1939 r pod niemieckim dowództwem.Dywizji SS Galizien itd. Zrozumiałym faktem jest ze zebrano te terrorystyczne organizacje w jedną całość i nadano nazwę upa.Nie zmienia to faktu jej zbrodniczego oblicza w dodatku podporządkowanej faszystowskiej ideologii OUN była organizacją ,a upa jedynie jej zbrojnym elementem.Pozostałe uwagi jak w poście Pana ,,Jumanygi.( A tak a pro po czy Pan zdaje sobie sprawę że w 1990 r o mały włos Lwów i wszystkie tereny II RZECZPOSPOLITEJ o mały włos nie powróciły do POLSKI i z całej waszej niepodległości zastało by tylko rozliczenie za zbrodnie upa.Fakt że istniejecie jako państwo zawdzięczacie niedouczeniu Wałęsy i zdradzie naszych interesów narodowych przez jego żydowskich doradców?).Panie Parnikoza jeśli to jest możliwe chciałbym prosić aby Pan ze swojej strony jako osoba mieszkająca w Kijowie , ukrainiec , i mająca inne spojrzenie na te czasy niż mieszkańcy Galicji spróbował mi przynajmniej nakreślić co było przyczyną takiego bestialstwa w stosunku do moich rodaków (nie mogę znaleść odpowiedzi na sposoby dokonywanych zbrodni co innego jest zastrzelić przeciwnika ,wroga a co innego zadawać mu śmierć w taki sposób jak praktykowała to upa.).A Panem ,,tutejszym „proszę się nie martwić dam mu spokój niech się dokształca.

          • tutejszy :

            : ) : ) poza tym jeszcze mam zeza, jestem gruby, łysy i ogólnie brzydki, co prawda znajdą się tacy, którzy by zaprzeczyli (jak widzę już się znaleźli : ) ale jeśli to Panu poprawi samopoczucie niechaj tak zostanie : )
            Ale na szczęście: „Psy szczekają, a karawana idzie dalej” panie Hetmański

    • hetmanski :

      Szanowny Panie, z przyjemnością podaję Panu dokładne informacje na temat Kurtumowej Góry Jest to ciąg wzniesień na przedmieściach Lwowa oznaczonych jako wzgórza nr 374 i 324.Dokładne informacje znajdzie Pan wraz ze szkicem sytuacyjnym w książce Krzysztofa Komorowskiego pt Boje polskie 1939-1945 przewodnik encyklopedyczny, str 219 .Jest wydanie elektroniczne pod adresem http://books.google.pl.Nie sądzę że czuje się Pan urażony moją prośbą o bliższe określenie swojej osoby nie interesował mnie ani Pana wiek czy wykształcenie lecz zainteresowania i ich kierunek , jeśli poczuł się Pan tym dotknięty to przepraszam.Odpowiadając w skrócie na drugą część pytania wyjaśniam że pojęcie samosądów jest to bezprawne działanie grupy ludzi w celu wyegzekwowania swoich rzeczywistych lub najczęściej urojonych praw.W tym przypadku miało miejsce działanie ukraińców zmierzające do realizacji złożeń programowych oun -upa ,Jeśli ten temat jest dla Pana istotny to proszę o kontakt pod prywatnym adresem e-mail

  2. parnikoza :

    Dzien Dobry, dziekuje Panu, ale jezely pan pozwoli mnie chodzilo wlasnie gdze teraz dokladnie ta gora? Bo nawet mam zdieca niemeckich pozicji z nej, ale nie wiem napiewno czy to ta gora na jakej wlasnie cmentarz Janowski? Z nej jest Lwyw jak na dloni.
    Wlasnie myslalem ze logowania wystarczy) Jestem 30 lat, biolog z wyksztalcenia, mam welkie zaunteresowanie w historii rodnego kraju i blizkich slowianskich ziem) Czasem cos pisze (do przykladu http://h.ua/story/339050/, http://h.ua/story/331884/). Tak ze bede uwazaly ze sie z Panem zapoznali sie?)Przepraszam za moj jezyk i spodziewam ze Pan mnie rozumie.
    Wlasnie rozumem co to jest samosad ale chodzilo mnie o jakes zrodlo jake autorz wykorzystal w tym przypadku (poniewaz uz znam neco o tej obronie), zeby ocenit o co wlasnie szlo, czym to udowodniono, i jaki skali byly tiego zjawiska. Chce przygotowac artykul na temat kompanii wzesnjowej i „zlotiego wrzesnia” osiagac tie wydarzenia z punktu widzenia ukrainca. Dzieki
    Moj meil Parnikoza@gmail.com

    • hetmanski :

      Panie Parnikoza .Podaję Panu część materiału który pozwoli dokładnie zlokalizować wzgórza o które Panu chodzi …..,,Zacięte walki powtarzają się codziennie w rejonie Kortumowej Góry, której obsada została wzmocniona oddziałami 35 d. p. i pułkiem ppłk. Grefnera, przesuniętym dnia 16.IX. w rej. Kleparowa. By uchylić niebezpieczeństwo ciągle grożące z tej strony, płk. Szafran otrzymuje rozkaz odrzucenia Niemców z Kortumowej Góry. Organizuje więc dnia 15 natarcie, które pójdzie wzdłuż ul. Janowskiej, na Kortumową Górę i z Zamarstynowa na Hołosko Wielkie. Wywiązuje się zacięta walka, straty obu stron są duże, ginie d-ca baonu 35 d. p. Cmentarz przechodzi z rąk do rąk, wreszcie zostaje opanowany. Oddziały nasze dochodzą do samego szczytu góry, ale dalej nie mogą się posunąć. Niemcy pobudowali schrony na przeciwstoku i zorganizowali taką zaporę ogniową, że niesposób było ją przekroczyć. Nie zdołaliśmy zdobyć całej góry, ale poprawiliśmy wydatnie nasze stanowiska….Jest to tekst z raportów dowództwa obrony LWOWA ,jak z niego wynika jest to pasmo wzgórz usytuowanych u wylotu ul Janikowskiej