O Maryli Wereszczakównie

Od dawna – a już na pewno od czasów Mariana Hemara – wiadomo, że literatura
„to nie jest tylko zasługa pióra: Trzeba dziewicy, która wie, Kiedy poecie szepnąć – nie!”

Jeżeli wierzyć słynnemu przedwojennemu poecie-satyrykowi, to właśnie owo „nie” Maryli Wereszczakówny miało przemożny wpływ na powstanie co najmniej kilku istotnych utworów Adama Mickiewicza.

Postać Maryli inspirowała poetę kiedy pisał utwory zarówno te z pierwszego – przełomowego w dziejach historii literatury polskiej tomu Poezyj (Pierwiosnek, romans Kurhanek Maryli oraz ballada To lubię), jak i kolejne, przede wszystkim Dziady cz. IV, wiersz Do M***, a także Stepy akermańskie („Jedźmy, nikt nie woła”), aż do napisanego w czasie podróży do Włoch wiersza Na Alpach w Splügen, uważanego przez wielu badaczy za symboliczne pożegnanie z kochanką lat młodości. Być może także w jednym z wersów liryków lozańskich Gdy tu mój trup – poeta ujrzał właśnie Marylę („Tam widzę ją, jak z ganku biała stąpa”)…

To samo brzemienne w skutki „nie”, zrodziło nie tylko jedno z najpiękniejszych
w literaturze polskiej wyznań:

” Na każdym miejscu i o każdej dobie,

Gdziem z tobą płakał, gdziem się z tobą bawił,

Wszędzie i zawsze będę ja przy tobie,

Bom wszędzie cząstkę mej duszy zostawił ” (Do M***).

ale także gorzkie i sarkastyczne stwierdzenie dotyczące zmienności kobiecej natury:

„Kobieto! Puchu marny ! Ty wietrzna istoto! Postaci twojej zazdroszczą anieli, A duszę gorszą masz, gorszą niżeli…”.

***

Adresatka tych słów Maryla Wereszczakówna – a właściwie Marianna Ewa Wereszczakówna herbu Kościesza – przyszła na świat w Tuhanowiczach, u progu XIX stulecia, rok później niż poeta – w 1799 r. Co znamienne, obydwoje urodzili się tego samego dnia – w wigilię Bożego Narodzenia. Należeli do jednego pokolenia – „urodzonego
w niewoli, okutego w powiciu” – pierwszej generacji która wolną ojczyznę znała jedynie
z książek, czy też opowieści ojców, dziadów, krewnych.###strona###

Jednak ani „niewola” ojczyzny ani jej „okucie”, nie dawały się Maryli we wczesnej młodości jakoś szczególnie we znaki. Jako trzecie z kolei dziecko zamożnego marszałka szlachty powiatu nowogródzkiego, dorastała bowiem beztrosko w dostatnich Tuhanowiczach – majątku należącym do rodziny Wereszczaków już od końca XVII, wśród tak dobrze znanych z Mickiewiczowskich opisów, „pagórków leśnych i łąk zielonych”. Niekiedy tylko docierały do niej niepokojące nowinki ze świata. Dopiero później, już jako mężatka, swoje patriotyczne zaangażowanie w pomoc emisariuszom, przepłaciła wraz z mężem aresztowaniem (1833). Chociaż los oszczędził jej zarówno wygnania i biedy, jak też emigracyjnej tęsknoty – które stały się udziałem Mickiewicza i jego przyjaciół.

Pani na Bolciennikach przeżyła Mickiewicza o 8 lat – zmarła pod koniec 1863 roku,
w okresie powstania styczniowego – 13 lat wcześniej straciła męża, z którym przeżyła
bez mała 30 lat. Zakończyła życie otoczona rodziną, mając 64 lata – jak na ówczesne warunki, kiedy średnia życia wynosiła lat 40 – był to wiek dosyć zaawansowany. Jej grób po dziś dzień znajduje się przy kościele św. Jana Chrzciciela w białoruskich Bieniakoniach.

O Maryli pisano dużo i rozmaicie – a to z sentymentalną nutą, a to patetycznie, wzniośle, lub dla odmiany z sarkazmem i drwiną dziwiąc się, że taka bądź co nie bądź prowincjonalna panna, ani nazbyt urodziwa (znający ją od dzieciństwa Ignacy Domeyko, dyplomatycznie pisał; że „nie była piękną w znaczeniu, jakie do tego wyrazu pospolicie ludzie przywiązują”), ani też szczególnie wykształcona, stała się bohaterką jednaj
z najbardziej trwałych legend romantycznych. Tym samym zdystansowała inne kobiety mogące pretendować do tej roli m.in.: zmysłową panią Karolinę Kowalską zwaną „Wenerą kowieńską”, kochankę Mickiewicza z okresu „kowieńskiego zesłania”, prywatnie żonę powiatowego lekarza dra Józefa Kowalskiego i matkę dwóch rezolutnych córek, a także elokwentną hrabiankę Henriettę Ewę Ankwiczównę, w towarzystwie której poeta poznawał uroki Wiecznego Miasta, wreszcie piękną i nieszczęśliwą żonę poety – córkę wspaniałej pianistki Marii Szymanowskiej – Celinę.

Jak wiadomo, Maryla nie była ani pierwszą, ani jedyną miłością życia Mickiewicza – jednak to właśnie ją poeta wprowadził do literatury…. Egzaltowana, a przy tym dziś powiedzielibyśmy niekonwencjonalna, panna Maryla z upodobaniem paliła fajkę, grała
w szachy, czytała książki, pasjami lubiła samotne konne wycieczki, zaś o swoich nastrojach dawała znać otoczeniu przepasując się szarfami w różnych kolorach: a to różową, a to czarną, a to błękitną. Wedle relacji współczesnych, ponoć posiadała też jakiś „szczególniejszy urok
w ustach i spojrzeniu” (Domeyko).###strona###

Prawdopodobnie znajomość Mickiewicza i Wereszczakówny zaczęła się latem 1819 roku (albo nawet rok wcześniej), kiedy zdaniem przyjaciela poety, gawędziarza Antoniego Edwarda Odyńca – do Tuhanowicz – rodzinnego majątku Michała Wereszczaki, brata Maryli, wraz z przyjaciółmi zjechał Adam Mickiewicz. Serdecznie przyjęci przez tuhanowickich gospodarzy, młodzi goście zamieszkali w wygodnej oficynie zwanej „Murowanką”.

Niektórzy historycy literatury powątpiewają w tę datę i tym samym w prawdziwość relacji Odyńca. Uważają, że Mickiewicz przyjechał do Wereszczaków dopiero w 1820 r. Jednak nie to jest najważniejsze. Bowiem tak czy inaczej, miłość między Adamem
i Marylą pojawiła się najprawdopodobniej dopiero właśnie latem 1820 r. Co dalej zaszło wiemy wszyscy: najpierw epoka „raju tuhanowickiego” – wspólne spacery, wyznania, potem dramatyczne rozstanie – bo panna była już zaręczona, wreszcie w lutym 1821 r. ślub ukochanej z innym, który jednak wcale nie miał okazać się takim jaki powinien być zamożny rywal z poczytnych romansów.

Wawrzyniec Stanisław Jan hr. Puttkamer z Wersowiczów Siekierka, herbu Bradacice, pan na Bolcienikach i Braselach, właściciel 200 dusz chłopskich (męskich) – na szczęście dla swojej przyszłej małżonki, a na nieszczęście dla porzuconego Mickiewicza oraz późniejszych biografów i historyków, nie okazał się bowiem typem ani odrażającym, ani zepsutym, ani ograniczonym, ani też głupim czy okrutnym. Jako człowiek rozumny, taktowny i humanitarny, cieszył się powszechnym szacunkiem i uznaniem. Toteż kiedy w 1850 r. zakończył życie, jak wspomina Antoni Edward Odyniec, wśród okolicznej szlachty „smutek zapanował wielki”. Wraz ze ślubem w 1821 r. w życiu Maryli, teraz już hrabiny Puttkamerowej, zakończył się młodzieńczy okres tuhanowicki, rozpoczęło się życie w mężowskich Bolcienikach. Jak wspominają ówcześni znajomi pani Puttkamerowej, po wyjściu za mąż nie odmieniła ona swoich zainteresowań, toteż w jej gospodarstwie „więcej było poezji niż ekonomii”. (A. E. Odyniec)

Rodzinne Tuhanowicze niebawem przejął brat Michał, dotychczas zarządzający pobliskimi Płużynami – tymi samymi, które swoim tajemniczym urokiem tak zachwyciły Mickiewicza, że nad jeziorem Świteź u „Płużyn ciemnego boru” umieścił akcję jednej ze swych najbardziej znanych ballad – Świteź. Romans poety z Marylą najprawdopodobniej trwał do połowy 1823 r. W listach nazywał ją „najdroższą”, „jedyną”, pisał o przepaści, nad którą stoją oboje, co jednocześnie nie przeszkadzało mu poddawać się urokowi innych kobiet – choćby wspomnianej kowieńskiej piękności pani Karoliny Kowalskiej.###strona###

Hrabinie Puttkamerowej nie było dane umrzeć z miłości, chociaż jak pisała
w liście (z maja 1823) do przyjaciela obojga, poczciwego Jana Czeczota, często cierpiała na melancholię i tajemnicze „stany letargiczne”, dzisiaj utożsamiane z depresją. Mówiło się nawet, że nieco wcześniej tj. w 1822 r. próbowała popełnić samobójstwo zażywając zbyt dużą dawkę laudanum – nalewki alkoholowej na opium, stosowanej ówcześnie m.in. jako środek usypiający. Dowiedziawszy się o tym, zrozpaczony poeta chciał ponoć zabić
w pojedynku jej męża – jedynie takt hrabiego Puttkamera pozwolił zapobiec tragedii
i skandalowi. Podobno z pomocą oddanego Puttkamerowej i Mickiewiczowi Jana Czeczota, oboje planowali także wspólną ucieczkę za granicę…

Plotkowano, że Maryla żyje ze swoim mężem jak z bratem. Tymczasem pani Puttkamerowa rodziła kolejne dzieci – w sumie trójkę: Zofię (1825), Stanisława (1828)
i Karolinę (1840), która na starość dawała do zrozumienia, że ojcem jej był Mickiewicz – co zresztą wydaje się zupełnie nieprawdopodobne. Wedle opinii najmłodszej córki, matka miała jeszcze jedno dziecko – dziewczynkę (córkę lub wychowanicę), jednak w tym wypadku Karolina nie wypowiadała się na temat ojcostwa. Wszystko to stało się powodem późniejszych złośliwych spekulacji i sensacyjnych dociekań.

To co zaszło w tuhanowickim dworze latem 1820 r między tamtejszą panną
i gościem jej rodziny, po prostu musiało się wydarzyć… Domagały się tego bowiem nie tylko młode natury tych dwojga, ale i kolejne rozdziały biografii romantycznego poety, w której niespełniona, nieosiągalna i nieszczęśliwa miłość, zajmowała przecież czołowe miejsce.
To niewątpliwie dramatyczne dla młodego poety wydarzenie, pozwoliło mu dojrzeć
i stworzyć postać na miarę Gustawa z IV cz. Dziadów – indywidualisty, egocentryka, obłąkanego miłością kochanka-samobójcy. Toteż Gustawa nazbyt chętnie i nazbyt łatwo utożsamiano z samym Mickiewiczem. Niektórzy współcześni mieli nawet za złe poecie, że ogłaszając tę część poematu, zachował się w sposób gorsząco niedyskretny. Zarzucano mu, że kompromituje nie tylko siebie, ale także już zamężną Marylę. Nie starano się zauważyć, że
IV część Dziadów można rozumieć uniwersalnie – szukać w niej ogólnych prawd i przesłań, nie zaś wyłącznie jako opowieść autobiograficzną.###strona###

Poszukując intymnych szczegółów dotyczących relacji poety i tuhanowickiej panny, dociekliwi badacze przez blisko dwa wieki z niemal detektywistycznym zacięciem, przeszukiwali setki listów i źródeł archiwalnych. Mnożyły się rozmaite mniej lub bardziej prawdopodobne rozważania na temat istoty ich związku. W oczach historyków literatury Maryla raz była cnotliwą panienką z białego dworku – a właściwie okazałego pałacu (bo tak prezentowała się siedziba Wereszczaków) i jak przystało, uległą córką swoich rodziców, innym razem nieszczęśliwą romantyczną heroiną, a niekiedy nawet występną grzesznicą
i swoistą famme fatale. Jaka zaś była na prawdę, tego nie dowiemy się zapewne już nigdy.

Nie wiadomo, kiedy po raz ostatni poeta widział hrabinę Puttkamerową. Wedle relacji Antoniego Edwarda Odyńca, to ostatnie spotkanie miało miejsce latem 1824 roku, tuż po wyjściu Mickiewicza z więzienia po słynnym procesie młodzieży wileńskiej, a przed jego zesłaniem. Wówczas to hrabiostwo Puttkamerowie „przybyli oboje […] ze wsi na dni parę, dla pożegnania się z Zanem, Czeczotem i Adamem Suzinem”.

Legendy tworzone przez przyjaciół poety, zaś przede wszystkim przez jego pierwszych monografistów, nauczyły nas wierzyć, że miłość między poetą a Marylą nigdy nie wygasła. Wedle świadectwa syna poety – Władysława Mickiewicza – w szufladzie paryskiego biurka jego ojca znajdowała się koperta z napisem Listy z Litwy: były w niej bileciki hrabiny, zeschły listek („pamiątka pożegnania”) oraz jej miniaturowy portret. Czyżby więc wspomnienia o swej młodzieńczej ukochanej rzeczywiście miał poeta przechowywać do końca swych dni?…

I niech tak zostanie. Spuśćmy na tę parę dyskretną zasłonę milczenia, tak często
i mocno szarpaną przez żądnych sensacji badaczy. Zostawmy ich… najlepiej w chwili gdy jeszcze nieświadomi swoich przyszłych losów – szczęśliwi i zapatrzeni w siebie, beztrosko biegną cienistą aleją tuhanowickiego parku…

Monika Stankiewicz-Kopeć



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz