Husaria bije Szweda (Kryżbork 1704)

„I takeśmy pędzili Szwedów aż na sam odwód ich, który do nich ognia dał, chcąc ich utrzymać, ale nie mógł, bo i ich zmieszali samiż Szwedy uciekający”

Poniższy tekst stanowi trzecią część artykułu „Bitwa pod Kryżborkiem (Jakobstadt), 5 sierpnia 1704 roku”

Faza pierwsza – triumf Wiśniowieckiego

Przed zachodem słońca 5 sierpnia 1704 roku dwie armie stanęły naprzeciw siebie gotowe do boju. Armia litewsko-rosyjska ustawiła się frontem w stronę zachodzącego słońca. Efekt był taki „iżeśmy za blaskiem słonecznym i dojrzeć nie mogli nieprzyjaciela.”[1]

Na lewym skrzydle wojsk litewsko-rosyjskich teren do walki był zdecydowanie niekorzystny dla kawalerii „bo [otwartego] pola cale nie było, jeno lasy drobne”[2]. W miejsce to skierowano zatem jedynie 20–21 z 63–64 chorągwi kawalerii polskiej, czyli ledwie trzecią część ogólnej jej liczby. Te 20–21 chorągwi szacuję na około 850 koni. W centrum szyku stała piechota. Prawe skrzydło wojsk litewsko-rosyjskich było znacznie potężniejsze od lewego, bo tam, z powodu dogodniejszego terenu spodziewano się głównych walk. Cóż z tego, skoro:

„Szwedzi wszystką potencję [siłę] swej kawalerii obrócili na lewe skrzydło [litewsko-rosyjskie], bo też znać im dał pewny zbiegły husarz Parko nomini [nazwiskiem], że tam bardzo szyk słaby był.”[3]

Naczelny wódz Szwedów, generał Adam Ludwig Lewenhaupt, w swojej relacji stwierdził, że zanim rozpoczęła się bitwa, Stackelberg, któremu powierzono dowództwo nad szwedzką kawalerią prawego skrzydła, poprosił Lewenhaupta o zezwolenie na ruszenie do ataku „inaczej będzie za późno”. Generał zignorował tę prośbę zapewniając, że czasu będzie wystarczająco[4]. Nie wyjaśnił jednak na co miałoby być za późno. Dzięki relacji Nagurskiego domyślić się można, że chodziło właśnie o to, by zaatakować słabe, czyli lewe skrzydło Litwinów, zanim przybędą mu na pomoc inne oddziały. Nie wiadomo, czy Stackelbergowi udało się, czy też nie, uderzyć przed przybyciem posiłków. Znane mi źródła milczą na ten temat. Wiadomo natomiast, że:

„JWPan Zaranek chorąży żmudzki, a porucznik husarski pana hetmana [Wiśniowieckiego], przybiegł prosząc o sekundę [pomoc] lewemu skrzydłu.

Książę tedy jegomość [Wiśniowiecki], wziąwszy swoją usarską chorągiew, także księcia kanclerza [Radziwiłła] usarską, swoją petyhorską poruczeństwa W. Szyrwińskiego i dwie pancerne, i sam z temi chorągwiami szedł w sukurs lewemu skrzydłu, pomiędzy piechotę, w szyku stojącą; cośmy jeno wymknęli [minęli ją] po koniu idąc [jeden koń za drugim], abyśmy szyków piechoty nie zmieszali, zaraześmy się spotkali ze szwedzką rajtarią […]”[5]

Wspomniane 5 chorągwi kawalerii mogło liczyć około 350–360 koni, z czego mniej więcej 230 husarzy. Liczebność kawalerii Stackelberga jest trudna do określenia, bo szwedzkie źródła można różnorako interpretować[6]. Jeśli jednak uwierzyć głównodowodzącemu wojsk szwedzkich oraz wiarygodnej „Umbständliche relation”, kawaleria Szwedów (wliczając do niej i dragonów) była równo podzielona na oba skrzydła[7], co daje 700–750 koni na skrzydle Stackelberga.

Gdy przybył Wiśniowiecki z posiłkami dla lewego skrzydła, idąca przodem husaria została ostrzelana przez rajtarów. Husarze chorągwi Wiśniowieckiego, którzy w pierwszym szeregu mieli pocztowych, a w drugim towarzyszy, nie wytrzymali ostrzału i odskoczyli od nieprzyjaciela. Ten fatalny przykład podziałał na inne chorągwie, które również zaczęły uciekać. Na szczęście husaria Radziwiłła, której pierwszy szereg składał się z towarzyszy, a drugi z pocztowych, wytrzymała trzy salwy, po czym skoczyła na Szwedów i rozniosła dwa „hufy” rajtarów. Wówczas przyłączyli się inni. Do boju wróciła także husaria Wiśniowieckiego. Wspólna szarża 25–26 chorągwi husarskich, petyhorskich i pancernych (łącznie około 1200 koni), spędziła szwedzką kawalerię lewego skrzydła z placu boju, goniąc ją i rąbiąc przez ponad pół mili, czyli przeszło 3,5 km.

Rozbita kawaleria szwedzka. Fragment obrazu „Bitwa pod Kaliszem 1706 roku” (obecnie w zbiorach Fundacji XX. Czartoryskich w Krakowie).

Nagurski, walcząc w chorągwi husarskiej Wiśniowieckiego, opisał te wydarzenia drobiazgowo:

„[…] skoro tedy Szwedzi dali ognia, ussarja księcia hetmana poszła z placu niewytrzymawszy ognia, a byliśmy tak uszykowani, pachołcy [pocztowi] z przodu a w tyle towarzystwo. To porucznik lub namiestnik szeregi zajeżdżał, a pierwszy towarzysz pachołkom przywodził, w której to chorągwi usarskiej księcia był namiestnikiem Franciszek Szujski, pachołkom zaś przywodził JWPan Adam Sakowicz, za którą chorągwią i inne pierzchnęły. Porucznik zaś usarski księcia jego mości Radziwiłła kanclerza JWPan Aleksander Unichowski sędzia ziemski miński, ten sam stanąwszy przed chorągwią, towarzystwo w pierwszym szeregu postawił, a pachołkom pocztowym w tył kazał [stanąć]; których to pachołków szeregi zajeżdżał pierwszy towarzysz JWPan Józef Swida stolnik owrucki; tak tedy trzy ognie szwedzkie wytrzymał, [samemu] nie strzelając, a po wydanym ogniu szwedzkim obces [zuchwale, natarczywie] skoczył z chorągwią; tamże pułkownika szwedzkiego przywodzącego z pistoletu zabił, gdzie i pod Jmcią [Unichowskim] klacz postrzelono w nogę, na której do okazji [bitwy] siedział; i tak serdecznie się potykając [walcząc] dwie hufy Szwedów wygolili [wycięli], tak że i jednego [Szweda] nie zostało, bo Szwedzi kornetów nie mieli, gdyż był to lud komenderowany jedni z Polski od króla swego w sukurs Levenhauptowi przysyłani, a drudzy własnej Levenhaupta komendy; i pewnieby byli nas ogarnęli [otoczyli] i znieśli, bo ich było więcej trzech tysięcy samej kawalerji[8], gdyby nam zaraz w sekundę [z pomocą] nie przyszedł JWPan Szyrwiński porucznik Petyhorski pana hetmana wielkiego z prawej strony, a z lewej znowu strony, sekundował [pomagał] nas JWPan Ważyński starosta Tyrszlewski [tyrkszlewski] porucznik Petyhorski pana hetmana polnego, i takeśmy spędzili dużą partję z pola. Przytem Jmć pan Zaranek chorąży żmudzki z ussarją której porucznikował, a w której i ja byłem namiestnikiem, uderzył na Szwedów; pancerne chorągwie, których było 23 obces w ogień skoczyły tłumem, i takeśmy byli znieśli wszystką kawalerję szwedzką i przerzynali, aż za pół mili jak bydło pędząc przed sobą i lubego rąbiąc i strzelając, ażeśmy mieli w ręku wygraną; tak naszemu skrzydłu Pan Bóg poszczęścił.”[9]

Po opisie strat, do którego wrócę za chwilę, Nagurski dodał, jak to szwedzki odwód (czyli najpewniej piechota, która stała na prawym skrzydle) próbował powstrzymać ucieczkę własnej kawalerii, ostrzeliwując ją:

„I takeśmy pędzili Szwedów aż na sam odwod ich, który do nich ognia dał, chcąc ich utrzymać, ale nie mógł, bo i ich zmieszali samiż Szwedy uciekający, za któremi lewe skrzydło nasze już sine ordine [bez porządku; nie utrzymując szyku] z ochoty pędzili się.”[10]

Sukces kawalerii przywodzonej do bitwy osobiście przez hetmana wielkiego litewskiego, księcia Michała Serwacego Korybuta Wiśniowieckiego, odnotował nie tylko Nagurski. Także Wawrzyniec Franciszek Rakowski, który w owym czasie był towarzyszem koronnej chorągwi husarskiej Stanisława Szczuki, choć nie walczył w tej bitwie, w swoim pamiętniku zanotował:

„Książę jm. [Wiśniowiecki], przewodząc lewe skrzydło, poparł o milę Szwedów”[11]

Pogrom kawalerii Stackelberga odnotował również generał Adam Ludwig Lewenhaupt, który nie widział na własne oczy samych walk, ale słyszał liczne salwy na prawym skrzydle dowodzonej przez niego armii. Pospieszył tam, lecz było już za późno. Z wyjątkiem 50 kawalerzystów, którzy utrzymywali szyk między szwedzką piechotą prawego skrzydła (na marginesie dodam, że nie ma żadnych wzmianek o jej uczestnictwie w walkach z jazdą Wiśniowieckiego), pozostali wyłamali się już z szyku bitewnego[12].

Jeszcze jedno źródło potwierdza fakt ucieczki kawalerii Stackelberg z pola bitwy. Przytoczył je Uddgren w swojej pracy[13]. Wynika z niego, że po opisanych tu wydarzeniach prawe skrzydło Szwedów już nie wzięło udziału w walkach.

Przełamanie kawalerii Stackelberga nie obyło się bez strat. Jak informował Nagurski:

„Jednak w tej tam okazji, porucznika chorągwi petyhorskiej pana Wołowicza, marszałka W.X.Litewskiego, Jmć pana Horodeńskiego postrzelono, ten do godziny umarł z postrzału. Jmci pata Matawskiego porucznika pancernego księcia jego mości kanclerza, postrzelono także, ten żyje. Jmci pana Srokę, porucznika chorągwi Grużewskiego stolnika W.X.L. zabito. Pod ussarją księcia jego mości kanclerza [Radziwiłła] towarzystwa, trzech zabito: Jmć pana Stanisława Kmitę, pana Jakóba Kamińskiego, i Jmć pana Kazimierza Ptaka; tamże postrzelono w nogę Jmć pana Józefa Swidę, porucznika szeregowego pachołków, i konia pod nim dziewięć razy postrzelono, a dziesiąty raz cięto szpadą w łeb, a przecież wyżył i wyleczony był. Pachołków wielu postrzelono i zabito, koni też naginęło gwałt.”[14]

Opisane tu wydarzenia były z pewnością sporym sukcesem kawalerii litewskiej, w szczególności husarii Karola Stanisława Radziwiłła, ale bynajmniej nie zakończyły bitwy. Ta rozstrzygnęła się na prawym skrzydle wojsk litewsko-rosyjskich.

Czwarta i ostatnia część artykułu o bitwie pod Kryżborkiem „Zawisza kontratakuje”

dr Radosław Sikora

Czytaj o innych bitwach wojny północnej:

„Chybice 18 VI 1704 – ostatnie przebłyski chwały husarii”

„Roznieśli ich na szablach: czyli bitwa pod Drują 1704”

______________________________________________

Przypisy:

1Pisma Ignacego Chodźki. Tom III. Podania litewskie. Serya I-IV. Wilno 1881. s. 325.

2Tamże.

3Tamże.

4Te szczegóły podaję za: Hugo E. Uddgren, Karolinen Adam Ludvig Lewenhaupt: Hans krigföring i Kurland och Litauen 1703–1708. t. 1 (1703–1704). Göteborg 1919. s. 225. Na marginesie dodam, że szwedzki historyk, nie znając relacji Nagurskiego, nie dowierza relacji Lewenhaupta. Ten zaś, jako jedyny Szwed opisał porażkę kawalerii Stackelberga.

5Pisma, s. 325.

6Uddgren, Karolinen, s. 222.

7Tamże.

8Nie wiadomo o kogo chodziło Nagurskiemu. Czy „oni”, to tylko lewe skrzydło szwedzkie? Jeśli tak, to liczba 3 tys. jest zdecydowanie zawyżona.

Czy też chodziło Nagurskiemu o całą kawalerię szwedzką? Przypomnę, że tej było 1390–1490. Tę możliwość uważam za najmniej prawdopodobną, bo i sam Nagurski w dalszej narracji oddziela kawalerię prawego skrzydła Szwedów, która uciekła, od kawalerii szwedzkiej lewego skrzydła, której atak był kluczowy dla wyniku bitwy.

Wydaje mi się, że Nagurskiemu mogło w tym miejscu chodzić o tę kawalerię szwedzko-litewską, która z racji swego uszykowania na polu bitwy, miała możliwość zetrzeć się z kawalerią Wiśniowieckiego. Jest to o tyle prawdopodobne, że gen. Lewenhaupt wspomniał o jeździe sapieżyńskiej, która miała wejść do akcji przeciwko kawalerzystom Wiśniowieckiego, a i sam Nagurski pisał o Polakach będących przy lewym skrzydle armii szwedzkiej, którzy uciekali przed rycerzami Wiśniowieckiego: „a Polacy przy nich będący aż za mil kilka i dalej ustąpili” (Pisma, s. 327).

9Pisma, s. 325–326.

10Tamże, s. 327.

11Wawrzyniec Franciszek Rakowski, Pamiętnik wielkiej wojny północnej. Opr. Mirosław Nagielski i Marek Wagner. Warszawa 2002. s. 19.

12Uddgren, Karolinen, s. 225.

13Tamże.

14Pisma, s. 326–327.



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz