Kryzys pokoleniowy

Można z dumą stwierdzić, że Polacy nie zmarnowali koniunktury, którą im stworzyła wojna 1914–1918. Potem przyszliśmy do rządów my – nasze pokolenie. Zniszczyliśmy kraj gospodarczo, mając całą gębę frazesów społecznych sprawiliśmy, że w kraju wyrosła olbrzymia, wszechwładna, egoistyczna klasa urzędnicza, która bezprzytomnie ssała inne klasy społeczne, tak ziemianina, kupca czy przemysłowca jak chłopa i robotnika, stosowaliśmy dziką i bezsensowną politykę narodowościową, prowadziliśmy politykę zagraniczną na wyrost, nieodpowiedzialną, agresywną, chełpliwą i zaczepną, aż wreszcie pchnęliśmy kraj do wojny samobójczej.

Już zaznaczałem, że cenzus pokoleniowy wysuwany przez NiD (Niepodległość, Intryga, Demokracja) jest śmieszny. Menerzy NiD-u są to przeważnie ludzie około czterdziestki, dobrze podtatusiali, którym w Polsce nie udało się zrobić kariery, i którzy chcą się odegrać na emigracji. Ale to nie znaczy, aby kryzys pokoleniowy nie istniał w ogóle – nigdy bowiem podział na „ojców i dzieci” nie był tak bliski podziału na wyzyskujących i wyzyskiwanych. „Ojciec” to generał siedzący w Londynie lub wódz czy lider polityczny kryjący się w dobrze strzeżonym konspiracyjnym mieszkanku w Warszawie, to minister wzywający przez radio z Londynu do strzelania do Niemców w kraju, a w najlepszym razie to oficer siedzący w oflagu calutką wojnę, a „dziecko” to chłopiec strzelający do Niemca zza węgła, a w konsekwencji rozstrzeliwany lub zamęczany w Oświęcimiu, to dziewczyna z Armii Krajowej gwałcona w Gestapo.

Starsze społeczeństwo też siedziało w Oświęcimiu. – O tak! Nie byłoby uczciwie odmawiać mu bohaterstwa. Ale jednak to starsze społeczeństwo w części przynajmniej rządziło i wydawało rozkazy, podczas gdy dzieci tylko słuchały.

Pokolenia: naszych ojców, urodzonych po upadku powstania 1863 roku, nas – i naszych dzieci, urodzonych już w wolnym państwie polskim.

Pokolenie naszych ojców: Galicja– ośmieszona, wykpiwana, łajana. Było to jednak osiągnięcie wspaniałe, właściwe przywrócenie polskiego życia państwowego na dużym kawałku ziemi polskiej, wchodzącym w skład czegoś w rodzaju „Międzymorza”, o którym tak dużo i często w tak niemądrej formie mówi się na emigracji. Nie ma nic idealnego na świecie, życie w Galicji nie było idealne, ale rządy polskie w Galicji funkcjonowały jednak sprawniej niż rządy naszego pokolenia w niepodległym państwie polskim. Poznańskie– tutaj polskość w walce obronnej święciła niemałe sukcesy. Pomimo pozorów, niemczyzna cofała się w tym kraju, polskość była w ofensywie, tak to wynika chociażby ze statystyk lat 1850. w porównaniu z rokiem 1800. Samoobrona polska była rozumna, celowa. Śląsk– nastąpiło niespodziewane odrodzenie polskości. Królestwo– okupant rosyjski usuwał tu Polaków z wszelkich dziedzin życia publicznego – konsekwencją tego stanu rzeczy nie była jednak rusyfikacja kraju. Pozostał on nie mniej polski niż za czasów Zygmunta III, którego postać chyliła się nad stolicą. Litwa i Ruś. Polskość po klęsce przeżytej po 1863 roku była w postawie obronnej, polskość trwała, zwyciężała gospodarczo, trzymała się granic 1772 roku.

Przyszła wojna 1914 roku. Tak jak nasze dzieci teraz, tak my w tamtej wojnie byliśmy szeregowcami, słuchaliśmy rozkazów. Ale te rozkazy widać były nie najgorsze, skorośmy odzyskali państwo. Wśród wydających rozkazy i dyrektywy byli Piłsudskii Dmowski, dwie orientacje… obie dobrze zasłużyły się Ojczyźnie. Odzyskanie Polski było zasługą pokolenia naszych ojców.

Ktoś powie: była to zasługa nie pokolenia, lecz koniunktury politycznej, jednoczesnego prawie upadku wszystkich trzech mocarstw zaborczych. Odpowiadam na to, że najlepszą koniunkturę można zmarnować. Anglicy mieli w 1933 możność załatwienia się z Hitlerem. Nie skorzystali z tego. Hitler miał nie najgorszą koniunkturę przed Monachium, ale wolał wejść na drogę awantur. Anglicy mieli interesującą koniunkturę w początkach 1944 roku, ale ją zmarnowali. Można z dumą stwierdzić, że Polacy nie zmarnowali koniunktury, którą im stworzyła wojna 1914–1918.

Potem przyszliśmy do rządów my – nasze pokolenie. Zniszczyliśmy kraj gospodarczo, mając całą gębę frazesów społecznych sprawiliśmy, że w kraju wyrosła olbrzymia, wszechwładna, egoistyczna klasa urzędnicza, która bezprzytomnie ssała inne klasy społeczne, tak ziemianina, kupca czy przemysłowca jak chłopa i robotnika, stosowaliśmy dziką i bezsensowną politykę narodowościową, prowadziliśmy politykę zagraniczną na wyrost, nieodpowiedzialną, agresywną, chełpliwą i zaczepną, aż wreszcie pchnęliśmy kraj do wojny samobójczej. Ot! Nie zawracajcie mi głowy głupim pytaniem, czy mieliśmy kapitulować jak Hácha. Nikt nam roli Háchy nie narzucał, proponowano nam rolę Stalina, nam i Stalinowi złożono jednakową ofertę, myśmy ją z nonszalanckim gestem odrzucili, Stalin skwapliwie przyjął i… uratował siebie i Rosję.Mało nam było wrześniowego samobójstwa, dobijaliśmy Polskę to powstaniem wileńskim, to powstaniem warszawskim. Teraz na emigracji jeszcze nam tych klęsk jest za mało, chcemy resztki resztek naszych możliwości odegrania się zgrać jak najprędzej buńczucznymi hasłami maksymalnymi.

Dlaczego w czasie działalności naszego pokolenia nie mówiliśmy o kryzysie pokoleniowym? – Bardzo prosto, bo nie mieliśmy podstaw do braku zaufania do pokolenia poprzedniego, które państwo odzyskało, tak jak dzieci nasze mają całkowitą podstawę do braku zaufania do nas, jako do pokolenia, które państwo utraciło.

W kraju toczyła się dyskusja na temat kultu bohaterstwa. Cały problem był całkowicie fałszywie postawiony. Trzeba odróżnić bohaterstwo od celowości działania, na tle którego bohaterstwo się przejawia. Za celowość tego działania ktoś musi ponosić odpowiedzialność i to nic nie ma wspólnego z problemem bohaterstwa. Bohaterstwo jest nie tylko zawsze piękne, ale i zawsze pożyteczne, bo już raz żołnierz się bije, to zawsze jest lepiej, aby bił się dobrze, a nie źle. Natomiast za to, czy sama wojna jest pożyteczna czy szkodliwa ktoś powinien być odpowiedzialny. Otóż kwestia odpowiedzialności jest u nas wciąż nieuregulowana. Wiemy, że mówi się o kimś, że jest odpowiedzialny za losy nas wszystkich, za losy państwa, że tak się mówiło o Rydzu, o Sikorskim, ale nie wiadomo zupełnie, na czym ta odpowiedzialność ma polegać. Zdaje się, że na całkowitej bezkarności za spowodowanie klęski. W każdym razie wielu ludzi odpowiedzialnych za naszą klęskę przyniosło ze sobą swe lary i penaty, tu do Londynu, i w dalszym ciągu zamierza pouczać społeczeństwo polskie, co należy robić. Nie tylko poucza, ale z tego pouczania chce żyć, chce, aby mu płacono za udzielanie wskazówek.

Nie mogę się dziwić, że młodzież nie chce ich słuchać.

W tym zestawieniu pokoleniowym dzieci nasze reprezentują bohaterstwo, my – odpowiedzialność, a raczej jej brak.

O! Nie mam zamiaru schlebiać tej młodzieży i twierdzić demagogicznie, że fakt, że ktoś był dobrym lotnikiem, czyni z niego dobrego polityka lub fakt, że ktoś sprytnie oszwabiał Niemca podczas okupacji, czyni z niego odpowiedniego kandydata na sędziego w sprawach cywilnych. Jestem daleki od takiej demagogii. Nie powiem nawet, że młodzież, która przeszła przez tę wojnę i biła się w Armii Krajowej czy w NSZ, przeszła przez dobrą szkołę życiową. Co najwyżej mogę powiedzieć, że była to szkoła tragiczna. Ci, którzy kiedyś bili się w legionach, u Dowbora czy w kampanii z bolszewikami także niby przelewali krew. Ale tej krwi było tam tyle, ile na polowaniu na głuszce. Chcę przez to powiedzieć, że wojna, przez którą przeszło nasze młode pokolenie, była wojną o wiele od innych wojen bardziej demoralizującą.

Nie wiemy, jakie to pokolenie będzie i nie twierdzę nawet, że będzie od nas lepsze. Może będzie mniej napuszyste, deklamujące, zakłamane… no bo my biliśmy chyba światowe rekordy pod tym względem. Twierdzę tylko, że między nami a nimi stanęła wyraźna bariera. Że nie będziemy mieli na nich wpływu i oni słuchać nas nie będą, i – raz jeszcze – że trudno się im dziwić.

Stanisław Cat Mackiewicz

Fragment książki Chciałbym przekroczyć kurtynę żelazną „Lwów i Wilno” 1946-1950, Wydawnictwo Universitas, Kraków 2016. Tekst ukazał się pierwotnie: „Lwów i Wilno”, nr 26, 1 czerwca 1947.

Portal KRESY.PL jest patronem medialnym wydania „Pism wybranych” Stanisława Cata-Mackiewicza w Wydawnictwie Universitas.



5 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz