Cień ponurego wschodu: Wiedźmy (6)

Wiedźmy stanowią osobną kastę, bardzo nieliczną i przechowującą się w wielkiej tajemnicy. Wiedźmę wychowuje inna wiedźma od lat niemowlęcych. Pierwszym warunkiem dla wiedźmy-nowicjuszki jest to, aby nie była chrzczona.

Zwykle nowonarodzoną dziewczynę stara wiedźma zabiera do swego schroniska, do jakiejś półrozwalonej chaty, lub jaskini w lesie i wychowuje, chroniąc ją od stosunków ze zwykłymi ludźmi, nie puszczając jej na wieś i nie pozwalając nikomu widywać jej. Podczas tego samotnego życia przyszła wiedźma uczy się rozmaitych magicznych formuł, zaklęć, wróżb, działania ziół i traw, podtrzymywana przez swoją mentorkę, w stanie stałego podniecenia. Mistycznego strachu i zdenerwowania. Wszystko to najczęściej doprowadza dorastającą dziewczynę do stanu ostrej neurastenji lub nawet epilepsji.

Gdy dziewczynka dojdzie do lat 15, wiedźma „poślubia ją diabłu”. Młodą wiedźmę ubierają wtedy w białe płócienne szaty, upiększają wieńcami z wodnych lilji, na czole umieszczają magiczne znaki Belzebuba i w znanem tylko starej wiedźmie miejscu, gdzieś w oczeretach nad ustronnem jeziorem, w kniei leśnej, lub wśród gołych głazów, pozostawiają związaną i otoczoną wianem. To wiano, czyli posag, składa się ze złamanego krzyża, dzbanka z krwią czarnego kozła lub jagnięcia, ze skóry powieszonego czarnego kota oraz butelki wódki.

Młoda wiedźma przerażona, oczekująca co chwila zjawienia się oblubieńca djabła, krzyczy, łka, nareszcie wpada w półobłąkania, lub w ciężkie zemdlenie, często przechodzące w ostry atak epileptyczny. Nad rankiem o świcie, przychodzi stara wiedźma, rozwiązuje nieszczęsną, cuci ją wlewając jej wódkę do ust i pozdrawia magiczną formułą, równie starą, z pewnością, jak świat słowiański. Od tego dnia dziewczyna staje sie wiedźmą i zaczyna własne praktyki Stara już się nie obawia, że dziewczyna ucieknie, gdyż wieść o tem, iż pozostała ona poślubiona djabłu, doszła do wsi i tu, gdyby się młoda wiedźma odważyła zjawić, oczekuje ją niechybna śmierć z rąk przesądnych wieśniaczek.

Od tego dnia zaślubin wiedźma zaczyna uczyć się… latać.

Sądowa medycyna, historja kultów oraz niektóre badania ojców kościoła chrześcijańskiego i wielkiego Leonardo da-Vinci rzucają światło na tę kwestję.

Rzecz się ma tak. Wiedźma przyrządza specjalną maść, mieszając tłuszcz z jakiemiś trawami, smaruje nią swe ciało na noc, bardzo szybko zasypia, a podczas snu ma znane wrażenia latania.

O swych snach bardzo żywo i porywająco opowiada, zachwycona i podniecona temi niezwykłemi przeżyciami i wrażeniami, utwierdzając swoją stawę, „latającej wiedźmy” — latającej na miotle, lub zydlu.

Sława takiej wiedźmy sięgała daleko chociaż bywała starannie ukrywana w obawie przed popem i policją. Wiedźma leczy przeważnie kobiety oraz pomaga w sprawach miłosnych, dając środki na przywiązanie do siebie kochanka, na wynalezienie narzeczonego, na oswobodzenie się od nienawistnego, pijanego, brutalnego męża. Prawda, że te czarowne środki nieraz figurują potem na stole sądu, gdzie na ławie oskarżonych zasiada klijentka wiedźmy. Wiedźma wróży, wywołuje duszę wskazanego człowieka podczas jego snu, robi przepowiednie, fabrykuje amulety, „lubczyki” naucza, w jaki sposób wytężając swoją własną wolę, można doprowadzić innego człowieka do naturalnej, lecz przyspieszonej śmierci.

Wiedźma zawsze zna się na hypnotyzmie, a żyjąc w otoczeniu natury, w stałej trwodze przed władzami, popami i tłumem, jest spostrzegawczą i podejrzliwą, staje się doskonałym psychologiem, lecz wszystkie te naturalne objawy ukrywa pod maską czarownych zaklęć, magicznych formułek, demonologii, czarownictwa i innych „czarnych nauk”.

Tylko bardzo ciężkie warunki istnienia zmuszają wiedźmy do opuszczenia swoich schronisk i nawiedzenia wsi, aby nabyć coś z ubrania, lub jedzenia. Przekrada się zwykle do znanej sobie klijentki w nocy i prosi ją o załatwienie sprawunków. Samej wiedźmie nie wolno zjawić się na ulicy. Jeżeli jej odrazu nic schwyci policja, lub pop, to biada jej — dostanie się bowiem w ręce rozwścieczonych chłopek, Każda z nich, w razie potrzeby zwraca się do wiedźmy, niosąc jej upominki, lub pieniądze, lecz każda z nich też wie, że wszelkie nieszczęścia, spadające na mieszkańców wsi są wynikiem przekleństwa wiedźmy. Toteż gdy wieśniaczki zobaczą biedną, samotną wiedźmę na ulicy, zaraz wypadną tłumnie, otoczą i zaczynają bić, bić po kobiecemu, stopniowo nielitościwie, męcząc i znęcając się. Wyrwane włosy, wydrapane oczy, wybite zęby, przetrącone kości — to jeszcze nic. Najczęściej kobiety rozszarpują wiedźmę, a kawałki jej ciała palą na popiół, i rozwiewają go „na suche lasy, na puste pola”.

Nieraz zaciągną ją na brzeg rzeki lub stawu uwiążą kamień do szyi i utopią.

To jest wiedźma i takim jest los „oblubienicy diabła”. (cdn.)

Antoni Ferdynand Ossendowski

Fragment książki Cień ponurego wschodu: za kulisami życia rosyjskiego, Wydawnictwo Biblioteki Dzieł Wyborowych, Warszawa 1923.



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz