Kurna chata

„lenistwo wrodzone kobietom, wyperswadowało im [chłopom] iakoby wygodnieysze około pieca bez komina było chodzenie tam, gdzie chleb piec lub konopie szuszyć trzeba”

Prymitywne warunki życia

Kurna chata, czyli pozbawiona komina, była jedną z najbardziej prymitywnych form zabudowań, w jakich żyli ludzie. Dym z paleniska wydostawał się na zewnątrz zwykle poprzez otwór w dachu (który bywał zatykany tuż po rozpaleniu ognia), a czasami przez drzwi. Co się wówczas działo wewnątrz? Opis żydowskiej karczmy z drugiej połowy XVIII wieku oddaje horror życia w takim pomieszczeniu:

„Proszę sobie wyobrazić […] kurną izbę, sczerniałą, jak węgiel, od zewnątrz i wewnątrz, bez komina, z małym tylko otworem w dachu do wypuszczania dymu, zamykanym przecie natychmiast po roznieceniu ogniska, aby ciepło nie uciekło.

Okna były zatkane papierem, przyklejonym do wąskich pasków świerkowego drzewa, zatkniętych na krzyż. Jedyna izba służyła jednocześnie za pokój mieszkalny, jadalny, sypialny, uczelnię i szynkownię. Wyobraźcie sobie, że ta izba była mocno opalona i przenikały do niej dym, pędzony wiatrem do wnętrza, i wilgoć (co zimą przy topnieniu śniegu działo się ciągle), a zrozumiecie, że po prostu można tu było się zadusić. Wisiała tutaj brudna bielizna i rozmaite brudne kawałki garderoby na rozciągniętych wzdłuż całej komnaty drągach, aby gnieżdżące się w odzieży robactwo dym wytępił. Wisiały tu, susząc się, kiełbasy, z których tłuszcz kapał bezustannie kroplami ludziom na głowy. Stały tu cebry z kwaśną brukwią i czerwoną rzepą (głównym jadłem Litwinów); gdzieś w kącie była woda do codziennego użytku, a tuż obok kubeł pomyj. Miesiono tu mąkę, gotowano i pieczono mięsiwo, dojono krowy itp.

W tym wspaniałym mieszkaniu siedzieli chłopi na gołej ziemi (wyżej niepodobna było siedzieć, jeżeli nie chciało się udusić w dymie), pili wódkę i hałasowali; w jednym kącie gromadzili się domownicy; a za piecem siedziałem ja wraz z mymi brudnymi na pół nagimi uczniami i tłumaczyłem im coś ze starej podartej Biblii z hebrajskiego na rusko-żydowski żargon.”[1]

Nie inaczej widział to francuski oficer w 1814 roku:

„Dom polskiego chłopa tworzy czworobok podzielony korytarzem na dwie izby. Jedną z nich, posiadająca czasami podłogę, nazywaliśmy letnikiem, ponieważ jest zamieszkiwana w tej porze roku. W zimie gromadzi się tam ziarno na siew, zapasy żywności, a na ścianach wiszą długie girlandy grzybów. Druga izba zaopatrzona jest w piec, na którym sypia cała rodzina. Znajduje się tam też skrzynia służąca za ławkę, kilka drewnianych stołków, kilka naczyń glinianych, stół i krosna do tkania. Z braku komina dym nie znajduje innego ujścia jak przez drzwi, będące zarazem jedynym otworem, przez który można zajrzeć do wnętrza w dzień. Innych maleńkich otworów pełniących rolę okien nie otwiera się nigdy ze względu na zimno. Woda skapująca z dachów oraz wylewana z chałupy tworzy przed obejściem cuchnącą kałużę, zasilaną dopływem z sąsiedniej i niemniej smrodliwej gnojówki, po której brodzą gęsi, dzieci i świnie. Wszystko to pospołu z resztą członków rodziny, zamieszkuje w części izby tonącej w kłębach dymu, który po zamknięciu pieca snuje się po ziemi jak całun z krepy, opadając zwykle tak nisko, że gdy staliśmy wyprostowani schodził nam po pas. Unosi się potem z wolna i przy zwykłym wtórze ćwierkających świerszczy uchodzi pod pułap.

Te smutne i wilgotne mieszkania, przedzielone od siebie przestrzeniami pełnymi nieczystości i porozrzucane dokoła bez żadnej symetrii zbudowane są z gliny i pokryte strzechą. Są tak poczerniałe i tak zwęglone, jak gdyby całe wsie zostały osmalone pożarem.”[2]

Dlaczego?

Czytając te opisy trudno zrozumieć, dlaczego ludzie żyli w tak prymitywnych warunkach. Przecież komin nie jest jakimś wyrafinowanym wynalazkiem, którego zbudowanie i użytkowanie przerastało możliwości prostego chłopa. A jednak… Okazuje się, że wielu chłopów decydowało się na mieszkanie w kurnych chatach, bo w ich (a w szczególności ich żon) mniemaniu, było im tam po prostu lepiej. Skąd to wiadomo? Dzięki Ignacemu Lubicz Czerwińskiemu, który w pionierskiej książce etnograficznej, wydanej we Lwowie w 1811 roku, szczegółowo opisał życie Bojków – chłopów zamieszkujących tereny na południe od Lwowa, między rzekami Stryj, a Łomnica. Tereny te przed pierwszym rozbiorem (1772 r.) należały do Polski. W jego wyniku przeszły w ręce austriackie, by po pierwszej wojnie światowej ponownie znaleźć się w granicach Polski. Po agresji ZSRR w 1939 roku zostały przyłączono do Ukrainy, w granicach której pozostają do dziś.

Ignacy Lubicz Czerwiński pisał:

„Tę chałupę w tuteyszey okolicy, lubi on [chłop] tylko o iedney izbie szczypłey budować, aby się w zimie prędzey i łatwiey ogrzała, bo chociaż ówże człowiek iest wytrzymały na zimno, przecież w ten czas, gdy spoczywa, parzyć się na piecu, iak w łaźni, lub siedzieć w zbyt gorącey chacie, bywa iedyną iego rozkoszą. To ciepło, aby mu nie uciekało, tedy nawet komina do wypuszczenia dymu nie wyprowadza, a drudzy dla pozbycia się swaru i kłótni z żonami, zrucać ie muszę dlatego, że lenistwo wrodzone kobietom, wyperswadowało im iakoby wygodnieysze około pieca bez komina było chodzenie tam, gdzie chleb piec lub konopie szuszyć trzeba. Tey to chaty ów człowiek tłustością albo swiecą nigdy nie oswieca, lecz do tego używan lipowych lub sosnowych szczepek.”[3]

Kilka chat tego typu z terenów zamieszkiwanych przez Bojków, zachowało się do naszych czasów. Ich zdjęcia prezentuję w dalszej części tego artykułu. Najstarszą z nich zbudowano w 1749 roku. Młodsze w latach 1792 i 1812. Jak widać na zdjęciach, nie są one zbyt wielkie. Bo też i bardzo rzadko zamieszkiwały je liczniejsze rodziny. Jak notował wspomniany etnograf:

„Płodność tu iest dosyć leniwa; we wsi moiey, na kilkadziesiąt chłopa ledwie kilku ma po dwóch albo po trzech synów […]”[4]

Czyli ledwie kilka rodzin chłopskich liczyło po 6 – 8 ludzi (rodzice, 2 – 3 synów oraz 2 – 3 córki). Zdecydowana większość rodzin była mniej liczna.

Obyczaje

Wbrew pozorom, budowa i zamieszkanie w tak prymitywnych budynkach, związane były z bogatą obyczajowością. Bojkowie byli ludźmi przesądnymi, co przekładało się na różnego typu zachowania, które współczesnego człowieka mogą jeśli nie śmieszyć, to co najmniej dziwić. Opisał je Ignacy Lubicz Czerwiński (w kwadratowych nawiasach moje uwagi):

„[…] ów człowiek prosty w maiątku swym pierwszym, czyli w chałupie chcąc na potem znaleźć szczęście, a nieszczęście odpędzić; więc one z temi uroczystościami buduie.

1mo [primo / po pierwsze]. Po założeniu podwalin na każdym oney końcu kładzie na noc kawałek chleba. Nazaiutrz uważa, czyli z którey strony nie zginoł ów chleb. Jeżeli zginoł; więc tę część strony za mieysce nieszczęśliwe poczytuie, i podwaliny natychmiast w inny bok usuwa.

Ten zabobon zdaie się mieć ten początek, że każdy rolnik, jak wiadomo, na chlebie fundament życia swego, a przy życiu wszystkie inne pomyslności zakłada; a zatem przez utracony kawałek chleba na podwalinie, wystawia ón sobie, że na tamtym kącie oparta chata, trafiłaby na wyrok niedostatku chleba, po czem skrócenia życia iego nastąpić by musiało.

2do [secundo / po drugie]. Chałupy budować na tem mieyscu, gdzie przedtem szła iaka droga, nie odważa się w tem mniemaniu, iżby mogła na ślad złego ducha natrafić.

Ten przesąd pochodzi z tey wiary prostego człeka, że diabeł za niektóremi ludzmi włóczy się i ślady swoie zostawia.

3tio [tertio / po trzecie] Drzewa od burzy zwalonego w ściany nigdy nie zakłada.

Ten zabobon pochodzi u prostego człeka z tego uprzedzenia, że sam tylko diabeł burzy i zawieruchy sprowadza, i ón to iest, co lasy wali, a że podobne natury działania, zwykły siłę zwyczayną człowieka przechodzić[przewyższyć], bo człowiek zapewne nie iest w stanie wielkiego drzewa z korzeniem wyiąć i obalić; z tąd mysli sobie ów prostak, że drzewo tak ciężkie spadaiąc, powinno było cokolwiek diabła przydusić, i mocą iego napoić się; przeto do mieszkania zabrane, razemby i samego diabła sprowadziło.

4to [quatro / po czwarte] Wierzy tu tenże człowiek prosty, że mu wolno tylko budować chałupę swoią wzdłuż co się podoba [czyli tak długą jak chce], lecz przyczynienie iakiego kolwiek wszerz budynku, osboliwie za okop, podłużny, sprowadziłoby mu śmierć albo chorobę.

Ten zabobon, nie ma podobno innego początku iak ztąd, że wszelki do chałupy przyczynek, dawał przedtem złodzieiom domysł, że się ów człowiek z maiątkiem swym nie może w samey chacie pomieścić, a przeto zapaleni nadzieią zdobyczy, do pobocznego przybudynku łatwiej wkradali się, oraz gospodarza z przestrachu chorobą albo śmiercią nabawiali; wszakże owa zapomniana przyczyna w innym tłómaczeniu zostawiła teraz błąd, to iest: że diabeł obszerniejszy, znayduie kąt do chowania się.

5to [quinto / po piąte] Po zabudowaniu chałupy, w górze od sieni przez cały rok człowiek prosty dachu nie doszywa, a to dla tego, aby tą dziurą wszystkie iego nieszczęścia wylatywały.

Względem tego zabobonu domyślać się tu trzeba owego mylnego uprzedzenia człowieka prostego, iż ón nieszczęście bierze za rzecz z ducha złożoną, który maiąc sobie zostawiony wylot w dachu, będzie mógł niby łatwiej wynieść się, i chatę iego opuścić.

6to [sexto / po szóste] Nim się człowiek prosty wprowadzi do chałupy, zostawia w przód w niey koguta na noc, który, ieżeli piać będzie, tedy dobry znak, ieżeli zaś nie zapieie, nieszczęście znaczy.

Z tego zabobonu bierze sobie ów człowiek tę myśl fałszywą, że kogut będąc iakoby dla ludzi żegarem[zegarem], oraz na czasy od natury do spiewu przeznaczony, czuynym ptakiem, nie mógł by swey zaspać godziny, gdyby diabeł nie zayrzał był do chałupy, i z przestrachem swym do zaniedbania śpiewu nie przymusił go.

7mo [septimo / po siódme] Tenże człowiek starego piecyska [pieca] po rozwalonej chałupie dotykać i psuć nie odważa się.

Nie psuie ów człowiek piecyska starego dla tego, że rozumie, iż co przedtym diabeł iego rozdzielał się po całey chałupie, tedy po wywróceniu oney upodobanego sobie mieysca niechcąc ostąpić, do piecyska całkowicie przenosi się, atoli co dawniey stara opinia stare zamczyska ku mieszkaniu diabłów przeznaczała, tu chłopek ubogi mógł go bespiecznie do swego przenieść pieca.”[5]

Gdy już wszystkie wyżej wyliczone warunki zostały pomyślnie spełnione, a dom zamieszkano, po jakimś czasie mogło się okazać, że trzeba go jednak przenieść w inne miejsce.

„[…] wierzy tu lud prawie powszechnie, że inaczey choroba na człeka nie wydarza się, tylko za sprawą diabła, a choc iuż i temu w części wierzy, że tę złość może cokolwiek woda swięcona uśmierzyć wszelako, sam wprzódy wróżbit poradzić powinien, na iakie mieysce? Dla ważnieyszego święcenia wody udać się ma chory. Co gdy niepomoże; więc mu on kończy rady swoje, aby w inną stronę chałupę swoią, stodołę albo płot przesunoł. i t. d. W tuteyszey okolicy, naywięcey diakoni czyli słudzy cerkiewni w tem rzemiesle [wróżbiarskim] posiadaią swoią sławę.”[6]

dr Radosław Sikora

Aneks

Kurna chata z 1749 roku, ze wsi Libuchora (Либохора), eksponowana dziś we lwowskim skansenie Музей народної архітектури і побуту «Шевченківський гай»

Kurna chata z 1792 roku, ze wsi Orawczyk (Орявчик), eksponowana dziś we lwowskim skansenie Музей народної архітектури і побуту «Шевченківський гай»

Kurna chata z 1812 roku, ze wsi Libuchora (Либохора), eksponowana dziś we lwowskim skansenie Музей народної архітектури і побуту «Шевченківський гай»

____________________________________________

Przypisy:

1Salomon Majmon, Autobiografia. Tłum. Leo Belmont. Warszawa 1913. s. 120 – 121.

2Casimir-Stanislas d’Arpentigny, Podróż jeńca po Polsce. W: Cudzoziemcy o Polsce. Relacje i opinie. Wybrał i opracował Jan Gintel. Kraków 1971. t. II, s. 305.

3Ignacy Lubicz Czerwiński, Okolica Za-Dniestrska między Stryiem i Łomnicą: czyli opis ziemi i dawnych klęsk, lub odmian tey okolicy; tudzież, iaki iest lud prosty dla religii i dla Pana swego? Zgoła, iaki ón iest? w całym sposobie życia swego, lub w swych zabobonach albo zwyczaiach.Lwów 1811. s. 172 – 173.

4Tamże, s. 211.

5Tamże, s. 184 – 188.



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz