Władysław Jagiełło, człowiek żelaznego zdrowia, zwycięzca spod Grunwaldu, urodził się ok. 1352 roku. Był czterokrotnie żonaty a ostatniego syna, późniejszego króla Kazimierza IV Jagiellończyka, spłodził w 1427 roku, wieku 75 lat! Całe życie zdrowy poległ dopiero w starciu ze słowikami (!).

Czytając opracowania historyczne można odnieść wrażenie, że dawni Polacy, sławne osobistości życia publicznego, kiedy ich czas się dopełnił, po prostu umierały. Takie odczucia są udziałem czytelników po lekturze większości podręczników lub książek historycznych. Ale byli oni takimi samymi ludźmi jak my, chorowali, cierpieli i umierali, często przedwcześnie, nieraz w cierpieniach. Na choroby weneryczne, zakażenia, a nawet zatrucia ołowiem… Czasami przy pomocy osób trzecich, a czasami na własne życzenie.

Władysław Jagiełło, człowiek żelaznego zdrowia, zwycięzca spod Grunwaldu, urodził się ok. 1352 roku. Był czterokrotnie żonaty a ostatniego syna, późniejszego króla Kazimierza IV Jagiellończyka, spłodził w 1427 roku, wieku 75 lat! Całe życie zdrowy (zapewne na skutek zahartowania w młodych latach) poległ dopiero w starciu ze słowikami (!). W końcowych latach panowania, rekompensując sobie trudy rządzenia król spędzał długie wieczory na łonie przyrody. Przysłuchiwał się śpiewowi słowików. Będąc już wiekowym (na starość tracił wzrok), nie raz zasypiał podczas słowiczych treli. Mimo sprzeciwu lekarzy, którzy odradzali władcy te ogrodowe koncerty ze względu na wieczorną rosę, Jagiełło jak przez całe życie tak i teraz był głuchy na ich głos rozsądku. Podczas jednego z kolejnych wieczornych koncertów, wskutek wilgoci i chłodu król przeziębił się. 82 letni organizm „żelaznego Litwina” tym razem nie dał rady. Władysław Jagiełło zmarł szybko i bezboleśnie 1 czerwca 1434 roku.

Zygmunt II August, ostatni władca z dynastii Jagiellonów, padł ofiarą swojej nadzwyczajnej, zachowywanej do końca życia, aktywności seksualnej. Wykazywał ją już dość wcześnie. Istnieją przesłanki wskazujące, że jedna z dwórek jego matki, królowej Bony, Włoszka Diana di Cordone zaraziła królewicza syfilisem. Schorzenie to było przyczyną bezpłodności Zygmunta, a tym samym wygaśnięcia całej dynastii. Szczególnie pod koniec życia władca, owładnięty potrzebą posiadania dziedzica, dosłownie nurzał się w rozpuście. Sposób prowadzenia się Zygmunta wpłynął na opinię współczesnych o rozwiązłości króla.

Nie były to jedyne przypadłości zdrowotne trapiące naszego bohatera. Już w 1536 roku (w wieku 16 lat) ciężko zachorował na febrę. Brak umiarkowania w jedzeniu i piciu elity społecznej, a także samego króla prawdopodobnie spowodował już od 1558 roku zapadnięcie na kamicę pęcherzową, a od 1568 roku na dnę moczanową (podagrę). Od 1563 roku zaczyna tracić zęby. Mimo stosowania zagranicznych maści i leków (np. wódki z kwiatów jałowca), król mizerniał, słabł i przedwcześnie się postarzał. Na wiosnę 1572 roku stan zdrowia Zygmunta zdecydowanie się pogorszył. Po czterech silnych krwotokach i odczuwanym bólu w boku oraz silnym ataku kamicy:

wyszły z niego[króla] dwa kamienie, większe niż bobowe ziarno[ok. 35 mm długości], a trzeci granowity, także wielki, które go srodze zraniwszy, zemgliły go”.

7 lipca 1572, król zmarł w cierpieniu w wieku 52 lat. Współcześni, mimo namacalnych dowodów chorób trapiących ostatniego Jagiellona, w związku z opinią seksoholika, uznawali powszechnie, że jego śmierć nastąpiła od nadużywania napojów miłosnych – afrodyzjaków. Taka opinia spotkała cierpiącego straszliwe katusze człowieka, który sobie na takie zdanie solidnie zapracował…

Śmierć Zygmunta Augusta

Stanisław Żółkiewski, hetman wielki koronny, zwycięzca spod Kłuszyna zdobywca Moskwy, odważny żołnierz, uczeń i towarzysz Zamoyskiego był „nikczemnej postury”, łatwo się męczył i jak pisali współcześni, był „dziwnej bladości”.Co wydaje się jednak z tym sprzeczne, nie przeszkadzało mu to być energicznym, tak, że za młodu rwał się do bójek, mimo często nikłych szans na zwycięstwo. Przyszły hetman był delikatnej urody i bardzo urodziwej twarzy. Podczas widowiska z okazji ślubu Zamoyskiego z bratanicą króla powierzono mu rolę bogini łowów, Diany (!). Pierwszą poważną ranę odnosi w wieku 41 lat, w bitwie pod Byczyną 24 stycznia 1588 roku. W starciu tym zdobył sztandar arcyksięcia Maksymiliana, lecz przypłacił ów wyczyn ciężkim postrzałem w kolano, po którym lekko utykał do końca życia. Od 1610 roku pojawia się niedowład nóg (w wieku 63 lat – pozazdrościć!), tak, że w czasie sejmowych obrad przemawia na siedząco. Przy dosiadaniu konia korzystał z pomocy sług.

Od 1611 pojawia się u Żółkiewskiego choroba oczu, powoli traci wzrok a w końcu jest silnie niedowidzący. Pojawiają się objawy starości. Staje się zgorzkniały (szczególnie, że całe życie słynął z łagodnego charakteru), występuje starczy upór (uwidocznił się pod Cecorą). Brak bieżących sukcesów militarnych [Orynin 1618] stał się powodem krytyki hetmana. Zaczyna prześladować go wizja zaszczytnej śmierci za Ojczyznę.

Stanisław Żółkiewski, jak tego pragnął, poniósł honorową śmierć na polu walki, a nie w wyniku starości. Dokonał żywota podczas odwrotu po przegranej bitwie pod Cecorą, 7 października 1620 roku, pod Mohylewem, tuż przy polskiej granicy. Walczący do końca 73-letni hetman, otoczony przez Tatarów, zginął z szablą w ręku. Nazajutrz znaleziono ciało Żółkiewskiego z odciętą prawą ręką i bez głowy (w późniejszym czasie żona hetmana wykupiła głowę męża z rąk Turków). Jego głowa miała ranę ciętą na skroni, co świadczy o walce do końca. Tak odszedł schorowany, niedowidzący i zgorzkniały na starość zdobywca Moskwy.

Śmierć Stanisława Żółkiewskiego

Na zakończenie prawdziwy herkules, człowiek ze stali, którego zmogło dopiero zatrucie ołowiem… Mowa o Stefanie Czarnieckim, prawdziwym fenomenie wytrzymałości staropolskiej, uwiecznionym w polskim hymnie. Ten staropolski terminator, w swoim 66 letnim życiu, służył w wojsku 44 lata. Rozpoczął swoja karierę najprawdopodobniej jako lisowczyk w bitwie pod Chocimiem w 1621 roku. Dowodził w 27 dużych bitwach i oblężeniach, brał udział w 73 mniejszych starciach. Pochodzący ze średniozamożnej szlachty Czarniecki był również husarzem, który pod koniec życia doczekał się nominacji na hetmana.

Nie licząc nienotowanych zapewne w źródłach lekkich ran i kontuzji, przeżył w życiu kilka bardzo poważnych urazów. W 1653 roku podczas szturmu na obóz Kozaków w Monasterzyskach otrzymał postrzał w twarz. Kula przebiła lewy policzek, wybiła zęby i wyrwała część podniebienia. W to miejsce chirurdzy wstawili mu później srebrną płytkę. Dorobił się pokaźnej blizny na twarzy. Rok później, w 1654 podczas ataku na Buszę nad Dniestrem wroga kula przebiła Czarnieckiemu lewą nogę – skutkiem czego do końca życia będzie utykał.

Mając „szczęście” do ran twarzy, przyszły hetman podczas dowodzenia obroną Krakowa przed Szwedami w 1655 otrzymuje kolejny postrzał, tym razem w prawy policzek, tracąc resztę zębów (podobno zaczął po tej ranie tak seplenić, że żołnierze mieli problem ze zrozumieniem jego rozkazów).

Kolejną ciężką ranę otrzymał, w prawą nogę w 1656 roku. Zadziwia, że Czarniecki, w wieku 57 lat, dzieląc trudy wojennego życia, będąc wielokrotnie ranny, dalej walczy stając się wzorem żołnierskiej wytrwałości.

Stefan Czarniecki

Wreszcie i na tak twardego wojownika przychodzi kres. W 1664 roku podczas ataku na broniony przez Moskwicinów i Kozaków Głuchów zostaje dwukrotnie ranny. Otrzymuje postrzały w rękę i w pierś. Pomimo doznanych obrażeń (traci dużo krwi) kontynuuje walkę. Tego samego roku podczas szturmu na Stawiszcze kula trafia go ponownie w lewą nogę roztrzaskując kość na kolanem. Wieści o śmierci Czarnieckiego okazują się przedwczesne. 65-letni (!) hetman mimo tak poważnej rany nie umiera. Zapada decyzja o powrocie do domu. Niestety, podczas podróży pojawia się infekcja rany oraz przeziębienie:

Wpadł w chorobę, z której wrodzonej swej cnoty rycerskiej długo nie poddawał się, jednak gdy go febra codziennie męczyła, całe osłabł.”

Tego było już za dużo dla sędziwego bohatera, ale mimo to, gdy otrzymał od królewskich wysłanników informację o nadaniu buławy hetmańskiej, pełen goryczy o tak późną nominację, ruszył na rozkaz króla do Lwowa. W drodze, 16 lutego 1665 roku, podczas śnieżycy, osłabiony chorobami hetman zatrzymał się w Sokołówce, jak chce tradycja w prostej chacie, gdzie w spokoju, po ostatnim namaszczeniu, odszedł na wieki, w wieku 66 lat.

Tak zmarł najtwardszy z najtwardszych, o fenomenalnej wytrzymałości ciała i ducha, który uległ dopiero łącznemu atakowi starości, wielokrotnych ran, choroby, infekcji i złej pogody. Dopiero taka kumulacja niekorzystnych czynników złamała tego staropolskiego terminatora.

Kuba Pokojski

Bibliografia:

Cynarski S.,Zygmunt August, Wrocław 2004.

Podhorodecki L.,Hetman Stefan Czarniecki, Warszawa 2009.

Podhorodecki L.,Stanisław Żółkiewski, Warszawa 1988.

Stomma L.,Sławnych Polaków choroby, Gdańsk 2004.

Wiszewski P.,Władysław Jagiełło i jego czasy, Wrocław 2003.



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz