Nadberezyńcy

„Nadberezyńcy” to też książka o miłości, trwałej, żarliwej i takiej, która popycha do wielkich czynów i troski o dobro wspólne a nie tylko własne. Miłości, która może wszystko.

Jesień już w pełni powoli nadchodzić będzie zima. Coraz chłodniej jest, na dworze ponuro i raczej nie chce się wychodzić z domu. Przed nami krótkie jesienne i zimowe dni i długie zimowe wieczory. Dawniej ludzie umilali sobie czas odwiedzając sąsiadów, gawędząc i opowiadając o tym co się wydarzyło w minionym roku, jaka będzie zima a jaki nadchodzący. Dziś jest inaczej. Gospodynie, jak i coraz częściej również gospodarze, inny sobie znaleźli sposób na „zabijanie” długich wieczorów. Pilnie śledzą kogo wyleczył znów doktor Burski albo Latoszek, kogo wytropił ojciec Mateusz albo co dzieje się u Hanki i Lucka. Można i tak. Ja jednak chciałbym zaproponować czytelnikom ciekawszy sposób na jesienne i zimowe wieczory. W moim odczuciu również przyjemniejszy i mniej szkodliwy, bo jak wiadomo zbyt częste oglądanie „M jak miłość” kończy się tym, że człowiek ma Mroczki przed oczami.



W roku ubiegłym znane i słynące z wielu ciekawych pozycji krakowskie wydawnictwo ARCANA wypuściło na rynek kolejne (dopiero drugie w tzw. wolnej Polsce) wydanie „kultowej” powieści Floriana Czarnyszewicza „Nadberezyńcy”. Kresowa ta epopeja ma wszelkie cechy dobrej lektury na zimę: jest napisowa barwny językiem, akcja wartko toczy się wieloma wątkami przez fale historii i jest … opasła – bez mała 640 stron. Powieść, nazwana przez Michała Kryspina Pawlikowskiego „Wojną i pokojem” naszych Kresów, opowiada burzliwe dzieje polskich zaścianków na kresowych ziemiach położonych między Berezyną i Dnieprem w okresie od początku XX wieku do lat 20-tych. Autor, człowiek stamtąd, barwną polszczyzną przetykaną licznymi rusycyzmami i białorusycyzmami maluje obraz tamtych miejsc i tamtych czasów. To książka nie tylko o Polakach, choć zdaje się, że ich dzieje są głównym wątkiem, bo opowiada o ich życiu codziennym, zmaganiu się z zaborcami, okupantami, Niemcami, komunistami czy nieprzychylnymi sąsiadami, ukazuje też różne postawy w stosunku do dziejowych zjawisk. Ale dla mnie to przede wszystkim książka o patriotyzmie. Tym wykuwanym w kresowych zaściankach, który kształtował się i hartował w niesprzyjających okolicznościach ale zawsze był tym „najwyższym pierwiastkiem własnej kultury” jak pisał Piłsudski i który takich właśnie jak on ludzi rodził. Ludzi, którzy jak Kazik Zdanowicz (jeden z bohaterów) walczyli za Polskę i wierzyli, że „Polska musi być prawdą” i musi być sprawiedliwa dla wszystkich jej mieszkańców i dla Polaków i dla Białorusinów czy żydów. To też książka o takim bardziej namacalnym patriotyzmie – „patriotyzmie krajobrazu” – jak go określał Józef Mackiewicz. Kipi on niemal z kart powieści poprzez swoistą inwokację jaką wygłosił z wyniosłej jodły Kościk Wasilewski do rozhukanej w burzy dziewiczej, nadberezyńskiej puszczy, to opisy sędziwych i mocarnych dębów czy jodeł, to nawet krótkie, ale jakże wiele mówiące zdanie „Przecudna była Smolarnia podczas wiosennych roztopów”. Tęsknota za rodzinną Smolarnią ciągnęła głównych bohaterów w jej okolice nawet wtedy gdy jako polscy wywiadowcy nie mogli się w niej pokazać bo obstawiona była przez bolszewików. Wówczas choć z daleka i z ukrycia chcieli na nią popatrzeć. Znając późniejsze losy autora nie sposób nie dopatrzeć się w tych opisach jego własnej tęsknoty za Smolarnią, lasami, Wończą, odpustami, sąsiadami. Po 1921 roku musiał on bowiem uciekać z rodzinnych stron by w końcu osiąść w Argentynie i przez 30 lat zarabiać na życie pracą w rzeźni. Jakże ciężko musiało mu być na duszy żyjąc a w końcu i umierając na tej tak różnej od nadberezyńskiej, amerykańskiej ziemi.

„Nadberezyńcy” to też książka o miłości, trwałej, żarliwej i takiej, która popycha do wielkich czynów i troski o dobro wspólne a nie tylko własne. Miłości, która może wszystko.

Siedząc nad tym opasłym tomiskiem wiele wieczorów czytelnik zżywa się bardzo z bohaterami, że aż żal się z nimi rozstawać gdy powieść się już skończy. Może jednak to i lepiej, że wątek powieści urywa się dość nagle, bo każdy kto zna historię tamtych terenów wie, że wraz z początkiem lat 20-tych XX wieku już na stałe osiedli na nadberezyńskich terenach bolszewicy i Polska nigdy tam, nie wróciła. Spotkał je, jak to pisał swego czasu Wańkowicz, Czarny Los. I gdyby powieść „potoczyła się” jeszcze dłużej ból rozstania z bohaterami byłby jeszcze większy.

A warto dodać, że właśnie ukazała się drukiem w wydawnictwie LTW inna powieść Floriana Czarnyszewicza „Wicik Żywica”.

Krzysztof Wojciechowski

Artykuł ukazał się pierwotnie w tygodniku „Niedziela zamojsko-lubaczowska”

Reklama

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.





Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz