Enklawy mogłoby nie być

Obwód Kaliningradzki wciąż budzi emocje. Ten klin dawnych Prus Wschodnich w środku dwóch państw unijnych, czyli Polski i Litwy, a także rosyjska szpica w północnej flance NATO w przypadku potencjalnego starcia może być bardzo niebezpieczna dla swoich sąsiadów. To, że w ogóle ta rosyjska enklawa powstała nad Bałtykiem, jest zasługą przede wszystkim mocarstw zachodnich, które zgodziły się Stalinowi ją oddać, a także litewskich komunistów, którzy nie chcieli od niego przyjąć jej w darze. Gdyby to zrobili, dziś problemu by nie było. Polska przynajmniej w tej materii zrobiła wszystko, co można, by Królewiec był polski.

Enklawa kaliningradzka powstała z woli Stalina. Mocarstwa zachodnie nie sprzeciwiały się jego apetytom i uznały jego racje, że ZSRR powinien posiadać niezamarzający port nad Bałtykiem. Sprawa początkowo nie była zapisana w dokumentach i nie wiadomo było, jak przebiegać będzie granica polsko-sowiecka. Polacy przebywający w rejonie Królewca , przywiezieni tu przez Niemców w charakterze robotników przymusowych  sądząc, że Królewiec będzie należał do Polski, utworzyli w kwietniu 1945 r. Radę Miejską i zorganizowali Polską Straż Obywatelską. Sowieci tolerowali ich działalność, z czego można wnosić, że komendant sowiecki nie miał wyraźnych wytycznych w tej kwestii.

W czerwcu 1945 r. stacjonujący w Bydgoszczy batalion 14 Dywizji Piechoty dokonał w przyspieszonym trybie marszowym rajdu przez Grudziądz, Brodnicę, Ostródę, Braniewo do Królewca, by wesprzeć tworzone w Królewcu zręby polskiej administracji. Kto wydał rozkaz podjęcia przez niego marszu oficjalnie nie wiadomo, ale z całą pewnością można przyjąć, że dowództwo pułku nie wysłało batalionu do Królewca. Każdy, kto zna wojskowe realia zgodzi się, że dowodzący batalionem musiał mieć rozkaz na piśmie. We wszystkich armiach świata obowiązują takie procedury. Batalion Wojska Polskiego przebywał w pobliżu Królewca dwa dni, dopiero później wycofał się do Polski. Świadczy to, że jego dowódca czekał na rozkazy z kraju i łączył się ze swoim garnizonem. Ówczesny rząd polski, utworzony na bazie PKWN rzekomo całkowicie podległy Stalinowi, głosił hasło, że: „Polska wraca nad Odrę, Nysę i Pregołę”. Uważał on, że granica polsko-sowiecka będzie przebiegać wzdłuż rzek.

Polacy już byli

Oznaczało to, że polscy komuniści chcieli, by granica przebiegała od 30 do 40 km na północ od obecnej. Polska administracja od marca 1945 r. zaczęła obsadzać powiaty, wchodzące w skład „Okręgu Mazurskiego”, w skład którego weszły powiaty: gierdowski, darkiejmski, świętomiejski, a także północne części powiatów: iławeckiego, bartoszyckiego i gołdapskiego. Sowieci się z nich wycofali, podpisując z polskimi starostami stosowne akty zdawczo-odbiorcze. W powiatach tych zaczęła się też osiedlać ludność polska, która zaczęła zagospodarowywać przydzielone jej tereny.

Ten materiał powstał dzięki pracy dziennikarzy portalu Kresy.pl.
Wspieraj rzetelne dziennikarstwo.

W lipcu 1945 r. Rząd Jedności Narodowej skierował do rządów ZSRR, USA „Memorandum”, w którym przedstawił stanowisko Polski w sprawie zachodnich granic, w którym w kwestii Prus Wschodnich czytamy: „Traktatem wersalskim została Polska od Bałtyku odcięta barierą niemiecką, stanowiącą placówkę ekspansji germanizmu na wschód. Mimo to jednak na skrawku posiadanego wybrzeża potrafiła utrwalić swój stan posiadania, budując Gdynię, która w ciągu kilku lat wyrosła na największy port na Bałtyku.

Obecnie Polska musi stanąć mocno nad morzem i otrzymać długi pas wybrzeża między Odrą a Pregołą z portami: Szczecinem, Gdynią, Gdańskiem i Elblągiem, aby usunąć dotychczasową hegemonię niemiecką znad Bałtyku. Sens portów, jako ośrodków handlowych tkwi w komunikacyjnym i politycznym związaniu z naturalnym zapleczem. Jedynie tą drogą mogą rozwijać się kraje w głębi lądu.

Polska jest naturalnym zapleczem portów bałtyckich miedzy Odrą a Pregołą.”

Zachód zlekceważył

Na konferencji poczdamskiej zachodni politycy ani myśleli jednak umierać za „linię Pregoły”. Na trzynastym ostatnim posiedzeniu konferencji Stalin niespodziewanie zaczął wnosić poprawki. Pierwsza była dla Polski korzystna, bo na jej mocy granica zachodnia w rejonie Świnoujścia została przesunięta na zachód od miasta. Pierwotnie na mapie tego nie uwidoczniono. W drugiej poprawce według stenogramu Stalin zaproponował: „Druga poprawka dotyczy granicy obszaru Królewca. W ustępie drugim zanotowano, że granica powinna być uściślona przez ekspertów. Proponuje się stwierdzenie: „Przy tym dokładna granica w terenie powinna być ustalona przez ekspertów reprezentujących ZSRR i Polskę.” Prezydent USA Truman i brytyjski premier Attlee usiłowali protestować, ale czynili to pro forma, raczej ze względów proceduralnych. W końcowych „Uchwałach Poczdamskich”  zapisano także, że do czasu zwołania konferencji pokojowej niemieckie terytoria, znajdujące się na wschód od Odry i Nysy Łużyckiej: „powinny znajdować się pod zarządem państwa polskiego i pod tym względem nie powinny być uważane za część radzieckiej strefy okupacyjnej Niemiec”. Wszystkie mocarstwa zgodziły się na to, że granice zachodnie i północne Polski będą miały charakter tymczasowy. Dla Stalina formułą ta była korzystna, bo był on głównym gwarantem przebiegu granicy, którą, jak przewidywał, Niemcy zaczną zaraz podważać.

Samowolnie przesunęli

Strona polska usiłowała rozmawiać ze Stalinem, który osobiście wyznaczał polsko- sowiecką granicę. Polskiego memorandum w tej sprawie w ogóle nie rozpatrywano. Stalin wytyczył ją w linii prostej od miejscowości Piaski na Mierzei Wiślanej do punktu , w którym przed II wojną zbiegały się granice Polski, Litwy i Niemiec. Przebiegła ona 7 km na północ od Braniewa i 4 km na północ od Gołdapi. Granica była wytyczona w sposób irracjonalny. Rozcinała miejscowości na wiele części, pozbawiała ich dostępu do stacji kolejowych, dróg itp. Linia kolejowa z Elbląga do wschodnich powiatów prowincji została przecięta w sześciu miejscach i straciła rację bytu. We wrześniu 1945 r. Sowieci zaczęli usuwać też starostów polskich i ludność polską z terenów, które znalazły się za wyznaczoną przez nich granicą. Strona polska nie uczestniczyła w przesuwaniu granicy i swoich słupów granicznych nie ustawiała. Pełnomocnik rządu na Okręg Mazurski Jakub Prawin wysłał do Warszawy pismo informujące, że Sowieci samowolnie przesunęli granicę w pięciu powiatach.

Stalin odrzucił też propozycje Polski w sprawie wykorzystania portu w Elblągu. Zgodził się na swobodną żeglugę po Cieśninie Pilawskiej tylko statkom polskim. Było to równoznaczne z niemożliwością wykorzystania Elbląga jako portu morskiego, do którego mogłyby zawijać statki obcych bander. Według relacji Osóbki-Morawskiego w sprawie tej interweniował u Stalina Bolesław Bierut. Wywołało to tylko furię u dyktatora. Oświadczył on, że strona polska chce narazić terytorium Związku Sowieckiego na penetracje przez obce wywiady.   

Strona polska nie miała nic do gadania. Mogła demonstrować swoje niezadowolenie, odkładając oficjalną delimitację granicy w byłych Prusach Wschodnich. Ta została dokonana dopiero na mocy umowy z 5 marca 1957 r.

Stalin przez jakiś czas zastanawiał się, co robić z częścią Prus Wschodnich, która znalazła się w granicach ZSRR.

Litwa nie chciała

W marcu 1946 r. generalissimus zaproponował litewskim komunistom przyłączenie resztówki Prus do litewskiej SRR. Częścią ZSRR obwód stał się formalnie 17 października 1945 r. i przez szereg miesięcy jego sytuacja pozostawała w zawieszeniu. Gdy Snieczkus nie zgodził się na przyłączenie go do Litwy, 7 kwietnia 1946 r. został on włączony do RSFRR. 6 lipca 1946 roku przemianowano Królewiec na Kaliningrad, a obwód na kaliningradzki, na cześć Michała Kalinina.

Obwód otrzymuje jednocześnie status zamkniętego bałtyckiego okręgu wojskowego i głównej bazy Floty Bałtyckiej. Został on podporządkowany faktycznie Ministerstwu Obrony Rosji.

Z chwilą rozpadu ZSRR od razu wybuchła dyskusja, co dalej zrobić z Obwodem Kaliningradzkim.  Abstrahowała ona od interesów Rosji i traktowała Obwód Kaliningradzki jako teren do zagospodarowania. Przez litewską prasę przewaliła się dyskusja, podkreślająca  ważność regionu dla bezpieczeństwa Litwy. W odróżnieniu od Polski i Niemiec strona litewska kwestionowała prawno-międzynarodową obecność Rosji w regionie, a także wysuwała roszczenia terytorialne wobec Obwodu Kaliningradzkiego. Był on określany mianem zasadniczej części Małej Litwy.

Ten materiał powstał dzięki pracy dziennikarzy portalu Kresy.pl.
Wspieraj rzetelne dziennikarstwo.

W skład małolitewskich terytoriów miały też wchodzić: rejon Kłajpedy, przywrócony Litwie po 1945 r. oraz mały południowy region „zagarnięty przez Polskę” w 1945 r., czyli Warmia i Mazury. Nie był to pogląd, który pojawił się nagle. Starannie pielęgnowały go litewskie środowiska emigracyjne w USA. Świadectwem tego jest m.in. monumentalna, wielotomowa encyklopedia „Musu Lietuva” pod redakcją Broniusa Kviklysa, oferująca czytelnikom pokaźną wiedzę z zakresu historii, geografii, etnografii itp. Tom IV tej publikacji zawiera pokaźny rozdział „Mażoji Lietuva” , czyli „Mała Litwa”. Na 22 stronach udowadnia on prawo Litwy do Obwodu Kaliningradzkiego, a także Prus Wschodnich , które weszły w skład Polski. Przekonywał też, że Obwód Kaliningradzki jest tylko tymczasowo administrowany przez „Sowiecką Rosję”. Encyklopedia ta została oczywiście wydana w 1992 r. w niepodległej Litwie.

Oczywiście Litwa nic w sprawie Obwodu Kaliningradzkiego nie uzyskała, wywołała jednak dyskusję o jego statusie i przyszłości. Rosja w jej efekcie otworzyła obwód i postanowiła go w znacznym stopniu zdemilitaryzować oraz przekształcić w „drugi Hongkong”.

Wilno chce odrobić

Litwa na tym nie poprzestała i zaczęła wobec Obwodu Kaliningradzkiego prowadzić bardzo aktywną politykę i umacniać w nim swoje wpływy. Powołała Radę d.s. Małej Litwy. Otwarła w Kaliningradzie konsulat i zadbała o powstanie w obwodzie litewskich parafii rzymskokatolickich, prowadzących posługę wyłącznie w języku litewskim. W różnoraki sposób zaczęła też wspierać diasporę litewską, podtrzymując jej tożsamość. Jej członkowie otrzymali też litewskie paszporty. Widoczny w obwodzie zaczął też być litewski biznes. Litwa zaczęła też wspierać wszelkie poczynania w regionie przez Niemcy wiedząc, że jej prawa do Obwodu Kaliningradzkiego są żadne. Obszar dawnej Sambii, zamieszkany przez Prusów i zdobyty przez Krzyżaków w 1255 r. nie należał nigdy do Wielkiego Księstwa Litewskiego. Stolica tego regionu zwana po polsku Królewcem, stała się stolicą zhołdowanych przez Polskę Prus Książęcych. Po przyłączeniu  Krymu do Rosji wielu zachodnich polityków obwieściło, że gdyby przeprowadzić referendum w Obwodzie Kaliningradzkim to: „większość jego mieszkańców opowiedziałoby się za niezależnością od Rosji”. W 2014 r. w konserwatywnym amerykańskim piśmie „The National Interest” ukazał się artykuł sugerujący, że w przypadku referendum większość mieszkańców zagłosowałoby za wyjściem z Rosji i przekształceniem obwodu w część UE.

Czy tak by było, nie wiadomo. W każdym bądź razie w chwili obecnej Obwód Kaliningradzki pełni rolę rosyjskiego Port Artur. Część jego terytorium jest niedostępna dla obcokrajowców. Nie jest dla nikogo tajemnicą, ze w obwodzie stacjonuje garnizon uzbrojony w broń rakietową najnowszej generacji m.in. rakiety „Bastion” i „Iskander”. Według zachodnich komentatorów ich obecność zmieniła sytuację strategiczną w regionie. Litwini mogą sobie pluć w brodę. Gdyby przyjęli podarunek od Stalina sprawy mogłoby nie być. A tak klin niemiecki został zastąpiony przez rosyjski. Wilno nie wyczuło wiatru historii i teraz nie tylko ono ma problem.

Marek A. Koprowski



2 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. daro123 :

    Szanowna Redakcjo! Popełniacie ogromny błąd nazywając O.K Enklawą!!!!!
    O.K. nie jest ENKLAWĄ tylko EKSKLAWĄ!!! Aby być enklawą musi znajdować się wewnątrz kraju! Np. gdyby O.K. znajdował się na terytorium Polski byłby enklawą Polski, a eksklawą Rosji. Natomiast w tym przypadku granicząc z dwoma krajami O.K nie jest niczyją enklawą, jest tylko eksklawą Rosji.